Wywiad z ks. Luigi Giussanim przeprowadzony przez Giorgio Sarco w maju 1979 r. CzÄĹÄ druga.
Wywiad zostaĹ przeprowadzony w maju 1979 roku dla tygodnika âIl Sabatoâ; ze wzglÄdu na jego dĹugoĹÄ opublikowano wĂłwczas tylko jego fragmenty (âIl Sabatoâ, nr 20, 19 maj 1979 r.). CaĹoĹÄ, ktĂłrÄ
proponujemy, ukazaĹa siÄ jako dodatek do âLitterae Communionis CLâ nr 7â8 (1979), a nastÄpnie w ksiÄ
Ĺźce Un avvenimento di vita, cioè una storia [Wydarzenie Ĺźycia, czyli pewna historia] (dodatek do: âIl Sabatoâ, Roma 1993, s. 347â371).
(Pierwsza czÄĹÄ wywiadu - w poprzednim numerze.)
Â
INTELEKTUALNE POSZUKIWANIE
Ta intuicja jest gĹÄboko nowoczesna, a zarazem absolutnie tradycyjna. ZresztÄ
zawsze wielkie wraĹźenie wywieraĹ na mnie fakt, Ĺźe pierwsze stronice ZmysĹu religijnego powtarzajÄ
, w sĹowach przefiltrowanych przez wspĂłĹczesne doĹwiadczenie, pierwsze nuty tej wielkiej symfonii o czĹowieku, jakÄ
jest Prima Secundae Sumy teologicznej ĹwiÄtego Tomasza z Akwinu. Jacy mistrzowie wprowadzili KsiÄdza do takiego, tak niezwykĹego dla Ăłwczesnej kultury katolickiej, pojmowania dziedzictwa tradycji KoĹcioĹa?
Poza przywoĹanymi juĹź nazwiskami powiedziaĹbym, Ĺźe sama atmosfera seminarium w Venegono. PoniewaĹź, nawet jeĹli nie w sposĂłb genialny, jak to byĹo w przypadku wspomnianych nazwisk, wszystkich tam oĹźywiaĹa intuicja, Ĺźe Ĺwiadectwo dĹugiej przeszĹoĹci chrzeĹcijaĹstwa pomaga uĹwiadomiÄ sobie prawdÄ, a wiÄc nowoĹÄ w czĹowieku, i Ĺźe w tej przeszĹoĹci ĹwiadomoĹÄ ta znajduje wskazĂłwkÄ prawdziwej odpowiedzi.
Na tej bazie rozwinÄĹa siÄ później dziaĹalnoĹÄ KsiÄdza jako badacza i nauczyciela akademickiego. Czy zechciaĹby KsiÄ
dz opowiedzieÄ nam o tym aspekcie swojego intelektualnego doĹwiadczenia?
PracÄ magisterskÄ
napisaĹem o Reinholdzie Niebuhrze. Jest to wyjÄ
tkowa postaÄ, ktĂłra ĹÄ
czy w sobie przenikliwoĹÄ badaĹ socjologicznych, filozoficznÄ
gĹÄbiÄ oraz religijnego ducha wielkiego teologa. Jego myĹl jest najdojrzalszym i najbardziej krytycznym owocem teologii protestanckiej Ameryki PĂłĹnocnej lat trzydziestych i czterdziestych.
Pierwsza wojna Ĺwiatowa, a nastÄpnie wielki kryzys roku 1929 zmuszaĹy naiwny progresywny optymizm do gĹÄbokiej krytycznej samorefleksji. PrzesiÄ
kniÄta nim byĹa aĹź do tamtej pory amerykaĹska myĹl religijna, na przykĹad kierownictwo ruchu Social Gospel [protestancki ruch intelektualistyczny], ktĂłrego teoretykiem byĹ Rauschenbusch. Niebuhr, wychodzÄ
c od tej duchowej sytuacji, odkrywa w pewnym sensie immanentnÄ
tragicznoĹÄ ludzkiej egzystencji i rozwija nowÄ
teologiÄ, ktĂłra zazwyczaj definiowana jest jako egzystencjalna, a tymczasem, w swoich najbardziej udanych intuicjach, zasĹuguje na to, by byÄ uwaĹźanÄ
po prostu za realistycznÄ
z uwagi na nadzwyczajnÄ
rĂłwnowagÄ, z jakÄ
potrafi opisaÄ wielkoĹÄ, a zarazem ubĂłstwo czĹowieka. Później miaĹem okazjÄ pobyÄ nieco dĹuĹźej w Ameryce; wtedy teĹź prowadziĹem badania, ktĂłrych wyniki zostaĹy potem zebrane w mojej ksiÄ
Ĺźce Teologia protestante americana. Profilo storico [AmerykaĹska teologia protestancka. Zarys historyczny].
Czego nauczyĹ siÄ katolik taki jak KsiÄ
dz od teologii protestanckiej?
Przede wszystkim poczucia ograniczenia zwiÄ
zanego z kaĹźdÄ
ludzkÄ
postawÄ
. Jest to trampolina, od ktĂłrej kaĹźdy zdrowy duch odbija siÄ ku percepcji boskiego istnienia. WiÄ
Ĺźe siÄ z tym poczucie konkretnoĹci, ktĂłre w swoich najbardziej udanych przejawach wcale nie jest pĹaskim pragmatyzmem, ale upodobaniem w rzeczywistoĹci postrzeganej w caĹoksztaĹcie jej czynnikĂłw, upodobaniem, ktĂłre zamienia siÄ w realizm, w ktĂłrym poszanowanie wolnoĹci przejawia siÄ w dowartoĹciowaniu wszystkich aspektĂłw rzeczy. InnÄ
postaciÄ
, ktĂłra wywarĹa na mnie wielki wpĹyw, byĹ Paul Tillich. Pomimo tego, Ĺźe ksztaĹciĹ siÄ on i dorastaĹ w Niemczech, doskonale ucieleĹniĹ jednak ducha amerykaĹskiego protestantyzmu.
Czy jest coĹ, co jako katolik skrytykowaĹby KsiÄ
dz w takiej teologicznej postawie, pomimo tego, Ĺźe jest ona tak bardzo fascynujÄ
ca?
MyĹlÄ, Ĺźe zarĂłwno w myĹli Niebuhra, jak i Tillicha jest pewien aspekt, najgĹÄbszy, ktĂłry nie moĹźe byÄ rozwiniÄty do koĹca w Ĺrodowisku protestanckim, o ile nie chce siÄ przejĹÄ tej samej drogi, ktĂłrÄ
przeszedĹ na przykĹad Newman, drogi prowadzÄ
cej do KoĹcioĹa katolickiego. Chodzi wĹaĹnie o percepcjÄ ograniczenia. Tillich mĂłwi, Ĺźe ludzka rzeczywistoĹÄ jest pewnym rodzajem linii granicznej, na ktĂłrej spotykajÄ
siÄ historia i tajemnica czĹowieka. Linii granicznej, nie znaku, a tym bardziej znaku skutecznego, w ktĂłrym uobecnia siÄ tajemnica (sakrament). Dlatego ich refleksja pozostaje ostatecznie jakby zawieszona w próşni.
W subiektywistycznym a priori, ktĂłre jest czymĹ typowym dla myĹli protestanckiej, ograniczenie niemal nieuchronnie koĹczy siÄ ukierunkowaniem â bardziej niĹź ku Bogu â ku samej gĹÄbi czĹowieka lub teĹź ludzkoĹci jako takiej, jak dokona siÄ to w róşnych teologiach Ĺmierci Boga, na przykĹad u Vahaniana [teologa francuskiego]. Biblijne orÄdzie o zbawieniu zostaje zredukowane do bycia pewnym kontekstem intuicji, w ktĂłrym dokonuje siÄ prosta analiza egzystencjalna czĹowieka. W tradycji katolickiej natomiast ograniczenie przyjmuje konsystencjÄ ontologicznÄ
i sakramentalnÄ
. Byt objawia siÄ w znaku, oznajmia o sobie, utrzymujÄ
c tÄ samÄ
formÄ znaku i ustanawiajÄ
c jego ewokatywnÄ
i sugestywnÄ
zdolnoĹÄ do przywoĹywania. Jest to, krĂłtko mĂłwiÄ
c, tomistyczna idea istoty rzeczy jako znaku, poprzez ktĂłry przelewa siÄ Byt, czyniÄ
c siÄ spotkaniem dla tego, kto poszukuje prawdy. To odczucie obiektywnoĹci tajemnicy usuwa z upodobania w konkrecie, to znaczy w doĹwiadczaniu oraz weryfikacji, ryzyko popadniÄcia w bezduszny pragmatyzm.
JeĹli jednak chodzi o zainteresowania kulturalne w okresie studiĂłw oraz nauczania, interesowaĹ siÄ KsiÄ
dz nie tylko teologiÄ
protestanckÄ
...
Nie. DoszĹo do trzech spotkaĹ intelektualnych w latach moich studiĂłw teologicznych: z Newmanem, ktĂłry wprowadziĹ mnie w kulturÄ anglosaskÄ
i ktĂłrym zaczÄ
Ĺem siÄ interesowaÄ juĹź od czasĂłw liceum; z MoĚhlerem i dziewiÄtnastowiecznÄ
niemieckÄ
teologiÄ
katolickÄ
, a nastÄpnie z filozofami i teologami rosyjskiego prawosĹawia, przede wszystkim ze âsĹowianofilamiâ. Co wiÄcej, przez jakiĹ czas wykĹadaĹem nawet teologiÄ wschodniÄ
na wydziale teologicznym. RĂłwnieĹź tutaj, nawet jeĹli najpierw konfrontowaĹem siÄ oczywiĹcie z Dostojewskim, czytaĹem potem Chomjakowa, ktĂłry ukazaĹ mi piÄkno oraz gĹÄbiÄ rosyjsko-prawosĹawnej koncepcji KoĹcioĹa. DuĹźo czytaĹem tego, co moĹźna byĹo znaleĹşÄ w tamtych latach o eklezjologii wschodniej,
a co rozpowszechniaĹ przede wszystkim Istituto Russicum [Instytut Rosyjski] rzymskich jezuitĂłw.
Na czym dokĹadnie polegaĹo to spotkanie z tradycjÄ
wschodniÄ
?
UderzyĹy mnie przede wszystkim dwa elementy, ktĂłre stanowiÄ
integralnÄ
czÄĹÄ tej samej naszej katolickiej tradycji, o ktĂłrych jednak pamiÄÄ na Zachodzie zanikĹa. Pierwszym jest koncepcja przemienienia, ktĂłra pozostaĹa jednym z fundamentalnych czynnikĂłw naszego dyskursu. To znaczy: ten, kto stawia czoĹa Ĺwiatu w Chrystusie, postrzega i przeksztaĹca rzeczy w taki sposĂłb (jako znak Chrystusa), Ĺźe jawiÄ
siÄ one jako brzask nowego dnia, to znaczy jako tajemniczy poczÄ
tek objawienia siÄ Chrystusa. Ten element zostaĹ zdegradowany na Zachodzie do âsposobu mĂłwieniaâ, jakim posĹuguje siÄ pewna mistyczna teologia, ktĂłrej nie trzeba traktowaÄ zbyt powaĹźnie (jak gdyby mistyk byĹ kimĹ nieco szalonym, a nie kimĹ, kto wchodzi gĹÄbiej w tajemnicÄ, ktĂłra podtrzymuje w sobie Ĺźycie wszystkich). UĹźywanie rzeczy w tym Ĺwietle jest jak rzeczywisty brzask doĹwiadczenia nowego czĹowieczeĹstwa oraz nowego Ĺwiata (âniebiosa i ziemia nowaâ); jest to poczÄ
tkowe objawienie (zaranne) peĹni prawdy i piÄkna, do ktĂłrych odsyĹa znak. Istotnie, nowy Ĺwiat juĹź siÄ zaczÄ
Ĺ wraz ze Zmartwychwstaniem Chrystusa, a nam dane jest go doĹwiadczaÄ.
Drugim decydujÄ
cym elementem, ktĂłrego nauczyĹem siÄ od wyznawcĂłw prawosĹawia, jest koncepcja âsobornostâ: jest to rozwiniÄcie pewnej maĹo uwypuklanej potencjalnoĹci âkomuniiâ. To znaczy wspĂłlnotowoĹÄ (comunionalitĂ ) jest czynnikiem koniecznym do poznania, jest czynnikiem, ktĂłry czyni poznanie moĹźliwym. ZĚycie komuniÄ
oraz nowe (to znaczy autentyczne, prawdziwe) poznanie rzeczywistoĹci sÄ
ze sobÄ
powiÄ
zane. OczywiĹcie nie w znaczeniu banalnym, gdzie przedmioty poznania okazujÄ
siÄ materialnie odmienne, ale w ktĂłrym objawia siÄ ich ostateczna prawda, ich bycie dla ostatecznego odkupienia: dlatego âobliczeâ rzeczy naprawdÄ okazuje siÄ odmienne.
W pewnym sensie to samo twierdzi jeden z najwiÄkszych Ĺwieckich filozofĂłw naszych czasĂłw, Theodor W. Adorno, mĂłwiÄ
c o swojej Teoretycznej krytyce spoĹeczeĹstwa: âPatrzeÄ na Ĺwiat z punktu widzenia moĹźliwego odkupieniaâ. ZresztÄ
Adorno z pochodzenia byĹ ZĚydem, dorastaĹ w wierze prorokĂłw oraz biblijnego ludu. Wydaje mi siÄ, Ĺźe z tÄ
samÄ
koncepcjÄ
âsobornostâ moĹźna wiÄ
zaÄ rĂłwnieĹź ideÄ KoĹcioĹa jako ludu BoĹźego.
SÄ
dzÄ, Ĺźe sĹuszniej jest mĂłwiÄ o idei KoĹcioĹa jako ciaĹa Chrystusa, ktĂłrego formÄ
znaku jest bycie ludem BoĹźym. ByĹa to idea, ktĂłra zafascynowaĹa nas jeszcze przed Soborem, a o ktĂłrej czytaliĹmy w encyklice Piusa XII Mystici corporis Christi [O Mistycznym Ciele Chrystusa]: idea ludu BoĹźego dopeĹnia z punktu widzenia wychowawczej oczywistoĹci ontologicznie gĹÄbszÄ
ideÄ ciaĹa Chrystusa.
Â
âCOMMUNIOâ
To, o czym powiedzieliĹmy, ponownie prowadzi nas do sposobu, w jaki na poczÄ
tku postawiĹ KsiÄ
dz kwestiÄ kultury.
Tak, kultura rzeczywiĹcie jest zazwyczaj krytycznym i peĹnym wyrazem ĹwiadomoĹci osoby o caĹoksztaĹcie jej istnienia. Wymiar wspĂłlnotowy jest zasadniczym elementem tej ĹźyjÄ
cej caĹoĹci, ludu. WspĂłlnota jest wiÄc czynnikiem, âwymiaremâ osoby, a nie organizacjÄ
albo okazjonalnym skupiskiem, a tym mniej zbiorowoĹciÄ
, ktĂłra zajmuje miejsce osoby. Takie zresztÄ
jest takĹźe prawdziwe znaczenie wspĂłlnotowego personalizmu Mouniera oraz Maritaina, zbyt wiele razy wypaczanego albo w sensie zgubnego indywidualizmu, albo przesadzonego (i doĹÄ maĹo chrzeĹcijaĹskiego) podkreĹlania zbiorowoĹci. âCommunioâ tymczasem zawsze urzeczywistnia siÄ, wychodzÄ
c od ontologii osoby.
MĂłwiliĹmy o kulturze protestanckiej oraz prawosĹawnej. Dlaczego KsiÄ
dz, darzÄ
c tak ĹźywÄ
sympatiÄ
te dwie tradycje religijne, jest katolikiem?
Z tego punktu widzenia decydujÄ
ca jest dla mnie odpowiedĹş, ktĂłrÄ
na identyczne pytanie daĹ Newman: poniewaĹź jest to nieprzerwana tradycja, ktĂłra od Chrystusa i Jego apostoĹĂłw dociera do nas. Poza tym KoĹcióŠkatolicki jest jedynym (wraz z KoĹcioĹem prawosĹawnym), ktĂłry zachowuje pierwotnÄ
strukturÄ, wybranÄ
przez Ojca po to, by oznajmiaÄ o Sobie ludziom; tÄ strukturÄ sakramentalnÄ
, ktĂłra ma swoje ĹşrĂłdĹo w obecnoĹci Boga w Chrystusie. I jest to jedyna w peĹni ludzka struktura wydarzenia caĹkowicie religijnego. Istotnie, prawda przyciÄ
ga jako âadaequatioâ [odpowiednioĹÄ] miÄdzy tym, co mamy przed sobÄ
, a pojmowaniem samych siebie. W sakramencie Chrystusa BĂłg wychodzi naprzeciw czĹowiekowi i staje siÄ spotkaniem peĹnym prawdy, a takĹźe ludzkiego powabu. Jest jednak rĂłwnieĹź inny powĂłd. WĹaĹnie peĹne poszanowania oraz podziwu spotkanie z protestanckim duchem oraz z geniuszem prawosĹawia pozwoliĹo mi lepiej zrozumieÄ, jak to siÄ dzieje, Ĺźe KoĹcióŠkatolicki jest jedynym miejscem, w ktĂłrym prawosĹawne rozumienie komunii oraz protestanckie upodobanie do tego, co konkretne i indywidualne, mogÄ
harmonijnie poĹÄ
czyÄ siÄ w caĹkowitej syntezie.
To kulturalne rusztowanie, ktĂłre KsiÄ
dz przedstawiĹ, w znacznej czÄĹci zostaĹo zbudowane jeszcze przed Soborem. Jaki wpĹyw miaĹ na Ruch SobĂłr? Czy prawdziwe jest czÄsto rzucane przeciw Ruchowi oskarĹźenie o to, Ĺźe pozostaĹ on zakotwiczony w postawach przedsoborowych?
WciÄ
Ĺź pamiÄtam wybuchy entuzjazmu, gdy w dokumentach Soboru, ktĂłre powoli siÄ ukazywaĹy, znajdowaliĹmy spĂłjnie rozwiniÄte zagadnienia, ktĂłre konstytuowaĹy najgĹÄbszÄ
treĹÄ naszej intelektualnej wraĹźliwoĹci, naszego zaangaĹźowania oraz Ĺźyciowej praktyki. OdczuwaliĹmy wdziÄcznoĹÄ, jak ktoĹ, kto sĹyszy, Ĺźe w sposĂłb peĹniejszy i gĹÄbszy, z âautorytetemâ zostaje powtĂłrzona wyczerpujÄ
ca racja tego, czym Ĺźyje. PamiÄtam na przykĹad zabawÄ, ktĂłrÄ
urzÄ
dziliĹmy z okazji ukazania siÄ Lumen gentium [Konstytucji dogmatycznej o KoĹciele, uchwalonej 21 listopada 1964 roku na Soborze WatykaĹskim II], ktĂłra tak wspaniale zwraca uwagÄ, zwĹaszcza w paragrafie Ăłsmym, na KoĹcióŠjako na widzialnÄ
wspĂłlnotÄ, doĹwiadczalnÄ
, dajÄ
cÄ
siÄ spotkaÄ: to przecieĹź istota naszych dÄ
ĹźeĹ. Tak samo byĹo z Gaudium et spes [KonstytucjÄ
duszpasterskÄ
o KoĹciele w Ĺwiecie wspĂłĹczesnym, ogĹoszonÄ
przez papieĹźa PawĹa VI dnia 7 grudnia 1965 roku], ze wzglÄdu na obecne w niej zainteresowanie, pasjÄ do Ĺwiata, poszanowanie dla ludzkich usiĹowaĹ, przy jednoczesnym dostrzeganiu ich ostatecznego smutku. To takĹźe zawsze byĹo czymĹ, co nas charakteryzowaĹo, jak byĹo to widaÄ po pasji, z ktĂłrÄ
nasi ludzie rzucili siÄ spragnieni na poszukiwanie prawdy w czĹowieczeĹstwie, gdziekolwiek i w jakikolwiek sposĂłb moĹźna byĹo jÄ
spotkaÄ. Im prawdziwsza jest jednak ta sympatetyczna pasja, tym bardziej dostrzega siÄ ostateczny smutek z powodu niedoskonaĹoĹci czĹowieczeĹstwa, tak Ĺźe nadzieja znajduje swoje speĹnienie tylko w doĹwiadczeniu Chrystusa. ZresztÄ
jedno ze zdaĹ, ktĂłre zawsze przytaczaĹem, brzmi: âNie przyszedĹem znieĹÄ Prawo, ale je wypeĹniÄâ, to znaczy uczyniÄ je prawdziwym. âPrawoâ jest najwyĹźszym przejawem wysiĹku inteligencji oraz moralnoĹci czĹowieka, ktĂłrym BĂłg nie pogardza, ale przyjmuje go i urzeczywistnia w tajemnicy swojej obecnoĹci. Nie, naprawdÄ nie moĹźna powiedzieÄ, Ĺźe nie zgadzaliĹmy siÄ z Soborem: zresztÄ
, czy teolodzy, na ksiÄ
Ĺźkach ktĂłrych siÄ wychowaliĹmy, nie sÄ
moĹźe prekursorami i znawcami Soboru? PomyĹlmy o De Lubacu i von Balthasarze, ale moĹźna by tu dodaÄ takĹźe innych. Motywy kierowanych pod naszym adresem oskarĹźeĹ sÄ
róşne. Wielu protagonistĂłw âodnowyâ (aggiornamento) soborowej we WĹoszech byĹo przekonanych, Ĺźe SobĂłr otworzy KoĹcióŠkatolicki na nurty myĹlowe zapoĹźyczone od pewnych mĂłd filozoficznych i socjologicznych. My natomiast, choÄ szanowaliĹmy wszystkie ludzkie dziedziny nauki, kaĹźdÄ
w tym, czym siÄ specjalizowaĹa, byliĹmy przekonani, Ĺźe punktem wyjĹcia, do ktĂłrego SobĂłr nas odsyĹaĹ, byĹo naĹladowanie struktury mentalnej, metody, ktĂłrÄ
Chrystus posĹuĹźyĹ siÄ w swoim Ĺźyciu. Otwarcie siÄ na Ĺwiat nie oznacza akceptacji, moĹźe nawet bezkrytycznej, ideologii Ĺwiata, ale raczej spotkanie z pragnieniem prawdy, ktĂłre oĹźywia ludzi. ZresztÄ
widzieliĹmy, jak bezzasadne byĹo na przykĹad stanowisko tych, ktĂłrzy oskarĹźali nas o integralizm, wymachujÄ
c co rusz ksiÄ
ĹźkÄ
Maritaina o humanizmie integralnym. MyĹlÄ, Ĺźe nie ma Ĺźadnej wÄ
tpliwoĹci co do tego, Ĺźe gdyby ten wielki filozof ĹźyĹ i interesowaĹ siÄ wĹoskimi sprawami, utoĹźsamiĹby siÄ raczej z naszym stanowiskiem, aniĹźeli ze stanowiskiem wielu Ăłwczesnych (i obecnych) swoich uczniĂłw (proszÄ przypomnieÄ sobie przyjÄcie Le Paysan de la Garonne [WieĹniaka znad Garonny, 1967].
Â
AUTORYTET I WOLNOĹÄ
Zawsze wiele trudnoĹci sprawiaĹ sposĂłb, w jaki ruch Komunia i Wyzwolenie posĹugiwaĹ siÄ sĹowem âautorytetâ i jego koncepcjÄ
. Tego byÄ moĹźe dotyczyĹo najbardziej radykalne starcie, poniewaĹź podkreĹlanie autorytetu zawsze jawiĹo siÄ Ĺwiatu jako coĹ antynowoczesnego, Ĺredniowiecznego, jako zaprzeczenie wolnoĹci oraz niezaleĹźnoĹci jednostki. KsiÄ
dz natomiast zawsze utrzymywaĹ, Ĺźe autorytet jest okazjÄ
do wolnoĹci. MĂłgĹby KsiÄ
dz lepiej wytĹumaczyÄ tÄ koncepcjÄ autorytetu?
SĹusznie Pan mĂłwi, Ĺźe autorytet jest okazjÄ
do ukazania siÄ wolnoĹci, poniewaĹź potencjalnoĹÄ zaczyna siÄ urzeczywistniaÄ w obliczu celu; w obliczu dojrzalszego przykĹadu wiary (jako jasnoĹci idei, hojnoĹci dziaĹania, a wiÄc jako sugestywnoĹci propozycji) wolnoĹÄ uaktywnia siÄ, lepiej dostrzegajÄ
c wĹaĹciwy ostateczny cel. W zderzeniu sprowokowanym przez bardziej uwaĹźnÄ
na ideaĹ obecnoĹÄ bardziej oczywista staje siÄ rozumnoĹÄ oraz sugestywnoĹÄ tego, ku czemu siÄ dÄ
Ĺźy, a przez to moĹźliwoĹÄ osiÄ
gniÄcia wĹaĹciwego celu. Dlatego dynamika samorealizacji rozwija siÄ w sposĂłb zrĂłwnowaĹźony i prawidĹowy zawsze poprzez naĹladowanie. NaĹladowanie to, mĂłwiÄ
c w sposĂłb bardziej konkretny, nazywa siÄ âpodÄ
Ĺźaniem zaâ. âPodÄ
Ĺźanie zaâ jest wiÄc sposobem, w jaki osoba zdaje sobie sprawÄ z wartoĹci. BÄdÄ
c dalekim (jak wielu celowo wprowadzaĹo w bĹÄ
d, jak gdyby byĹ to nasz system) od nierozumnego ulegania, âpodÄ
Ĺźanie zaâ jest dziaĹaniem, ktĂłre bardziej niĹź kaĹźde inne wymaga Äwiczenia inteligencji po to, by zobaczyÄ, czy i w jaki sposĂłb weryfikuje siÄ propozycja wartoĹci, ktĂłrÄ
autorytet uosabia. By jednak to Äwiczenie rozumu zostaĹo wyzwolone, trzeba pierwotnej dyspozycyjnoĹci, by zaufaÄ nowoĹci, na samym poczÄ
tku tylko przeczuwanej, i za niÄ
podÄ
ĹźyÄ. Tym, co czyni to podÄ
Ĺźanie rozumnym, jest wstrzÄ
s, wywoĹany w Ĺźyciu przez prawdziwÄ
autorytatywnÄ
obecnoĹÄ jako niespodziewana sugestia wyjĹcia z siebie, odwaĹźniejszego zaryzykowania ludzkiej przygody. Ten âautorytetâ wiele razy identyfikowaliĹmy jako âĹaskÄâ, âdarâ, albo mĂłwiÄ
c jÄzykiem bardziej Ĺwieckim, jako wyĹonienie siÄ hipotezy pracy, ktĂłrÄ
trzeba zweryfikowaÄ. Autorytet jest zasadniczo wielkÄ
hipotezÄ
, wewnÄ
trz ktĂłrej czĹowiek bierze siÄ do pracy. JeĹli autorytet jest wĹaĹciwy, to znaczy prawdziwy, odpowiadajÄ
cy w tym, co proponuje, obiektywnej prawdzie, wĂłwczas porĂłwnywanie z Ĺźyciem z upĹywem czasu weryfikuje prawdziwoĹÄ hipotezy. Przez to wdziÄcznoĹÄ w stosunku do mistrza, ktĂłry wprowadziĹ w prawdÄ Ĺźycia, czyli w doĹwiadczenie wolnoĹci, idzie w parze ze zwiÄkszeniem siÄ wolnoĹci, ktĂłrÄ
osoba uzyskuje w Ĺźyciu. Nie jest to wĹasna doktryna Ruchu, ale sposĂłb, w jaki KoĹcióŠzawsze pojmowaĹ wychowanie. Do tych samych wnioskĂłw dochodzi takĹźe bardziej roztropna kultura laicka: ktĂłry z psychologĂłw zaprzeczyĹby, Ĺźe jest to dynamika, poprzez ktĂłrÄ
dziecko, a potem nastolatek, w relacji z ojcem i matkÄ
osiÄ
ga ĹwiadomoĹÄ samego siebie?
Pojawia siÄ jednak sygnalizowana przez wiele osĂłb trudnoĹÄ: w jaki sposĂłb koncepcja ta, caĹkowicie wolna, charyzmatyczna, wiÄ
Ĺźe siÄ z autorytetem instytucjonalnym KoĹcioĹa, z jego hierarchicznÄ
strukturÄ
, w ktĂłrej autorytet nie rodzi siÄ z dobrowolnego uznania?
PodÄ
ĹźajÄ
c za papieĹźem, biskupami oraz kapĹanami, bÄdÄ
cymi z nim w komunii, nie podÄ
Ĺźa siÄ za ich ludzkimi postaciami, ale â za ich poĹrednictwem â za Chrystusem; podÄ
Ĺźa siÄ za zamysĹem Ducha BoĹźego co do historii oraz naszego Ĺźycia. Oni wĹaĹnie sÄ
narzÄdziami, ktĂłrymi Chrystus chciaĹ siÄ posĹuĹźyÄ, aby dotrzeÄ do wszystkich. âPodÄ
Ĺźanie zaâ staje siÄ naturalne, gdy tylko czĹowiek nauczy siÄ dostrzegaÄ w nich peĹnÄ
autorytatywnoĹci relacjÄ z Chrystusem, ktĂłry jest jedynym Mistrzem. Komunia i Wyzwolenie nie jest niczym innym, jak tylko prĂłbÄ
wprowadzenia w sposĂłb pedagogiczny obiektywnej struktury autorytetu KoĹcioĹa. WĹaĹnie przez to jest prĂłbÄ
przypadkowÄ
i podlega krytycznej weryfikacji tych, ktĂłrzy jÄ
odpowiedzialnie podejmujÄ
.
Â
ODPOWIEDZIALNOĹÄ W KOĹCIELE
Czy to prawda, Ĺźe od wielu lat w ruchu Komunia i Wyzwolenie sĹuchaĹo siÄ i rozwaĹźaĹo gĹosy pasterzy KoĹcioĹa Europy Wschodniej, WyszyĹskiego oraz WojtyĹy?
Tak, od wielu lat. A wraz z nimi takĹźe innych postaci, mniej znanych, ale odznaczajÄ
cych siÄ rĂłwnie wielkÄ
duchowoĹciÄ
oraz gĹÄbiÄ
religijnÄ
, jak na przykĹad ZveĚrĚĂny.
ZresztÄ
miĹoĹÄ do KoĹcioĹa od poczÄ
tku jest katolicka, to znaczy uniwersalna. Kto to czuje, dostrzega koniecznoĹÄ oznajmiania wszystkim o nowoĹci, ktĂłra nadaĹa peĹni jego Ĺźyciu. Przez to misja od poczÄ
tku byĹa dla naszego Ruchu wymiarem zasadniczym, nawet wtedy, gdy mogĹa wydawaÄ siÄ rozproszeniem energii, ktĂłre mogĹy okazaÄ siÄ uĹźyteczne w naszym kraju. Wszystko to byĹo czynione z jedynym roszczeniem, by nie robiÄ nic innego, jak tylko wyraĹźaÄ normalnÄ
dynamikÄ chrzeĹcijaĹskiego Ĺźycia. Jak powiedziaĹ Pigi Bernareggi, jeden z pierwszych naszych przyjaciĂłĹ, ktĂłrzy wyjechali do Brazylii: âÂŤPodÄ
Ĺźanie zaÂť czyni Ĺatwym, niemal oczywistym, to, co w oczach Ĺwiata jest niemoĹźliweâ.
Czy jest coĹ, co chciaĹby KsiÄ
dz powiedzieÄ tym, ktĂłrzy przylgnÄli do Ruchu, aby pomĂłc im w stawianiu czoĹa nowym zadaniom, ktĂłre spadajÄ
na Ruch w zwiÄ
zku z obecnym, sprzyjajÄ
cym dla KoĹcioĹa momentem Ĺaski?
Problem jest tylko jeden: koncentrowaÄ wszystko jeszcze jaĹniej i intensywniej, krytycznie, z serdecznoĹciÄ
i hojnoĹciÄ
na sĹowie PapieĹźa. Dlatego ten, kto posiada autorytet w Ruchu, musi byÄ przykĹadem autentycznego podÄ
Ĺźania za sĹowem Magisterium. Z punktu widzenia treĹci prawdy w pewnym sensie obojÄtne jest, kim BĂłg siÄ posĹuguje, by wychowywaÄ swĂłj KoĹciĂłĹ. Jednak w obecnym momencie dziejĂłw KoĹcioĹa sam typ czĹowieka, jakim jest obecny PapieĹź [Jan PaweĹ II], jest niezwykle znaczÄ
cym faktem z punktu widzenia pedagogicznego. Wielkim obowiÄ
zkiem osĂłb odpowiedzialnych za nasz Ruch jest utoĹźsamienie siÄ z typem czĹowieka, ktĂłry prowadzi dzisiaj KoĹciĂłĹ, utoĹźsamienie siÄ z peĹnÄ
wiary pewnoĹciÄ
czĹowieka, ktĂłrÄ
Ojciec ĹwiÄty Ĺźyje, odczuwajÄ
c naglÄ
cÄ
potrzebÄ uczynienia Chrystusa zwornikiem caĹego spojrzenia skierowanego na czĹowieka i Ĺwiat. Obecny PapieĹź uczy nas absolutnej otwartoĹci na czĹowieczeĹstwo w jego pierwotnej konkretnoĹci, ktĂłra to otwartoĹÄ róşni siÄ caĹkowicie od otwartoĹci na interpretacje czĹowieczeĹstwa, ktĂłre jedna po drugiej stajÄ
siÄ modne. OtwartoĹÄ ta prowadzi do sĹuĹźalczej postawy w stosunku do dyĹźurnych intelektualistĂłw. Utrata tego pierwotnego punktu odniesienia koĹczy siÄ zdradzeniem czĹowieka po to, by podÄ
ĹźyÄ za wĹasnymi dumnymi myĹlami, ârojÄ
c â jak mĂłwi Eliot â o ustrojach tak doskonaĹych, Ĺźe nikt nie musi byÄ dobryâ.
A co chciaĹby KsiÄ
dz powiedzieÄ â KsiÄ
dz, ktĂłry zawsze twierdziĹ, Ĺźe pragnie zbudowaÄ braterski dialog oraz doprowadziÄ do wspĂłĹpracy miÄdzy wszystkimi katolikami â tym wszystkim sektorom Ĺwiata katolickiego, ktĂłre do wczoraj sprzeciwiaĹy siÄ Ruchowi, a ktĂłre, byÄ moĹźe rĂłwnieĹź wskutek atmosfery nowego postrzegania czĹowieka, ktĂłra naznaczyĹa poczÄ
tek tego pontyfikatu, zaczynajÄ
zmieniaÄ zdanie?
Zawsze chcieliĹmy budowaÄ jednoĹÄ miÄdzy chrzeĹcijanami nie z powodĂłw politycznych czy wĹadzy, lecz dlatego, Ĺźe tym, co oddaje Bogu chwaĹÄ w Ĺwiecie, jest wĹaĹnie ta niemoĹźliwa jednoĹÄ. Jest to cud: signum elevatum in nationibus [znak wyniesiony poĹrĂłd narodĂłw], jak mĂłwi teologia. ChÄtnie znikniemy, aby stworzyÄ tÄ jednoĹÄ.
A pluralizm?
Prawdziwa jednoĹÄ powstaje, gdy dociera siÄ do istoty wĹasnej ludzkiej postawy, aĹź po spotkanie tego, co znajduje siÄ gĹÄbiej, to znaczy tego, co jednoczy. To na poziomie tej gĹÄbi spotykajÄ
siÄ jednoĹÄ i pluralizm. JednoĹÄ miÄdzy tobÄ
a mnÄ
rodzi siÄ, poniewaĹź kaĹźdy z nas dociera do sedna wĹasnego ludzkiego doĹwiadczenia i spotyka tam oblicze Jezusa Chrystusa. Dlatego gdy proszÄ wszystkich, by zaangaĹźowali siÄ ze wzglÄdu na jednoĹÄ, proszÄ zarazem kaĹźdego, by dotarĹ do sedna wĹasnego doĹwiadczenia prawdy oraz by kaĹźdy ukochaĹ naprawdÄ doĹwiadczenie innych. Tylko to uzdalnia do prawdziwej korekty. Tej prawdziwej korekty, niech mi to bÄdzie wolno powiedzieÄ, na ktĂłrÄ
nigdy nie mieliĹmy szans (poza bardzo rzadkimi wyjÄ
tkami); tak czÄsto nas krytykowano, ale prawie nikt nigdy nie robiĹ tego powodowany wyraĹşnym pragnieniem udzielenia nam pomocy, byĹmy dotarli do istoty doĹwiadczenia prawdy, ktĂłrÄ
usiĹowaliĹmy ĹźyÄ. Ten, kto kocha ideaĹ, niczego nie pragnie bardziej niĹź uzyskaÄ pomoc w postaci korekty. CzĹowiek jednak otrzymuje pomoc w postaci korekty, kiedy czuje siÄ kochany podczas swojej wÄdrĂłwki ku ideaĹowi.
ChciaĹbym, by skomentowaĹ KsiÄ
dz sformuĹowanie, ktĂłre niedawno powtĂłrzyĹ KsiÄ
dz ponownie: zadaniem autorytetu nie jest doprowadzenie do wzrostu organizacji, ale do urzeczywistnienia siÄ prawdy kaĹźdego.
Zadaniem autorytetu jako takiego jest dowartoĹciowanie wiary, nadziei oraz miĹosiernej miĹoĹci [caritas], ktĂłre ĹźyjÄ
w pojedynczym czĹowieku albo w grupie. Organizacja wspĂłlnoty jest potrzebna, tylko po to jednak, aby temu sprzyjaÄ, w przeciwnym razie zamieni siÄ ona w projekt ludzkiego rozumu, ktĂłry eliminuje dziaĹanie Ducha i dÄ
Ĺźy tak naprawdÄ do stworzenia uniformizmu, nawet jeĹli duĹźo mĂłwi siÄ o pluralizmie. A jednolitoĹÄ kulturalna i mentalna jest pogrzebaniem kaĹźdej genialnoĹci, to znaczy charyzmatu. Autorytet jest jak ojciec, ktĂłry ma wiele dzieci: musi on wyraĹźaÄ siÄ poprzez dowartoĹciowanie kaĹźdego, a w potwierdzeniu fizjonomii pojedynczych dzieci pewna staje siÄ jednoĹÄ rodziny.
Kiedy siÄ oĹźeniĹem, powiedziaĹ mi KsiÄ
dz, bym modliĹ siÄ do Maryi. Od tamtej pory zastanawiam siÄ nad tymi sĹowami.
Geniusz chrzeĹcijaĹstwa polega na wiernoĹci, z jakÄ
postrzega siÄ MaryjÄ; to w Niej rozjaĹnia siÄ metoda, ktĂłrÄ
BĂłg siÄ posĹuĹźyĹ po to, by zbawiÄ Ĺwiat. NajwiÄkszÄ
kategoriÄ
metody wykorzystanej przez Boga w historii w stosunku do czĹowieka jest darmowe wybranie, powoĹanie. Z ludzkiego punktu widzenia nigdzie darmowoĹÄ ta nie objawia siÄ w swojej absolutnej suwerennoĹci tak jak w Maryi. Znakiem absolutnej wolnoĹci Boga jest fakt, Ĺźe zostaliĹmy wybrani. Po drugie, Maryja jest matkÄ
nowego Ĺwiata i dlatego nowy Ĺwiat uczyniony jest z Jej typu moralnego, duchowego i fizycznego, jest uczyniony z Niej. Poprzez fiat Maryi dostÄpuje siÄ cudu wyzwolenia czĹowieka oraz znaczenia kosmosu i historii. Plan Boga chciaĹ pozostaÄ zaleĹźnym od tego âtakâ, ktĂłre wypowiedziaĹa Ona w Swojej wolnoĹci. A w koĹcu Maryja jest peĹnym paradygmatem chrzeĹcijaĹskiego Ĺźycia. Chrystus jest wszystkim, ale na Ĺwiecie rodzi siÄ z Niej. Tak jest z nami: wszystko jest dane przez moc SĹowa, ktĂłre staĹo siÄ czĹowiekiem, ale to poprzez naszÄ
fizycznoĹÄ Chrystus objawia siÄ na Ĺwiecie. CaĹkowita otwartoĹÄ na to objawienie zaleĹźy od jednego sĹowa: pamiÄÄ. ZĚyÄ pamiÄciÄ
o spotkaniu z Nim po to, by ĹźyÄ dyspozycyjnoĹciÄ
do uznania Go na nowo w kaĹźdym dniu Ĺźycia. A kto bardziej niĹź Maryja ĹźyĹ pamiÄciÄ
o tej obecnoĹci?
Ojciec ĹwiÄty, kiedy przyjmowaĹ Ruch, powitaĹ KsiÄdza jak starego przyjaciela. PowiedziaĹ miÄdzy innymi: âWasza propozycja zostaĹa przyjÄta przychylnie, pomimo konfliktĂłw i sprzeciwĂłw; wiem takĹźe o Waszym cierpieniu. A wiÄc, wĹrĂłd konfliktĂłw i sprzeciwĂłw, zobaczyliĹcie, Ĺźe inni mĹodzi ludzie skierowali siÄ ku Wam i stanÄli blisko Was; Wasz przykĹad otwarĹ przed nimi nowe horyzonty ofiarowywania siebie, samorealizacji, radoĹci... WaĹźne, byĹcie gĹosili z pokornÄ
odwagÄ
zbawcze sĹowo Chrystusa...â. Potem odĹoĹźyĹ na bok napisane przemĂłwienie i mĂłwiĹ z gĹowy, przypominajÄ
c liczne spotkania, ktĂłre juĹź od wielu lat wyznaczaĹy etapy przyjaĹşni. ZechciaĹby KsiÄ
dz opowiedzieÄ, jak zrodziĹa siÄ ta przyjaĹşĹ?
Tak naprawdÄ bardziej niĹź moim osobistym przyjacielem, Ojciec ĹwiÄty zawsze byĹ, od czasĂłw, kiedy byĹ arcybiskupem Krakowa, przyjacielem wielu z nas. SpotkaĹem go tylko jeden raz, w KroĹcienku, niezliczone byĹy jednak jego spotkania z naszymi mĹodymi pielgrzymami do ziemi polskiej.
PowiedziaĹbym, Ĺźe takĹźe to spotkanie, jak prawie wszystkie decydujÄ
ce fakty z Ĺźycia Ruchu, byĹo czysto przypadkowe. Tak jak Ruch, obecny na poczÄ
tku tylko w Mediolanie, rozpowszechniĹ siÄ po caĹych WĹoszech tylko dlatego, Ĺźe nasi na wakacjach spotykali rĂłwieĹnikĂłw z innych regionĂłw i mĂłwili im o pasji do doĹwiadczenia, ktĂłrym Ĺźyli, tak teĹź siÄ staĹo, Ĺźe niektĂłrzy z nas w Polsce spotkali osoby, ktĂłre ĹźyĹy tÄ
samÄ
rzeczywistoĹciÄ
, odmienionÄ
zgodnie z tÄ
samÄ
gĹÄbokÄ
intencjÄ
, ktĂłrej doĹwiadczaliĹmy tutaj we WĹoszech. ChodziĹo o Ruch ojca Blachnickiego, ktĂłry wĂłwczas nazywaĹ siÄ âOazÄ
â, a teraz przyjÄ
Ĺ nazwÄ âĹwiatĹo i ZĚycieâ.
NadarzyĹa siÄ okazja, ktĂłra pomyĹlnie i zaskakujÄ
co odpowiedziaĹa na nieuĹwiadomionÄ
potrzebÄ, na naglÄ
cÄ
potrzebÄ oraz na pasjÄ do wzajemnego uznania w tej samej wierze, a przez to w tej samej wartoĹci, ktĂłra dotyczy wĹasnego istnienia, Ĺźycia i wszystkiego.
ZresztÄ
takĹźe ukonstytuowanie siÄ duĹźej lub maĹej wspĂłlnoty miÄdzy nami odpowiadaĹo na tÄ samÄ
naglÄ
cÄ
potrzebÄ. Ta aktywna dyspozycyjnoĹÄ, ten dobroczynny niepokĂłj naszych oczu i naszych serc, dÄ
ĹźÄ
cych do odkrycia, kto tak jak my wierzy i pragnie Chrystusa jako Ĺźycia czĹowieka, nie pozwalaĹy nam przepuĹciÄ okazji, kiedy takowa siÄ nadarzaĹa.
W ten sam sposĂłb zresztÄ
, poza polskÄ
rzeczywistoĹciÄ
, spotkaliĹmy rzeczywistoĹÄ Ameryki ĹaciĹskiej, a w Brazylii rozwinÄĹa siÄ nawet intensywna misyjna obecnoĹÄ naszego Ruchu.