Menu strony Strona główna Śladów
   
Ślady > Archiwum > 1992 > Biuletyn (6) stycze??

Ślady, numer 1 / 1992 (Biuletyn (6) stycze??)

Teksty ks. Giussaniego

Kt??ry zbawiaj?c zbawiasz darmo

Notatki z rozmowy ksi?dza Luigi Giussaniego ze studentami. La Thuile, Aosta, sierpie?? 1991


1. S?d o ??yciu

Chcia??bym rozpocz?? nasz? rozmow?, czerpi?c inspiracj? z trzech fragment??w mozartowskiego Requiem. Reprezentuj? one w spos??b syntetyczny s?d o ??yciu, s?d, w kt??rym ocalona zostaje godno??? wolno??ci, przede wszystkim za?? godno??? Boga; reprezentuj? one ??w s?d ukazuj?c g???bokie przeciwie??stwo (kt??re w ko??cu nie jest sprzeczno??ci?) z jakiego on wyp??ywa, dramatyczn? przeciwstawno??? kt??r? wyzwala w czasie (muzyka Mozarta dobrze nam to uzmys??awia).

Ka??de zdanie zaczyna si? od niepodwa??alnej afirmacji wy??szo??ci Boga, panowania sprawiedliwo??ci i prawdy, i zaraz potem zostaje jakby przerwane przez co??, co niespodziewanie os??adza t? surowo??? sprawiedliwo??ci, t? cierpk? afirmacj? prawdy, ??agodzi j? w pro??bie, w b??aganiu, o kt??rym wiadomo, i?? mo??e by? wzniesione. "Rex tremendae majestatis" - tak zaczyna si? pierwszy fragment: Kr??lu straszliwego majestatu, do kt??rego nie ??mie si? zbli??y? ??aden cz??owiek (wie??a Babel jest symbolem kolektywnego wysi??ku ca??ej ludzko??ci, zmierzaj?cego do detronizacji Boga, do koncepcji ??wiata bez Boga. Skutki wie??y Babel systematycznie, okresowo eksploduj? w historii. Nam przypada ??y? w takim momencie: prze??ywamy go i jeszcze si? on nie sko??czy??: b?dzie jeszcze gorzej). Kr??lu straszliwego majestatu, a potem niespodziewanie: "Kt??ry zbawiaj?c, zbawiasz darmo", kt??ry ??yjesz wol? zbawiania, darmow?, mi??osn?, Salva me, fons pietatis, zbaw moje ??ycie, ??r??d??o mi??o??ci. Rex tremendae majestatis qui salvandos salvas gratis, salva me fons pietatis, Kr??lu straszliwego majestatu, darmowo zbawiaj?cy ludzi, kt??rych chcia??e?? zbawi?, zbaw r??wnie?? mnie, o ??r??d??o mi??o??ci.

Ten og??lny s?d precyzuje nast?pny fragment. Confutatis maledictis, flammis acribus addictis: zdacie spraw? z ka??dego s??owa wypowiedzianego niepotrzebnie, ka??da rzecz jest poddana os?dowi; a zaraz po s?dzie, b??aganie: Voca me cum benedictis, wezwij r??wnie?? mnie z tymi, kt??rzy si? zbawi?. O to Ci? prosz? b??agalnie, na kolanach przed Tob?, ze skruszonym sercem, niemal startym na proch: gere curam mei finis, we?? Ty w swoje r?ce trosk? o m??j los.

Owa wy??szo??? Boga, niepodwa??alna, ten szczeg????owy i nieunikniony s?d urzeczywistnia si? w okre??lonym czasie (trzeci fragment): Lacrimosa dies illa, w dzie?? pe??en ??ez, b??lu, w kt??rym wyjdzie na zewn?trz z ognia powszechnego, na s?d, cz??owiek grzesznik, cz??owiek przest?pca. Ale oto znowu b??aganie: Huic ergo parce, Deus: pie Jesu Domine, dona eis requiem, przebacz, Bo??e, mi??o??ciwy Panie Jezu, obdarz nas pokojem.


2. Grzech pierworodny

Chcia??bym teraz przypomnie? tegoroczny manifest paschalny, zapraszaj?c was do zwr??cenia tak??e uwagi na reprodukowany na nim obraz (??egluga Andrea Pisany), poniewa?? zachowuje on g???boki zwi?zek z Requiem Mozarta. ??ycie jest rzecz? powa??n? i wielk?. Musimy zda? rachunek z ka??dej chwili, z ka??dego gestu, z ka??dego s??owa, z ka??dej my??li: na tym polega wielko??? ??ycia. Gdyby??my byli mi?czakami, albo innym rodzajem zwierz?t, nie musieliby??my zda? rachunku. Tymczasem kiedy?? zdamy spraw? z ka??dej my??li, nawet najbardziej ukrytej, ze wzgl?du na ow? wielko???: poniewa?? ludzkie ??ja" konstytuuje, tworzy wi??? z niesko??czono??ci?, ludzkie "ja" stoi w obliczu niesko??czono??ci. Bez wzgl?du na to, czy poprawiasz sobie fryzur?, albo jesz kromk? chleba, nie mo??esz wyrwa? si? z tej ostatecznej wi?zi, kt??ra konstytuuje twoje "ja", nie mo??esz wyrwa? si? z tej wielko??ci, kt??ra je definiuje.

Rozwa??my zatem jeszcze raz tekst P?guy`ego, kt??ry, jak ka??dy manifest wielkanocny, zosta?? podyktowany jako temat na ca??y rok. "Ten nowoczesny ??wiat nie jest jedynie ??wiatem kiepskiego chrze??cija??stwa, to nie by??oby jeszcze nic takiego, ale jest ??wiatem niechrze??cija??skim, zdechrystianizowanym". To jest ??wiat, kt??ry nie chce ju?? wi?cej chrze??cija??stwa, kt??ry chrze??cija??stwo przesta??o obchodzi?. Jaki jest jednak znak tej radykalnej dechrystianizacji, w por??wnaniu z kt??rym fakt, i?? nasz ??wiat jest ??wiatem kiepskiego chrze??cija??stwa, to jeszcze nic? Jak mo??na powiedzie?, ??e ??wiat kiepskiego chrze??cija??stwa to jeszcze nic? Czy mo??e by? jeszcze co?? gorszego?

??Katastrofa polega dok??adnie na tym, ??e nasze w??asne n?dze nie s? ju?? wi?cej chrze??cija??skie. R??wnie?? za panowania Rzymian czasy by??y pod??e" (podli byli r??wnie?? pierwsi chrze??cijanie: wystarczy przeczyta? listy ??wi?tego Paw??a, Dzieje Apostolskie; ??w. Pawe?? zosta?? zdradzony przez chrze??cijan, poni??s?? ??mier? wskutek donosu chrze??cijan). Zasadniczy problem le??y w tym, ??e cz??owiek jest pierworodnie zraniony. Wymaganie, aby nasze n?dze by??y chrze??cija??skie, oznacza zasadniczo, ??eby??my mieli ??wiadomo???, i?? wyp??ywaj? one w pierwszym rz?dzie z grzechu pierworodnego, z owej ??miertelnej rany. Rodzimy si? ze ??mierteln? ran?, jak dziecko, kt??re nie jest w stanie prze??y? i skazane jest na ??mier?. Fakt, ??e "nasze w??asne n?dze nie s? ju?? wi?cej chrze??cija??skie", oznacza przede wszystkim zapomnienie, zatarcie, totaln? cenzur?, w ??yciu kulturowym (w ca??ej kulturze), ale te?? w moim ??yciu, w ??yciu ka??dego z nas, grzechu pierworodnego, faktu, i?? rodzimy si? z p?kni?ciem, z ran?, ze ??miertelnym kalectwem. ??miertelna rana albo kalectwo oznacza, ??e nie jeste??my w stanie by? samymi sob?: rodzimy si? bez mo??liwo??ci bycia samymi sob?.


3. Konsekwencje pewnej cenzury

Konsekwencj? zapomnienia o grzechu pierworodnym jest przede wszystkim to, ??e cz??owiek nie rozumie siebie i nie pojmuje siebie w relacji do swego przeznaczenia (losu, celu). Mo??emy m??wi? o przeznaczeniu (wszyscy m??wi? o przeznaczeniu, godz? si? na przeznaczenie, wi?kszo??? godzi si? nawet na jego nazw?, B??g) lecz nie tolerujemy faktu pojmowania siebie samych w relacji do przeznaczenia. Dok??adne przeciwie??stwo tego, co Jezus m??wi w najstraszliwszym zdaniu wszystkich Ewangelii: "Wtedy Jezus rzek?? do swoich uczni??w: "Je??li kto?? chce p??j??? za Mn?, niech si? zaprze samego siebie, niech we??mie krzy?? sw??j i niech mnie na??laduje. Bo kto chce zachowa? swoje ??ycie, straci je; a kto straci swe ??ycie z mego powodu, znajdzie je. C???? bowiem za korzy??? odniesie cz??owiek, cho?by ca??y ??wiat zyska??, a na swej duszy szkod? poni??s??? Albo co da cz??owiek w zamian za swoj? dusz?? (Mt 16, 24-26). Co z tego, ??e osi?gniesz wszystkie cele, posi?dziesz wszystko, co chcesz, a zgubisz samego siebie?

Zapomnienie o grzechu pierworodnym, jako przyczyna odrzucenia pojmowania siebie w relacji do swojego przeznaczenia, r??wnoznaczne jest egzystencjalnej negacji Boga. Nasze w??asne n?dze nie s? ju?? wi?cej chrze??cija??skie, to znaczy pokrywaj? si? z negacj? Boga, z negacj? egzystencjaln?, albo, je??li wolicie, praktyczn?. Jednak cz??owiek pozbawiony wymiaru wi?zi z przeznaczeniem traci ca??? swoj? godno???. I wtedy alternatywa, przed kt??r? staje jest bardzo prosta i straszna: z jednej strony, sp??ycenie siebie, nihilizm (czynienie tego, co mi si? podoba): wszystko jedno co, poniewa?? nic si? nie liczy; z drugiej strony, pozornie sprzecznej z pierwsz?, bezgraniczne zarozumialstwo: zniszczenie albo usi??owanie zast?pienia wi?zi z Bogiem. Nihilizm i zarozumialstwo.

Ale podkre??lmy raz jeszcze: cz??owiek nie uznaj?cy w??asnej pierworodnej krucho??ci (cz??owiek jest pozbawiony zdolno??ci bycia sob? samym) jest jakby ca??y czas poza sob?, w paranoicznym albo psychiatrycznym tego s??owa znaczeniu, do tego stopnia, ??e nie jest w stanie dopasowa? do siebie i skleci? razem rzeczy kt??re po kolei czyni.


4. N?dza chrze??cija??ska: 
wewn?trz mi??osnego spojrzenia obecno??ci

Co znaczy w takim razie by? wobec siebie w taki spos??b, ??eby jakby ca??y czas odnajdywa? sw??j pocz?tek w ??miertelnej ranie? ??eby nie godzi? si? na odrzucenie oczywisto??ci owego pierworodnego b??lu, ??eby go uzna?? Inaczej m??wi?c, co znaczy by? biednym chrze??cijaninem? Bieda chrze??cijanina jest bied? cz??owieka, kt??ry zaczyna od ??wiadomo??ci, ??e jest grzesznikiem (m??wili??my o tym wiele razy: nie istnieje ??aden prawdziwy akt naszego ??wiadomego ??ycia, o ile nie zaczyna si? od ??wiadomo??ci, i?? jeste??my grzesznikami). A ??wiadomo??? grzeszno??ci zak??ada mi??osne spojrzenie czyjej?? obecno??ci. Jedynie mi??osne spojrzenie czyjej?? obecno??ci pozwala mi poczu? si? grzesznikiem, pozwala mi uzna? si? za grzesznika, jak Magdalenie, tam na chodniku, kiedy zobaczy??a przechodz?cego Chrystusa, jak Zacheuszowi, kiedy poczu??, ??e patrzy na niego i spodziewa si? czego?? od niego ten przechodz?cy obok m???czyzna; ale tak jak dziecko stoj?ce przed matk?: p??acze z powodu pope??nionego b???du, z powodu ??wiadomo??ci swojej pomy??ki, poniewa?? ma matk?, kt??ra go tuli do siebie, i to oczyma wcze??niej jeszcze ni?? ramionami.

"Nasze w??asne n?dze nie s? ju?? wi?cej chrze??cija??skie": wielka alternatywa pomi?dzy chrze??cijaninem a niechrze??cijaninem (a niechrze??cijanin, m??wi P?guy, podbi?? chrze??cijanina i wyrzuci?? mu z serca jego chrze??cija??stwo), r????nica pomi?dzy chrze??cija??sk? n?dz?, widzian? po chrze??cija??sku, a n?dz? widzian? nie po chrze??cija??sku, daje si? tak podsumowa?: jest to r????nica pomi?dzy mo??liwo??ci? istnienia, pos??annictwa, nachalno??ci przebaczenia, a nieobecno??ci? przebaczenia.

Cz??owiek, kt??ry nie uznaje grzechu pierworodnego, kt??ry nie ustosunkowuje si? do swojego przeznaczenia, kt??ry w miejsce swojego przeznaczenia postawi?? w??asne toczenie si? jak kamie?? po pochy??o??ci (w??asnych ch?ci, w??asnych my??li), kt??ry chcia??by zarozumiale potwierdzi? swoje panowanie nad rzeczami, ten??e cz??owiek pozbawiony jest mo??liwo??ci przebaczenia, nie wie, co znaczy przebaczenie, co znaczy dost?pienie przebaczenia. St?d te?? nie mo??e odnowi?, zrekonstruowa? samego siebie; ??eby zrekonstruowa? samego siebie trzeba odczu?, ??e zosta??o mi przebaczone. N?dza chrze??cija??ska to ta, kt??ra czuje si? obj?ta, otoczona i przytulona, jak dziecko w ramionach swojej matki, przez przebaczenie. Rex... qui salvandos salvas gratis, salva me, fons pietatis. To jest to, czego cz??owiek potrzebowa??, czego ja potrzebuj?, dzisiaj, teraz: ??r??d??o mi??osierdzia, fons pietatis. Poniewa?? wtedy rekonstruuj? siebie samego, znowu zaczynam by? samym sob?.


5. ??Ale przyszed?? Jezus"

??Ale przyszed?? Jezus. Nie zmarnowa?? On swoich lat na narzekaniu i ???daniu wyja??nie?? od pod??o??ci czas??w. On ucina kr??tko. W bardzo prosty spos??b. Czyni?c chrze??cija??stwo". Przyszed?? Jezus: przyszed?? zdr??j, ??r??d??o mi??o??ci. Zdr??j mi??o??ci przyszed?? do ciebie, jak matka przychodzi do dziecka, patrzy na nie, obejmuje: przychodzi, jest, w tej chwili przychodzi. By? mo??e zapomnia??e?? o nim, albo Go dot?d nie pozna??e??: teraz jest.

Jezus przyszed??. I nie zwlekaj?c co robi? Nie spiera si? z chuliganami, nie prowadzi kalkulacji, nie s?dzi, nie uprzedza s?du ostatecznego. On czyni chrze??cija??stwo. Ale co to znaczy czyni? chrze??cija??stwo?

Chrze??cija??stwo jest wi?zi?, kt??r? Chrystus ustanawia z tob?; nie ty j? ustanawiasz z Chrystusem, ale Chrystus j? ustanowi?? i ustanawia z tob?. A?? do tej chwili mog??e?? nie patrze? Mu w twarz, mo??esz nie patrze? mu w twarz jeszcze przez nast?pne trzydzie??ci lat, za trzydzie??ci lat On ustanowi wi??? z tob?. Nazywa si? ona przymierzem, B??g za?? jest wierny swemu przymierzu. Chrze??cija??stwo jest wydarzeniem wi?zi, kt??r? Chrystus ustanowi?? z tob?. A wi?c trzeba, aby?? wyrazi?? swoj? zgod? na t? wi???. Powiedzie? ??tak" wi?zi, kt??r? Chrystus z tob? ustanowi?? oznacza decyzj? na ??ycie.

Je??li powiesz "tak" wi?zi, kt??r? Chrystus z tob? ustanowi?? i ustanawia, nie znajdziesz si? sam jeden: b?dziesz razem z innymi, odnajdziesz si? we wsp??lnocie. Poniewa??, jak m??wi Schneider w swojej przepi?knej powie??ci o Bartolomeo de Las Casas, ??ci kt??rzy stoj? na progu, nawzajem si? rozpoznaj?". Wyobra??my sobie pr??g, kt??ry prowadzi wreszcie do ??rodka wielkiego domu, wielkiego mieszkania; na tym??e progu mog? by? dwie osoby, mo??e by? dwa tysi?ce, milion os??b: ci kt??rzy oczekuj? na wej??cie, kt??rzy stoj? na progu, nawzajem si? rozpoznaj?. Dlatego, m??wi?c ??tak" wi?zi, kt??r? Chrystus z tob? ustanowi??, znajdziesz si? w chrze??cija??skiej wsp??lnocie. ??Jezus przyszed??. On ucina kr??tko. W bardzo prosty spos??b. Czyni?c chrze??cija??stwo". Chrze??cija??stwem jest chrze??cija??ska wsp??lnota.


6. Czyni? chrze??cija??stwo na co dzie??

Wniosek jest w takim razie jasny. Co to znaczy dla mnie "czyni? chrze??cija??stwo"? Czynienie chrze??cija??stwa na co dzie?? oznacza, ??eby m??j dzie?? przenika??o dr??enie, ??wiat??o i mi??o??? owej wsp??lnoty; ??eby m??j dzie?? okre??lony by?? przez "tak" kt??re m??wi? wobec wi?zi, jak? Chrystus ze mn? ustanowi??; ??eby by?? przekraczaniem poza pr??g, na kt??rym oczekiwa??em jako cz??owiek ??miertelnie zraniony. W ten spos??b dzie?? staje si? rzeczywist? walk?, dramatem, czasem, w kt??rym protagonistami staj? si? jasno??? mojej ??wiadomo??ci i si??a, i ogie?? mojej mi??o??ci. Poniewa?? moje rozumne i afektywne ??ja" staje si? protagonist? kiedy wie "dlaczego", kiedy rozpoznaje swoje przeznaczenie: przeznaczenie, na kt??re czekaj?c przest?powa??em na progu z nogi na nog?, pomi?dzy zimnem i ch??odem, z jednej strony, a przeczuciem ciep??a, kt??re uchodzi??o z mieszkania z drugiej.

Te nasze dni, w kt??rych trzeba czyni? chrze??cija??stwo, w kt??rych trzeba m??wi? ??tak" wi?zi, ustanowionej przez Chrystusa z nami, mo??na opisa? na r????ne sposoby. Na przyk??ad przy pomocy fragmentu z dziennika Kierkegaarda. ??Aby obowi?zywa??o prawo znajomo??ci (znajomo??? jest prawem cz??owieka posiadaj?cego godno???), trzeba o??mieli? si? ??y? na otwartym morzu (jak w "??egludze" Pisany: dzie?? jest otwartym morzem) i wo??a? do Boga (tak jak krzycz? owi ??eglarze) prosz?c, czy nie zechcia??by nas wys??ucha? ("Powo??aj mnie", wezwij mnie, zatroszcz si? Ty o m??j los), nie pozosta? na brzegu i patrze? na innych, kt??rzy walcz? i wojuj?. Jedynie wtenczas ??wiadomo??? osi?gnie w??asn? wierzytelno??? (swoj? prawd?). Czym?? zupe??nie innym jest stanie na jednej nodze w pozycji wyprostowanej (??eby by? gotowym w ka??dej chwili do upadku) i demonstrowanie istnienia Boga (wym?drzanie si? na temat Boga, na temat przeznaczenia, warto??ci moralnych istnienia), a czym?? innym dzi?kowanie Bogu na kolanach (to jest to, co powinno dzia? si? w naszej codzienno??ci: dzi?kowanie Bogu na kolanach, dzi?kuj?c Mu na kolanach, poznasz Go)".

Wszystko to mo??na powiedzie? u??ywaj?c bardziej zwyczajnych i prostych s????w, s????w pie??ni: "W tajemnicy dnia szukam tego, co rzeczywiste, powiedz mi gdzie ono si? kryje?" Albo, jeszcze inaczej, pos??uguj?c si? s??owami piosenki skomponowanej przez jedn? z naszych przyjaci????ek, w wieku zaledwie 17 lat, kt??ra nale??a??a do pierwszych uczestniczek Ruchu: "M??j Bo??e, patrz? na siebie i oto odkrywam, ??e nie mam twarzy (jestem niczym); patrz? w g???bie mojej duszy i widz? ciemno??? bezgraniczn?. Jedynie kiedy zauwa??a Twoj? obecno??? jak echo na powr??t s??ysz? m??j g??os (ja jestem twoim echem), odradzam si? jak czas odradza si? z pami?ci (z obecno??ci, kt??ra ju?? jest). Czemu dr??ysz moje serce, nie jeste?? samo, nie umiesz kocha?, a jeste?? kochane; nie potrafisz siebie uczyni?, a jeste?? uczynione. Pozw??l mi wi?c, jak gwiazdom na niebie, porusza? si? wewn?trz Bytu (wewn?trz Ciebie: dzie?? jest poruszaniem si? wewn?trz Bytu), pozw??l mi wzrasta?, rozwija? si?, zmienia? si?, tak jak ??wiat??u, kt??re ro??nie i zmienia si? w dzie?? i w nocy".

To s? tylko przyk??ady, po to, ??eby ukaza? nasze dni przenikni?te przez ??tak" powiedziane Chrystusowi, okre??lone przez owo ??czynienie chrze??cija??stwa": aby chodzi??o o powag? my??li, wyra??ona przez Kierkegaarda w obrazie cz??owieka na kolanach, co krzyczy, poniewa?? jest to prawdziwa my??l; nazywa si? pro??ba; albo o szukanie Chrystusa w tajemnicy dnia, albo o postrzeganie rzeczywisto??ci opisane w drugiej z cytowanych pie??ni.


7. Pretekst dysproporcji

Przeciwko czynieniu chrze??cija??stwa w naszej codzienno??ci wysuwa si? pewien powa??ny zarzut; chodzi o pretekst dysproporcji. Pretekst smutny i budz?cy wsp????czucie, chyba ??e od razu degraduje si? on i przekszta??ca si? w niech??. Poniewa?? os?d, i?? jestem zdeformowany jest smutny, budzi wsp????czucie, ale po godzinie, albo po pi?ciu minutach od porannej pobudki i powstania z ??????ka, staje si? niech?ci?; a zatem nie budzi ju?? wi?cej wsp????czucia, nie budzi nawet rozgoryczenia, jest niczym.

P?guy jednak powiedzia??: ??Jezus przyszed??. Nie zmarnowa?? swoich lat na narzekaniu i ???daniu wyja??nie?? od pod??o??ci czas??w, nie wzi??? si? za obwinianie i oskar??anie kogokolwiek". Chrystus nie wzi??? si? za oskar??anie nas. Jeszcze nie nadszed?? moment s?du powszechnego, ??yjemy w czasie: poruszamy si? w czasie, na p??ywaj?cej ??odzi. Chrystus nie ocenia, dlaczego ty ro??cisz sobie prawa do ocen? Nie wolno ocenia?. "Ale ja nie potrafi?, nie jestem w stanie, jestem zdeformowany"; co ty wygadujesz, blu??nisz? Chrystus nie wzi??? si? za obwinianie i oskar??anie kogokolwiek.

"Nie tyle b???d??w powinni??my si? ba?, ile raczej k??amstwa", m??wi znowu Schneider w cytowanej wcze??niej ksi???ce. Ciekawa rzecz, b???dy mo??na zliczy?, oceni?, k??amstwa nie. K??amstwem jest negacja Chrystusa albo zapomnienie o Chrystusie. "Umi??owani - m??wi ??w. Jan w Pierwszym li??cie, w rozdziale czwartym - po tym poznajecie Ducha Bo??ego; ka??dy duch, kt??ry uznaje, ??e Jezus Chrystus przyszed?? w ciele, jest z Boga. Ka??dy za?? duch, kt??ry nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, kt??ry - jak s??yszeli??cie - nadchodzi i ju?? teraz przebywa na ??wiecie. Wy, dzieci, jeste??cie z Boga i zwyci???yli??cie ich, poniewa?? wi?kszy jest Ten, kt??ry w was jest, od tego, kt??ry jest w ??wiecie. Oni s? ze ??wiata, dlatego m??wi? tak, jak m??wi ??wiat, a ??wiat ich s??ucha. My jeste??my z Boga. Ten, kt??ry zna Boga, s??ucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie s??ucha. W ten spos??b poznajemy ducha prawdy i ducha fa??szu" (1 J 4, 2-6).

Tak wi?c, to nie b???d??w powinni??my si? ba?, ale k??amstwa, fa??szu. Dlatego wyzb?d?? si? zarzutu dysproporcji i niezdolno??ci. Jasne, ??e jeste?? niezdolny! Masz ow? g???bok? ran?, z kt??r? si? rodzisz, lecz masz r??wnie?? przebaczenie, pot???niejsze od owej rany. "Przyszed?? Jezus, nie marnuje czasu, ucina kr??tko, w bardzo prosty spos??b, czyni?c chrze??cija??stwo": nie mo??esz wysuwa? zastrze??e?? m??wi?c: "jestem zdeformowany". On uczyni?? chrze??cija??stwo w??a??nie dlatego, ??e by??e?? zdeformowany, i to On jest tym, kto w tobie, rozporz?dza twoim losem: je??li wyci?gniesz ramiona, nat???ysz wzrok jak dziecko i przyjmiesz Go.


8. Nieznana czysto???

??On nie wzi??? si? za oskar??anie i obwinianie kogokolwiek, On zbawi??. Nie oskar??a?? ??wiata (nie oskar??a ciebie, bez wzgl?du na to co?? uczyni?? i uczynisz, On ci? zbawia). On zbawi?? ??wiat". Co to znaczy w wymiarze egzystencjalnym, do??wiadczalnym, dla nas, co to znaczy, ??e On zbawi?? ??wiat? Znaczy to, ??e przyni??s?? na ??wiat czysto???: "Ka??dy kto pok??ada w Nim t? nadziej?, oczyszcza (u??wi?ca) si?, podobnie jak On jest czysty (??wi?ty) (1 J 3, 3). On przyni??s?? czysto???. Musz? zatem i??? za Nim ze wszystkimi moimi s??abo??ciami, pragn?c, ??ebrz?c u Niego, na??laduj?c Go, aby moje dni przyoblek??y si? w nieznan? czysto???, niewyobra??aln?, a nawet nieoczekiwan?. Musz? kroczy? za nim ze wszystkimi moimi s??abo??ciami, poniewa?? "ka??dy kto pok??ada w Nim t? nadziej?, oczyszcza si?, podobnie jak On jest czysty". Dlatego biada temu, kto ocenia. Nie oskar??a??, nie ocenia?? ??wiata, On zbawi?? ??wiat. Musz? p??j??? za Nim ze wszystkimi moimi s??abo??ciami, ??eby Jego czysto??? przenikn???a moj? codzienno???, ??eby wskutek tego czynienie chrze??cija??stwa sta??o si? blaskiem ludzko??ci, ??wiat??em i ??arem ludzko??ci: nasze ??ycie jest ??yciem r????ni?cym si? od ??ycia innych ludzi, ale prawdziwym.

Z tego wynikaj?, w praktyce, mi?dzy innymi, dwie konsekwencje, kt??re tu chcia??bym podkre??li?. Przede wszystkim, pracuje si? z ufno??ci?, wstaje si? rano do pracy z ufno??ci?. A na drugim miejscu, nie traci si? czasu na pe??ne krytycyzmu i w?tpliwo??ci roztrz?sanie problem??w, na sceptycyzm i pow?tpiewania. Nadzieja pok??adana w Nim, to znaczy odczucie Jego spojrzenia, przenikaj?cej mnie mi??o??ci, u??cisku Jego r?k, zbawienia przez Jego krew, oznacza urzeczywistnianie si? codzienno??ci, nape??nionej - poj?t? egzystencjalnie - cielesno??ci?, cielesno??ci? coraz bardziej przejrzyst? i dok??adn?, to znaczy, coraz bardziej trwa??? w swojej warto??ci, tak, ??e nie wspominam ze smutkiem tego, co wydarzy??o mi si? dziesi?? albo dwadzie??cia lat temu, poniewa?? posiadam to jeszcze teraz.

Chodzi tu o to, co sugeruje nam pewien fragment liturgii, kolekta ze mszy z XX niedzieli okresu zwyk??ego. Streszczona w niej zosta??a ca??a dynamika takiego chrze??cija??skiego ??ycia: wobec samych siebie, i st?d wobec w??asnego przeznaczenia, poniewa?? cz??owiek jest okre??lony przez swoje przeznaczenie; wobec innych, gdy?? cz??owiek okre??lony jest przez mi??o???, kt??r? niesie innym, jest okre??lony przez uczucie kt??re prze??ywa, wed??ug ca??ej gamy mo??liwo??ci, pocz?wszy od ??arliwej sympatii a sko??czywszy na nienawi??ci; wobec rzeczy. W tej modlitwie jest zatem przedstawiona chrze??cija??ska dynamika wi?zi z tym co rzeczywiste, dynamika kt??ra zaczyna si? od siebie, od ??wiadomo??ci w??asnego przeznaczenia, i urzeczywistnia si? poprzez ca??? afektywno???, jaka w r????ny spos??b k??adzie si? na nasze oblicze i obecno??? innych, i przenika wszystkie rzeczy celem wykorzystania ich w w?dr??wce: "Prosimy Ci?, Panie, aby??my mi??uj?c Ciebie we wszystkim i ponad wszystko, otrzymali obiecane dziedzictwo, kt??re przewy??sza wszelkie pragnienia".

??Kochaj?c Ci? we wszystkim": nie pomija si? nawet jednego w??osa na g??owie. Czysto???, kt??r? On przyni??s?? ??wiatu, kt??r? przynosi w moj? codzienno??? zaraz po porannym przebudzeniu, jest mi??o??ci? do wszystkiego. Przede wszystkim wi?c chodzi o nie-omijanie i nie-eliminowanie czegokolwiek".

Ale uwaga, "kochaj?c Ci? we wszystkim i ponad wszystko". To "ponad" jest przeciwie??stwem tego, co zwyk??o si? rozumie? jako ponad, oznacza wewn?trzwszystkiego, w taki spos??b, ??eby kochaj?c rzeczy doj??? a?? do Ciebie. Poniewa?? je??li cz??owiek kochaj?c kobiet? nie dochodzi do Ciebie, to znaczy, ??e jej nie kocha, jego zapa?? psuje si?, jest zepsuty ju?? od samego pocz?tku. Je??li cz??owiek zafascynowany swoj? prac? nie przenika obiektu i sposobu swojej pracy tak, aby doj??? do przeczucia Twojego doskona??ego oblicza, kt??re oczekuje nas (jak "Kr??l straszliwego majestatu") w momencie ostatniego ruchu wios??em, aby??my mogli dosta? si? na drugi brzeg, je??li kocha rzeczy, kt??rych u??ywa w pracy bez szukania Twego w nich oblicza, to wnosi do ucisku ??wiata jeszcze jedno k??amstwo, cho?by nawet otrzyma?? nagrod? Nobla.

"Aby??my mogli otrzyma? obiecane dziedzictwo, kt??re przewy??sza wszelkie pragnienia" Owe obiecane przez Niego dobra, przewy??szaj?ce wszelkie pragnienie, nie znajduj? si? gdzie?? na ko??cu, ale znajduj? si? ju?? w ??rodku. Kochaj?c Ci? we wszystkim, to znaczy kochaj?c ka??d? rzecz, tak ??eby doj??? do poznania, do przeczucia, dotkni?cia w ciemno??ciach Twego oblicza, dobro, kt??rego chc? dla osoby kochanej, dla mnie samego, dla pracy, dla rzeczy, dla ??wiata, przewy??sza wszelkie pragnienia.

Wszystko to musimy mie? na uwadze. ??On zbawi?? ??wiat", ju?? go zbawi??, dlatego owo zbawienie ju?? si? zacz???o, owa czysto???, ??w smak relacji do samych siebie, wi?zi z osob? kochan?, z obcym, z jak?kolwiek rzecz?, kt??rej u??ywamy i dotykamy, z najodleglejsz? gwiazd? na niebie - kt??ra przewy??sza wszelkie mo??liwe pragnienie - ju?? teraz si? urzeczywistnia, jest obietnic? bardziej intensywnego ??ycia. Kochaj?c Ci? wewn?trz wszystkiego, nie zatrzymuj?c si? na zjawiskach, ale zmierzaj?c ku drugiemu brzegowi wszystkiego, kt??rym jeste?? Ty, musimy ??y? dan? nam przez Ciebie obietnic?, to znaczy otrzyma? mamy obiecane przez Ciebie dobra, kt??re przewy??szaj? wszelkie pragnienia. "Kto kocha ojca albo matk? bardziej ni?? mnie, nie jest mnie godzien. Kto za?? opuszcza ojca, matk?, brata, siostr? z mojego powodu... b?dzie mia?? stokro? wi?cej"... To znaczy sto razy bardziej kocha siebie samego i swoje ub??stwo, obejmuje z mi??o??ci?, sto razy bardziej, swoj? n?dz?, pragnie, d???y, kroczy ze sto razy wi?ksz? pasj? ku swojemu przeznaczeniu.

Kocha? kobiet? albo m???czyzn?, koleg? i cudzoziemca, stokro? bardziej; kocha? rzeczy, kt??re trzymamy w r?kach stokro? bardziej, przebacza? sobie, innym, wszystkim i wszystkiemu, stokro? bardziej; obejmowa? ??wiat stokro? bardziej, przenika? wszystko stokro? bardziej: to zosta??o nam dane, poniewa?? On nie szuka?? wykr?t??w, nie obwinia??, ale zbawi?? ??wiat. Zbawi? znaczy zachowa?. Pomy??lmy jak wszystko nas poci?ga, mniej lub bardziej. Zbawi? oznacza zachowa? ??w poci?g, przelotny albo intensywny, aby trwa??. To On go zachowuje. Wi?cej, ??Kto idzie za mn? b?dzie mia?? ??ycie wieczne", to znaczy b?dzie mia?? na zawsze to, co kocha, "i stokro? wi?cej tutaj", czyli zacznie cieszy? si? obiecanymi dobrami ju?? tutaj. Nasze ??ycie jest inne (kto my??li w ten spos??b?) ale prawdziwe. Prawda przeciwstawia si? fa??szowi. Trzeba wi?c by? uwa??nymi, poniewa?? owa wielka alternatywa pomi?dzy Chrystusem a ??wiatem, rozgrywa si? w nas ka??dego dnia. Przy czym istnieje pewna przestrze?? ochronna: wsp??lnota.

t??um. ks. Joachim Waloszek

 


Polska strona Ruchu CL   |   Kontakt z redakcją