Ślady, numer 2 / 2010 (marzec / kwiecieĹ) Spotkania. Bernhard Scholz
Z towarzystwa â dzieĹo W ostatnim numerze âĹladĂłwâ opublikowaliĹmy krĂłtki tekst poĹwiÄcony spotkaniu z Bernhardem Scholzem, szefem stowarzyszenia Compagnia delle Opere (CDO â Towarzystwo DzieĹ), dyrektorem generalnym CDO Enrico BiscagliÄ
oraz odpowiedzialnym za wspĂłĹpracÄ miÄdzynarodowÄ
CDO Maurizio Giuliano. OdbyĹo siÄ ono w Warszawie 28 stycznia tego roku. PoniĹźej, zgodnie z zapowiedziÄ
, przytaczamy obszerne fragmenty rozmowy, ktĂłra odbyĹa siÄ podczas tego spotkania
Jacek Grzelak: PomysĹ tego spotkania zrodziĹ siÄ ze zwykĹej ludzkiej fascynacji, przyglÄ
dania siÄ osobom, ktĂłre z innym niĹź ja nastawieniem patrzÄ
na pracÄ. Chyba nie tylko moim doĹwiadczeniem jest wykonywanie pracy po to, aby zarobiÄ pieniÄ
dze, utrzymaÄ rodzinÄ, ewentualnie znaleĹşÄ satysfakcjÄ z oddawania siÄ swojej pasji. SÄ
jednak osoby, ktĂłre w swojej pracy widzÄ
coĹ wiÄcej i okazuje siÄ, Ĺźe jest to coĹ bardzo zbieĹźnego z pragnieniami, ktĂłre czĹowiek nosi w sercu. Dlatego po kilku rozmowach z Bernhardem Scholzem pomyĹlaĹem o zaproszeniu go, aby wĹaĹnie takim spojrzeniem z nami siÄ podzieliĹ.
Bernhard Scholz: Jacek powiedziaĹ przed chwilÄ
, Ĺźe wiele osĂłb traktuje pracÄ tylko jako sposĂłb zarabiania pieniÄdzy. WyjdĹşmy wiÄc od tego. JeĹźeli pewna osoba pracuje tylko dla pieniÄdzy, ale jeĹźeli traktuje na serio swojÄ
pracÄ, musi zrozumieÄ, Ĺźe staje przed niÄ
wiele pytaĹ, z ktĂłrymi musi siÄ zmierzyÄ. Musi podejmowaÄ decyzje na poziomie finansowym, musi mieÄ kontakty z klientami, relacje ze wspĂłĹpracownikami, zmierzyÄ siÄ z problemami zwiÄ
zanymi z produkcjÄ
. W zwiÄ
zku z tym osoba ta odkrywa, Ĺźe ciÄ
gle angaĹźuje siÄ w pewnÄ
grÄ. JeĹźeli ktoĹ taki nie jest gĹupcem, musi prÄdzej czy później zapytaÄ: jaki jest cel tego, co robiÄ? PieniÄ
dze nie sÄ
wystarczajÄ
cÄ
odpowiedziÄ
na to pytanie. To jest jeden z powodĂłw, dla ktĂłrych czÄsto spotykamy ludzi bardzo bogatych, ktĂłrzy przeĹźywajÄ
powaĹźnÄ
depresjÄ, albo pracoholikĂłw, dla ktĂłrych praca staĹa siÄ narkotykiem. Praca jest wiÄc ciÄ
gĹym wyzwaniem dla naszego Ĺźycia. Takie zaĹoĹźenie nie jest czymĹ abstrakcyjnym, ale czymĹ, co przeĹźywamy na poziomie egzystencjalnym.
Ukazuje to wĹaĹnie obecny kryzys finansowy. ZrodziĹ siÄ on bowiem z sytuacji, w ktĂłrej zysk przestaĹ byÄ instrumentem, narzÄdziem, ale staĹ siÄ celem samym w sobie. Ale po to, aby nie daÄ siÄ wpÄdziÄ w takie rozumienie zysku â jako celu samego w sobie â potrzeba jasnej postawy ludzkiej. Jak moĹźna takÄ
prawdziwÄ
postawÄ ludzkÄ
zachowaÄ w Ĺwiecie ekonomii? Jak postÄpowaÄ wobec trudnoĹci ekonomicznych? Towarzystwo DzieĹ (CDO) zrodziĹo siÄ wĹaĹnie jako prĂłba odpowiedzi na takie pytania.
Kto pracuje, ma teĹź i pytania. Pytania dotyczÄ
ce siebie samego czy teĹź decyzji, ktĂłre musi podejmowaÄ. Ale potrzebuje teĹź konkretnej pomocy na poziomie finansowym. CDO nie ma wiÄc na celu wyĹÄ
cznie podtrzymywanie ideaĹu, ale rĂłwnieĹź â dziÄki wypracowanym instrumentom â chce udzielaÄ konkretnej pomocy osobom zaangaĹźowanym w pracÄ. Chodzi tu wiÄc o relacjÄ przyjacielskÄ
, w ktĂłrej osoby wspomagajÄ
siÄ nawzajem na poziomie rozpoznania ideaĹu, ale takĹźe na poziomie konkretnych potrzeb.
Chcemy jednak mieÄ do czynienia z osobami wolnymi i odpowiedzialnymi. Aby byÄ wolnÄ
i odpowiedzialnÄ
, osoba potrzebuje relacji, ktĂłre bÄdÄ
jÄ
wspieraÄ â nie zastÄpowaÄ, ale wspieraÄ. To jest sposĂłb, w jaki dziaĹa CDO. To jest nasz wkĹad w spoĹeczeĹstwo, poniewaĹź wspĂłlnota jest spoĹeczna wĂłwczas, gdy tworzÄ
jÄ
Ĺźywe, odpowiedzialne osoby.
Jacek Grzelak: ChciaĹbym, aby podczas tego spotkania wybrzmiaĹo to, co mnie bardzo poruszyĹo, to, o co pytaĹem Bernharda i jego przyjaciĂłĹ: czym jest dzieĹo? Jak rozumiane jest przez Ciebie zaangaĹźowanie czĹowieka, jego aktywnoĹÄ?
Bernhard Scholz: KaĹźdy z nas pragnie, by mĂłc wyraziÄ siebie samego, by coĹ tworzyÄ. Praca jest sposobem, aby realizowaÄ to pragnienie. Nie jest jednak odpowiedziÄ
na pragnienie, ktĂłre w sobie noszÄ. JeĹźeli mam posprzÄ
taÄ pokĂłj, to dajÄ tym samym pewien wkĹad w piÄkno Ĺwiata. Zatem cokolwiek byĹmy robili, ma to zwiÄ
zek ze wszystkim innym. Zadanie posprzÄ
tania pokoju mogÄ podjÄ
Ä z przymusu â ale wtedy moja osoba nie wyraĹźa siÄ w tej czynnoĹci, stajÄ siÄ niewolnikiem pracy. Ale mogÄ teĹź podjÄ
Ä sprzÄ
tanie pokoju, jako swĂłj udziaĹ w czymĹ wiÄkszym. W doĹwiadczeniu chrzeĹcijaĹskim owo sprzÄ
tanie pokoju staje siÄ relacjÄ
z NieskoĹczonoĹciÄ
. W sposobie, w jaki sprzÄ
tam, wyraĹźam relacjÄ ze StwĂłrcÄ
, poniewaĹź jestem wĂłwczas w relacji z Tym, ktĂłry mnie stworzyĹ. Tak wiÄc praca, jakakolwiek by ona nie byĹa, jest relacjÄ
, dialogiem z Tym, ktĂłry zechciaĹ, abym w tym momencie byĹ w tym miejscu. W tej perspektywie kaĹźda chwila Ĺźycia nabiera wartoĹci nieskoĹczonej â nie jestem juĹź niewolnikiem ani buntownikiem, ale sobÄ
samym czyniÄ
cym ten najprostszy gest. DoĹwiadczenie chrzeĹcijaĹskie jest z mojego punktu widzenia jedynym sposobem przeĹźywania pracy bez poczucia alienacji, ktĂłre pojawia siÄ wĂłwczas, gdy to, co robiÄ, nie ma znaczenia dla mnie ani dla Ĺwiata. GubiÄ siÄ wtedy i stajÄ siÄ wyobcowany.
DoĹwiadczenie chrzeĹcijaĹskie natomiast nadaje znaczenie kaĹźdej rzeczy, ktĂłrÄ
czyniÄ. KaĹźda praca nabiera godnoĹci. Jak mĂłwiĹ o tym Ojciec ĹwiÄty w ParyĹźu: âPrzed chrzeĹcijaĹstwem praca byĹa zajÄciem dla niewolnikĂłw, dziÄki Ĺw. Benedyktowi staĹa siÄ modlitwÄ
â.
ChrzeĹcijaĹstwo pozwala przeĹźywaÄ Ĺźycie dogĹÄbnie, bez zagubienia siÄ. ChrzeĹcijaĹstwo nie mĂłwi, Ĺźe trzeba uciec od rzeczywistoĹci, aby staÄ siÄ sobÄ
, jak czyniÄ
to religie Wschodu. Nie mĂłwi, Ĺźe naleĹźy wycofaÄ siÄ do poziomu spirytualizmu, aby nie zabrudziÄ sobie rÄ
k. MĂłwi natomiast: rzeczywistoĹÄ jest ci dana, abyĹ mĂłgĹ, angaĹźujÄ
c swoje talenty w relacjÄ z rzeczywistoĹciÄ
, staÄ siÄ bardziej sobÄ
. (...)
Praca jest wielkÄ
sposobnoĹciÄ
, aby poprzez zwiÄ
zany z niÄ
trud stawaÄ siÄ bardziej sobÄ
. Z tego punktu widzenia podejmowanie powtarzajÄ
cej siÄ codziennie pracy moĹźe byÄ czynem heroicznym. MoĹźesz wzrastaÄ, zmywajÄ
c naczynia, ale moĹźesz teĹź popaĹÄ w depresjÄ. ZaleĹźy to od koncepcji, jakÄ
przyjmiesz wobec samego siebie.
ZauwaĹźmy, Ĺźe bankierzy, ktĂłrzy doprowadzili do kryzysu i dla ktĂłrych zysk staĹ siÄ przedmiotem zaangaĹźowania, nie uczynili tego, poniewaĹź byli Ĺşli sami z siebie. PodejmujÄ
c pewne decyzje, wydawaĹo im siÄ, Ĺźe robiÄ
dobrze. Byli jednak samotni na poziomie egzystencjalnym. Mieli z pewnoĹciÄ
wielu przyjaciĂłĹ, ale zabrakĹo im przyjaĹşni, ktĂłra pozwoliĹaby im wzrastaÄ w prawdziwej ludzkiej postawie.
Wpadli w puĹapkÄ, w ktĂłrÄ
zresztÄ
wielu z nas rĂłwnieĹź by wpadĹo: ciekawe bowiem, kto by siÄ powstrzymaĹ, gdyby od jednego klikniÄcia zaleĹźaĹo zarobienie dodatkowych 100 000 euro... Od takiej pokusy wszystko siÄ zaczyna. Aby jej nie ulec, musisz zrozumieÄ, Ĺźe istnieje coĹ wiÄcej, coĹ, co ma wiÄksze znaczenie niĹź to, co oferuje pokusa. ChrzeĹcijanin bowiem nie jest kimĹ, kto mĂłwi: tego mi nie wolno zrobiÄ, bo jest to brzydka rzecz, ale mĂłwi: jest coĹ lepszego. (...)
MiĹosz Greszta: Czym jest CDO â miejscem, ktĂłre ma mi pomĂłc odkryÄ sens mojej pracy, czy raczej narzÄdziem, ktĂłre wspomaga mnie w rozwoju biznesu? Jak dbaÄ o to, aby powĂłd bycia w CDO byĹ trwaĹy i stabilny? W listopadzie na spotkaniu CDO ksiÄ
dz CarrĂłn powiedziaĹ, Ĺźe przyjaźŠrodzÄ
ca siÄ ze wspĂłlnych interesĂłw ekonomicznych czÄsto trwa wyĹÄ
cznie dlatego, Ĺźe jest uĹźyteczna... Jak tego uniknÄ
Ä?
Bernhard Scholz: JeĹli osoby sÄ
ze sobÄ
tylko ze wzglÄdu na wspĂłlne interesy, to zwiÄ
zek ten trwa dokĹadnie tak dĹugo, jak dĹugo trwa interes. OczywiĹcie moĹźna spotkaÄ CDO wĹaĹnie z pobudek ekonomicznych, poniewaĹź CDO wspiera rĂłwnieĹź osoby na poziomie ekonomicznym, co jest oczywiste, bo Ĺźadna firma samodzielnie sobie nie poradzi. Jednak sposĂłb, w jaki ta pomoc jest udzielana, pozwala zrozumieÄ na przykĹad, Ĺźe celem funkcjonowania firmy nie jest osiÄ
gniÄcie zysku, ale uczynienie dobra dla innych ludzi. TworzÄ
c miejsca pracy, wspomagasz rodziny osĂłb zatrudnionych, dajÄ
c im Ĺrodki do Ĺźycia. Wspomagasz rĂłwnieĹź rozwĂłj miejsca, w ktĂłrym mieszkasz, budujÄ
c wĹrĂłd pracownikĂłw poczucie odpowiedzialnoĹci. Celem dziaĹalnoĹci firmy jest teĹź funkcjonowanie w czasie. Zysk musi sĹuĹźyÄ firmie, ta jednak nie powinna byÄ jemu zupeĹnie podporzÄ
dkowana. Zysk jest niezbÄdny, bez niego bowiem firma przestaje istnieÄ, ale cel jest inny â jest nim Ĺźycie firmy.
To, co jest prawdziwe dla osoby, jest prawdziwe dla ekonomii, a co jest prawdÄ
w ekonomii, jest prawdziwe dla osoby. To oczywiĹcie nie realizuje siÄ natychmiast, ale dÄ
Ĺźymy do tego, aby to siÄ speĹniĹo i dlatego teĹź pomagamy sobie nawzajem. SzkoĹa wspĂłlnoty sĹuĹźy wĹaĹnie temu, byĹmy uczyli siÄ tego, kim jesteĹmy i dla kogo Ĺźyjemy. Ten, kto naprawdÄ Ĺźyje SzkoĹÄ
wspĂłlnoty, ma wiele pytaĹ dotyczÄ
cych codziennoĹci, w tym takĹźe pracy. JeĹźeli takich pytaĹ nie ma, to znaczy, Ĺźe nigdy na powaĹźnie nie przeĹźyĹ SzkoĹy wspĂłlnoty. Ten, kto przeĹźywa doĹwiadczenie chrzeĹcijaĹskie wewnÄ
trz charyzmatu ksiÄdza Giussaniego, pozwala siÄ poddaÄ wyzwaniom rzeczywistoĹci, nie stoi obok, ale wchodzi w Ĺrodek spraw. Dlatego Ĺźyjemy w ciÄ
gĹym dialogu z Tym, kto zna odpowiedzi na te pytania.
MnĂłstwo pytaĹ ma ktoĹ, kto ma ĹźonÄ, dzieci... Gdyby nie miaĹ pytaĹ, znaczyĹoby to, Ĺźe Ĺźona i dzieci w ogĂłle go nie obchodzÄ
. Podobnie wiele pytaĹ ma ten, kto Ĺźyje w Ĺwiecie ekonomii â na przykĹad dotyczÄ
cych sposobĂłw zorganizowania firmy, inwestowania pieniÄdzy, relacji z klientami itd. â i powinien znaleĹşÄ miejsce, w ktĂłrym moĹźe te pytania postawiÄ. CDO nie jest jednak miejscem powtarzania SzkoĹy wspĂłlnoty. Jest to natomiast narzÄdzie dla tego, kto naprawdÄ podejmuje SzkoĹÄ wspĂłlnoty. PrzeĹźywanie rzeczywistoĹci oznacza podejmowanie Ĺźycia, zderzanie siÄ z nim. Dlatego potrzebna jest konkretna obecnoĹÄ przyjaciĂłĹ, ktĂłrzy bÄdÄ
ci pomagaÄ.
Enrico Biscaglia, dyrektor generalny CDO: Towarzystwo DzieĹ jest ogromnÄ
organizacjÄ
i zakres usĹug, ktĂłre ĹwiadczÄ
sobie czĹonkowie CDO, jest bardzo duĹźy. Jednak wszystko to zaczÄĹo siÄ od przyjaciĂłĹ, ktĂłrzy na poczÄ
tku podjÄli inicjatywÄ i wziÄli na siebie ryzyko oraz odpowiedzialnoĹÄ za niÄ
. Stworzyli rzecz, ktĂłrej w przeciwnym razie dziĹ by nie byĹo. Ta organizacja jest dla wszystkich bardzo poĹźyteczna. PoszczegĂłlne dzieĹa rodzÄ
siÄ z inicjatywy, kiedy to wobec konkretnych pytaĹ i spraw grupa osĂłb â przyjacióŠbierze sprawÄ w swoje rÄce.
Asia Maliszewska: Moja dozorczyni, ktĂłra w dzieĹ ĹwiÄ
teczny odĹnieĹźaĹa chodniki, powiedziaĹa do mnie: âNawet w ĹwiÄta nie dajÄ
mi spokojuâ. Nie krytykujÄ
c tej kobiety, zasmuciĹam siÄ jej postawÄ
. Nie pomyĹlaĹa o tym, Ĺźe swojÄ
pracÄ
pomaga wielu osobom, ktĂłre dziÄki niej bÄdÄ
mogĹy swobodnie przejĹÄ i na przykĹad nie zĹamiÄ
sobie nogi. Ale zastanowiĹam siÄ, czy przypadkiem ja teĹź nie zachowujÄ siÄ w podobny sposĂłb. Moja praca nie jest pracÄ
dla zarobku. Jest hobby, pasjÄ
. Ale czasami dominuje we mnie postawa narzekania, zwÄ
tpienia, zmÄczenia â to one biorÄ
gĂłrÄ. ChciaĹabym wobec tego spytaÄ, jak ĹźyÄ i jak pracowaÄ, Ĺźeby rzeczywiĹcie praca byĹa pasjÄ
, radoĹciÄ
, i Ĺźeby inni teĹź to czuli? Co robiÄ, Ĺźeby nie popadaÄ w zmÄczenie, znudzenie?
Bernhard Scholz: Pierwszym warunkiem jest to, Ĺźeby nie cenzurowaÄ Ĺźadnej okolicznoĹci, ktĂłra pojawia siÄ w pracy. Praca stawia nas wobec daru dĂłbr, ktĂłre otrzymaliĹmy. Dany jest nam przede wszystkim rozum, zdolnoĹci â kaĹźdy ma swoje wĹasne talenty: zdolnoĹÄ tworzenia, organizacji, znajdowania nowych rozwiÄ
zaĹ czy bycia przekonujÄ
cym. Mamy jednak rĂłwnieĹź nasze ograniczenia: mÄczymy siÄ, gubimy, narzekamy. Praca staje siÄ albo zamkniÄciem, jedynie wyrazem siebie samego, albo staje siÄ otwarciem. JeĹli przyjmujÄ pytania, ktĂłre stajÄ
przede mnÄ
â mogÄ wzrastaÄ, mogÄ pytaÄ. JeĹźeli wiÄc noszÄ w sobie pytanie o sens pracy, to sĹowa wypowiedziane przez paniÄ
odgarniajÄ
cÄ
Ĺnieg stajÄ
siÄ interesujÄ
ce. JeĹli jednak nie noszÄ w sobie Ĺźadnego pytania, jej sĹowa sÄ
mi obojÄtne.
Jak mĂłwiĹem wczeĹniej, CDO jest dla osĂłb, ktĂłre traktujÄ
swojÄ
pracÄ na serio. Podobnie jest z Ruchem CL â jest on tym bardziej interesujÄ
cy dla osoby, ktĂłra nosi w sobie pytania wobec rzeczywistoĹci, w innym przypadku staje siÄ nudnym rytuaĹem. Trzeba wiÄc przeĹźywaÄ rzeczywistoĹÄ do gĹÄbi, z caĹÄ
jej dramatycznoĹciÄ
. (...)
Tylko pochylajÄ
c siÄ nad szczegĂłĹem, moĹźemy zaangaĹźowaÄ caĹych siebie. Nasz profesjonalizm staje siÄ wyrazem naszego czĹowieczeĹstwa. W innym przypadku jest to podÄ
Ĺźanie za reguĹami, ktĂłre nie majÄ
nic wspĂłlnego z mojÄ
osobÄ
. Dodajmy jeszcze, Ĺźe problem pracy to nie jest problem tego, co mi siÄ podoba lub nie. KaĹźdy, kto pracuje dĹuĹźej, prÄdzej czy później ma z tym problem. To âpodobanieâ przychodzi i odchodzi. Do tego dochodzi kwestia speĹnienia, ktĂłre nie bierze siÄ z tego, Ĺźe praca nam siÄ podoba, ale z tego, Ĺźe dziÄki pracy doĹwiadczam wzrostu mojej osoby. Dlaczego ktoĹ bierze za coĹ odpowiedzialnoĹÄ? Na przykĹad jak Jacek i MiĹosz, chociaĹźby za zorganizowanie tego spotkania. Kto ich o to prosiĹ? Co bÄdÄ
z tego mieli? SkÄ
d bierze siÄ ta darmowoĹÄ w ich postawie? PoĹwiÄcajÄ
na to swĂłj czas i pieniÄ
dze, poniewaĹź rozumiejÄ
, Ĺźe czymĹ lepszym jest podjÄcie siÄ tego, niĹź niepodejmowanie. PrzeczuwajÄ
, Ĺźe poprzez trud, ktĂłry podejmujÄ
, bÄdÄ
bardziej speĹnieni. RozumiejÄ
, Ĺźe trud ten stwarza jakieĹ dobro, coĹ pozytywnego.
Dlaczego jakiĹ przedsiÄbiorca siada wieczorem z innym przedsiÄbiorcÄ
i majÄ
c juĹź setki swoich problemĂłw, chce jeszcze rozmawiaÄ o jego problemach? Dlaczego inni pomagajÄ
z kolei poszukujÄ
cym pracy? SkÄ
d taka darmowoĹÄ w ich postawie? PoniewaĹź doĹwiadczyli, Ĺźe kiedy dajÄ
coĹ z siebie, czujÄ
siÄ bardziej speĹnieni, bardziej sobÄ
, prawdziwsi.
W encyklice spoĹecznej papieĹźa znajduje siÄ pewne zdanie: âDarmowoĹÄ jest nieodĹÄ
cznÄ
czÄĹciÄ
ekonomiiâ. Dlaczego? PrzecieĹź Ĺźyjemy w Ĺwiecie peĹnym kontraktĂłw, umĂłw, gdzie wszystko jest zapisane: obowiÄ
zki i wzajemne zobowiÄ
zania. Co ma z tym wspĂłlnego postawa darmowoĹci?
WyobraĹşcie sobie firmÄ, przedsiÄbiorstwo, instytucjÄ, gdzie ktoĹ pracuje i robi tylko to, co ma zapisane w umowie. Nie sĹucha juĹź kogoĹ, kto ma problemy; nie przedĹuĹźy swojej pracy nawet o piÄÄ minut, aby dokoĹczyÄ jakiĹ detal, aby byĹ jeszcze lepszy; nie przeciwstawi siÄ bezsensownym decyzjom kierownika itd. Taka firma prÄdzej czy później zginie. CzĹowiek nie wyczerpuje siÄ w speĹnianiu obowiÄ
zkĂłw. Musi mieÄ miejsce, w ktĂłrym daje siebie w sposĂłb darmowy. I nie chodzi o to, Ĺźe powinniĹmy wszystko dobrze zorganizowaÄ i dobrze sformuĹowaÄ kontrakty. Bo nawet najlepsza organizacja jedynie poprzez ĹcisĹe wypeĹnianie obowiÄ
zkĂłw nie jest w stanie produkowaÄ lepiej, byÄ dobrÄ
firmÄ
. Potrzeba czegoĹ wiÄcej...
Pytanie z sali: W jaki sposĂłb firmy zrzeszone w CDO stawiajÄ
czoĹa kryzysowi? Czy zostaĹy wypracowane jakieĹ wspĂłlne instrumenty, sposoby dziaĹania, ktĂłre pomagajÄ
firmom dotkniÄtym kryzysem?
Enrico Biscaglia: Kiedy rozpoczÄ
Ĺ siÄ kryzys, Bernhard wysĹaĹ list do wszystkich czĹonkĂłw CDO z kilkoma uwagami, pomagajÄ
c w ten sposĂłb kaĹźdemu w poczynieniu pewnych refleksji. Po pierwsze, Ĺźeby kaĹźdy w czasie kryzysu bardzo dokĹadnie przyjrzaĹ siÄ wĹasnej firmie. NastÄpnie, Ĺźeby obserwowaÄ dokĹadnie, co zmienia siÄ na rynku; w koĹcu â by zwrĂłciÄ siÄ o pomoc do osĂłb, z ktĂłrymi siÄ wspĂłĹpracuje. List ten zostaĹ przyjÄty przez wielu pracodawcĂłw, wĹaĹcicieli firm â zorganizowali oni w swoich firmach spotkania, ktĂłrych punktem wyjĹcia byĹ wĹaĹnie list Bernharda. Starali siÄ wspĂłlnie przeanalizowaÄ sytuacjÄ. To, co opowiadali o tych spotkaniach, byĹo dla nas wielkim zaskoczeniem. Podam kilka przykĹadĂłw. Osoby zatrudnione w tych firmach, wobec ryzyka, Ĺźe na skutek kryzysu firma moĹźe upaĹÄ, byĹy skĹonne przedĹuĹźyÄ swĂłj czas pracy albo go skrĂłciÄ. Zgodzili siÄ na zmniejszenie czasu pracy, aby liczba pracownikĂłw nie ulegĹa redukcji. W niektĂłrych przypadkach pracownicy sami decydowali siÄ na to, Ĺźeby zmniejszyÄ swoje wynagrodzenie, chociaĹź nadal pracowali przez tyle samo godzin.
Bardzo poruszyĹ mnie teĹź sposĂłb, w jaki zaangaĹźowaĹy siÄ caĹe rodziny we WĹoszech, gdzie dziaĹa bardzo duĹźo firm rodzinnych, a nieczÄsto siÄ zdarza, by ktoĹ, kto ma firmÄ, mĂłgĹ liczyÄ na rodzinÄ. Zderzenie z kryzysem, postawa wobec niego byĹa siÄgniÄciem po siĹy, ktĂłrych wczeĹniej nie widziaĹem. DoprowadziĹo to do odzyskania tej ĹwiadomoĹci, o ktĂłrej wczeĹniej mĂłwiĹ Bernhard â wĹaĹnie dziÄki zaangaĹźowaniu w to, co robiÄ. Wtedy staje siÄ jasne to, co ma znaczenie, oraz to, co moĹźesz straciÄ. OkazaĹo siÄ, Ĺźe nie moĹźesz siÄ oprzeÄ na tym, co wydawaĹo ci siÄ, Ĺźe ma znaczenie, Ĺźe jest pewne. StraciĹeĹ na kryzysie finansowo, ale nadal Ĺźyjesz.
WykonaliĹmy rĂłwnieĹź olbrzymiÄ
pracÄ, aby pomĂłc sobie nawzajem. W szczegĂłlnoĹci w kontaktach z bankami, a takĹźe na poziomie wspĂłĹpracy firm z tych samych branĹźy, aby wypracowaÄ wspĂłlne rozwiÄ
zania. ZakoĹczÄ takim podsumowaniem. ZrodziĹa siÄ inicjatywa o nazwie Matching. Jest to rodzaj targĂłw, spotkania przemysĹowcĂłw, wĹaĹcicieli firm. Uczestniczy w nim okoĹo 2000 przedsiÄbiorcĂłw, ktĂłrzy w ciÄ
gu trzydniowego spotkania majÄ
okazjÄ poszukaÄ kontrahentĂłw i dostawcĂłw. Kiedy zorganizowaliĹmy to spotkanie w ubiegĹym roku â gdy kryzys juĹź trwaĹ â zauwaĹźyliĹmy, Ĺźe uczestnicy mieli w sobie duĹźo zaufania i nadziei na przyszĹoĹÄ. ByĹo to odmienne od tego, co dziaĹo siÄ w caĹym otoczeniu, we wĹoskiej gospodarce. ByĹo widaÄ odmiennoĹÄ wzajemnych relacji. Te zaĹ byĹy budowane na doĹwiadczeniu, ktĂłre nazywamy CDO. Jest to rzeczywistoĹÄ, ktĂłra pozwala po ludzku stanÄ
Ä w obliczu takich wydarzeĹ jak kryzys i odnaleĹşÄ nadziejÄ.
Mirek Januszko: ChciaĹbym zapytaÄ o poczÄ
tek Towarzystwa DzieĹ oraz czy zasadne jest oczekiwanie od CDO konkretnej pomocy, na przykĹad podatkowej lub prawnej, przekazanie kontaktu biznesowego? Czy CDO w Polsce moĹźe i powinno ĹwiadczyÄ takÄ
pomoc?
Bernhard Scholz: Istnienie CDO zaczÄĹo siÄ od tego, Ĺźe pewna osoba nie wiedziaĹa, jak ma sprzedaÄ swoje wino. KsiÄ
dz Giussani poprosiĹ swoich przyjaciĂłĹ, by jej w tym pomogli. W efekcie pojawiĹa siÄ moĹźliwoĹÄ utworzenia sieci sprzedaĹźy wina. Ale my nie zrobiliĹmy tego zamiast tej osoby, ktĂłra potrzebowaĹa wsparcia. PomogliĹmy jej poznaÄ lepiej produkt, jakim jest wino, oraz rynek wina. PrzekazaliĹmy informacjÄ, a przede wszystkim podpowiedzieliĹmy, jak do potrzebnych informacji dotrzeÄ. I to jest sedno dziaĹalnoĹci CDO.
ByĹoby wiÄc lepiej, gdyby osoba, ktĂłra ma oczekiwania wobec CDO, rozpoczÄĹa od siebie. JeĹźeli masz problem z bankiem, musisz wziÄ
Ä inicjatywÄ w swoje rÄce. ZwoĹaj jeszcze kilku przedsiÄbiorcĂłw, ktĂłrzy majÄ
ten sam problem i zorganizujcie spotkanie z dyrektorem banku. JeĹźeli potrzeba, zwoĹajcie 50 podobnych przedsiÄbiorcĂłw i podpiszcie umowÄ kredytowÄ
na dogodnych dla was zasadach. Jak powiedziaĹ przed chwilÄ
Enrico, CDO pojawia siÄ w momencie, gdy ktoĹ bierze inicjatywÄ w swoje rÄce i zaprasza do niej innych. To jest oryginalna dynamika. Wszystko bierze siÄ stÄ
d, Ĺźe ktoĹ mĂłwi âjaâ. Wszystko zawsze rodzi siÄ z tego punktu. Wobec konkretnej sytuacji ktoĹ musi zaczÄ
Ä. PiÄkno CDO polega na tym, Ĺźe pomaga ono temu, kto takÄ
inicjatywÄ wykazuje.
Wszystkie wielkie dzieĹa w chrzeĹcijaĹstwie zaczynaĹy siÄ od jakiegoĹ ĹwiÄtego. ZauwaĹźcie, ile osĂłb pociÄ
gnÄ
Ĺ za sobÄ
taki ĹwiÄty, angaĹźowaĹ je. Na przykĹad Ĺw. Tomasza z Akwinu, ktĂłry stworzyĹ ĹwiatowÄ
szkoĹÄ, poniewaĹź zaangaĹźowaĹ siÄ w dyskusjÄ ze swoimi studentami. CaĹa jego teologia powstaĹa w odpowiedzi na pytania, ktĂłre stawiali mu uczniowie. Zaczyna siÄ zawsze od pytania (quaestio), na ktĂłre jest odpowiedĹş (responsio). Taka jest teĹź dynamika rynku. Z odpowiedzi, ktĂłra rozwija siÄ milimetr po milimetrze, mogÄ
zrodziÄ siÄ rzeczy olbrzymie. JeĹli wychodzisz od prawdziwej potrzeby, nie moĹźesz nie stworzyÄ czegoĹ, co nie bÄdzie dobrem dla wszystkich.
Adrian Karczewicz: W Warszawie mamy takie doĹwiadczenie, ktĂłre moĹźna by nazwaÄ maĹym dzieĹem. Budujemy wspĂłlnie osiedle. Cztery rodziny z Ruchu i dwie spoza. I z tym wĹaĹnie zwiÄ
zane jest moje pytanie: dlaczego w naszych relacjach Ĺatwiej jest siÄ czasem dogadaÄ z osobÄ
spoza Ruchu, niĹź z jego czĹonkami. Z czego wynikajÄ
bĹÄdy w naszych relacjach?
Bernhard Scholz: JeĹli boli ciÄ brzuch, to szukasz lekarza, ktĂłry zna siÄ na chorobach brzucha, a nie lekarza z Ruchu. ChoÄ najlepiej gdyby byĹ i dobrym lekarzem, i byĹ w Ruchu. (Ĺmiech) DoĹwiadczenie takie jak nasze jest ze swojej natury otwarte na relacje ze wszystkimi. MogÄ was zapewniÄ, Ĺźe spotykam siÄ naprawdÄ z wieloma przedsiÄbiorcami. ZĚadnego z nich jednak nie pytam, czy jest z Ruchu, czy nie. Staram siÄ po prostu jak najlepiej odpowiadaÄ na ich pytania. OczywiĹcie czÄsto po sposobie, w jaki dana osoba siÄ wypowiada, moĹźna poznaÄ, Ĺźe jest z Ruchu. Spotykam teĹź jednak czÄsto osoby nie bÄdÄ
ce w Ruchu, ale prezentujÄ
ce wspaniaĹÄ
postawÄ ludzkÄ
. Nie w tym wiÄc leĹźy problem. Problemem jest bycie sobÄ
. I w tym wĹaĹnie ma nam pomĂłc Ruch. JeĹźeli mogÄ byÄ sobÄ
, to BĂłg uczyni ze mnÄ
to, co zechce. To On pomyĹli o tym, z kim mam siÄ spotkaÄ, a kogo nie spotkaÄ w Ĺźyciu. A ja chcÄ byÄ wolny i otwarty wobec wszystkiego.
Ruch wzmacnia w nas nieskoĹczone pragnienie, sprawia teĹź, Ĺźe przeĹźywamy do gĹÄbi bĂłl tego, kim nie jesteĹmy, a chcielibyĹmy byÄ. Ale przede wszystkim czyni nas wolnymi. I tylko to jest interesujÄ
ce dla Ĺwiata: widzieÄ osoby wolne, a nie obĹoĹźone warunkami. PoniewaĹź peĹno jest osĂłb bardziej zdolnych od nas, bardziej inteligentnych, z pewnoĹciÄ
bogatszych i majÄ
cych wiÄkszÄ
wĹadzÄ. Dlaczego my jesteĹmy interesujÄ
cy, dlaczego sami sobÄ
nawzajem siÄ zachwycamy? PoniewaĹź dana nam zostaĹa wolnoĹÄ. JesteĹmy wolni zarĂłwno wtedy, gdy odnosimy sukcesy, ale rĂłwnieĹź wtedy, gdy nam coĹ nie wychodzi. Bo rĂłwnieĹź sukces moĹźe byÄ rodzajem niewolnictwa. JesteĹmy teĹź zdolni przyjÄ
Ä innych takimi, jakimi sÄ
.
Opowiem wam caĹkiem ĹwieĹźy przykĹad, ktĂłry usĹyszaĹem od ksiÄdza CarrĂłna. W Ameryce spotkaĹ on pewnego lekarza, ktĂłry mu wyznaĹ: âJestem chrzeĹcijaĹskim psychiatrÄ
i jako katolicki psychiatra nie mogÄ pracowaÄ ze wszystkimi pacjentami. PrzychodzÄ
do mnie na przykĹad homoseksualiĹci, ktĂłrzy chcÄ
, Ĺźeby wesprzeÄ ich zwiÄ
zek...â. CarrĂłn odpowiedziaĹ mu: âTym bardziej musisz im wiÄc pomĂłc! To nie jest twĂłj problem, Ĺźe oni sÄ
homoseksualistami. Bo ty na bazie swojego doĹwiadczenia masz pomagaÄ kaĹźdemu, by byĹ bardziej sobÄ
. ByÄ moĹźe pewnego dnia oni zmieniÄ
swojÄ
relacjÄ w sposĂłb, ktĂłrego nigdy nie oczekiwaliâ. My musimy stawaÄ wobec Ĺźycia. Nie moĹźemy cenzurowaÄ niczego. Nasze Ĺźycie musimy wspĂłĹdzieliÄ zarĂłwno z wyrzutkami, jak i ze ĹwiÄtymi â dziÄki Bogu tacy teĹź sÄ
, bo ich bardzo potrzebujemy â ale to sÄ
warunki, ktĂłre daje nam BĂłg. PiÄkno charyzmatu polega na tym, Ĺźe wszystko, co spotykamy, staje siÄ dla nas okazjÄ
. Tak jak ci dwaj homoseksualiĹci dla owego lekarza. Oni zmuszajÄ
go do tego, by wyszedĹ ze swoich schematĂłw i zrozumiaĹ, Ĺźe to Chrystus zbawia czĹowieka. Ten czĹowiek wie, Ĺźe homoseksualizm nie jest wĹaĹciwÄ
odpowiedziÄ
, adekwatnÄ
dla czĹowieka. Tak jak moĹźemy mĂłwiÄ, Ĺźe zysk nie jest wĹaĹciwÄ
podstawÄ
funkcjonowania firmy. Problem jednak w tym, jak dojĹÄ do tych wnioskĂłw. Potrzeba metody, abym doszedĹ do prawdy o mnie samym i sprawiĹ, Ĺźeby firma w rzeczywistoĹci byĹa firmÄ
i Ĺźeby ktoĹ przeĹźywaĹ swoje uczucia w sposĂłb autentyczny. Potrzeba drogi, metody. I tym wĹaĹnie jest chrzeĹcijaĹstwo. Bo jeĹźeli Ĺwiat stoi na uboczu, to po co BĂłg miaĹby wejĹÄ w ten Ĺwiat i staÄ siÄ jednym z nas? Musimy wiÄc na serio traktowaÄ problemy zwiÄ
zane z naszym Ĺźyciem, naszÄ
pracÄ
, relacjami. Dlatego CDO jest interesujÄ
ce.
W CDO funkcjonuje grupa o nazwie âMedycyna i osobaâ. Mamy teĹź grupÄ nauczycieli, grupÄ zaangaĹźowanÄ
w dziaĹalnoĹÄ spoĹecznÄ
i wiele innych. Dlaczego one siÄ narodziĹy? PoniewaĹź ktoĹ powiedziaĹ, Ĺźe chce byÄ nauczycielem, lekarzem albo adwokatem â do koĹca, a sam o wĹasnych siĹach nie jest w stanie nim byÄ. Problemem nie jest bycie chrzeĹcijaĹskim lekarzem, adwokatem czy przedsiÄbiorcÄ
, problem jest bycie lekarzem, adwokatem, politykiem, burmistrzem, bÄdÄ
c sobÄ
. To wĹaĹnie znaczy byÄ chrzeĹcijaninem. Po to rozpoczÄĹa siÄ ta historia. Na tym polega teĹź siĹa charyzmatu. O tym przypomina. W tym zakresie nie ma gotowych schematĂłw i modeli, ktĂłre moĹźna zastosowaÄ. SÄ
pewne podpowiedzi, sugestie, niektĂłre zasady, ale one sÄ
po to, aby ze mnie uczyniÄ bohatera i protagonistÄ, jeĹli chodzi o moje Ĺźycie.
MyĹlÄ, Ĺźe kaĹźdy kto naprawdÄ Ĺźyje charyzmatem ruchu Communione e Liberazione, prÄdzej czy później zrozumie rzecz bardzo paradoksalnÄ
â Ĺźe sam z siebie jestem niczym, ziarnkiem kurzu, gdzieĹ we WszechĹwiecie, ale poprzez to spotkanie, ktĂłre dokonaĹo siÄ poprzez Ruch kaĹźdy moment mojego Ĺźycia nabiera znaczenia nieskoĹczonego. I dlatego waĹźne jest to, co mĂłwiÄ wielu przedsiÄbiorcom, ktĂłrych spotykam: âWy jesteĹcie kimĹ wiÄcej niĹź tym, co sami o sobie myĹlicie. JesteĹcie wspaniaĹymi przedsiÄbiorcami, poniewaĹź macie moĹźliwoĹÄ, aby poprzez sposĂłb prowadzenia firmy mogĹa przechodziÄ jakaĹ czÄ
stka nowego Ĺwiata, i to bez uciekania od wyzwaĹ ekonomicznych, lecz wĹaĹnie dziÄki dogĹÄbnemu ich podejmowaniuâ.
KaĹźdy z nas jest duĹźo wiÄcej wart niĹź sam myĹli. CzÄsto chcemy byÄ doceniani za to, co jesteĹmy w stanie zrobiÄ. A tak naprawdÄ jesteĹmy dowartoĹciowani za to, czym jesteĹmy. NiezaleĹźnie od tego, co robimy i mĂłwimy. WĂłwczas jednak to, co mĂłwimy i co czynimy, staje siÄ wyrazem tego, czym jesteĹmy.
PodsumowujÄ
c: w naszym zniewolonym spoĹeczeĹstwie sÄ
wolne podmioty, ktĂłre mogÄ
podjÄ
Ä kaĹźdÄ
okolicznoĹÄ. Przede wszystkim jesteĹmy w stanie przyjÄ
Ä nas samych, a nastÄpnie jesteĹmy otwarci na przyjÄcie kaĹźdego. A wiÄc â wracajÄ
c do pytania â wspĂłlne budowanie domĂłw jest czymĹ piÄknym. ZarĂłwno dla tych rodzin, ktĂłre sÄ
, jak i nie sÄ
z Ruchu. Bo jest to spotkanie, i to spotkanie ciÄ
gĹe, poniewaĹź bÄdziecie mieszkaÄ obok siebie.
Darek Kuzara: Do tej pory nic nie zostaĹo jeszcze powiedziane na temat formalnego uczestnictwa osoby w Towarzystwie DzieĹ. StÄ
d moja proĹba o wyjaĹnienie takĹźe spraw organizacyjnych. I jeszcze jedna sprawa. ZrozumiaĹem, Ĺźe CDO we WĹoszech zrodziĹo siÄ z inicjatywy i potrzeby ludzi. Mam natomiast wraĹźenie, Ĺźe w Polsce rozpoczÄto budowÄ domu od dymu z komina. MoĹźe wynika to stÄ
d, Ĺźe wciÄ
Ĺź tkwi w nas Polakach mentalnoĹÄ homo sovieticus, a ludzie oczekujÄ
, Ĺźe ktoĹ lub jakaĹ organizacja przyjdzie i coĹ dla nich zrobi. Na podstawie sĹĂłw Bernharda doszedĹem do wniosku, Ĺźe aby powstaĹo âDzieĹoâ, konieczne jest spotkanie, musi byÄ ktoĹ, kto bÄdzie jego inicjatorem. Czy zatem dziaĹalnoĹÄ CDO we WĹoszech oraz w innych krajach polega na kojarzeniu ze sobÄ
ludzi biznesu? Pytam o wspomaganie rodzÄ
cych siÄ interesĂłw na przykĹad poprzez âinkubatory przedsiÄbiorczoĹciâ lub tzw. âanioĹy biznesuâ, funkcjonujÄ
ce po to, by pomĂłc osobie w zostaniu pracodawcÄ
oraz w zorganizowaniu firmy.
Bernhard Scholz: Formalnie CDO jest wolnym stowarzyszeniem i posiada czĹonkĂłw. W róşnych krajach istniejÄ
natomiast róşne formy czĹonkostwa, co zaleĹźy od konkretnego prawodawstwa. RĂłwnieĹź rozwĂłj CDO w poszczegĂłlnych krajach, z punktu widzenia siĹy i wielkoĹci organizacji, jest róşny. Nie ma gotowych rozwiÄ
zaĹ, dziÄki ktĂłrym moĹźna byĹoby powiedzieÄ: rĂłbcie to w taki sposĂłb. Jest oczywiĹcie coĹ, co jest wspĂłlne, a co kryje siÄ juĹź w samej nazwie: Towarzystwo DzieĹ. OczywiĹcie nazwa ta funkcjonuje w jÄzyku danego kraju. ĹšrĂłdĹem natomiast jest to, o czym juĹź wczeĹniej mĂłwiliĹmy.
W odpowiedzi na pytanie sam chciaĹbym postawiÄ inne: od czego zaczynaÄ? PoczÄ
tek stowarzyszeniu dajÄ
jacyĹ czĹonkowie, ktĂłrzy coĹ do niego wnoszÄ
â poza skĹadkami przede wszystkim wĹasne doĹwiadczenie, wiedzÄ, relacje i gotowoĹÄ, aby wszystko to, co posiadam, wspĂłĹdzieliÄ z innymi. JeĹli czĹonkowie stowarzyszenia sÄ
gotowi do ofiarowania tego, co potrafiÄ
zrobiÄ, to jest to pierwsze dziedzictwo, na ktĂłrym stowarzyszenie moĹźe siÄ oprzeÄ. MoĹźna oczywiĹcie pomĂłc komuĹ, kto rozpoczyna wĹasnÄ
dziaĹalnoĹÄ, ale kto to zrobi? Kto mu pomoĹźe? Czy to bÄdzie biuro wspomagajÄ
ce start-up, biuro CDO w Polsce? Nie, zrobi to inny czĹonek stowarzyszenia, ktĂłry byÄ moĹźe juĹź na tym rynku, w tej branĹźy dziaĹa, ktĂłry ofiaruje swĂłj czas, by podpowiedzieÄ tej osobie, jakie sÄ
pierwsze kroki, ktĂłre naleĹźy wykonaÄ. Ta dynamika moĹźe siÄ zwielokrotniaÄ. JeĹźeli z jednej strony znajdowaÄ siÄ bÄdÄ
osoby, ktĂłre bÄdÄ
pytaÄ, a z drugiej ktoĹ, kto bÄdzie gotĂłw, by oprĂłcz skĹadki daÄ takÄ
swojÄ
dyspozycyjnoĹÄ, to wtedy moĹźna rozpoczÄ
Ä. ByÄ moĹźe czĹonkowie CDO mi nie odpowiedzÄ
, bo byÄ moĹźe w Towarzystwie DzieĹ w Polsce jest ich za maĹo. Wtedy bÄdziemy szukaÄ odpowiedzi u ludzi, ktĂłrzy nie sÄ
w CDO, ale ktĂłrzy znajÄ
odpowiedzi na nurtujÄ
ce was pytania. Ja wyszedĹbym wĹaĹnie od tego.
Towarzystwo DzieĹ to wolne i otwarte stowarzyszenie, kaĹźdy moĹźe do niego przynaleĹźeÄ. Prowadzi teĹź systematycznÄ
pracÄ i posiada pewne obiektywne kryterium, ktĂłrym jest âtwĂłrcza i dziaĹajÄ
ca przyjaĹşĹâ. Punktem wyjĹcia jest wspĂłlne dziedzictwo, ktĂłre jest wkĹadem czĹonkĂłw. Tyle na poczÄ
tek.
Jacek Grzelak: ChciaĹbym dodaÄ coĹ od siebie, opowiedzieÄ o swoim doĹwiadczeniu. Podczas kryzysu trzeba byĹo znaleĹşÄ nowe rynki dla naszych projektĂłw. SpotkaliĹmy siÄ wiÄc z Donato, poznaliĹmy kilka wĹoskich firm, zaczÄliĹmy ze sobÄ
wspĂłĹpracowaÄ. Ale to my wyszliĹmy z tÄ
inicjatywÄ
. Inicjatywa zawsze musi byÄ podjÄta przez osobÄ. Nie usiedliĹmy i zaczÄliĹmy narzekaÄ. SzukaliĹmy relacji, wiÄzi. One zawiÄ
zaĹy siÄ dziÄki Donato.
WspĂłĹpracujÄ
c z MiĹoszem, codziennie podejmujemy rodzÄ
ce siÄ w pracy pytania. Teraz chcemy zaproponowaÄ to innym, zaprosiÄ do tego wspĂłĹdzielenia, Ĺźeby byĹo to miejsce, w ktĂłrym moĹźna by chociaĹź opowiedzieÄ o swoim doĹwiadczeniu, postawiÄ rodzÄ
ce siÄ pytania. JeĹźeli rozpoczniemy choÄby od tego, Ĺźe sprĂłbujemy pomagaÄ sobie nawzajem odpowiadaÄ na nasze potrzeby, to nasze doĹwiadczenie bÄdzie wzrastaÄ, otworzÄ
siÄ nowe moĹźliwoĹci.
Jestem projektantem, MiĹosz zajmuje siÄ zarzÄ
dzaniem. NawiÄ
zaliĹmy kontakty z firmami, ktĂłre teĹź projektujÄ
, i widzimy, Ĺźe to doĹwiadczenie zaczyna wzrastaÄ. Ale punktem wyjĹcia byĹo poruszenie. Do tego wĹaĹnie chcemy was zaprosiÄ â do pewnej relacji, przyjaĹşni, do pewnego miejsca, w ktĂłrym tego typu doĹwiadczenia bÄdÄ
mogĹy siÄ wyraziÄ. PrzygotowujÄ
c siÄ do tego spotkania, razem z MiĹoszem zorganizowaliĹmy we WrocĹawiu dwa spotkania, w ktĂłrych uczestniczyĹo â w jednym 9, a w drugim 11 osĂłb. To byĹ poczÄ
tek â rozmowa o tym, czym jest CDO, a potem takĹźe o tym, jakie sÄ
nasze potrzeby. W momencie, kiedy powstaĹo miejsce, do ktĂłrego zaprosiliĹmy takĹźe innych, nagle pojawiĹy siÄ nowe moĹźliwoĹci.
MiĹosz Greszta: ChciaĹem dodaÄ, Ĺźe oprĂłcz naszego zaangaĹźowania, zwyczajnie biznesowego, dziaĹamy takĹźe w innych obszarach. Obecnie staramy siÄ stworzyÄ stowarzyszenie, ktĂłre bÄdzie narzÄdziem Ruchu, a ktĂłre bÄdzie posiadaĹo osobowoĹÄ prawnÄ
. W zwiÄ
zku z tym potrzebujemy rozwiÄ
zaÄ konkretne problemy, szukamy na przykĹad osoby, ktĂłra mogĹaby siÄ zajÄ
Ä ksiÄgowoĹciÄ
. Spotkania zwiÄ
zane z CDO dajÄ
teĹź takÄ
moĹźliwoĹÄ, aby pomagaÄ sobie i w takich sprawach, dziÄki czemu poszukiwanie moĹźemy rozpoczÄ
Ä od nas samych. To jest jeden z przykĹadĂłw tego, Ĺźe moĹźemy sobie nawzajem pomagaÄ w róşnego rodzaju dziaĹaniach nie tylko biznesowych.
Ks. Jerzy Krawczyk: ChciaĹbym jeszcze na zakoĹczenie spytaÄ o to, jaka jest relacja CDO do Ruchu.
Bernhard Scholz: Z punktu widzenia wychowawczego powiedziaĹem juĹź, na czym polega ta relacja â CDO rodzi siÄ z doĹwiadczenia Ruchu. Osoby, ktĂłre przeĹźywajÄ
swoje chrzeĹcijaĹskie doĹwiadczenie w Ruchu, stajÄ
wobec Ĺwiata. Relacja ta jest relacjÄ
czĹowieka ze Ĺwiatem. Inaczej mĂłwiÄ
c: Ruch rodzi nowy podmiot. NiektĂłre z osĂłb, ktĂłre spotkaĹy Ruch i sÄ
przez Ruch wychowywane, ĹÄ
czÄ
siÄ i tworzÄ
Towarzystwo DzieĹ, ktĂłre jednak jest stowarzyszeniem otwartym dla wszystkich. Jest ono po to, Ĺźeby wspomagaÄ siÄ na róşne sposoby, o ktĂłrych wiele dzisiaj mĂłwiliĹmy â aby czyniÄ pojedynczÄ
osobÄ protagonistÄ
, bohaterem. W tym znaczeniu Towarzystwo DzieĹ zaleĹźy w swoim wyrazie od Ruchu, zaleĹźy od tego, Ĺźe sÄ
osoby, ktĂłre pozwoliĹy siÄ zrodziÄ w spotkaniu z Ruchem CL. Charyzmat ten stawia nas wobec wyzwania Ĺwiata, otwiera nas na Ĺwiat. Dlatego teĹź CDO musi byÄ doĹwiadczeniem takiej wolnoĹci. Tym bardziej ktoĹ Ĺźyje doĹwiadczeniem CDO, im bardziej szuka korzeni w charyzmacie, ktĂłry go zrodziĹ. Ale na tym poziomie nie ma nic mechanicznego, nic automatycznego. To jest zadanie powierzone poszczegĂłlnym osobom. I oczywiĹcie, jak w kaĹźdej relacji przyjaĹşni, chodzi tu o to, aby odbywaĹo siÄ to w sposĂłb autentyczny. JeĹli na przykĹad Towarzystwo DzieĹ podejmuje jakÄ
Ĺ inicjatywÄ spoĹecznÄ
, rozmawia o tym z odpowiedzialnymi Ruchu â ale nie po to, aby zapytaÄ ich o pozwolenie, lecz by skonfrontowaÄ, czy jego podejĹcie jest odpowiednie, czy nie.
Towarzystwo DzieĹ nie jest przedĹuĹźeniem Ruchu w spoĹeczeĹstwie. Jego czĹonkami sÄ
wolne, dorosĹe osoby, zrodzone z Ruchu, ktĂłre podejmujÄ
odpowiedzialnoĹÄ wobec rzeczywistoĹci i siÄ ze sobÄ
poĹÄ
czyĹy. Ale dla tego, kto jest w CDO, dla niego samego, istotne jest porĂłwnywanie siÄ z doĹwiadczeniem Ruchu, ktĂłre go zrodziĹo. Jest to rzecz powierzona wolnoĹci osoby.
Ja na przykĹad czujÄ potrzebÄ ciÄ
gĹego porĂłwnywania siÄ z doĹwiadczeniem Ruchu. Gdyby siÄ tak zdarzyĹo, Ĺźe pewnego dnia ksiÄ
dz CarrĂłn usĹyszaĹby, Ĺźe mĂłwiĹem tutaj w Warszawie jakieĹ gĹupoty, to z pewnoĹciÄ
powie mi o tym, ale nie dlatego, Ĺźe jestem puĹkownikiem w jego armii, ale dlatego, Ĺźe jestem jego przyjacielem. To wszystko rozgrywa siÄ na poziomie przyjaĹşni. Bo czymĹźe jest przyjaĹşĹ, jeĹli nie tym, Ĺźeby patrzeÄ na twojego przyjaciela z pragnieniem jego speĹnienia, szczÄĹcia.
PoniewaĹź CDO jest podmiotem Ĺwieckim, na pewnych poziomach bierze teĹź publicznÄ
odpowiedzialnoĹÄ â na przykĹad w relacji ze Ĺwiatem polityki. WiÄ
Ĺźe siÄ z tym wielka okazja i wielka pokusa, ale teĹź gotowoĹÄ do ciÄ
gĹego poprawiania siÄ.
Prawie zawsze na spotkaniach CDO dzielÄ siÄ pewnÄ
waĹźnÄ
dla mnie refleksjÄ
: podejmowanie przez nas prĂłb nie zawsze jest doskonaĹe. Towarzystwo DzieĹ nie jest organizacjÄ
idealnÄ
. Ale prĂłby te podejmowane sÄ
zawsze na powaĹźnie, jest w tym staraniu napiÄcie, pragnienie ciÄ
gĹego przybliĹźania siÄ do IdeaĹu. WaĹźne jest, Ĺźeby to dÄ
Ĺźenie byĹo Ĺźywe, a to nie moĹźe byÄ czymĹ narzuconym â zaleĹźy ono od osĂłb.
KsiÄ
dz Giussani mĂłwiĹ: âStawiam wszystko na wolnoĹÄ osĂłbâ. I na tym stawianiu na wolnoĹÄ osoby oparte jest teĹź CDO. Pan BĂłg postawiĹ na naszej wolnoĹci jeszcze wiÄcej. Nie rozumiemy tego, jak bardzo to nasze dÄ
Ĺźenie jest dramatyczne. Nasze Ĺźycie jest o wiele bardziej dramatyczne, niĹź nam siÄ wydaje, ale nie na pĹaszczyznach, na ktĂłrych postrzegamy je jako dramatyczne â odniesienia sukcesu czy poniesienia poraĹźki. Nasze Ĺźycie jest za to dramatyczne w tych obszarach, w ktĂłrych nie chcemy, by takie byĹo. Dramatyzm ten dotyczy sprawy bycia sobÄ
. Chodzi tu wiÄc o relacjÄ prawdziwej przyjaĹşni. NiezaleĹźnie od przyjÄtej formy CDO, jego podstawÄ
jest zawsze przyjaĹşĹ.
MoĹźe siÄ zdarzyÄ, Ĺźe lokalnie odpowiedzialna za CDO jest diakonia Ruchu, ale formalnie takiej organizacyjnej zaleĹźnoĹci nie ma. Mnie, ktĂłry jestem zarĂłwno w diakonii, jak i w CDO, nikt z diakonii nigdy nie mĂłwiĹ, co mam robiÄ w CDO. Sam natomiast w niektĂłrych kwestiach pytaĹem diakoniÄ o osÄ
d. Potem jednak nikt nie zobowiÄ
zywaĹ mnie do tego, Ĺźebym zrobiĹ to, co mi ktoĹ podpowiedziaĹ. Wyzwanie, jakim jest przyjaĹşĹ, jest duĹźo piÄkniejsze i bardziej wymagajÄ
ce niĹź zarzÄ
dzanie czy wydawanie poleceĹ. Jedynym celem KoĹcioĹa jest to, by czĹowiek staĹ siÄ sobÄ
. Musi siÄ wiÄc oprzeÄ na wolnoĹci, nie ma innego sposobu.
Na zakoĹczenie chciaĹem opowiedzieÄ wam jednÄ
scenÄ z mojego Ĺźycia. W 1981 roku na uniwersytecie we Fryburgu w Niemczech, gdzie studiowaĹem, zorganizowaĹem spotkanie z niektĂłrymi przyjaciĂłĹmi z SolidarnoĹci. To byĹo moje pierwsze publiczne wystÄ
pienie w Ĺźyciu. Bardzo siÄ baĹem. Wielka aula uniwersytecka byĹa peĹna. Kiedy zaczÄ
Ĺem mĂłwiÄ, zdaĹem sobie sprawÄ, Ĺźe sala byĹa wypeĹniona komunistami. Tylko w pierwszym rzÄdzie byĹo piÄÄ osĂłb z Ruchu. A my powiesiliĹmy taki napis: âZa naszÄ
i waszÄ
wolnoĹÄâ. (Ĺmiech) BÄdÄ to pamiÄtaĹ do koĹca Ĺźycia. Niech to teĹź bÄdzie moje dzisiejsze Ĺźyczenie dla was.
(wypowiedzi nieautoryzowane)
STOWARZYSZENIE âĹLADY OBECNOĹCIâ
Organizacja moĹźe byÄ zawadÄ
, ale moĹźe rĂłwnieĹź, jak w przypadku Stowarzyszenia âĹlady ObecnoĹciâ, nad powstaniem ktĂłrego pracowaliĹmy wspĂłlnie z przyjaciĂłĹmi we WrocĹawiu, uĹatwiaÄ pewne konkretne dziaĹania organizacyjne. Stowarzyszenie, tworzone i dziaĹajÄ
ce w oparciu o przepisy prawa cywilnego, posiada prostÄ
strukturÄ, ktĂłra pozwoli nam na poczÄ
tku odpowiedzieÄ na potrzebÄ, zauwaĹźanÄ
w ostatnim czasie przez wielu z nas, a mianowicie potrzebÄ zaĹoĹźenia konta bankowego. WspĂłlne wakacje rodzin, ktĂłre proponuje Ruch, prowadzenie wydawnictwa ksiÄ
Ĺźek, âĹladĂłwâ etc., to wszystko wymaga od nas uporzÄ
dkowanego i poprawnego funkcjonowania.
Organizacja moĹźe byÄ maksymalnie rozbudowana lub bardzo maĹa. NiezaleĹźnie od tego, jakie osiÄ
gnie rozmiary, najwaĹźniejsze jest to, aby byĹa skuteczna. Ruch wychowuje nas do tego, abyĹmy potrafili, wychodzÄ
c od ludzkiego âjaâ oraz odpowiadajÄ
c na konkretne potrzeby czĹowieka, odkrywaÄ peĹny sens Ĺźycia. To, w jakim stopniu skorzystamy z moĹźliwoĹci dziaĹaĹ statutowych oraz struktury stowarzyszenia, zaleĹźy od naszej wyobraĹşni i twĂłrczoĹci. Pozostawiamy to oczywiĹcie wolnoĹci kaĹźdego z nas, zapraszajÄ
c siÄ wzajemnie do angaĹźowania siÄ w pracÄ, ktĂłra bÄdzie do wykonania.
Po dopeĹnieniu formalnoĹci, 15 lutego 2010 roku, zĹoĹźyliĹmy w SÄ
dzie Rejonowym we WrocĹawiu wniosek o rejestracjÄ Stowarzyszenia âĹlady ObecnoĹciâ w Krajowym Rejestrze SÄ
dowym. Zgodnie z postÄpowaniem rejestrowym sÄ
d ma trzy miesiÄ
ce na zarejestrowanie stowarzyszenia, oczywiĹcie przy zaĹoĹźeniu, Ĺźe nie bÄdzie Ĺźadnych uchybieĹ formalnych, na przykĹad zastrzeĹźeĹ co do treĹci statutu. Czekamy zatem na owoce naszej wspĂłlnej pracy.
Marta Nowakowska, sekretarz Stowarzyszenia âĹlady ObecnoĹciâ |