Menu strony Strona główna Śladów
   
Ślady > Archiwum > 2016 > styczeń / luty

Ślady, numer 1 / 2016 (styczeń / luty)

Kościół. Dialog

Coś się zmieniło

Chrześcijanie? „Nasi sprzymierzeńcy w zbawianiu świata”. Kościół? „Potrafi sam poddać się krytyce, jak mało kto”. W rocznicę ogłoszenia deklaracji Nostra Aetate (oraz po wizycie Papieża w rzymskiej synagodze) niektóre deklaracje świata żydowskiego wskazują na zaskakujące zbliżenie. I wiele mogą nas nauczyć.

ks. Ignacio Carbajosa


To kwestia kroków, które zbliżają. Upłynęło kilka tygodni od wizyty papieża Franciszka w Wielkiej Synagodze w Rzymie. Żydzi i chrześcijanie „muszą czuć się braćmi” – powiedział Ojciec Święty, odwołując się do słów Jana Pawła II: „Wy jesteście naszymi starszymi braćmi i siostrami w wierze”. Franciszek był trzecim papieżem, który uczynił ten krok. Tę chazakę, wspomnianą przez naczelnego rabina Riccarda di Segni, to znaczy akt powtórzony trzykrotnie, który w jurystycznej tradycji rabinistycznej staje się stałym zwyczajem: „Zdecydowanie jest to konkretny znak nowej ery” – skomentował.

Ale w dialogu wyznawców judaizmu z chrześcijanami historyczne jest nie tylko spotkanie 17 stycznia w synagodze. W 15. rocznicę ogłoszenia przez Sobór Watykański II deklaracji Nostra Aetate, wyznaczającej zmianę stanowiska katolików wobec narodu żydowskiego, dochodzą z tego świata bardzo istotne sygnały. Jubileusz deklaracji soborowej nie ograniczył się do jakiejś uroczystości w środowisku kościelnym, ale dla znaczącej liczby żydowskich autorytetów religijnych stał się doniosłą okazją do postawienia ważnego kroku zbliżającego ich do świata chrześcijańskiego w ogóle, a zwłaszcza do Kościoła katolickiego.

Pod koniec listopada żydowska wspólnota we Francji, ze swoim naczelnym rabinem, a kilka dni później pokaźna grupa rabinów ortodoksyjnych z Izraela, Stanów Zjednoczonych i Europy, upubliczniły swoje oświadczenia, w których przyznają, że nadszedł moment uściśnięcia ręki od 50 lat wyciąganej do nich przez chrześcijan oraz uczynienia kroku ku uznaniu chrześcijaństwa jako drogi „uzupełniającej i zbieżnej”.

Błędem byłoby przejście obojętnie obok tych dwóch oświadczeń, które pomimo różnych treści zgadzają się w jednym zasadniczym punkcie i nie ograniczają się tylko do ogólnej deklaracji. Zawierają one, w istocie, kilka stwierdzeń dotyczących chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego, które są doprawdy czymś nowym w ustach naszych braci Żydów.

Ortodoksyjni rabini posuwają się jeszcze dalej, przyznając, że „chrześcijaństwo nie jest przypadkiem ani błędem, ale rezultatem Bożej woli i darem dla narodów”; uznają także „zasadniczą wartość chrześcijaństwa w obecnym czasie jako naszego sprzymierzeńca w zbawianiu świata”. Konieczność tej wspólnej pracy zasadza się na świadomości, że „nikt z nas nie może samodzielnie doprowadzić do wypełnienia się Bożej misji na tym świecie”.

Ze swojej strony francuscy Żydzi nazywają rocznicę Nostra Aetate „świętym wezwaniem”, początkiem Jubileuszu braterstwa, pragnąc „pojmować chrześcijaństwo jako religię naszych braci i sióstr”.

 

Poruszeni wyznaniem mea culpa.Z tego ważnego kroku postawionego przez żydowski świat płynie dla nas kilka pouczeń dotyczących drogi Kościoła katolickiego. Po pierwsze, pokazuje on płodność stanowiska Soboru w sprawie obrony wolności religijnej oraz otwartości na religie niechrześcijańskie, stanowiska, które wywołało sprzeciw w niektórych środowiskach katolickich (począwszy od kardynała Marcela Lefebvre). Pomimo tego, że trzeba było czekać 50 lat – w czasie których żydowski świat mógł się przekonać, w jaki sposób ta deklaracja uczyniła płodnymi świadomość i działania Kościoła – gest żydowskich autorytetów uczy nas, że uznanie swojej winy i prośba o przebaczenie, bez proszenia o cokolwiek w zamian, wprowadzają nowość potrafiącą zmienić stare schematy.

Rzeczywiście w Nostra Aetate Kościół katolicki uznaje, że winą za śmierć Chrystusa nie mogą być obarczeni „ani wszyscy bez różnicy Żydzi żyjący wówczas, ani Żydzi dzisiejsi”. A następnie przyznaje, że nie można „przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga” (cyt. za: www.religie.wiara.pl). Trzeba z bólem uznać, że przez wieki Kościół kierował te oskarżenia pod adresem Żydów, a ponadto pozwolił, by w ich konsekwencji byli poddawani represjom. U nas, w Hiszpanii, obok chwalebnych przykładów współegzystencji, miały miejsce zasługujące na naganę epizody, które to potwierdzają.

To doprawdy zdumiewające, w jaki sposób deklaracja francuskich Żydów wypływa z poruszenia owym wyznaniem mea culpa Kościoła: „Ta przemiana nie jest tylko dla nas, Żydów, osiągnięciem szczęśliwej świadomości; świadczy ona także o niezwykłej zdolności poddania się krytyce”. Oczywiście uznanie swojej winy jest czymś, do czego nie jesteśmy za bardzo dzisiaj przyzwyczajeni. Kiedy się wydarza, zawsze odnosimy wrażenie, że stajemy wobec prawdziwego, ludzkiego stanowiska, a przez to zdolnego rodzić człowieczeństwo.

Druga nauka odnosząca się do drogi Kościoła odsyła do konieczności nieustannego konfrontowania się z Pismem Świętym, źródłem porządkującym nasze życie. „Od początku tak nie było”, moglibyśmy powiedzieć o postawie chrześcijan wobec Żydów, parafrazując słowa Jezusa (por. Mt 19, 8). Jeśli był ktoś, kto doświadczył w swoim ciele całego bólu z powodu odwrócenia się większości Żydów od Chrystusa, był nim święty Paweł. Faryzeusz, ściśle przestrzegający prawa żydowskiego, prześladowca chrześcijan, który w wyniku nawrócenia zaczyna głosić Chrystusa ukrzyżowanego – „zgorszenie dla Żydów” (1 Kor 1, 23), zostaje uwięziony i ponosi śmierć za sprzeciwianie się swoim dawnym współwyznawcom. W rozdziałach 9 i 11 Listu do Rzymian, w których zatrzymuje się nad odrzuceniem Izraela, nie dyszy nienawiścią, ale pragnie przeniknąć tajemnicę Bożego planu.

 

Wielka nowina.„W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami” (Rz 9, 2–3). Cierpienie Pawła nie przeszkadza mu uznać, że Bóg nie odrzucił swojego ludu: Żydzi, „gdy chodzi o Ewangelię – są (…) nieprzyjaciółmi”, „gdy jednak chodzi o wybranie, są oni – ze względu na praojców – przedmiotem miłości. Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 28–29). A po to, by chrześcijanie wywodzący się z tradycji judaistycznej nie popadali w pychę, Paweł proponuje im obraz, który warto byłoby dziś docenić: my, poganie, którzy uznaliśmy Chrystusa, zostaliśmy wszczepieni, jak liściaste gałęzie, w zielone drzewo oliwne Izraela. Z tego drzewa oliwnego wiele gałązek zostało obciętych, z nadzieją, że także one zostaną wszczepione, kiedy cała ludzkość pojedna się z Bogiem (por. Rz 11, 17–24).

Nowe spotkanie świata żydowskiego ze światem chrześcijańskim otwiera wielkie perspektywy. Stanowi, zgodnie z tym, co twierdzą francuscy Żydzi, „pierwszy krok i zaproszenie do uczynienia z dialogu między wszystkimi religiami kamienia węgielnego pojednanej i pogodzonej ludzkości”. W świecie wstrząsanym przemocą to, że dawni przeciwnicy nie tylko zaczynają się tolerować, ale uznają się za braci, jest wielką nowiną.

(Pierwsza wersja tego artykułu ukazała się po hiszpańsku w dzienniku „Abc”.)


Polska strona Ruchu CL   |   Kontakt z redakcją