Notatki z wystÄ pienia ks. Juliana CarrĂłna podczas Spotkania z Odpowiedzialnymi z Comunione e Liberazione we WĹoszech, Pacengo di Lazise (Werona), 27 lutego 2016 r.
Dla wszystkich jest oczywiste, Ĺźe znajdujemy siÄ w momencie wielkich przemian i Ĺźe nie jest Ĺatwo rozeznaÄ siÄ w obecnym kontekĹcie kulturowym. Stajemy w obliczu wielkiego przeĹomu. By go zrozumieÄ, potrzeba cierpliwoĹci i czasu, i nie moĹźemy myĹleÄ, Ĺźe rozwiÄ Ĺźemy problemy, dyskutujÄ c tylko o nich. PoniĹźsze sĹowa majÄ byÄ pomocÄ w drodze dla kaĹźdego, aby budowaÄ dialog miÄdzy nami. Dwa tygodnie temu, podczas spotkania z grupÄ kapĹanĂłw z PĂłĹnocnych WĹoch, jeden z nich powiedziaĹ, Ĺźe to, co przeĹźywamy, jest ânaprawdÄ ekscytujÄ cym momentemâ. SÄ dzÄ, Ĺźe tak wĹaĹnie jest, poniewaĹź to wszystko, czego Tajemnica nam nie oszczÄdza, jak zawsze mĂłwiĹ nam ksiÄ dz Giusssani, sĹuĹźy naszej dojrzaĹoĹci. Nawet jeĹli jeszcze nie wiemy, w jaki sposĂłb moĹźe pomĂłc nam to dojrzeÄ, i jesteĹmy nieco zdezorientowani, mamy w kaĹźdym razie pewnoĹÄ, Ĺźe ta okolicznoĹÄ zwiÄ zana z debatÄ na temat wyzwaĹ etycznych i antropologicznych wynikajÄ cych z szerzenia siÄ ânowychâ praw, ze wszystkimi pytaniami, ktĂłre siÄ zrodziĹy, i ze wszystkimi, czasem zagorzaĹymi, dyskusjami, ktĂłrym zdarzyĹo nam siÄ stawiÄ czoĹa, moĹźe byÄ cennÄ okazjÄ . Tylko wtedy, gdy rzeczywistoĹÄ rzuca nam wyzwanie, naszym oczom, nam samym wczeĹniej niĹź wszystkim innym ukazuje siÄ to, co mamy najdroĹźszego, to, gdzie znajduje siÄ nasza nadzieja. Im bardziej jesteĹmy prowokowani, tym bardziej staje siÄ widoczny syntetyczny punkt widzenia, z ktĂłrym stawiamy czoĹa Ĺźyciu. Ta sytuacja, owszem, sĹuĹźy naszemu dojrzewaniu, ale nie dzieje siÄ to mechanicznie. A wiÄc trzeba, byĹmy zaangaĹźowali siÄ w jej zrozumienie, pozwalajÄ c siÄ jej sprowokowaÄ. Ze wzglÄdu na to, Ĺźe dotknÄĹa ona wszystkich, kaĹźdy moĹźe odkryÄ, jakie stanowisko zajÄ Ĺ, jak zareagowaĹ â wszyscy zareagowaliĹmy w taki czy w inny sposĂłb â jakiej hipotezy broniĹ, stawiajÄ c jej czoĹa, i jakiej weryfikacji dokonaĹ. KaĹźdy z nas musi dokonaÄ weryfikacji: ze wzglÄdu na to, Ĺźe przychodzÄ nam do gĹowy róşne pomysĹy, ktĂłre niekoniecznie sÄ sĹuszne. MĂłwiÄ c to, w pierwszej kolejnoĹci odnoszÄ to do siebie. Wiele razy przychodziĹy nam do gĹowy pomysĹy, ktĂłre potem, jak pokazaĹo Ĺźycie, nie sÄ tak inteligentne, jak wczeĹniej sÄ dziliĹmy. Dlatego powinniĹmy zapewniÄ sobie spokojnÄ przestrzeĹ do dialogu, ktĂłry bÄdzie naprawdÄ konstruktywny.
LEKCJA ROKU â68: RELACJA MIÄDZY WYDARZENIEM A TRADYCJÄ Jakie bogactwo, jaki zasĂłb posiadamy, by stawiÄ czoĹa nowemu wyzwaniu, ktĂłre rzuca nam teraĹşniejszoĹÄ? NaszÄ historiÄ. CzÄsto myĹlimy, Ĺźe juĹź jÄ znamy, traktujemy jak coĹ juĹź znanego, albo teĹź kaĹźdy wspomina niektĂłre jej momenty. Ale wĹaĹnie wyzwania teraĹşniejszoĹci pozwalajÄ nam odkryÄ aspekty tej historii, ktĂłrych byÄ moĹźe musimy siÄ dopiero nauczyÄ. Dlaczego ksiÄ dz Giussani zainicjowaĹ Ruch? W ambrozjaĹskim KoĹciele z pewnoĹciÄ nie brakowaĹo teologicznej jasnoĹci ani komunikowania dogmatu, ale on zdawaĹ sobie sprawÄ, Ĺźe to nie wystarcza. RozumiaĹ to od momentu, gdy stawiaĹ pierwsze kroki w Mediolanie, a potem tuĹź po rozpoczÄciu pracy w liceum Bercheta: stawaĹ wobec uczniĂłw pochodzÄ cych z chrzeĹcijaĹskich rodzin, ktĂłrych wiara juĹź nie interesowaĹa. To odkrycie naznaczyĹo poczÄ tek jego eksperymentu. KsiÄ dz Giussani zainicjowaĹ Ruch, by odpowiedzieÄ na ten fakt, poszukujÄ c sposobu komunikowania chrzeĹcijaĹskiej prawdy â tej, ktĂłrej nauczyĹ siÄ w seminarium â ktĂłra odpowiedziaĹaby na brak zainteresowania, na ktĂłry natykaĹ siÄ od pierwszego dnia prowadzenia lekcji w szkole. JesteĹmy w poĹowie lat 50. Jest w kaĹźdym razie jeden moment z późniejszej historii, rok â68, ktĂłry byĹ kluczowym dla ksiÄdza Giussaniego. W lecie 1968 roku podczas rekolekcji Gruppo Adulto [Memores Domini], stwierdza: âWydaje mi siÄ, Ĺźe jest to znak czasu, Ĺźe to juĹź nie dyskurs o tradycji, Ĺźe to juĹź nie [chrzeĹcijaĹska] historia stanowi fundament albo moĹźe stanowiÄ fundament pod przywoĹanie i przylgniÄcie do chrzeĹcijaĹskiego faktu. [âŚ] BÄdziemy musieli ponownie przyglÄ dnÄ Ä siÄ od podstaw caĹemu dyskursowi, ktĂłry zawsze podejmowaliĹmy w ciÄ gu doĹwiadczenia 10 minionych lat i ktĂłry wciÄ Ĺź powtarzamyâ. SÄ dzÄ, Ĺźe musimy dopiero zrozumieÄ caĹÄ doniosĹoĹÄ tej uwagi. Fala roku â68 pozwoliĹa ksiÄdzu Giussaniemu zyskaÄ jasnoĹÄ, Ĺźe âpowodem przylgniÄcia do chrzeĹcijaĹstwa nie moĹźe byÄ ani tradycja, ani jakaĹ teoria, ani jakaĹ koncepcja, ani teoreza; nie chrzeĹcijaĹska filozofia, nie chrzeĹcijaĹska teologia, nie gĹoszona przez chrzeĹcijaĹstwo koncepcja wszechĹwiataâ. A odnoszÄ c siÄ do Ewangelii, dodaje: âTo nie ze wzglÄdu na dyskusje, jakie podejmowaĹ, nie ze wzglÄdu na wyjaĹnienia, jakie dawaĹ, to nie ze wzglÄdu na Jego odwoĹania do Starego Testamentu; ale poniewaĹź Jego obecnoĹÄ byĹa orÄdziemâ, ludzie podÄ Ĺźali za Jezusem. âOrÄdzie nie jest dyskursem: jest obecnoĹciÄ , jest osobÄ . Jest sposobem obecnoĹci osobyâ. AĹźeby zrozumiaĹe byĹo, co miaĹ na myĹli, dodaje: âDoĹÄ Ĺatwo jest zauwaĹźyÄ, w jaki sposĂłb orÄdzie czerpie z tradycji [âŚ]. Przypomnijcie sobie dwĂłch uczniĂłw idÄ cych do Emaus, jednÄ z najpiÄkniejszych stron Ewangelii: ÂŤGdy dziwny pielgrzym objaĹniaĹ nam prorokĂłw, nasze serce paĹaĹoÂť. A wiÄc chrzeĹcijaĹskie orÄdzie, owszem, jest ÂŤdyskursemÂť, ale ÂŤza poĹrednictwem obecnoĹci jest zwiÄ zane z obecnoĹciÄ osobyÂť. TreĹciÄ chrzeĹcijaĹskiego orÄdzia ÂŤbyĹa sama Jego osobaÂť, Chrystusâ (A. Savorana, Vita di don Giussani, BUR, Milano 2014, s. 404â405). Bez tego bardzo prawdopodobnie nikogo z nas by tu nie byĹo. A wiÄc czym jest chrzeĹcijaĹstwo? âJest tym ÂŤczymĹÂť, co czyni ĹźywÄ rzeczywistoĹciÄ tradycjÄ, coĹ, co minÄĹo, co czyni Ĺźywym myĹl, ideÄ i wartoĹÄ. Ale Ĺźywa jest teraĹşniejszoĹÄ! Metodologicznie nie moĹźemy [wiÄc] zrobiÄ nic innego â jeĹli nie chcemy pogrÄ ĹźyÄ siÄ w zamÄcie â jak tylko powrĂłciÄ do poczÄ tku, do tego, jak powstaĹo, jak siÄ zaczÄĹoâ chrzeĹcijaĹstwo. âÂŤTo byĹo wydarzenie. ChrzeĹcijaĹstwo jest wydarzeniemÂť, ktĂłre spaja przeszĹoĹÄ z teraĹşniejszoĹciÄ . Jakiego rodzaju jest to wydarzenie? ÂŤNie uwierzyli, poniewaĹź Chrystus mĂłwiĹ o tych rzeczach; nie uwierzyli, poniewaĹź Chrystus czyniĹ te cuda; nie uwierzyli, poniewaĹź Chrystus cytowaĹ profetĂłw; nie uwierzyli, poniewaĹź Chrystus wskrzeszaĹ umarĹych. IluĹź ludzi (przewaĹźajÄ ca wiÄkszoĹÄ) sĹyszaĹo, gdy tak mĂłwiĹ, sĹyszaĹo, jak mĂłwiĹ te sĹowa, widziaĹo, jak dokonywaĹ tych cudĂłw, a nie byĹo to dla nich wydarzeniemÂťâ. W tym miejscu ksiÄ dz Giussani pyta siÄ wiÄc, dlaczego uwierzyli pierwsi uczniowie Jezusa: âÂŤUwierzyli ze wzglÄdu na obecnoĹÄ. [âŚ] ObecnoĹÄ o ĹciĹle okreĹlonej twarzy, obecnoĹÄ peĹnÄ sĹĂłw, to znaczy peĹnÄ propozycji, znaczeniaÂť. Nie kaĹźda osoba albo rzeczywistoĹÄ jest obecnoĹciÄ , mĂłwi dalej ksiÄ dz Giussani; jest niÄ ÂŤtylko o ile ma coĹ nieprzewidzianego i nieprzewidywalnego, to znaczy niesie ze sobÄ radykalnÄ nowoĹÄÂť [âŚ]; istotnie ÂŤchrzeĹcijaĹstwo zrodziĹo siÄ jako orÄdzie; doĹwiadczenie nieredukowalnej nowoĹciÂťâ (tamĹźe, s. 407â408). SprĂłbujmy utoĹźsamiÄ siÄ z ksiÄdzem Giussanim: mĂłgĹ udawaÄ, Ĺźe w roku â68 nic siÄ nie wydarzyĹo, i dalej podÄ ĹźaÄ swojÄ drogÄ jakby nigdy nic. Nie zrobiĹ tego. Dlaczego? PoniewaĹź dla niego âokolicznoĹciâ, jak zawsze sobie mĂłwiliĹmy, sÄ âzasadniczym czynnikiem powoĹania, okolicznoĹÄ, w ktĂłrej czĹowiek zajmuje stanowisko wobec caĹego Ĺwiata, âjest waĹźna dla samego zdefiniowania siÄ Ĺwiadectwaâ (L. Giussani, Lâuomo e il suo destino, Marietti 1820, Milano 1999, s. 63). PrzyjÄ Ĺ wezwanie do nawrĂłcenia, ktĂłre przychodziĹo do niego z rzeczywistoĹci, i okazaĹ dyspozycyjnoĹÄ do zakwestionowania siebie, nie pozostajÄ c uczepionym kurczowo form przeszĹoĹci. Tak robiĹ od samego poczÄ tku. WĹaĹnie po to, by komunikowaÄ chrzeĹcijaĹskÄ nowoĹÄ, kĹadĹ nacisk na pewne sprawy, ktĂłre nie mieĹciĹy siÄ w zwyczajnym sposobie komunikowania wiary ambrozjaĹskiego KoĹcioĹa: na przykĹad przywoĹanie do doĹwiadczenia, a wiÄc do koniecznoĹci weryfikacji, albo gromadzenie razem na Promyku chĹopcĂłw i dziewczÄ t. Im bardziej byĹ przywiÄ zany do istoty, tym bardziej czyniĹo go to wolnym w stosunku do form. W ten sposĂłb daĹ Ĺwiadectwo o tym, o czym przypomniaĹ nam papieĹź Franciszek 7 marca 2015 roku w Rzymie, to znaczy Ĺźe âchrzeĹcijaĹstwo nigdy nie urzeczywistnia siÄ w historii jako niezmiennoĹÄ stanowisk, ktĂłrych trzeba broniÄ, odnoszÄ cych siÄ do tego, co nowe jako czysta antyteza; chrzeĹcijaĹstwo jest zasadÄ odkupienia, ktĂłra przyjmuje to, co nowe, zbawiajÄ c toâ (L. Giussani, Porta la speranza, Marietti 1820, Genova 1997, s. 119). Dlatego przypisujÄ decydujÄ ce znaczenie tej okolicznoĹci, ktĂłrÄ razem przeĹźyliĹmy i wciÄ Ĺź przeĹźywamy, poniewaĹź ze wzglÄdu na to wszystko, co siÄ wydarzyĹo, jest to kluczowa sprawa dla naszego Ĺwiadectwa. CaĹa afera wokóŠkwestii zwiÄ zkĂłw partnerskich wybuchĹa wĹaĹnie dlatego, Ĺźe kaĹźdy z nas usiĹowaĹ zdefiniowaÄ, na czym powinno polegaÄ teraz nasze Ĺwiadectwo. O tym wĹaĹnie siÄ dyskutuje, aĹź po prowadzenie poróşniajÄ cych sporĂłw. Dlatego nie bÄdziemy mogli pĂłjĹÄ naprzĂłd, jeĹli nie wyjaĹnimy tego do koĹca. NajwaĹźniejszÄ sprawÄ jest wedĹug mnie wyjaĹnienie, czym jest osÄ d, poniewaĹź czÄsto dla nas osÄ dzaÄ znaczy to samo, co opowiedzieÄ siÄ po czyjejĹ stronie. Ale Ewangelia pokazuje, Ĺźe przy wielu okazjach Jezus osÄ dza w taki sposĂłb, Ĺźe podjÄcie przez Niego róşnych problemĂłw nie polega na opowiedzeniu siÄ po czyjeĹ -stronie. PomyĹlmy o epizodzie z daninÄ dla Cezara: faryzeusze chcÄ , by opowiedziaĹ siÄ po jednej albo po drugiej stronie, by postawiÄ Go w sytuacji bez wyjĹcia. Jezus nie osÄ dza w sposĂłb, ktĂłry mĂłgĹby usatysfakcjonowaÄ tych, ktĂłrzy chcÄ Go zmusiÄ, by opowiedziaĹ siÄ za jednym z biegunĂłw alternatywy: albo jesteĹ rzymskim wspĂłĹpracownikiem, jeĹli mĂłwisz, Ĺźe trzeba pĹaciÄ daninÄ Cezarowi, albo jesteĹ wrogiem Rzymian, jeĹli deklarujesz, Ĺźe nie trzeba pĹaciÄ. Jezus nie opowiada siÄ ani po jednej, ani po drugiej stronie: âOddajcie wiÄc Cezarowi to, co naleĹźy do Cezara, a Bogu to, co naleĹźy do Bogaâ (Ĺk 20, 25). W tym epizodzie Jezus osÄ dza relacjÄ miÄdzy politykÄ a religiÄ , a Jego enigmatyczna odpowiedĹş staĹa siÄ fundamentem nieredukowalnej nowoĹci w pojmowaniu roli wĹadzy w spoĹeczeĹstwie przez dwadzieĹcia wiekĂłw. Pozostawia rozmĂłwcĂłw caĹkowicie zdezorientowanych takĹźe wtedy, gdy zajmuje siÄ innymi podstawowymi wymiarami powszechnego doĹwiadczenia. Kiedy mĂłwi o maĹĹźeĹstwie, to znaczy o realizowaniu siÄ uczuÄ, albo napomina w kwestii bogactwa, to znaczy wĹaĹciwego wykorzystywania dĂłbr materialnych, nie tylko przeciwnicy pozostajÄ oszoĹomieni. TakĹźe Jego uczniowie zupeĹnie nie dorastajÄ do oryginalnoĹci Jego propozycji, sÄ niemal zgorszeni; sĹyszÄ c o nierozerwalnoĹci maĹĹźeĹstwa, wykrzykujÄ : âJeĹli tak ma siÄ sprawa czĹowieka z ĹźonÄ , to nie warto siÄ ĹźeniÄâ (Mt 19, 10); innym razem natomiast, gdy Jezus mĂłwi im, Ĺźe âĹatwiej jest wielbĹÄ dowi przejĹÄ przez ucho igielne niĹź bogatemu wejĹÄ do krĂłlestwa niebieskiegoâ, âuczniowie [âŚ] przerazili siÄ bardzo i pytali: ÂŤKtóş wiÄc moĹźe siÄ zbawiÄ?Âťâ. Nikt nie moĹźe zaprzeczyÄ, Ĺźe Jezus osÄ dza, dochodzÄ c do sedna sprawy, nawet jeĹli róşni Jego rozmĂłwcy oczekujÄ czegoĹ innego. Ĺwiadczy o tym ich zmieszanie. By odpowiedzieÄ na niewspĂłĹmiernoĹÄ odczuwanÄ przez ludzi wobec Jego propozycji, Jezus jest zmuszony graÄ kartÄ , ktĂłra czyni Jego obecnoĹÄ oryginalnÄ w stosunku do zredukowanych postaw â polegajÄ cych na opowiadaniu siÄ po czyjejĹ stronie â Jego przeciwnikĂłw oraz samych Jego uczniĂłw: âU ludzi to niemoĹźliwe, lecz u Boga wszystko jest moĹźliweâ (Mt 19, 26). W ten sposĂłb wobec wszystkich ukazuje swojÄ samoĹwiadomoĹÄ, swojÄ toĹźsamoĹÄ. MoglibyĹmy aĹź do jutra dalej wymieniaÄ tego rodzaju fakty! MoĹźna osÄ dzaÄ coĹ w sposĂłb, ktĂłry nie jest rĂłwnoznaczny z opowiedzeniem siÄ po czyjeĹ stronie ani nie redukuje siÄ do zajÄcia stronniczego stanowiska. W kwestii zwiÄ zkĂłw partnerskich zasadniczym osÄ dem byĹ osÄ d odesĹania do tajemnicy czĹowieka pojmowanego jako caĹoĹÄ, ktĂłra przejawia siÄ w nieskoĹczonym oczekiwaniu ludzkiego serca. To wĹaĹnie dlatego rzeczywisty czĹowiek nie zaznaje spokoju, jest niespokojny, i nigdy nie bÄdzie mĂłgĹ siÄ zadowoliÄ zredukowanym wyobraĹźeniem odpowiedzi na swoje pragnienie. Tylko wtedy, gdy osÄ d dotknie tego punktu, dociera siÄ do sedna ustawy, poniewaĹź mĂłwi siÄ, Ĺźe przyjÄta w takim czy innym ksztaĹcie zawsze bÄdzie niewystarczajÄ ca, by odpowiedzieÄ na wĹaĹciwe czĹowiekowi pragnienie nieskoĹczonoĹci. W obliczu tego, co siÄ wydarzyĹo, wszyscy poĹrednio lub bezpoĹrednio osÄ dzaliĹmy poprzez sposĂłb, w jaki siÄ zachowywaliĹmy, oraz formÄ naszej odpowiedzi. Tak jak lekarz, prĂłbujÄ c zaproponowaÄ jakieĹ remedium, jednoczeĹnie diagnozuje chorobÄ, tak samo kaĹźdy z nas mĂłgĹ zobaczyÄ, jak osÄ dziĹ ludzki dramat, kryjÄ cy siÄ za âsprawÄ â ustawy CirinnĂ . WĹaĹnie ze wzglÄdu na osÄ d, ktĂłry wyraziĹem o czĹowieku i o jego naturze, dla mnie jedynÄ odpowiedziÄ jest Chrystus. Ale Chrystus nie zdefiniowany abstrakcyjnie, ale jako Ĺźywe spotkanie, takie jak spotkanie z SamarytankÄ przy studni, takie jak to, o ktĂłrym mĂłwi ksiÄ dz Giussani, poniewaĹź âw spoĹeczeĹstwie takim jak to nie moĹźna tworzyÄ czegoĹ nowego inaczej jak poprzez Ĺźycieâ (âMovimento, ÂŤregolaÂť di libertĂ â, pod red. O. Grassiego, âCL Litterae Communionisâ, nr 11/1978, s. 44). Chrystus nie jest czÄĹciÄ rozwiÄ zania, ale jest jedynym rozwiÄ zaniem, w ktĂłre wierzÄ. Tylko wtedy, gdy ktoĹ to rozumie, wĂłwczas w pewien sposĂłb desakralizuje ustawodawcze usiĹowanie i otwiera przestrzeĹ spotkania i dialogu takĹźe dla politykĂłw. PowrĂłcÄ jeszcze do tego punktu.
REAKTYWNA OBECNOĹÄ W naszej historii sposĂłb, w jaki stawiliĹmy czoĹa prowokacji roku â68, jest widocznym przykĹadem tego, o czym mĂłwimy. KsiÄ dz Giussani sformuĹowaĹ osÄ d â proponujÄ c go na nowo bez wytchnienia â ktĂłry nie utoĹźsamiĹ go z jednym z wielu róşnych liczÄ cych siÄ stronnictw, a ponadto zakwestionowaĹ nie tylko marksistowskie usiĹowanie, ale takĹźe naszÄ prĂłbÄ udzielenia odpowiedzi na wyzwanie, jakim byĹ marksizm. SkÄ d to porĂłwnanie miÄdzy dniem dzisiejszym a rokiem â68? PoniewaĹź, jak podkreĹliĹ kardynaĹ Scola, âkonfrontacja z rewolucjÄ seksualnÄ [ktĂłrÄ teraz przeĹźywamy] jest wyzwaniem byÄ moĹźe nie mniejszym od wyzwania rzuconego przez rewolucjÄ marksistowskÄ â (âIl no ai divorziati resta, ma non è un castigo e sugli omosessuali la Chiesa è stata lentaâ, wywiad przeprowadzony przez P. Rodariego, âla Repubblicaâ, 12 paĹşdziernika 2014, s. 19): sÄ to warianty tej samej kwestii, dwie prĂłby zbawienia siÄ przez samego siebie. Jak ksiÄ dz Giussani osÄ dziĹ ksztaĹt, jaki przybraĹo nasze usiĹowanie odpowiedzenia na wyzwanie roku â68? PowiedziaĹ, Ĺźe odpowiedzieliĹmy, przyjmujÄ c kryterium osÄ du tych, ktĂłrych krytykowaliĹmy, powielajÄ c sposĂłb myĹlenia innych. Tym samym z pewnoĹciÄ nie stawiaĹ na rĂłwni z marksizmem naszego usiĹowania udzielenia odpowiedzi, ale osÄ dzaĹ obydwa usiĹowania jako dzieci tej samej matrycy kulturalnej, poniewaĹź odpowiedĹş, jakiej Ruch udzielaĹ na wydarzenia roku â68, na poczÄ tku lat 70., akceptowaĹa teren gry wyznaczony przez marksizm. âSukces [âŚ] Palalido znajdowaĹ siÄ [âŚ] u ĹşrĂłdeĹ dwuznacznoĹci, ktĂłra przez dĹugi czas miaĹa w niezbyt pozytywny sposĂłb wpĹywaÄ na Ĺźycie i rozwĂłj Ruchu. Na fali tego sukcesu [âŚ] dziaĹalnoĹÄ kierownictwa Comunione e Liberazione byĹa w caĹoĹci ukierunkowana na ukazanie i na urzeczywistnienie moĹźliwych pozytywnych wartoĹci skonfrontowania siÄ z tematami proponowanymi przez rok â68 w chrzeĹcijaĹskim duchu. Innymi sĹowy, owszem, zadawano sobie trud, Ĺźeby przedstawiÄ pewien aspekt chrzeĹcijaĹskiego faktu, ale tylko w ramach horyzontu ustalonego wczeĹniej przez innychâ (L. Giussani, Il movimento di Comunione e Liberazione. 1954â1986, BUR, Milano 2014, s. 169). KsiÄ dz Giussani uznawaĹ wymĂłg prawdy zawarty w marksizmie, poniewaĹź âtakĹźe marksista wyraĹźaĹ wymĂłg serca, choÄby nawet peĹen zamÄtu, roztrwoniony przez ideologiczny dyskursâ (In cammino. 1992â1998, BUR, Milano 2014, s. 216); ale wĹaĹnie dlatego, Ĺźe uznawaĹ prawdÄ wymogu, ktĂłry kryĹ siÄ za tym ideologicznym usiĹowaniem, zauwaĹźaĹ inteligentnie niewystarczalnoĹÄ naszej propozycji. Dlatego jeĹli nie rozumiemy do koĹca, jaki jest wymĂłg, ktĂłry kryje siÄ za tym, co wydarza siÄ dzisiaj, nasze usiĹowanie takĹźe â tak jak wtedy â bÄdzie zredukowane, a nasze roszczenie bÄdzie nieadekwatnÄ odpowiedziÄ . Dlatego w 1972 roku, niemal zaraz po wydarzeniach, o ktĂłrych mowa, zatrzymujÄ c siÄ, by osÄ dziÄ wstrzÄ s roku â68, stwierdza, Ĺźe usiĹowano przezwyciÄĹźyÄ âzagubienie [âŚ] przez [âŚ] wolÄ interwencji, operatywnoĹci, dziaĹania [âŚ], [rzucajÄ c siÄ] w pĂłjĹcie za Ĺwiatemâ (L. Giussani, âDĹugi marsz ku dojrzaĹoĹciâ, âĹladyâ, nr 2/2008, s. 17, 20), podejmujÄ c trud i roszczÄ c sobie prawo do zmiany rzeczy o wĹasnych siĹach, dokĹadnie tak samo jak inni. W 1993 roku ksiÄ dz Giussani, patrzÄ c wstecz, potwierdza ten sam osÄ d z tamtych lat: âByliĹmy ogarniÄci gorÄ czkÄ dziaĹania, pomyĹlnym urzeczywistnianiem odpowiedzi i dziaĹaĹ, w ktĂłrych moglibyĹmy pokazaÄ innym, Ĺźe dziaĹajÄ c zgodnie z chrzeĹcijaĹskimi zasadami, postÄpowaliĹmy lepiej od nich. Tylko w ten sposĂłb my takĹźe moglibyĹmy mieÄ ojczyznÄâ (In cammino. 1992â1998, dz. cyt., s. 219). Zaakceptowanie terenu wyznaczonego przez innych doprowadziĹo do wielkiej mobilizacji, ale takĹźe do nieprzewidywalnych konsekwencji. Jakich? Gdy nie zdawaliĹmy sobie z tego sprawy, dokonaĹo siÄ âprzejĹcie od jednej matrycy do drugiej [od chrzeĹcijaĹstwa do moralizmu] [âŚ], [pomniejszajÄ c i czyniÄ c] abstrakcyjnymi drogÄ i doĹwiadczenie, w ktĂłrych wczeĹniej uczestniczonoâ. W ten sposĂłb âzostaĹa dokonana redukcja faktu chrzeĹcijaĹskiego, czy teĹź udaremnienie jego historycznego znaczenia, [âŚ] poprzez jego ÂŤosĹabienieÂť, uczynienie go jaĹowym, ukazanie jako przypadkowegoâ. PoniewaĹź nam czÄsto wydaje siÄ, Ĺźe chrzeĹcijaĹski fakt jako taki nie ma Ĺźadnego wpĹywu na historiÄ; w konsekwencji, jeĹli nie ma Ĺźadnego wpĹywu, musimy siÄ zmobilizowaÄ i zrobiÄ coĹ innego, by odpowiedzieÄ na sytuacjÄ. To miaĹo trzy konsekwencje, ktĂłre ksiÄ dz Giussani opisuje w ten sposĂłb:
1) âÂŤKoncepcja skutecznoĹci zaangaĹźowania chrzeĹcijaĹskiego, z akcentowaniem moralizmuÂť. Z bardzo mocnym akcentowaniem, wĹaĹciwie byĹo to wewnÄtrzne uproszczenie do moralizmu!â. ChrzeĹcijaĹstwo zmienia twarz, zamiast faktem staje siÄ moralizmem, etykÄ . WidaÄ w tym redukcjÄ czĹowieka, poniewaĹź ktoĹ, kto zrozumiaĹ, Ĺźe czĹowiek jest pragnieniem nieskoĹczonoĹci, z pewnoĹciÄ nie roĹci sobie prawa do rozwiÄ zania problemu przy pomocy etyki. Kiedy ktoĹ stara siÄ odpowiedzieÄ przy pomocy moralizmu, oznacza to, Ĺźe juĹź zredukowaĹ czĹowieka.
2) âNiezdolnoĹÄ do oddziaĹywania kulturowego, do doprowadzenia wĹasnego doĹwiadczenia chrzeĹcijaĹskiego do poziomu, gdzie staje siÄ ono syntetycznym i krytycznym osÄ dem, a zatem propozycjÄ sposobu dziaĹaniaâ, przez co nie rodzi siÄ odmienna kultura, ale na nowo proponuje siÄ tÄ samÄ moralistycznÄ kulturÄ wĹaĹciwÄ marksizmowi: âTeraz ja wszystko uporzÄ dkujÄâ;
3) âTeoretyczne i praktyczne lekcewaĹźenie [âŚ] doĹwiadczenia, autorytetuâ (L. Giussani, âDĹugi marsz ku dojrzaĹoĹciâ, dz. cyt., s. 20). Powiedzcie sami, czy osÄ d ksiÄdza Giussaniego nie jest jasny: âW ogĂłlnym zagubieniu [âŚ] [tym, co dominowaĹo, byĹo] rzucenie siÄ w pĂłjĹcie za Ĺwiatem. WĹasna historia i niesione przez niÄ wartoĹci zostaĹy umniejszone, sprowadzone, na ile tylko byĹo to moĹźliwe, do wersji abstrakcyjnej wobec Ĺźycia, usuniÄte. Wykluczona zostaĹa moĹźliwoĹÄ ich wpĹywu na bieg historii, a przez to moĹźliwoĹÄ prawdziwego wcieleniaâ (tamĹźe, s. 20). A jak definiuje to usiĹowanie? OdnoszÄ c siÄ do ogĂłlnego zachowania tych, ktĂłrzy popierali i brali udziaĹ w ruchu roku â68, stwierdza: âJest to moja naiwnoĹÄ, naiwnoĹÄ dotyczÄ ca mnie, kiedy uznajÄ siebie za ÂŤmiarÄ wszystkich rzeczyÂť. Jest to naiwnoĹÄ czĹowieka, ktĂłry mĂłwi: ÂŤTeraz ja wszystko uporzÄ dkujÄÂť. [âŚ]. Jakie to przygnÄbiajÄ ce! JakiegoĹź smutku doĹwiadczyliĹmy wĂłwczas i jakĹźe on siÄ pogĹÄbiĹ z upĹywem latâ (tamĹźe, s. 16).
Jest to naiwnoĹÄ, roszczenie, w ktĂłrym my teĹź mieliĹmy i mamy udziaĹ, rozpoznane takĹźe ostatnio przez papieĹźa Franciszka w jego wystÄ pieniu podczas Kongresu KoĹcioĹa WĹoskiego we Florencji, kiedy mĂłwiĹ o pokusie pelagianizmu: âOna odciÄ ga KoĹcióŠod bycia pokornym, bezinteresownym i bĹogosĹawionym, a czyni to pod pozorem dobra. Pelagianizm prowadzi nas do pokĹadania ufnoĹci w strukturach, w organizacjach, w doskonaĹym aczkolwiek abstrakcyjnym planowaniu. CzÄsto prowadzi nas takĹźe do przyjmowania stylu kontroli, twardoĹci, normatywnoĹci. Norma daje pelagianizmowi poczucie wyĹźszoĹci i przekonanie o dokĹadnej orientacji. W tym wiÄc [âŚ] postrzega on swojÄ siĹÄâ (Franciszek, WystÄ pienie podczas spotkania z przedstawicielami V Kongresu KoĹcioĹa WĹoskiego, Florencja, 10 listopada 2015). Chodzi o redukcjÄ chrzeĹcijaĹstwa. âW ten sposĂłb â zauwaĹźa ksiÄ dz Giussani â rodzi siÄ ÂŤdyskursÂť o wartoĹciach moralnych, poniewaĹź dyskurs o wartoĹciach moralnych zakĹada, Ĺźe Ĺrodek zaradczy [âŚ] ma ĹşrĂłdĹo w sile fantazji i ludzkiej woliâ (âĂ sempre una graziaâ, w: Ă, se opera, dodatek â30Giorniâ, luty 1994, s. 59). MoĹźe chodziÄ o ustawÄ, moĹźe chodziÄ o masowÄ mobilizacjÄ albo o cokolwiek innego, co tylko moĹźemy sobie wyobraziÄ. To jest radykalna korekta ksiÄdza Giussaniego. A jaka jest ostateczna racja tej postawy postawionej przez ksiÄdza Giussaniego w stan oskarĹźenia? âTo egzystencjalna niepewnoĹÄ, dogĹÄbny strach kaĹźe pojmowaÄ za punkt oparcia dla siebie, za racjÄ swojego istnienia, rzeczy, ktĂłre robi siÄ w dziedzinie kultury albo jako organizacjaâ (Uomini senza patria. 1982â1983, BUR, Milano 2008, s. 97), dlatego â mĂłwi siÄ â coĹ oczywiĹcie musimy zrobiÄ. Co takiego osÄ dza ksiÄ dz Giussani przy pomocy tych pochodzÄ cych z róşnych lat obserwacji? PewnÄ formÄ zbiorowej obecnoĹci Ruchu jako takiego. Nie osÄ dza jednej czy drugiej osoby. Dlatego dyskusja, ktĂłra wywiÄ zaĹa siÄ w tych tygodniach, w sprawie Ĺwiadectwa prywatnego albo publicznego, rozprasza, poniewaĹź prawdziwym problemem jest treĹÄ Ĺwiadectwa, indywidualnego albo wspĂłlnotowego, poniewaĹź Ĺwiadectwo jako takie jest zawsze publiczne. KsiÄ dz Giussani osÄ dza ostatecznÄ treĹÄ naszej obecnoĹci i naszego poruszenia, ktĂłre zostaĹo zredukowane do moralizmu, promocji albo demonstrowania chrzeĹcijaĹskich wartoĹci. Dlatego w 1982 roku, mĂłwiÄ c do studentĂłw, stwierdza, Ĺźe âruch Comunione e Liberazione od lat 70. jak gdyby pracowaĹ, budowaĹ i walczyĹ o wartoĹci, ktĂłre przyniĂłsĹ Chrystus, tymczasem fakt Chrystusa dla nas, dla naszych ludzi i tych wszystkich, ktĂłrzy z nami tworzyli CL, ÂŤpozostaĹ rĂłwnolegĹyÂťâ (tamĹźe, s. 56). KsiÄ dz Giussani demaskowaĹ rodzaj publicznej obecnoĹci jako rezultat krĂłlujÄ cego, dominujÄ cego, moralizmu; zbiorowej obecnoĹci bÄdÄ cej owocem âegzystencjalnej niepewnoĹciâ. To wielokrotnie â niewĹaĹciwie â nazywaliĹmy âobecnoĹciÄ â (w jej pierwotnym znaczeniu). Dlatego ksiÄ dz Giussani mĂłwi: âDopĂłki chrzeĹcijaĹstwo jest dialektycznym, a takĹźe praktycznym wspieraniem chrzeĹcijaĹskich wartoĹci, znajduje ono przestrzeĹ i zostaje przyjÄte wszÄdzie. Ale tam, gdzie chrzeĹcijanin jest czĹowiekiem gĹoszÄ cym w ludzkiej, historycznej rzeczywistoĹci staĹÄ obecnoĹÄ Boga, ktĂłry staĹ siÄ Jednym z nas, przedmiotem doĹwiadczenia, [âŚ] aktywnie determinujÄ cym jako caĹoĹciowy horyzont, jako ostateczna miĹoĹÄ [âŚ], [to znaczy] obecnoĹÄ Chrystusa jako centrum sposobu postrzegania, pojmowania i stawiania czoĹa Ĺźyciu, sens kaĹźdego dziaĹania, ĹşrĂłdĹo wszelkiej dziaĹalnoĹci caĹego czĹowieka, to znaczy dziaĹalnoĹci kulturalnej czĹowieka â ten czĹowiek nie ma ojczyznyâ (tamĹźe, s. 90). Jak dzieje siÄ to takĹźe dzisiaj: gdybyĹmy zredukowali chrzeĹcijaĹstwo do dialektycznego utwierdzenia chrzeĹcijaĹskich wartoĹci, posiadalibyĹmy ojczyznÄ.
ORYGINALNA OBECNOĹÄ Dlaczego ksiÄ dz Giussani kĹadzie przez tak dĹugi czas tak duĹźy nacisk na korygowanie naszego usiĹowania? Nasza obecnoĹÄ nie moĹźe byÄ obecnoĹciÄ reaktywnÄ , ktĂłra po prostu opowiada siÄ po jednej albo po drugiej stronie, ale musi staÄ siÄ obecnoĹciÄ oryginalnÄ , poniewaĹź âobecnoĹÄ reaktywna [âŚ] dÄ Ĺźy do stania siÄ [âŚ] naĹladowaniem innych [âŚ] (to tak jakby graÄ na ich boisku, przystajÄ c na walkÄ na ich zasadach)â, to znaczy polem wyznaczonym przez kogoĹ innego. âPotrzeba wiÄc oryginalnej obecnoĹci (L. Giussani, Dallâutopia alla presenza. 1975â1978, BUR, Milano 2006, s. 52). Róşni siÄ to zasadniczo od opowiadania siÄ po ktĂłrejĹ ze stron i nie oznacza niezajmowania stanowiska: oznacza zajÄcie odmiennego stanowiska, a nie Ĺźadne wycofywanie siÄ do zakrystii! Oryginalny osÄ d, oryginalna obecnoĹÄ nie daje siÄ zredukowaÄ do opowiedzenia siÄ po ktĂłrejĹ ze stron, mimo Ĺźe wchodzi siÄ w szczegĂłĹy, aĹź po niuanse. Podczas zebrania studentĂłw w Riccione w 1976 roku ksiÄ dz Giussani opisuje, na czym polega oryginalna obecnoĹÄ: âObecnoĹÄ jest oryginalna, jeĹli wyĹania siÄ ze ĹwiadomoĹci swojej toĹźsamoĹci i z miĹoĹci do niej, i w tym znajduje swojÄ konsystencjÄ. [âŚ] NaszÄ toĹźsamoĹciÄ jest bycie utoĹźsamionymi z Chrystusemâ (tamĹźe, s. 52, 54). Dlaczego konieczna jest oryginalna obecnoĹÄ? WĹaĹnie ze wzglÄdu na historycznÄ sytuacjÄ czĹowieka, ktĂłrÄ KoĹcióŠmiaĹ nieustannie przed oczami, poniewaĹź podstawowe oczywistoĹci Ĺźycia nie sÄ pojmowane z jasnoĹciÄ . Katechizm KoĹcioĹa Katolickiego mĂłwi: âPrzykazania prawa naturalnego [to znaczy podstawowe wymogi Ĺźycia] nie sÄ postrzegane przez wszystkich w sposĂłb jasny i bezpoĹredni. W obecnej sytuacji czĹowiek grzeszny koniecznie potrzebuje Ĺaski i objawienia, by prawdy religijne i moralne mogĹy byÄ poznane ÂŤprzez wszystkich Ĺatwo, ze staĹÄ pewnoĹciÄ i bez domieszki bĹÄduÂťâ (KKK, nr 1960). To jest dzisiaj wciÄ Ĺź coraz bardziej widoczne, ale caĹa historia KoĹcioĹa dokumentuje takie pojmowanie kondycji czĹowieka. Jak moĹźemy sÄ dziÄ, Ĺźe jesteĹmy pomocni poĹrĂłd cierpieĹ wspĂłĹczesnego czĹowieka, nie bÄdÄ c Ĺwiadomi caĹej dramatycznoĹci jego historycznej sytuacji? JeĹli Chrystus nie przebudza czĹowieka, jeĹli nie rozbudza w nim peĹnej ĹwiadomoĹci tego, czym czĹowiek jest, czĹowiek nie moĹźe sam dotrzeÄ do jasnego i bezpoĹredniego poznania podstawowych oczywistoĹci. A to my jesteĹmy tymi, ktĂłrzy powinni dobrze to rozumieÄ, poniewaĹź nikogo by tu nie byĹo, gdyby siÄ to nie wydarzyĹo. A wiÄc co odpowiada na tÄ sytuacjÄ? Poprzez sposĂłb, w jaki odpowiadamy, jak mĂłwiĹem wczeĹniej, pokazujemy, czy naprawdÄ zrozumieliĹmy, o co chodzi i czy diagnoza problemu jest adekwatna. Czy kiedy ksiÄ dz Giussani kĹadzie nacisk na fakt, Ĺźe w obliczu aktualnego wyzwania nie moĹźemy zrobiÄ nic innego, jak posĹuĹźyÄ siÄ metodÄ âJana i Andrzejaâ, spotkaniem Jana i Andrzeja z Jezusem, mĂłwi coĹ spirytualistycznego? Czy kiedy stwierdza, Ĺźe âosoba odnajduje siebie w Ĺźywym spotkaniuâ (Lâio rinasce in un incontro. 1986â1987, BUR, Milano 2010, s. 182), udziela intymistycznej odpowiedzi na problem czĹowieka? CzÄsto to wĹaĹnie mĂłwimy i myĹlimy: âTak, to jest w porzÄ dku, to juĹź wiemy, ale teraz przejdĹşmy do sedna sprawâ. Ale jak moĹźesz przebudziÄ w czĹowieku ĹwiadomoĹÄ, jeĹli nie dojdzie do spotkania? To wĹaĹnie ze spotkania wyĹania siÄ peĹna percepcja siebie, nowe poznanie i kreatywnoĹÄ, ktĂłre zagarniajÄ kaĹźdy obszar Ĺźycia osobistego i spoĹecznego. WĹaĹnie dlatego, Ĺźe ksiÄ dz Giussani byĹ Ĺwiadomy historycznej sytuacji, utrzymywaĹ, Ĺźe w kontekĹcie takim jak kontekst lat 70. na nic nie zda siÄ referendum w sprawie rozwodĂłw, jak sam przyznaje w wywiadzie z Robim RonzÄ : âPrzyjmujemy zaproszenie biskupa Bartolettiego [âŚ] ze wzglÄdu na posĹuszeĹstwo koĹcielnemu autorytetowi. Ze swojej strony istotnie CL nie uznaĹoby za w peĹni uĹźytecznÄ tego rodzaju inicjatywÄ w danych okolicznoĹciachâ (Il movimento di Comunione e Liberazione. 1954â1968, dz. cyt., s. 170â171). A to nie dlatego, Ĺźe zmieniĹ przekonanie odnoĹnie do idei maĹĹźeĹstwa, ale poniewaĹź jeĹli ktoĹ rozumie, na czym polega problem, moĹźe uwaĹźaÄ, Ĺźe pewne inicjatywy na nic siÄ nie przydadzÄ w okreĹlonych okolicznoĹciach. KsiÄ dz Giussani nie staĹ siÄ nagle relatywistÄ albo laicystÄ , ktĂłry poddawaĹ w wÄ tpliwoĹÄ wagÄ publicznej obrony maĹĹźeĹstwa, a tym bardziej doktryny KoĹcioĹa o maĹĹźeĹstwie. Jego osÄ d byĹ historyczny. On wczeĹniej niĹź wszyscy inni zrozumiaĹ, jakie procesy zachodziĹy w spoĹeczeĹstwie. I dlatego w latach 50., wĹaĹnie po to, by odpowiedzieÄ na wyĹaniajÄ ce siÄ wyzwanie, ktĂłre zauwaĹźaĹ, zainicjowaĹ Ruch. Tylko jeĹli zdamy sobie sprawÄ z sytuacji, moĹźemy zrozumieÄ, po co jesteĹmy na Ĺwiecie w rzeczywisty sposĂłb. To wĹaĹnie oznacza dotarcie do sedna: osÄ dziÄ, sformuĹowaÄ diagnozÄ adekwatnÄ do konkretnej, historycznej sytuacji czĹowieka. W 1998 roku, pod koniec swojego Ĺźycia, ksiÄ dz Giussani ponownie wraca do tych spraw. Kiedy ktoĹ go pyta: âDlaczego Ruch taki jak nasz kĹadzie tak wielki nacisk na ÂŤjaÂť, i skÄ d dopiero teraz ten nacisk?â, odpowiada: âPoczÄ tek Ruchu byĹ zdominowany przez problem osoby!â (In cammino. 1992â1998, dz. cyt., s. 337â338). Ale nam wielokrotnie wydaje siÄ to niewystarczajÄ ce, tymczasem dla ksiÄdza Giussaniego jest to jedyna adekwatna rzecz: âW istocie, kiedy okowy wrogiego spoĹeczeĹstwa zacieĹniajÄ siÄ wokóŠnas, aĹź po zagroĹźenie ĹźywotnoĹci naszego wyrazu, i kiedy pewna kulturalna oraz spoĹeczna hegemonia usiĹuje wniknÄ Ä w serce, potÄgujÄ c nasze naturalne juĹź niepewnoĹci, wĂłwczas nadszedĹ czas osobyâ. A czym jest osoba? Na czym polega jej konsystencja? PoniewaĹź ostatecznie to jest decydujÄ ce pytanie. âTym, co jest konieczne do bycia osobÄ , do tego, by ludzki podmiot byĹ Ĺźywotny w tej sytuacji, w ktĂłrej wszystko zostaje oderwane od pnia po to, by staĹo siÄ zeschĹymi liĹÄmi â jest samoĹwiadomoĹÄ, wyraĹşna i miĹosna percepcja siebie, peĹna zrozumienia swojego przeznaczenia, a wiÄc zdolna do darzenia siebie prawdziwÄ miĹoĹciÄ , wolna od instynktownej ociÄĹźaĹoĹci miĹoĹci wĹasnej. JeĹli zagubimy tÄ toĹźsamoĹÄ, nic nam nie pomoĹźeâ (âĂ venuto il tempo della personaâ, pod red. L. Cioniego, âLitterae Communionis CLâ, nr 1/1977, s. 11â12; zob. âĹwiadomoĹÄ siebie, punkt w ktĂłrym zaczyna siÄ na nowoâ, âĹladyâ, nr 2/2012, s. II). WĹaĹnie dlatego, Ĺźe Ĺźyjemy w spoĹeczeĹstwie tym, ktĂłre wszyscy znamy, spoĹeczeĹstwie absolutnie pluralistycznym, jedynym obwaĹowaniem dla wĹadzy jest âjaâ, ktĂłrego samoĹwiadomoĹÄ pozwala ĹźyÄ w tym kontekĹcie bez ulegania syrenim Ĺpiewom wĹadzy. My, jak mĂłwi papieĹź Franciszek, âwywodzimy siÄ z duszpasterskiej praktyki [âŚ], w ktĂłrej KoĹcióŠbyĹ jedynym odniesieniem dla kultury. [âŚ] To jest nasze dziedzictwo [âŚ]. Ale [âŚ] tamta epoka minÄĹa [czy nam siÄ to podoba, czy nie]. Nie znajdujemy siÄ w chrzeĹcijaĹstwie, juĹź nie. Dzisiaj to nie tylko my tworzymy kulturÄ, nie jesteĹmy ani pierwszymi, ani teĹź tymi, ktĂłrzy majÄ najwiÄkszy posĹuch. Dlatego musimy zmieniÄ duszpasterskÄ mentalnoĹÄ, [âŚ] poniewaĹź mÄĹźczyzna, kobieta, rodziny i grupy, ktĂłre zamieszkujÄ w mieĹcie, oczekujÄ od nas â i tego potrzebujÄ dla swojego Ĺźycia â Dobrej Nowiny, ktĂłrÄ jest Jezus i Jego Ewangeliaâ (Franciszek, PrzemĂłwienie do uczestnikĂłw MiÄdzynarodowego Kongresu Duszpasterstwa Wielkich Miast, 27 listopada 2014). Nie oznacza to ustÄ pienia wobec relatywizmu, ale uznanie, Ĺźe sytuacja siÄ zmieniĹa. Od czego zaleĹźy to, Ĺźe wspĂłĹczesny czĹowiek moĹźe coĹ zrozumieÄ? Tylko od tego, Ĺźe my moĹźemy dawaÄ Ĺwiadectwo o wierze, osobiĹcie albo wspĂłlnotowo, w przekonujÄ cy sposĂłb, jak mĂłwiĹ kardynaĹ Ratzinger w 2003 roku: âChodzi o czĹowieka, o Ĺwiat. Obu tych wartoĹci nie da siÄ uratowaÄ, jeĹli BĂłg nie jest powaĹźnie brany pod uwagÄ. Nikt nie odwaĹźy siÄ powiedzieÄ, Ĺźe zna gotowy sposĂłb na rozwiÄ zanie tego trudnego problemu. Jest to niemoĹźliwe choÄby z tego powodu, Ĺźe w wolnym spoĹeczeĹstwie prawda nie moĹźe i nie powinna szukaÄ innych sposobĂłw przebicia siÄ, jak tylko siĹÄ przekonania. Ale przekonanie formuje siÄ z trudem pod wpĹywem wielu atakujÄ cych czĹowieka naciskĂłw i wymagaĹâ (Wiara, prawda, tolerancja, JednoĹÄ, Kielce 2005, s. 116). A w innym tekĹcie proponuje przykĹad, by rozjaĹniÄ swojÄ myĹl: âChciaĹbym [âŚ] ukazaÄ to na przykĹadzie, ktĂłry uwidacznia caĹy dynamizm tej sprawy. SpĂłr o krzyĹźe w szkole [âŚ]. JeĹźeli nie bÄdziemy mieli doĹÄ siĹy, by zrozumieÄ nieodzownoĹÄ takich znakĂłw i trwaÄ przy nich, to chrzeĹcijaĹstwo stanie siÄ czymĹ, z czego moĹźna by zrezygnowaÄ [âŚ]. Dlatego teĹź chrzeĹcijaĹstwo musi obstawaÄ przy takich publicznych znakach [âŚ]. MoĹźe jednak obstawaÄ przy nich tylko wĂłwczas, gdy wspiera je siĹÄ publicznego przekonania. To jest wyzwanie dla nas. JeĹźeli nie jesteĹmy przekonani i nie potrafimy przekonywaÄ, nie mamy prawa domagaÄ siÄ charakteru publicznego. Stajemy siÄ wĂłwczas zbÄdni i musimy do tego siÄ przyznaÄ. Jednak wraz z wĹasnym znakiem przekonania pozbawiamy spoĹeczeĹstwo czegoĹ, co obiektywnie jest mu nieodzowne: jego duchowych podstaw humanizmu i wolnoĹci. JedynÄ siĹÄ , dziÄki ktĂłrej chrzeĹcijaĹstwo moĹźe zdobywaÄ dla siebie znaczenie publiczne, jest przecieĹź siĹa jego wewnÄtrznej prawdy. SiĹa ta jest rĂłwnie niezbÄdna jak dawniej, albowiem czĹowiek nie moĹźe przeĹźyÄ bez prawdy. Na tym wĹaĹnie polega zapewniona nadzieja chrzeĹcijaĹstwa; jest to teĹź jego niesĹychane wyzwanie pod adresem kaĹźdego z nasâ (J. Ratzinger, KoĹciĂłĹ, ekumenizm, polityka, Wydawnictwo Pallotinum, PoznaĹ â Warszawa 1990, s. 256â257). PoniewaĹź nie istnieje relacja z prawdÄ , ktĂłra nie przechodziĹaby przez wolnoĹÄ, wyzwaniem jest dawanie Ĺwiadectwa o wewnÄtrznej prawdzie chrzeĹcijaĹstwa w taki sposĂłb, aĹźeby przekonaÄ o jego zwiÄ zku z wymogami Ĺźycia, w przeciwnym razie trudno bÄdzie przekonaÄ osobÄ. To wĹaĹnie z tego powodu ksiÄ dz Giussani zawsze przywoĹywaĹ trzy zasadnicze wymiary chrzeĹcijaĹskiego orÄdzia: kulturÄ, caritas i misjÄ, pojmowane jako âaspekt otwartoĹci na caĹÄ rzeczywistoĹÄ, ktĂłry wyraĹźa siÄ w ludzkim geĹcie. Jest tym, co pozwala nakreĹliÄ pierwotne, podstawowe znaczenie ludzkich przedsiÄwziÄÄ (tego, co czĹowiek czyni). Wymiary stanowiÄ wiÄc najwaĹźniejsze sposoby oceny jakiegoĹ gestu, mierzÄ (Ĺac. ÂŤdimetiorÂť) jego wartoĹÄ, urzeczywistniajÄ wszystkie zawarte w nim moĹźliwoĹciâ (L. Giussani, DoĹwiadczenie jest drogÄ do prawdy, JednoĹÄ, Kielce 2003, s. 28â29). W innym momencie powrĂłcimy do integralnego wychowywania, ktĂłre rozwija te wymiary, majÄ c na uwadze, Ĺźe jest ono moĹźliwe tylko za sprawÄ ponownego wydarzenia siÄ spotkania, a wiÄc pierwotnej nowoĹci, ktĂłra poszerza rozum i powiÄksza miĹoĹÄ, dostosowujÄ c je do propozycji bÄdÄ cej w stanie zmieniÄ wszystkie dynamizmy istoty ludzkiej, aĹź po zrodzenie nowej osobowoĹci. W istocie, nowe stworzenie wiÄ Ĺźe siÄ z âbyciem wspĂłĹczesnym wydarzeniu, ktĂłre je stwarza i nieustannie podtrzymuje. Skoro ten poczÄ tek nie jest ideÄ , ale miejscem, ĹźywÄ rzeczywistoĹciÄ , nowy osÄ d jest moĹźliwy tylko w staĹej relacji z tÄ rzeczywistoĹciÄ , to znaczy z ludzkim towarzystwem, ktĂłre przedĹuĹźa w czasie trwanie poczÄ tkowego Wydarzeniaâ (L. Giussani â S. Alberto â J. Prades, ZostawiÄ Ĺlady w historii Ĺwiata, Wydawnictwo Ĺw. KrzyĹźa, Opole 2011, s. 76). KaĹźdy musi dokonaÄ weryfikacji skutecznoĹci sposobu, zgodnie z ktĂłrym zajmuje miejsce w rzeczywistoĹci, obserwujÄ c, czy redukowanie chrzeĹcijaĹstwa do dyskursu albo do kultury, do etyki albo do wartoĹci, oderwanych od nieredukowalnej nowoĹci spotkania, jest w stanie przekonaÄ osobÄ do zmiany swojego stanowiska. W roku â68 ksiÄ dz Giussani nauczyĹ siÄ wĹaĹnie tego, Ĺźe nie wystarczaĹ dobry kurs antropologii, nie wystarczaĹa dobra teologia, nie wystarczaĹa etyka. Dlatego, teraz tak jak wĂłwczas, okolicznoĹÄ, w ktĂłrej przychodzi nam ĹźyÄ, jest nadzwyczajnÄ okazjÄ , by zrozumieÄ, czym jest chrzeĹcijaĹstwo. Jan PaweĹ II pisze w encyklice Veritatis splendor: âOparciem dla tego dzieĹa KoĹcioĹa, stanowiÄ cym ÂŤsekretÂť jego skutecznoĹci formacyjnej, sÄ nie tyle wypowiedzi doktrynalne czy pasterskie wezwania do czujnoĹci, ile nieustanne wpatrywanie siÄ w Chrystusa Pana. KoĹcióŠkaĹźdego dnia wpatruje siÄ z niesĹabnÄ cÄ miĹoĹciÄ w Chrystusa, w peĹni Ĺwiadom, Ĺźe tylko w Nim znaleĹşÄ moĹźe prawdziwe i ostateczne rozwiÄ zanie problemu moralnego. [âŚ] Trzeba ponownie odnaleĹşÄ i ukazaÄ prawdziwe oblicze chrzeĹcijaĹskiej wiary, ktĂłra nie jest jedynie zbiorem tez wymagajÄ cych przyjÄcia i zatwierdzenia przez rozum. Jest natomiast poznaniem Chrystusa w wewnÄtrznym doĹwiadczeniu, ĹźywÄ pamiÄciÄ o Jego przykazaniach, prawdÄ , ktĂłrÄ trzeba ĹźyÄâ (Veritatis splendor, 1993, 85 i 88, cyt. za: w2.vatican.va), to znaczy doĹwiadczeniem, ktĂłre trzeba komunikowaÄ. JeĹli nie docieramy do sedna wszystkich tych spraw, nie moĹźemy zaproponowaÄ niczego oryginalnego. BÄdziemy powtarzaÄ tylko zredukowane sposoby pojmowania chrzeĹcijaĹstwa. JakbyĹmy dzisiaj wciÄ Ĺź potrzebowali nauczyÄ siÄ spojrzenia, ktĂłre SobĂłr WatykaĹski II wprowadziĹ do KoĹcioĹa BoĹźego. A znaczÄ ce jest to, Ĺźe osoby, kiedy przychodzi im stawiÄ czoĹa wyzwaniom takim jak to dzisiejsze, natykajÄ siÄ na teksty, ktĂłre nabierajÄ wartoĹci dla wszystkich. W ten sposĂłb wiÄcej niĹź jedna osoba przysĹaĹa mi AlokucjÄ PawĹa VI z ostatniej publicznej sesji Soboru w grudniu 1965 roku. ProponujÄ kilka jej fragmentĂłw. âByÄ moĹźe przy tej okazji jak nigdy wczeĹniej KoĹcióŠodczuĹ potrzebÄ poznania, zbliĹźenia, zrozumienia, wnikniÄcia, sĹuĹźenia, ewangelizowania otaczajÄ cego spoĹeczeĹstwa oraz przygarniÄcia go, niemal dogonienia w jego szybkiej i ciÄ gĹej przemianie. Ta postawa, zdeterminowana przez dystanse i pÄkniÄcia, ktĂłre pojawiĹy siÄ w ostatnich wiekach, w minionym, a zwĹaszcza w obecnym stuleciu, miÄdzy KoĹcioĹem a ĹwieckÄ cywilizacjÄ , zawsze sugerowana przez zasadniczÄ zbawczÄ misjÄ KoĹcioĹa dziaĹaĹa mocno i nieustannie na Soborze, aĹź po wzbudzenie w niektĂłrych podejrzenia, Ĺźe tolerancyjny i przesadny relatywizm wobec zewnÄtrznego Ĺwiata, przemijajÄ cej historii, kulturalnej mody, bieĹźÄ cych potrzeb, czyjejĹ myĹli zdominowaĹ osoby i dziaĹania ekumenicznego synodu, ze szkodÄ dla naleĹźnej wiernoĹci tradycji. [âŚ] KoĹcióŠsoborowy, owszem, jest bardzo zajÄty â poza tym, Ĺźe samym sobÄ oraz relacjÄ , ktĂłra jednoczy go z Bogiem â czĹowiekiem, czĹowiekiem, ktĂłry czyni siÄ nie tylko centrum kaĹźdego zainteresowania, ale oĹmiela siÄ mĂłwiÄ o sobie, Ĺźe jest zasadÄ i racjÄ kaĹźdej rzeczywistoĹci. ZmysĹowym czĹowiekiem, to znaczy odzianym w szaty swoich niezliczonych pozorĂłw; [âŚ] tragicznym czĹowiekiem swoich wĹasnych dramatĂłw, nadludzkim czĹowiekiem dnia wczorajszego i dzisiejszego i dlatego wciÄ Ĺź kruchym i faĹszywym, egoistycznym i okrutnym; nastÄpnie czĹowiekiem niezadowolonym z siebie, ktĂłry siÄ Ĺmieje i pĹacze; czĹowiekiem wielopostaciowym, gotowym odegraÄ jakÄ kolwiek rolÄâ; to znaczy nie czĹowiekiem abstrakcyjnym, ale konkretnym, jaki ukazuje siÄ oczom KoĹcioĹa. PaweĹ VI kontynuuje: âĹwiecki laicki humanizm ostatecznie ukazaĹ siÄ w straszliwej postaci i w pewnym sensie rzuciĹ wyzwanie Soborowi. Religia Boga, ktĂłry staĹ siÄ CzĹowiekiem, spotkaĹa siÄ z religiÄ (poniewaĹź niÄ jest) czĹowieka, ktĂłry czyni siÄ Bogiem. Do czego doszĹo? Do starcia, bitwy, rzucenia klÄ twy koĹcielnej? MogĹo tak byÄ; ale tak siÄ nie staĹo. Dawna historia Samarytanina staĹa siÄ paradygmatem duchowoĹci Soboru. W caĹoĹci przeniknÄĹa go przeogromna sympatia. Odkrycie ludzkich potrzeb (a sÄ one tym wiÄksze, im wiÄkszy staje siÄ syn ziemi) pochĹonÄĹo nasz synod. [âŚ] Nurt miĹoĹci oraz podziwu wylaĹ siÄ z Soboru na wspĂłĹczesny Ĺwiat ludzi [âŚ]. Magisterium [âŚ] zniĹźyĹo siÄ [âŚ] do dialogu ze [Ĺwiatem] [âŚ], odezwaĹo siÄ prostym i przyjaznym gĹosem duszpasterskiej caritas [âŚ], nie zwracaĹo siÄ tylko do spekulatywnej inteligencji, ale staraĹo siÄ wyraziÄ takĹźe w stylu zwyczajnej dziĹ rozmowy, ktĂłra dziÄki odniesieniu do przeĹźywanego doĹwiadczenia oraz zaangaĹźowaniu serdecznego uczucia staje siÄ bardziej pociÄ gajÄ ca i przekonywujÄ ca; przemĂłwiĹo do wspĂłĹczesnego czĹowieka, takiego, jakim on jest. PowinniĹmy zauwaĹźyÄ takĹźe innÄ rzecz: caĹe to doktrynalne bogactwo jest skierowane w jednÄ stronÄ: sĹuĹźyÄ czĹowiekowi. CzĹowiekowi [âŚ] w kaĹźdym jego poĹoĹźeniu, w kaĹźdej jego sĹaboĹci, w kaĹźdej jego potrzebie. KoĹcióŠniemal ogĹosiĹ siÄ sĹuĹźebnicÄ ludzkoĹciâ (Alokucja podczas ostatniej publicznej sesji Soboru Ekumenicznego WatykaĹskiego II, 7 grudnia 1965). Pomimo upĹywu 50 lat wciÄ Ĺź jesteĹmy ponaglani przez to zaproszenie Soboru do sympatii i miĹoĹci do konkretnego czĹowieka, do nawiÄ zania dialogu z kaĹźdym, wiedzÄ c dobrze, Ĺźe by byÄ przekonywujÄ cym, nie wystarcza powtarzanie doktryny, ale potrzeba przeĹźywanego doĹwiadczenia, powinniĹmy rozumieÄ to w pierwszej kolejnoĹci, poniewaĹź ksiÄ dz Giussani zapoczÄ tkowaĹ Ruch wĹaĹnie z tym spojrzeniem, podejmujÄ c prĂłbÄ nawiÄ zania dialogu. Widzimy to dobrze w ksztaĹcie, jaki nadaĹ zjawisku Promyka: âPromyk jest dialogiemâ. Dialog nie byĹ dla ksiÄdza Giussaniego dialektykÄ albo âdyskusjÄ â, ktĂłra rodziĹa siÄ âtylko z upodobania do wyraĹźania siÄ, z ciekawoĹci albo z pychy zyskania uznania dla siebieâ, ale z âkontaktu z doĹwiadczeniamiâ. Promyk â kontynuuje â jest âudziaĹem w doĹwiadczeniu tego, kto mĂłwi, i jest opowiadaniem o swoim doĹwiadczeniuâ. Jeszcze: âDialog jest komunikowaniem swojej egzystencji innej egzystencji: jest komunikowaniem swojego osobistego Ĺźycia innym osobistym Ĺźyciom za poĹrednictwem znakĂłw sĹĂłw, gestĂłw, postawyâ. Nie ograniczaĹ siÄ do wymiany idei, ale urzeczywistniaĹ siÄ we wszystkich aspektach Ĺźycia. âDialog â kontynuuje ksiÄ dz Giussani â jest Ĺźyciem. Naszemu dialogowi daleko jest do laickiej koncepcji, ktĂłra postrzega go jako dialektykÄ, jako bardziej lub mniej ĹwiatĹe starcie idei i mentalnych miar. Nasz dialog jest wzajemnym komunikowaniem nas samych. Akcent w naszym dialogu nie zostaje poĹoĹźony na ideach, ale na osobie jako takiej, na wolnoĹci. Nasz dialog jest Ĺźyciem, ktĂłrego czÄĹciÄ sÄ ideeâ (L. Giussani w: M. Busani, GioventĂš Studentesca. Storia di un movimento cattolico dalla ricostruzione alla contestazione, tom jest przygotowywany do publikacji w wydawnictwie Studium). JeĹli dialog nie jest dialektykÄ , ale komunikowaniem doĹwiadczenia, rzecz w tym, by spoglÄ daÄ na to, czego siÄ doĹwiadczyĹo, prĂłbujÄ c dokonaÄ weryfikacji. Nikt nie bÄdzie mĂłgĹ byÄ przekonany, jeĹli nie dokona weryfikacji. To nie dyskusja, to nie dialektyka pozwala nam pojÄ Ä prawdÄ. Pojmujemy prawdÄ tylko wtedy, gdy wyĹania siÄ ona z naszego doĹwiadczenia. MĂłwiliĹmy o tym na wiele sposobĂłw, przypominajÄ c przypowieĹÄ o synu marnotrawnym: ojcu nie udaĹo siÄ przekonaÄ syna, by pozostaĹ w domu, i musiaĹ poddaÄ siÄ jego woli doĹwiadczenia czegoĹ innego, mimo Ĺźe doskonale wiedziaĹ, Ĺźe zagubi siÄ na jakiĹ czas. Tylko poprzez doĹwiadczenie â co moĹźe zrozumieÄ kaĹźdy z nas ze wzglÄdu na drogÄ, ktĂłrÄ przeszedĹ â oczom syna ukazaĹa siÄ prawda, Ĺźe prĂłba rozwiÄ zania, jakie wybraĹ, by zaspokoiÄ swoje pragnienie bycia wolnym, byĹa caĹkowicie nieadekwatna. ego usiĹowanie zostaĹo wiÄc poddane weryfikacji doĹwiadczenia. Zapytany przez ojca Antonia Sicariego, w jaki sposĂłb stawiÄ czoĹa dramatowi czĹowieka, ktĂłry ârozpaczaâ w narkotykach, ksiÄ dz Giussani odpowiada: po pierwsze trzeba âmu pomĂłc uznaÄ, Ĺźe sytuacja, do ktĂłrej siÄ uciekĹ, jest nie tylko nieproporcjonalna, ale wywiera odwrotny skutek w stosunku do jego rozpaczliwego pytania o sens, o szczÄĹcieâ. Co oznacza udzielenie mu pomocy w uznaniu rzeczywistoĹci. Ale jak to zrobiÄ? âJuĹź tylko to wymaga dĹugiej, paradoksalnej cierpliwoĹci. Paradoksalnej, poniewaĹź na poczÄ tku jak gdyby powinno mu siÄ ÂŤpozwoliÄÂť na doĹwiadczenie, ktĂłre przeĹźywaĹâ. ZdumiewajÄ ce! Nie chodzi o to, Ĺźe nie pragnie siÄ go przekonaÄ, ale rzecz w tym, jak przekonaÄ rzeczywistego czĹowieka, o ktĂłrym mĂłwi SobĂłr? Albo przywiÄ Ĺźesz go do krzesĹa â zobligujesz go, co jest ewidentnie niemoĹźliwe â albo teĹź po tym, jak powiesz mu to wszystko, co powinieneĹ, jesteĹ zmuszony âpozwoliÄ muâ na to, czego ma zamiar doĹwiadczyÄ. A jakÄ racjÄ podaje ksiÄ dz Giussani? Jaki jest ostateczny motyw takiego sposobu postÄpowania? Sugeruje, by tak siÄ zachowaÄ, poniewaĹź âtak postÄpuje z czĹowiekiem BĂłgâ. PrawdziwÄ racjÄ takiego zachowania nie jest strategia, ktĂłrÄ on wyciÄ ga nie wiadomo skÄ d, ale to, Ĺźe tak postÄ piĹ z czĹowiekiem BĂłg. Od samego poczÄ tku, ze wzglÄdu na to, Ĺźe stworzyĹ go wolnym, nie mĂłgĹ uniknÄ Ä przyzwolenia na to, by czĹowiek zachowywaĹ siÄ tak, jak chce. W przeciwnym razie zamordowaĹby nas wszystkich przy pierwszym popeĹnionym przez nas bĹÄdzie. âBĂłg miaĹ cierpliwoĹÄ, by powiedzieÄ nam â mĂłwi dalej ksiÄ dz Giussani â ÂŤrĂłbcie po swojemuÂťâ. I co zrobiĹ czĹowiek? âZbudowaĹ wieĹźÄ Babelâ (âWywiad z ksiÄdzem Luigim Giussanimâ, przeprowadzony przez P.A. Sicariego, w: âCommunio. Strumento internazionale per un lavoro teologioâ, nr 98â99, marzecâczerwiec 1988, s, 195â196). Od tamtego momentu nieĹşle narozrabialiĹmy. A my? JakbyĹmy chcieli zaoszczÄdziÄ czĹowiekowi uĹźywania wolnoĹci. Tymczasem nie moĹźna pominÄ Ä ryzyka wolnoĹci: nie dlatego, Ĺźe teraz nie jest modne narzucanie czegoĹ osobom, ale poniewaĹź BĂłg uczyniĹ nas wolnymi. Ja, my w pierwszej kolejnoĹci pragniemy szanowaÄ metodÄ Boga. Prawdziwe wyzwanie, przed ktĂłrym stajemy, polega na tym, w jaki sposĂłb moĹźemy ofiarowaÄ coĹ, co byĹoby bardziej pociÄ gajÄ ce od tego, co ludzie mogÄ wybraÄ, redukujÄ c doniosĹoĹÄ ich pragnienia. W obliczu jakiejkolwiek propozycji â nawet najpotÄĹźniejszej, takiej jak propozycja Jezusa â zawsze gra toczy siÄ o wolnoĹÄ, o czym daje nam Ĺwiadectwo Ewangelia: âPrzyszedĹ bowiem Jan Chrzciciel: nie jadĹ chleba i nie piĹ wina; a wy mĂłwicie: ÂŤZĹy duch go opÄtaĹÂť. PrzyszedĹ Syn CzĹowieczy: je i pije; a wy mĂłwicie: ÂŤOto ĹźarĹok i pijak, przyjaciel celnikĂłw i grzesznikĂłwÂťâ (Ĺk 7, 33â34). W tym krĂłtkim tekĹcie Ewangelii dokumentuje siÄ caĹa metoda Boga. Wobec jakiejĹ propozycji my takĹźe moĹźemy wybraÄ podÄ Ĺźanie za albo interpretowanie. Dzieje siÄ tak takĹźe wtedy, gdy dajemy sobie sugestie co do drogi. KsiÄ dz Giussani mĂłwiĹ o charyzmacie: âSÄ dwie zasadnicze reguĹy, aĹźeby charyzmat byĹ przeĹźywany w posĹuszeĹstwie, ktĂłre czyni go ruchem zdolnym komunikowaÄ pamiÄÄ o Chrystusie oraz dawaÄ o Nim Ĺwiadectwo. W pierwszej kolejnoĹci jednoĹÄ jako rzeczywiste i determinujÄ ce odniesienie do poczÄ tkowego punktu. Bez tego rzeczywistego i determinujÄ cego odniesienia do punktu, w ktĂłrym bierze poczÄ tek charyzmat, zostaje wykluczone posĹuszeĹstwo i caĹa kwestia sprowadza siÄ do wielkiej Ĺwiatowej, a nie chrzeĹcijaĹskiej zasady, ktĂłrÄ jest zasada interpretacji; istnieje albo jedna, albo druga droga: albo posĹuszeĹstwo, albo interpretacja. W posĹuszeĹstwie potwierdzasz coĹ, co spotkaĹeĹ, coĹ wiÄkszego od ciebie, po czym spodziewasz siÄ zbawienia dla ciebie i po czym spodziewasz siÄ wciÄ Ĺź coraz wiÄkszej prawdy i miĹoĹci. W interpretacji nie robisz nic innego, jak potwierdzasz samego siebie, swojÄ miarÄ, to znaczy twoje ograniczenie i twoje defekty. PosĹuszeĹstwo pozwala rozkwitnÄ Ä wobec wiÄkszej obecnoĹci; interpretacja dÄ Ĺźy do redukowania nawet hojniejszej i wiÄkszej obecnoĹci, szlachetniejszej i bogatszej, do naszej miary mentalnej, do tego, co nam siÄ wydaje i podoba. Ale wĂłwczas nie ma juĹź drogi, jest tylko dyskusja, roszczenie i podziaĹ. DrugÄ cechÄ charakterystycznÄ [âŚ] jest wolnoĹÄ. WolnoĹÄ jest osobistÄ odpowiedzialnoĹciÄ , peĹnÄ inteligencji i serca, w przylgniÄciu do faktu, ktĂłry zostaĹ nam ofiarowany, w przylgniÄciu do wielkiej obecnoĹci. WolnoĹÄ jest zdolnoĹciÄ uznania daru, jest otwarciem na dar uznania i kochania wielkiej obecnoĹci. Jest zdolnoĹciÄ odejĹcia od siebie zanurzonego we wĹasnej dyskusyjnej mierzeâ (Occorre soffrire perchĂŠ la veritĂ non si critalizzi in dottrina ma nasca dalla carne, Rekolekcje Bractwa Comunione e Liberazione, z rÄkopisu, Rimini 1989, s. 48â49). RozumnÄ rzeczÄ byĹoby, gdyby wszyscy, prĂłbujÄ c podÄ ĹźaÄ za charyzmatem, mieli na uwadze jasne zalecenie kardynaĹa Scoli; âWarto, by wszyscy unikali szkodliwej pokusy, ktĂłra czÄsto pojawiaĹa w historii KoĹcioĹa, zgromadzeĹ zakonnych oraz róşnych charyzmatĂłw. W koniecznym, nieustannym utoĹźsamianiu siÄ z doĹwiadczeniem i myĹlÄ zaĹoĹźyciela nie trzeba poszukiwaÄ potwierdzeĹ dla swojej interpretacji uwaĹźanej, nawet w dobrej wierze, za jedynÄ adekwatnÄ . To stanowisko rodzi nieskoĹczone dialektyki i paraliĹźujÄ ce interpretacyjne konfliktyâ (Homilia podczas Mszy Ĺw. z okazji 11. rocznicy Ĺmierci SĹugi BoĹźego ksiÄdza Luigiego Giussaniego, katedra w Mediolanie, 16 lutego 2016). To oznacza, Ĺźe kaĹźdy z nas bÄdzie mĂłgĹ przylgnÄ Ä w nieformalny sposĂłb tylko wtedy, gdy jest gotowy przeprowadziÄ weryfikacjÄ tego, co zostaje zaproponowane, poniewaĹź rzeczywistoĹÄ staje siÄ przeĹşroczysta w doĹwiadczeniu, a nie w naszych myĹlach, ani w naszych dialektykach. GdybyĹmy byli gotowi podÄ ĹźaÄ za metodÄ doĹwiadczenia, od zawsze praktykowanÄ przez ksiÄdza Giussaniego, to oszczÄdziĹoby nam wielu niepotrzebnych dyskusji. Przymuszanie osĂłb, by robiĹy coĹ bez dokonywania w sposĂłb wolny weryfikacji, niczemu nie sĹuĹźy, poniewaĹź wzrasta siÄ tylko ĹźyjÄ c. Zdawszy sobie sprawÄ z sytuacji, ksiÄ dz Giussani mĂłwiĹ, Ĺźe âw spoĹeczeĹstwie takim jak to nie moĹźna stworzyÄ niczego nowego inaczej jak tylko przy pomocy Ĺźycia: nie ma struktury ani organizacji czy inicjatywy, ktĂłre by wytrzymaĹy. Tylko odmienne i nowe Ĺźycie [w ramach Ĺźycia spoĹecznego] moĹźe zrewolucjonizowaÄ struktury, inicjatywy, relacje, jednym sĹowem: wszystkoâ (âMovimento, ÂŤregolaÂť di libertĂ â, pod red. O. Grassiego, âCL Litterae Communionisâ, dz. cyt., s. 44). Widzimy to za kaĹźdym razem, gdy opowiadamy sobie o faktach i spotkaniach. Kiedy mĂłwiĹ te rzeczy, bardzo dobrze zdawaĹ sobie sprawÄ z wpĹywu, jaki wĹadza ma na spoĹeczeĹstwo, i dobrze wiedziaĹ, skÄ d mogĹo wyjĹÄ adekwatne usiĹowanie odpowiedzi. Dlatego kiedy Robi Ronza pyta go, âdlaczego nie ma wielkiej mobilizacji kulturalnej wokóŠtez takich jak te, o ktĂłrych KsiÄ dz dopiero co mi powiedziaĹâ, odpowiada: âTo moĹźe byÄ zadanie poszczegĂłlnych uczonych i ludzi kultury; tymczasem niekoniecznie zwartego podmiotu spoĹecznego, jakim staĹ siÄ juĹź we WĹoszech MP [mĂłwi o Movimento Popolare â Ruchu Ludowym]. Bardziej niĹź mobilizowaÄ ludzi w wielkich debatach o sposobach przemiany, rzeczywistoĹÄ taka jak MP musi aktywnie przyczyniaÄ siÄ do tworzenia warunkĂłw, ktĂłre czyniÄ zmianÄ moĹźliwÄ . Kiedy mobilizacje kulturalne pochodzÄ od jakiegoĹ wpĹywowego podmiotu spoĹecznego, [istotnie] ostatecznie wprowadzajÄ zamieszanie i prowokujÄ reakcje w ustanowionym porzÄ dku, ktĂłre sÄ czÄsto o wiele silniejsze od zyskanej ĹwiadomoĹci i woli dziaĹania, wywoĹanych przez owe mobilizacje poza tym samym ustanowionym porzÄ dkiem. Dlatego w perspektywie zmiany ostatecznie przynoszÄ odwrotny skutekâ (Il movimento di Comunione e Liberazione. 1954â1986, dz. cyt., s. 218â219). To w Ĺźadnym razie nie oznacza wycofania siÄ z przeĹźywania teraĹşniejszoĹci, kulturowo i operatywnie znaczÄ cej, w konkretnych Ĺrodowiskach ludzkiego Ĺźycia. Nikt nie nalegaĹ tak bardzo jak ksiÄ dz Giussani na obecnoĹÄ w Ĺrodowisku: a âĹrodowisko jest tam, gdzie jest otwarty Ĺwiat: szkoĹa, praca, ulicaâ (Lâio rinasce in un incontro. 1986â1987, dz. cyt., s. 85). Nie chodzi wiÄc o wycofanie siÄ, ale o urzeczywistnianie oryginalnej obecnoĹci w sposĂłb wciÄ Ĺź coraz prawdziwszy i bardziej stosowny do kontekstĂłw. Dlatego musimy pomĂłc sobie zrozumieÄ, o jaki wkĹad jesteĹmy proszeni w tym historycznym momencie i jak moĹźemy go urzeczywistniÄ.
PRAWO CYWILNE A PRAWO MORALNE JednÄ z najwiÄkszych przeszkĂłd do osiÄ gniÄcia jasnoĹci byĹo nakĹadanie siÄ prawa cywilnego na prawo moralne w naszych debatach poĹwiÄconych dyskutowanej ustawie. KwestiÄ tÄ moĹźe nieco rozjaĹniÄ wytĹumaczenie zagadnienia relacji miÄdzy KoĹcioĹem a Ĺrodowiskiem politycznym, przynajmniej w niektĂłrych waĹźniejszych aspektach. OdnoĹnie do tego kardynaĹ Ratzinger mĂłwi: âFundamentalne pozostaje [âŚ] stwierdzenie Chrystusa: ÂŤOddajcie wiÄc Cezarowi to, co naleĹźy do Cezara, a Bogu to, co naleĹźy do BogaÂť (Mt 22, 21). To stwierdzenie spowodowaĹo przeĹom w historii relacji miÄdzy politykÄ a religiÄ . AĹź do tamtego momentu duĹźÄ wartoĹÄ posiadaĹ aksjomat, w myĹl ktĂłrego sam polityk byĹ sacrum [polityk i religia byli jednym] [âŚ]. Przytoczone stwierdzenie Jezusa przerwaĹo to utoĹźsamianie paĹstwowych roszczeĹ w stosunku do ludzi z sakralnym ĹźÄ daniem boskiej woli w stosunku do Ĺwiata. W ten sposĂłb zostawaĹa zakwestionowana caĹa staroĹźytna idea paĹstwa i zrozumiaĹe jest, Ĺźe staroĹźytne paĹstwo widziaĹo w zaprzeczeniu swojej totalnoĹci atak na same podstawy swojej egzystencji, atak, za ktĂłry ono karaĹo wyrokiem Ĺmierci. JeĹli stwierdzenie Jezusa miaĹo obowiÄ zywaÄ, naprawdÄ paĹstwo rzymskie nie miaĹo juĹź moĹźliwoĹci przetrwania. Ale jednoczeĹnie trzeba takĹźe stwierdziÄ, Ĺźe wĹaĹnie to oddzielenie wĹadzy paĹstwowej od sakralnej, nowy dualizm w nim zawarty, jest poczÄ tkiem i trwaĹym fundamentem zachodniej idei wolnoĹci. PoniewaĹź od tamtego momentu istniejÄ dwie pozostajÄ ce we wzajemnych relacjach, ale nie identyczne wspĂłlnoty, z ktĂłrych Ĺźadna nie ma charakteru totalnegoâ; i dlatego moĹźe istnieÄ przestrzeĹ wolnoĹci. âW ten sposĂłb kaĹźda z tych dwĂłch wspĂłlnot jest ograniczona w swoim zasiÄgu dziaĹania, a wolnoĹÄ zasadza siÄ na rĂłwnowadze tego wzajemnego porzÄ dku [âŚ]. W Ĺredniowieczu i na poczÄ tku ery nowoĹźytnej dochodziĹo czÄsto do rzeczywistego zjednoczenia paĹstwa i KoĹcioĹa, zjednoczenia, ktĂłre wypaczyĹo wymĂłg prawdy wiary w przymus i w karykaturÄ autentycznej intencji [âŚ]. Dualizm KoĹcioĹa i paĹstwa [âŚ] jest zasadniczym warunkiem wolnoĹciâ (J. Ratzinger, La vita di Dio per gli uomini, âScritti per Communioâ, nr 208â210, lipiecâgrudzieĹ 2006, Jaca Book, Milano 2006, s. 212â213). A wiÄc taki dualizm czyni moĹźliwym wolnoĹÄ i to potem znajduje odbicie w prawach. Dlatego juĹź ĹwiÄty Augustyn podkreĹlaĹ róşnicÄ miÄdzy paĹstwowym prawem cywilnym a prawem boskim. PisaĹ, Ĺźe zupeĹnie zrozumiaĹe jest to, Ĺźe âprawo stworzone do rzÄ dzenia miastem pozwala i pozostawia bezkarnymi wiele dziaĹaĹ, ktĂłre sÄ potÄpione przez prawo boskie [âŚ]; dlatego Ĺźe [prawo cywilne] nie robi wszystkiego, nie trzeba potÄpiaÄ tego, co robiâ (por. Ĺw. Augustyn, De libero arbitrio, I, 5, 13). âInnymi sĹowy â pisze ojciec Nello Cipriani â prawo cywilne, nawet jeĹli musi siÄ inspirowaÄ wiecznym prawem Boga, nie musi koniecznie we wszystkim siÄ z nim pokrywaÄ, potÄpiajÄ c i karzÄ c wszystko to, co jest przeciwne BoĹźej woliâ (N. Cipriani, âIl ruolo della Chiesa nella societĂ civile: la tradizione patristicaâ, w: AA.VV., I cattolici e la societĂ pluralistica. Il caso delle âleggi imperfetteâ, pod. red. J. Joblina â R. Tramblaya, Ed. Studio Domenicano, Bologna 1996, s. 144). KomentujÄ c ten sam fragment ĹwiÄtego Augustyna ĹwiÄty Tomasz z Akwinu pisze: âZdaniem Augustyna prawo ludzkie nie zdoĹa ukaraÄ i zwalczyÄ wszelkiego pojawiajÄ cego siÄ zĹa, bo ta jego wola wyplenienia wszelkiego zĹa miaĹaby i ten ujemny skutek, Ĺźe zginÄĹoby wiele (wspaniaĹych) dĂłbr, a i poĹźytek dobra wspĂłlnego doznaĹby przeszkody, a dobro to jest nieodzowne do naleĹźytego obcowania ludzi miÄdzy sobÄ . Ĺťeby wiÄc Ĺźadne zĹo nie pozostaĹo bez kary i zakazu, konieczne byĹo wejĹcie prawa Boskiego, ktĂłre by zakazaĹo wszystkich grzechĂłwâ (Suma teologiczna, I-II, q. 91, a. 4, tĹum. P. BeĹch OP). Prawo cywilne ma wĹadzÄ przymusu, ktĂłrej nie posiada prawo moralne. Dlatego w spoĹeczeĹstwie, w ktĂłrym obowiÄ zuje zasada dwĂłch wspĂłlnot, co jest ĹşrĂłdĹem zasady wolnoĹci, nie moĹźna myĹleÄ o narzucaniu jednego rodzaju prawa, ktĂłre nie zostaĹo ustanowione przy pomocy metody charakterystycznej dla cywilnego spoĹeczeĹstwa, to znaczy najpierw ksztaĹtuje siÄ pewne przekonanie w praktykach codziennego Ĺźycia, a nastÄpnie w systemach demokratycznych rzÄ dzenia, po czym toczy siÄ debata parlamentarna miÄdzy przedstawicielami wybranymi przez narĂłd. Ale to nie odnosi siÄ tylko do dnia dzisiejszego, jak przypomina kardynaĹ Georges Cottier: âPierwsi chrzeĹcijaĹscy prawodawcy [âŚ] nie znieĹli natychmiast rzymskich praw, okazujÄ c tolerancjÄ wobec praktyk niezgodnych [âŚ] [z moralnoĹciÄ KoĹcioĹa, poniewaĹź] KoĹcióŠzawsze uwaĹźaĹ za odlegĹÄ i niebezpiecznÄ iluzjÄ caĹkowitego wyeliminowania zĹa z historii drogÄ prawnÄ â (G. Cottier, âLa politica, la morale e il peccato originaleâ, w: M. Borghesi, Critica della teologia politica, Marietti 1820, Genova 2013, s. 302â303). Dlatego, pisze ojciec Antonio Spadaro, unikajÄ c âstarannie nakĹadania siÄ na siebie poziomu religijnego na poziom politycznyâ, papieĹź Franciszek âpostuluje koniec epoki Konstantyna, odrzucajÄ c radykalnie ideÄ urzeczywistnienia siÄ krĂłlestwa BoĹźego na ziemiâ (âLa diplomazia di Francesco. La misericordia come processo politicoâ, âLa CiviltĂ Cattolicaâ, I, 209â226/13 lutego 2016, s. 215, 218). Ten czas minÄ Ĺ. Nawet prawa stworzone przez rewolucjÄ francuskÄ , ktĂłre zachowywaĹy jeszcze chrzeĹcijaĹskÄ inspiracjÄ, nie mogĹy przetrwaÄ. WĹaĹnie w tej sytuacji pozostaje jeszcze caĹa przestrzeĹ na inicjatywÄ. Nie chodzi o to, Ĺźe nie musimy niczego robiÄ. Rzecz w tym, co musimy zrobiÄ, by przyciÄ gnÄ Ä, przekonaÄ, wzbudziÄ entuzjazm przy pomocy wiary, aĹź po sprowokowanie wolnoĹci osĂłb. I to daje przestrzeĹ takĹźe pracy politykĂłw. Z tego punktu widzenia niezwykle interesujÄ ce jest to, co kardynaĹ Ratzinger powiedziaĹ w 1981 roku: âPaĹstwo â to nie caĹa ludzka egzystencja [ze wzglÄdu na to oddzielenie, o ktĂłrym mĂłwiliĹmy wczeĹniej]; nie wyczerpuje teĹź ono wszystkich nadziei. CzĹowiek i jego nadzieje wykraczajÄ poza ramy paĹstwa i poza dziedzinÄ dziaĹalnoĹci politycznej. [âŚ] Zdejmuje to z polityka czÄĹÄ brzemienia i otwiera przed nim zarazem drogÄ racjonalnej polityki [zdejmuje czÄĹÄ brzemienia, poniewaĹź w ten sposĂłb nie wszystko zaleĹźy od tego, czy jakiemuĹ politykowi uda siÄ zaproponowaÄ ustawÄ, ktĂłra wszystko udĹşwignie, gdyĹź to nie jest celem polityki] [âŚ]. Tak wiÄc sĹuĹźba wiary chrzeĹcijaĹskiej wobec polityki polega przede wszystkim na uwolnieniu czĹowieka od irracjonalizmu mitĂłw politycznych, ktĂłre stanowiÄ wĹaĹciwe zagroĹźenie naszej epoki. JednakĹźe trudno jest zachowaÄ trzeĹşwoĹÄ i czyniÄ to, co moĹźliwe [âŚ]; gĹos rozsÄ dku nie jest tak donoĹny jak krzyk nierozumnoĹci. WoĹanie o to, co wielkie, ma pozĂłr czegoĹ moralnego; ograniczanie siÄ do tego, co moĹźliwe, wydaje siÄ natomiast odwrĂłceniem siÄ od namiÄtnego dÄ Ĺźenia do rzeczy wielkich moralnie, pragmatyzmem ludzi maĹodusznych [dla wielu osĂłb to jest relatywizm, to jest ustÄ pienie, jakieĹ zezwolenie]. W rzeczywistoĹci jednak moralnoĹÄ polityczna polega wĹaĹnie na tym, by oprzeÄ siÄ szermowaniu wielkimi hasĹami, przez ktĂłre zaprzepaszcza siÄ ludzkoĹÄ i jej szanse. Moralne jest nie awanturnicze moralizowanie, ktĂłre chce samo czyniÄ to, co naleĹźy do Boga, ale rzetelnoĹÄ, uczciwoĹÄ, ktĂłra przyjmuje miarÄ czĹowieka i zgodnie z niÄ czyni jego dzieĹo. W sprawach politycznych nie bezkompromisowoĹÄ, lecz kompromis jest prawdziwÄ moralnoĹciÄ â (KoĹciĂłĹ, ekumenizm, polityka, dz. cyt., s. 197â198). KaĹźdy moĹźe osÄ dziÄ w Ĺwietle tych sĹĂłw reakcje swoje i innych na to, co siÄ wydarza. Czy zachowanie wskazane przez kardynaĹa Ratzingera politykom moĹźe wydawaÄ siÄ ograniczone, niedosiÄgajÄ ce poziomu moralnoĹci i tego, co powinno siÄ robiÄ? ZobaczyliĹmy to takĹźe, docierajÄ c do sedna projektu ustawy CirinnĂ . Przeczytajmy ponownie to, co powiedziaĹa Kongregacja do spraw Doktryny Wiary w 2003 roku: âW obliczu uznania prawnego zwiÄ zkĂłw homoseksualnych, czy teĹź zrĂłwnania ich w Ĺwietle prawa z maĹĹźeĹstwem, trzeba stawiaÄ opĂłrâ (Uwagi wokóŠprojektĂłw prawnego uznania zwiÄ zkĂłw osĂłb homoseksualnych, 3 czerwca 2003, 5). ByĹ rok 2003. A w 2007 roku wszyscy, bez dyskusji, przeciwstawili siÄ obydwu projektom. Dzisiaj akceptuje siÄ uznanie praw cywilnych zwiÄ zkĂłw osĂłb tej samej pĹci, bez zrĂłwnywania ich z maĹĹźeĹstwem mÄĹźczyzny i kobiety oraz wykreĹlajÄ c stepchild adoption. Czy to jest maĹoduszne? Czy KoĹcióŠstaje siÄ relatywistyczny, kiedy mĂłwi, Ĺźe usuniÄcie stepchild adoption z projektu ustawy o zwiÄ zkach partnerskich jest ârzeczywistÄ hipotezÄ â (P. Parolin w: P. Rodari, âLa Chiesa teme ÂŤaltri grimadelliÂťâ, âla Repubblicaâ, 24 lutego 2016, s. 8), a wiÄc rezultatem do przyjÄcia, poniewaĹź byĹo tym, co moĹźna byĹo realistycznie otrzymaÄ? To wcale nie oznacza, Ĺźe zmieniĹa siÄ moralnoĹÄ KoĹcioĹa, jak sÄ dzÄ niektĂłrzy. Problem polega na tym, Ĺźe by potwierdziÄ wartoĹÄ maĹĹźeĹstwa, nie moĹźna odwoĹywaÄ siÄ do przymusu prawa cywilnego. Tego wĹaĹnie broniĹ KoĹciĂłĹ: Ĺwiadectwa o piÄknie rodziny. Dokument Kongregacji do spraw Doktryny Wiary przypomina, jak nauczaĹ âJan PaweĹ II w encyklice Evangelium vitae w odniesieniu do sytuacji, gdy nie jest moĹźliwe odrzucenie lub caĹkowite zniesienie ustawy aborcyjnej juĹź obowiÄ zujÄ cej lub poddanej pod gĹosowanie: w takim przypadku ÂŤparlamentarzysta, ktĂłrego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerwania ciÄ Ĺźy byĹby jasny i znany wszystkim, postÄ piĹby sĹusznie, udzielajÄ c swego poparcia propozycjom, ktĂłrych celem jest ograniczenie szkodliwoĹci takiej ustawy i zmierzajÄ cym w ten sposĂłb do zmniejszenia negatywnych skutkĂłw na pĹaszczyĹşnie kultury i moralnoĹci publicznejÂťâ (Nota doktrynalna o niektĂłrych kwestiach dotyczÄ cych dziaĹalnoĹci i postÄpowania katolikĂłw w Ĺźyciu politycznym, 2002, 4, cyt. za: www.opoka.org.pl). OgraniczyÄ szkody! Czy to jest relatywizm? Tekst Evangelium vitae mĂłwi dalej: âTak postÄpujÄ c bowiem, nie wspĂłĹdziaĹa siÄ w sposĂłb niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje siÄ sĹusznÄ i godziwÄ prĂłbÄ ograniczenia jego szkodliwych aspektĂłwâ (Evangelium vitae, 1995, 73, cyt. za: w2.vatican.va). Powtarzam to, co powiedziaĹem na poczÄ tku: okolicznoĹÄ taka jak ta moĹźe nam pomĂłc zrozumieÄ, po co jesteĹmy na Ĺwiecie. Z pewnoĹciÄ nie bÄdziemy mogli uniknÄ Ä szerzenia siÄ mentalnoĹci wrogiej wartoĹciom przyniesionym przez Chrystusa ani mnoĹźeniu siÄ ustaw, ktĂłre nas nie satysfakcjonujÄ , ale nikt nie moĹźe nam przeszkodziÄ w wykorzystaniu caĹej przestrzeni Ĺźycia do dawania Ĺwiadectwa o piÄknie chrzeĹcijaĹskiego Ĺźycia, z caĹym bogactwem jego powiÄ zaĹ, kulturalnych i operatywnych, stawiajÄ c przed wszystkimi doĹwiadczenie tak fascynujÄ ce, by mogĹo wzbudziÄ zainteresowanie w spotykanych przez nas osobach. To jest weryfikacja, do ktĂłrej przeprowadzenia indywidualnie i wspĂłlnotowo jesteĹmy wezwani. I to jest powĂłd, dla ktĂłrego ksiÄ dz Giussani komunikowaĹ nam z naciskiem chrzeĹcijaĹstwo jako Ĺźycie, Ĺźycie atrakcyjne dla wszystkich. Istotnie, jak stwierdza papieĹź Franciszek, âchrzeĹcijanie majÄ obowiÄ zek gĹoszenia [âŚ] [Ewangelii], nie wykluczajÄ c nikogo, nie jak ktoĹ, kto narzuca nowy obowiÄ zek, ale jak ktoĹ, kto dzieli siÄ radoĹciÄ , ukazuje piÄknÄ perspektywÄ, wydaje upragnionÄ ucztÄ. KoĹcióŠnie roĹnie przez prozelityzm, ale ÂŤprzez przyciÄ ganieÂťâ (Evangelii gaudium, 2013, 14, cyt. za: w2.vatican.va).