Ślady
>
Archiwum
>
2010
>
lipiec / sierpieĹ
|
||
Ślady, numer 4 / 2010 (lipiec / sierpieĹ) Listy Ĺpiewajmy Panu pieĹĹ nowÄ i inne... ĹPIEWAJMY PANU PIEĹĹ NOWÄ CiÄ
gle wydaje nam siÄ, Ĺźe powinniĹmy interpretowaÄ to, co nam siÄ wydarza. Naszym zadaniem jest jednak rozpoznawanie, patrzenie na okolicznoĹci i nieodwracanie wzroku od punktu, w ktĂłrym Go zobaczyliĹmy â tak Cecco wytĹumaczyĹ mi, czym jest osÄ
d. ĹwiÄty Augustyn pisaĹ: âNowy czĹowiek zna nowe pieĹni. Ĺpiew jest objawem wesoĹoĹci. JeĹli wnikliwiej to rozpatrzymy, stwierdzimy, Ĺźe to sprawa miĹoĹciâ. Efekt pracy zwiÄ zanej z przygotowaniem Ĺpiewu liturgicznego okazaĹ siÄ cudem przyjaĹşni. Codziennie (od pierwszego dnia wakacji, kiedy jeszcze niewiele rozumiaĹam z tego, co siÄ dzieje) podczas komunii Ĺw. dziÄkowaĹam Panu za przyjaĹşĹ, za objawiajÄ cÄ siÄ na róşne sposoby ĹźyczliwoĹÄ osĂłb, z ktĂłrymi wspĂłĹpracowaĹam. I w ten sposĂłb zdumiewaĹam siÄ coraz czÄĹciej, rozpoznajÄ c, Ĺźe poĹrĂłd nas dziaĹa KtoĹ wiÄkszy od nas; KtoĹ, kto pomimo nieudolnoĹci moich dziaĹaĹ, pozwala mi doĹwiadczyÄ piÄkna â piÄkna Jego ObecnoĹci. Wtedy przestaĹam siÄ martwiÄ o to, czy coĹ siÄ uda, czy nie... ZaczÄĹam siÄ czÄĹciej uĹmiechaÄ, pomimo zmÄczenia fizycznego. On dziaĹaĹ, a moje âjaâ wzrastaĹo. Ĺatwiej teĹź byĹo ofiarowaÄ swoje zaangaĹźowanie (zdolnoĹci, ktĂłre od Niego otrzymaĹam) innym, aby i oni mogli tego piÄkna doĹwiadczaÄ. Do mojego serca (nie tylko do rozumu) dotarĹo takĹźe przesĹanie, proĹba o miĹoĹÄ: to, Ĺźe âpozytywnoĹÄ jednoznacznie miĹosnego nastawienia decyduje o wszystkimâ; Ĺźe to âjest ta uprzedzajÄ ca decyzja wolnoĹci, ktĂłra rozstrzyga o wszystkimâ; Ĺźe âmiĹoĹÄ bierze za dobrÄ monetÄ rĂłwnieĹź to, czego jeszcze nie rozumie w miĹoĹciâ. Ĺťyczmy sobie, abyĹmy przez caĹy rok Ĺpiewali wciÄ Ĺź nowe pieĹni, angaĹźujÄ c w to rozum i serce... PieĹni peĹne miĹoĹci, radoĹci z Jego ObecnoĹci, ktĂłrej nigdy nam nie zabraknie... NuÄmy pieĹĹ Ĺźycia, poniewaĹź nasze serca sÄ zdolne do tego, aby wciÄ Ĺź na nowo rozpoznawaÄ Jego ObecnoĹÄ. Gabriela, Opole JESTEM SZCZÄĹLIWA, BO MOGÄ UCZYÄ Oto moja odpowiedĹş na list pewnej nauczycielki, ktĂłry ukazaĹ siÄ w jednej z codziennych gazet. NapisaĹa ona, Ĺźe w dzisiejszych czasach nauczyciel staje za katedrÄ i na widok zniechÄconych, nie wykazujÄ cych Ĺźadnego zainteresowania czymkolwiek uczniĂłw oraz na myĹl o broniÄ cych ich zawsze rodzicach, o marnych pĹacach itd., traci chÄÄ do robienia czegokolwiek. List byĹ podpisany: âRozczarowana nauczycielka liceumâ. MogÄ Was zapewniÄ, Ĺźe zajÄcie dzisiaj miejsca za katedrÄ jest fascynujÄ ce i zmusza nauczyciela do tego, by nie okopywaĹ siÄ w szaĹcach starych metod nauczania oraz tradycyjnej dydaktyki, ktĂłra dzisiaj juĹź siÄ nie sprawdza. To prawda, Ĺźe problemĂłw jest mnĂłstwo â poczÄ wszy od wynagrodzenia po dyscyplinÄ â ale prawdÄ jest takĹźe to, Ĺźe uczniowie, ktĂłrych spotykam w klasie kaĹźdego ranka, nie sÄ potworami, ktĂłre z nich robimy po to, by mieÄ alibi dla naszych poraĹźek. ĹrodkĂłw finansowych jest maĹo, rodzina nie daje juĹź sobie rady z wychowaniem, co znajduje odzwierciedlenie w zachowaniu mĹodzieĹźy. Modele, ktĂłre mĹodzi ludzie obserwujÄ przez caĹy dzieĹ, bynajmniej nie sÄ wychowawcze... A wiÄc? Podczas tych lekcyjnych godzin jesteĹmy my, nie wzory proponowane w telewizji, nie rodzice, ktĂłrzy wszystko usprawiedliwiajÄ , uniemoĹźliwiajÄ c w ten sposĂłb swoim dzieciom prawdziwy wzrost (a zresztÄ , przestaĹmy czepiaÄ siÄ rodzicĂłw, bo nie wszyscy sÄ tacy). Podczas tych lekcyjnych godzin naszym obowiÄ zkiem jest pokazanie dzieciakom, co fascynuje nas w przedmiocie, ktĂłrego uczymy, oraz w Ĺźyciu, ktĂłre przeĹźywamy! To prawda, Ĺźe czasem uczniowie sÄ zniechÄceni i nie przejawiajÄ Ĺźadnego zainteresowania, ale nie sÄ gĹupi i doskonale siÄ orientujÄ , kto naprawdÄ chce ich dobra, kto traktuje ich na serio nie tylko ze wzglÄdu na oceny, ktĂłre dostajÄ , albo na bĹÄdy, ktĂłre popeĹniajÄ . ZresztÄ , kto powiedziaĹ, Ĺźe nasze wychowawcze dzieĹo musi siÄ koĹczyÄ wraz z dzĚwiÄkiem dzwonka? My, nauczyciele, musimy pamiÄtaÄ, Ĺźe uczniowie to nie naczynia, ktĂłre trzeba wypeĹniÄ wiadomoĹciami, ale Ĺźe to sÄ ludzie, ktĂłrzy proszÄ o to, by traktowaÄ ich z szacunkiem i towarzyszyÄ im w ich wÄdrĂłwce. W takiej relacji nic nie moĹźe staÄ siÄ alibi â ani dla nas, ani dla nich... Wtedy niespodziewanie ktoĹ zabiera siÄ na serio do nauki, zaczyna zadawaÄ sobie pytanie, co ma wspĂłlnego to wszystko, co jest mu proponowane, z tym, czego on pragnie... W ten sposĂłb Ĺźycie siÄ odradza... nawet poĹrĂłd szkolnych Ĺawek! Giuditta, Lecco âCZEGO PRAGNIESZ TERAZ W TWOIM ĹťYCIU?â Drogi ksiÄĹźe CarrĂłnie, pewnego ranka kilka miesiÄcy temu, gdy po skoĹczeniu caĹonocnego dyĹźuru na oddziale poĹoĹźniczym zbieraĹem siÄ do domu, nie marzÄ c o niczym innym jak tylko o tym, by jak najszybciej siÄ w nim znaleĹşÄ, w pewnym momencie przyszĹa do mnie pielÄgniarka i powiedziaĹa, Ĺźe jedna z oczekujÄ cych na aborcjÄ pacjentek jest bardzo zdenerwowana i niespokojna, uznaĹa wiÄc, Ĺźe byĹoby dobrze gdybym z niÄ porozmawiaĹ. Wbrew woli przerwaĹem pakowanie rzeczy. ChodziĹo o mĹodÄ dziewczynÄ, ktĂłra sprawiaĹa wraĹźenie niezwykle przestraszonej. BaĹa siÄ bardzo, nawet znieczulenia. ZadawaĹa mnĂłstwo pytaĹ. Po udzieleniu wszystkich âtechnicznychâ wyjaĹnieĹ, uciÄ Ĺem krĂłtko i powiedziaĹem: âWidzisz, prawdopodobnie znalezienie siÄ na sali operacyjnej tutaj jest mniej niebezpieczne niĹź przejĹcie przez ulicÄ. WedĹug mnie jednak, nie w tym tkwi problem... Czego pragniesz w twoim Ĺźyciu? Jakie nadzieje wiÄ Ĺźesz z tym, Ĺźe tutaj jesteĹ? Zrozum mnie dobrze: nie mĂłwiÄ teraz o twoim dziecku, ale o tobieâ. Od tego momentu rozmowa wyglÄ daĹa zupeĹnie inaczej. Dziewczyna opowiedziaĹa mi o sobie i o tym, czego oczekuje od Ĺźycia, od swojej rodziny i swojego narzeczonego. W koĹcu poprosiĹa mnie, Ĺźebym zrobiĹ USG i pokazaĹ jej dziecko. Ostatecznie donosiĹa ciÄ ĹźÄ i urodziĹa dziewczynkÄ. ZdumiaĹem siÄ, kiedy kilka miesiÄcy pĂłzĚniej powiedziaĹa mi: âNikt wczeĹniej nie zapytaĹ mnie, czego naprawdÄ chcÄ. ZresztÄ , nawet gdyby mnie o to zapytano, odpowiedziaĹabym, Ĺźe chcÄ usunÄ Ä ciÄ ĹźÄ. Pytanie to nie dotyczyĹoby bowiem mnie ani tego, czego pragnÄ w Ĺźyciu. Pan natomiast, doktorze, miaĹ odwagÄ mnie o to zapytaÄâ. Nie chodzi tu o jakÄ Ĺ mojÄ bohaterskÄ postawÄ, w ogĂłle nie miaĹem bowiem wtedy ochoty na rozmowÄ; co wiÄcej, to, co powiedziaĹem, wydawaĹo mi siÄ czymĹ oczywistym. Nie byĹo jednak! OdkryĹem wtedy, jak waĹźne jest wzajemne przywoĹywanie siÄ do dokonywania osÄ du, nieustanne wychowywanie siÄ do tego, by nasze âjaâ pozostawaĹo czujne. JeĹli we wszystkim tym, czym Ĺźyjemy, nie ma naszego âjaâ, wszystko pozostaje tylko piÄknÄ , bezuĹźytecznÄ emocjÄ . Andrea, Mediolan PĂJĹÄ DO JEJ DOMU Z TYM WSZYSTKIM, CZYM JESTEĹ NajdroĹźszy ksiÄĹźe JuliaĚnie, majÄ c 50 lat, po raz pierwszy wybraĹem siÄ na pielgrzymkÄ z Maceraty do sanktuarium Matki BoĹźej w Loreto. NiosĹem ze sobÄ stos intencji waĹźnych czy to dla mnie, czy to dla mojej Ĺźony, czy teĹź dla dzieci â potrzeby, ktĂłre zawsze byĹy, ale dopiero ostatnio uĹwiadomiĹem sobie, Ĺźe sam nie jestem w stanie zaspokoiÄ ich do koĹca. MiaĹem juĹź wszystko przygotowane na sobotÄ, okazaĹo siÄ jednak, Ĺźe Pan naprawdÄ jest nieprzewidywalny. Od samego rana w domu pojawiĹo siÄ mnĂłstwo powaĹźnych problemĂłw, ktĂłre przewrĂłciĹy wszystko do gĂłry nogami. Ostatecznie wyszedĹem z domu bardzo zĹy. Nie mogÄ c juĹź liczyÄ na wczeĹniej umĂłwiony transport na miejsce spotkania, wsiadĹem do metra. W Pagano dosiadĹy siÄ dwie siostry ze zgromadzenia Misjonarek MiĹoĹci Matki Teresy z Kalkuty, ktĂłrym opowiedziaĹem o pielgrzymce. Od tego momentu zaczÄ Ĺem siÄ zdumiewaÄ i rozpoznawaÄ, Ĺźe moje âjaâ byĹo zaangaĹźowane. CaĹe szczÄĹcie, Ĺźe jedna z nich zapytaĹa: âSkÄ d wyruszacie? â Z koĹcioĹa Narodzin NajĹwiÄtszej Maryi Panny. â Ale to nie w tym kierunkuâ. ByĹem tak zdenerwowany, Ĺźe pomyliĹem liniÄ, On jednak znĂłw czuwaĹ, dlatego nie mogĹem powiedzieÄânieâ. ZadzwoniĹem wiÄc do przyjaciĂłĹ, bĹagajÄ c, by na mnie poczekali. I poczekali. Nie wstydzÄ siÄ przyznaÄ, Ĺźe szedĹem do Loreto, nie wiedzÄ c nawet, co to jest ĹwiÄty Dom LoretaĹski. Wszystkiego dowiedziaĹem siÄ w drodze, od przyjaciela. W tygodniu, kiedy pracujÄ, pieszo pokonujÄ tylko dwa dystanse: z windy do garaĹźu i z garaĹźu do biura â w sumie mniej niĹź 200 metrĂłw, a wiÄc jak widaÄ mĂłj pociÄ g do przechadzek jest niemal zerowy i dla Ĺźadnej kobiety â nawet dla mojej Ĺźony, ktĂłrÄ bardzo kocham â nigdy nie pokonaĹem tak dĹugiej drogi. Jednak juĹź w momencie wymarszu ze stadionu w Maceracie zrozumiaĹem, Ĺźe nic ani nikt nie moĹźe mnie zatrzymaÄ, wĹaĹnie dlatego, Ĺźe bohaterem tego, co siÄ wydarza, jestem ja; wĹaĹnie dlatego, Ĺźe to ja niosĹem duĹźe problemy, ktĂłre nie miaĹy rozwiÄ zania, oraz wiele niezaspokojonych pragnieĹ. W ten sposĂłb dokonaĹ siÄ cud. Wraz z moimi przyjaciĂłĹmi pokonaĹem caĹÄ drogÄ, robiÄ c tylko jednÄ minutowÄ przerwÄ. Za kaĹźdym razem, gdy oglÄ daĹem siÄ za siebie, by zobaczyÄ za swoimi plecami nie majÄ cÄ koĹca kolumnÄ ludzi, ktĂłra ciÄ gnÄĹa siÄ wzdĹuĹź drogi, myĹlaĹem: âWszyscy ci ludzie to na pewno Jego widzialna i tajemnicza obecnoĹÄ, tu i teraz, bo przecieĹź to chyba nie wariaci...â. Intencje, ktĂłrych nigdy wczeĹniej nie zdarzyĹo mi siÄ zapisaÄ, zĹoĹźyĹem na popielnicy, potem wreszcie dotarĹem do ĹwiÄtego Domu, gdzie mogĹem przystanÄ Ä tylko na piÄÄ sekund. To jednak wystarczyĹo, poniewaĹź tak naprawdÄ wszystko juĹź oddaĹem i wszystko otrzymaĹem. Po powrocie do domu czekaĹy na mnie pozostawione problemy. OpowiedziaĹem o pielgrzymce, moja Ĺźona zrelacjonowaĹa mi ostatnie wydarzenia. Wreszcie zapytaĹa: âJak to moĹźliwe, Ĺźe jesteĹ taki spokojny?â. Nie odpowiedziaĹem, bÄdÄ c pewnym, Ĺźe On zrobi swoje, moĹźe nawet za moim poĹrednictwem. Dzisiaj jest poniedziaĹek, nie poszedĹem jednak do pracy, bo wszystko mnie boli. Ale czy to waĹźne? Jestem szczÄĹliwy, a jutro nawet moje kuĹtykanie pomoĹźe mi opowiedzieÄ wszystkim o tym, czego doĹwiadczam. Luca, Mediolan Z raju Ĺwiata przyrody do Raju, ktĂłry jest âtu i terazâ NajdroĹźszy ksiÄĹźe JuliaĚnie, wraz z moim mÄĹźem i najmĹodszym synem spÄdziliĹmy tydzieĹ na Ibizie. Siedem dni caĹkowitego relaksu w raju rozrywek, w przygodnym towarzystwie osĂłb, z ktĂłrymi ĹÄ czy nas tylko wspĂłlny dostawca systemĂłw grzewczych. Zaraz po opuszczeniu samolotu uĹwiadomiliĹmy sobie, Ĺźe moĹźna patrzeÄ na wszystko w prawdziwszy sposĂłb: niesamowite morze, przyroda, miejsca tak piÄkne, Ĺźe nie pozostaje nic innego, jak tylko dziÄkowaÄ za nie Temu, ktĂłry uczyniĹ je âdla nasâ. A potem nastÄpujÄ ce jedno po drugim spotkanie â przy stole, na plaĹźy â i uĹwiadomienie sobie, Ĺźe wystarczy zaryzykowaÄ, a zaraz wyĹania siÄ caĹa ludzka potrzeba. Pewna mĹoda kobieta, niedawno operowana, opowiedziaĹa nam o swoim dramacie, ktĂłry zmusiĹ jÄ do tego, by zaczÄĹa zwracaÄ uwagÄ na to, co naprawdÄ liczy siÄ w Ĺźyciu. W odpowiedzi na jej zwierzenia opowiedzieliĹmy o ksiÄdzu Giussanim i o ĹwiÄtym Ryszardzie, a potem podarowaliĹmy obrazki z ich wizerunkami, za ktĂłre nam podziÄkowaĹa. Inni, sprowokowani faktem, Ĺźe mamy piÄcioro dzieci, oraz wszystkimi wiÄ ĹźÄ cymi siÄ z tym trudnoĹciami, ktĂłrym trzeba jakoĹ zaradziÄ, patrzyli na nas zdumieni, poniewaĹź zapewnialiĹmy, Ĺźe jest to moĹźliwe, Ĺźe Chrystus kieruje naszym Ĺźyciem i Ĺźe mamy towarzystwo przyjaciĂłĹ, w ktĂłrym znajdujemy oparcie. Potem jeszcze caĹa przygoda z poszukiwaniem koĹcioĹa po to, by mĂłc uczestniczyÄ we Mszy Ĺw.: my we trĂłjkÄ w jakimĹ odlegĹym, poĹoĹźonym wĹrĂłd wzniesieĹ miasteczku wraz z dwĂłjkÄ mĹodych ludzi z wioski turystycznej, naszymi towarzyszami âz Ĺapankiâ. Kiedy opowiedzieliĹmy im o sobie, oni zaczÄli nam mĂłwiÄ o swoich nadziejach, pragnieniach, o tym, w jaki sposĂłb moĹźna zapeĹniÄ pustkÄ w Ĺźyciu, w ktĂłrym brakuje jakichkolwiek wiÄzi. W odpowiedzi na to oĹwiadczyliĹmy, Ĺźe nie potrafimy odpuĹciÄ sobie tej wspinaczki, chcemy bowiem spotkaÄ Tego, ktĂłry zradza i podtrzymuje nasze Ĺźycie. Gdy o tym mĂłwiliĹmy, w ich peĹnych zaciekawienia oczach, ktĂłrymi patrzyli na nas z niezwykĹÄ uwagÄ , dostrzegliĹmy pytanie o to, czy moĹźna ĹźyÄ w inny sposĂłb, w inny sposĂłb poszukiwaÄ szczÄĹcia. Okazuje siÄ wiÄc, Ĺźe nie wystarczy mieszkaÄ w przepiÄknym miejscu, by czuÄ siÄ speĹnionym. Po powrocie do domu znĂłw zobaczyliĹmy nasze dzieci, ktĂłre rozpiera energia, sĹuchaliĹmy ich rozmĂłw, patrzyliĹmy na kaĹźde z nich i byliĹmy pewni, Ĺźe wrĂłciliĹmy z raju â tak samo jak tego, Ĺźe Raj jest juĹź âtu i terazâ, jeĹli tylko mĂłwisz âtakâ Chrystusowi. Monica Dzieci z Polskiego Domu Dziecka na Litwie Cztery lata temu podczas niedzielnej Mszy Ĺw. usĹyszeliĹmy ogĹoszenie Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom âDrogaâ o moĹźliwoĹci przyjÄcia na okres ĹwiÄ t BoĹźego Narodzenia dzieci z Polskiego Domu Dziecka w Podbrodziu na Litwie. OtworzyliĹmy siÄ na nowe doĹwiadczenie, ktĂłre okazaĹo siÄ nieĹatwe: najpierw goĹciliĹmy dziecko, ktĂłre nie potrafiĹo podporzÄ dkowaÄ siÄ Ĺźadnym zasadom. PostanowiliĹmy jednak daÄ sobie drugÄ szansÄ, dziÄki temu od trzech lat przyjeĹźdĹźa do nas trzynastoletnia dziĹ Regina. Razem z niÄ spÄdzamy ĹwiÄta BoĹźego Narodzenia, Wielkanoc i miesiÄ c wakacji. Jest to czas obfitujÄ cy w przeróşne doĹwiadczenia, poczynajÄ c od radzenia sobie z zazdroĹciÄ naszych dzieci, a koĹczÄ c na trudnej dla nas lekcji okazywania uczuÄ obcej nam osobie. Fakt przyjmowania goĹcia z domu dziecka okazaĹ siÄ teĹź dobrodziejstwem dla naszych dzieci, ktĂłre uczÄ siÄ dzieliÄ(takĹźe rodzicami). Dzisiaj nie wyobraĹźamy sobie, Ĺźe moglibyĹmy przestaÄ zapraszaÄ ReginÄ, myĹlimy o niej jak o naszym czwartym dziecku. WyobraĹźamy sobie, jak to bÄdzie, gdy nasze dzieci pĂłjdÄ na studia i bÄdÄ przyjeĹźdĹźaĹy do nas tylko trzy razy w roku... PrzeĹomowym momentem okazaĹy siÄ dla nas odwiedziny w domu dziecka na Litwie. Warunki, w jakich mieszkajÄ dzieci, zaskoczyĹy nas i przeraziĹy. Zdanie, ktĂłre czÄsto powtarzaĹa przewodniczÄ ca stowarzyszenia, pani Irena Stankiewicz: âTe dzieci ĹźyjÄ od jednego przyjazdu do Polski do kolejnegoâ, nabraĹo innego znaczenia. CiÄ gle jest wiele dzieci, ktĂłre chciaĹyby spÄdzaÄ ĹwiÄta w polskich domach, ale brakuje rodzin, ktĂłre by je przyjÄĹy. InformacjÄ o moĹźliwoĹci ugoszczenia dzieci w czasie ĹwiÄ t Wielkanocy przekazaliĹmy na Szkole WspĂłlnoty. Nie od razu jednak spotkaĹa siÄ ona z odzewem, co nas trochÄ zabolaĹo, gdyĹź uwaĹźaliĹmy, Ĺźe od wspĂłlnoty moĹźna wymagaÄ czegoĹ wiÄcej... DuĹźe zrozumienie okazaĹ nasz odpowiedzialny, ksiÄ dz Adam Skreczko, ktĂłry bardzo wspomĂłgĹ nasz apel i wielokrotnie zachÄcaĹ do podjÄcia wyzwania, podkreĹlajÄ c, iĹź robimy to w imiÄ miĹoĹci do drugiej osoby. WaĹźna byĹa takĹźe wypowiedĹş naszego kolegi ze wspĂłlnoty, CzesĹawa, ktĂłry przy okazji dzielenia siÄ swoim doĹwiadczeniem(w nawiÄ zaniu do fragmentu ksiÄ Ĺźki ksiÄdza Giussaniego Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, w ktĂłrym byĹa mowa o ubĂłstwie) przytoczyĹ wielokrotnie powtarzane zdanie swojej mamy: âMamy Ĺadny dom, ale kogo w nim ugoĹciliĹmy? Mamy Ĺadny samochĂłd, ale kogo w nim przewieĹşliĹmy?â. Ĺwiadectwo to pomogĹo szeĹciu innym rodzinom z naszej wspĂłlnoty otworzyÄ siÄ na nowe doĹwiadczenie i przyjÄ Ä na ĹwiÄta kolejne dzieci. Mamy ĹwiadomoĹÄ, Ĺźe tak naprawdÄ dajÄ c, otrzymujemy znacznie wiÄcej... Bardzo jesteĹmy wdziÄczni rodzinom z naszej wspĂłlnoty za podjÄte wyzwanie, zdajÄ c sobie sprawÄ, Ĺźe nowe doĹwiadczenie nie zawsze byĹo miĹe i proste. Jedno jest jednak pewne: bardzo nas ono wszystkich wzbogaciĹo, pozwoliĹo inaczej spojrzeÄ na wĹasne dzieci, mÄĹźa czy ĹźonÄ. Ewa i Krzysztof, BiaĹystok Dzieci z Polskiego Domu Dziecka na Litwie Wielokrotnie sĹyszaĹam o inicjatywie goszczenia w polskich rodzinach podczas ĹwiÄ t dzieci z domu dziecka z okolic Wilna. SondowaĹam, czy ten pomysĹ przyjÄ Ĺby siÄ takĹźe w mojej rodzinie. Nie widziaĹam jednak entuzjazmu. Dopiero na Szkole WspĂłlnoty, kiedy stanÄĹam wobec konkretnej propozycji przyjaciĂłĹ, nie miaĹam wÄ tpliwoĹci, Ĺźe powinnam powiedzieÄ âtakâ. Dopiero podjÄcie gestu we wspĂłlnocie (gotowoĹÄ przyjÄcia dzieci wyraziĹo w sumie siedem rodzin) pomogĹo mi siÄ zdecydowaÄ. WĹaĹnie w Ruchu nauczyĹam siÄ z otwartoĹciÄ , bez uprzedzeĹ i wĹasnych niepotrzebnych wyobraĹźeĹ, podejmowaÄ proponowane dzieĹo. W takiej wĹaĹnie postawie zaczÄĹam przed kilkoma laty wraz z przyjaciĂłĹmi z Ruchu raz w miesiÄ cu odwiedzaÄ wiÄĹşniarki (robiÄ to zresztÄ do dziĹ). Tak wtedy, jak i w przypadku goszczenia dziewczynki z Litwy, nie zawiodĹam siÄ. OdkÄ d przyjeĹźdĹźa do nas Alonka, ja i mĂłj mÄ Ĺź zwracamy wiÄkszÄ uwagÄ na to, w jaki sposĂłb spÄdzamy czas z naszymi dzieÄmi. StaraliĹmy siÄ w prosty i naturalny sposĂłb pokazaÄ jej normalne relacje w kochajÄ cej siÄ rodzinie. Bez sztucznoĹci przygarnÄliĹmy jÄ Â jak wĹasne dziecko. Nie ukrywam, Ĺźe pojawiaĹy siÄ obawy, czy z powodu braku doĹwiadczenia nie zranimy Alonki i czy po tym, jak zostanie otoczona tak wielkÄ czuĹoĹciÄ i uwagÄ , nie przeĹźyje kolejnego rozczarowania i nie okupi tego dodatkowym cierpieniem. CzujÄ, Ĺźe w tej kwestii spoczywa na nas ogromna odpowiedzialnoĹÄ, ale wiem teĹź, Ĺźe warto ryzykowaÄ. Nie moĹźna zrozumieÄ sensu gestu charytatywnego, jeĹźeli siÄ go nie podejmuje. Musi zostaÄ zweryfikowany w dziaĹaniu. Jestem matkÄ trĂłjki dzieci i wiem z doĹwiadczenia, Ĺźe macierzyĹstwo jest przyjmowaniem dziecka bez kalkulacji, bez myĹlenia o sobie, jest skierowaniem siÄ na dobro dziecka, z ktĂłrego zachowania nie zawsze jestem zadowolona i dumna. Jest po prostu naukÄ bezinteresownej miĹoĹci. Nie wiem, jak rozwinie siÄ moja relacja z AlonkÄ â wszystko w rÄkach Boga. Wiem tylko jedno: BĂłg wzywa mnie do czynienia dobra pomimo moich sĹaboĹci i na przekĂłr mojemu lenistwu. Pozostaje mi tylko byÄ Mu posĹusznÄ i uwaĹźnÄ na Jego znaki. Jola, BiaĹystok |