i inne...
Na drodze chrzeĹcijaĹskiego dojrzewania
Pielgrzymowanie do miejsc ĹwiÄtych jest zwiÄ
zane z tradycjÄ
chrzeĹcijaĹskÄ
od wiekĂłw, zawsze wiÄ
zaĹo siÄ z potrzebÄ
odnawiania i pogĹÄbiania wiary oraz z ofiarÄ
i pokutÄ
. StaĹo siÄ to rĂłwnieĹź moim udziaĹem. W styczniu tego roku uczestniczyĹam w pielgrzymce do Fatimy i Santiago de Compostela, organizowanej przez parafiÄ Ĺw. Antoniego w Zdzieszowicach. Pielgrzymka ta pozostanie dla mnie wielkim i wspaniaĹym wydarzeniem â niczym âsĹoneczny, piÄkny dzieĹâ.
O Fatimie, jako miejscu objawiania siÄ Matki BoĹźej maĹym pastuszkom â Ĺucji, Hiacyncie i Franciszkowi â sĹyszaĹam wczeĹniej wiele razy. Jednak fizyczne, namacalne przebywanie w miejscach objawieĹ Matki BoĹźej i AnioĹa oraz zwiedzanie miejsc narodzenia, chrztu i prostego Ĺźycia trzech pastuszkĂłw, wniosĹo w moje doĹwiadczenie wiary chrzeĹcijaĹskiej pewnÄ
nowÄ
jakoĹÄ i pozwoliĹo mi lepiej zrozumieÄ sĹowa Chrystusa z Ewangelii: âWysĹawiam CiÄ, Ojcze, Panie nieba i ziemi, Ĺźe zakryĹeĹ te rzeczy przed mÄ
drymi i roztropnymi a objawiĹeĹ je prostaczkomâ. PosĹugujÄ
c siÄ szczerÄ
wiarÄ
prostych dzieci, BĂłg przez MaryjÄ uczyniĹ ârzecz wielkÄ
â. I my mogliĹmy oglÄ
daÄ to wĹasnymi oczyma.
W dzisiejszym Ĺwiecie, w ktĂłrym przyszĹo mi ĹźyÄ, w Ĺwiecie tak bardzo zlaicyzowanym, ateistycznym, nadmiernie zracjonalizowanym, w Ĺwiecie pozostajÄ
cym w krÄgu kultury postchrzeĹcijaĹskiej, BĂłg przypomniaĹ mi na nowo z caĹÄ
mocÄ
, Ĺźe TYLKO ON JEST naprawdÄ i tylko On rzÄ
dzi i kieruje losami Ĺwiata. Kiedy zechce zaingerowaÄ w sposĂłb nadzwyczajny, cudowny, wtedy czyni to, by niejako âobudziÄâ ludzi z uĹpienia, by wstrzÄ
snÄ
Ä ich pychÄ
i zadufaniem po to, by mogli powrĂłciÄ na wĹaĹciwÄ
drogÄ: wiary, nadziei i miĹoĹci.
Teraz, juĹź po powrocie z pielgrzymki, zasadniczÄ
myĹlÄ
, jaka mi towarzyszy, jest ta, Ĺźe w tym Ĺwiecie sÄ
jak gdyby âdwa Ĺwiatyâ: ten fizyczny, widzialny, Ĺwiat róşnych ludzkich spraw, myĹli, uczuÄ, pragnieĹ, i ten âdrugi Ĺwiatâ innej rzeczywistoĹci, zrodzony z wiary, z obecnoĹci i bliskoĹci Boga â w czĹowieku, w BliĹşnim, w Ĺwiecie. Jest âinny Ĺwiatâ â choÄ niewidoczny dla oczu, tajemniczy, to jednak jest! Wszelkie naukowe dÄ
Ĺźenia czĹowieka mogÄ
wiele wyjaĹniÄ, ale nie sÄ
w stanie wyjaĹniÄ tej nadprzyrodzonej rzeczywistoĹci, ktĂłrej bliskoĹci i pewnoĹci istnienia tak mocno mogĹam doĹwiadczyÄ w Fatimie.
Kolejnym waĹźnym etapem naszej pielgrzymki byĹo Santiago de Compostela w Hiszpanii. PiÄkno tego najstarszego w tradycji chrzeĹcijaĹskiej sanktuarium maryjnego objawiĹo siÄ przed naszymi oczyma w caĹym swym majestacie i bogactwie. JadÄ
c tam, nawet nie wiedziaĹem, Ĺźe rok 2010 zostaĹ ogĹoszony Rokiem ĹwiÄtym pielgrzymowania do grobu Ĺw. Jakuba ApostoĹa w Santiago de Compostela. JakieĹź niewyobraĹźalne rzesze pÄ
tnikĂłw pielgrzymowaĹy do tego miejsca przez tyle wiekĂłw. Nie sposĂłb ogarnÄ
Ä umysĹem ani wyraziÄ sĹowami ogromu tych spraw i bogactwa rzeczywistoĹci kultury chrzeĹcijaĹskiej, zwiÄ
zanej z tym ĹwiÄtym miejscem. MoĹźna jedynie stanÄ
Ä w zachwycie, z wdziÄcznoĹciÄ
i z wielkim wzruszeniem, by w szczerej modlitwie, ze Ĺzami w oczach, dziÄkowaÄ Bogu za dar wiary i miĹoĹci do Chrystusa.
ZdajÄ sobie sprawÄ z tego, Ĺźe nie moĹźna opowiedzieÄ o wszystkim, co zobaczyĹam, usĹyszaĹam i czego doĹwiadczyĹam w czasie tych kilku dni pielgrzymowania. Jestem za nie bardzo wdziÄczna â najpierw Bogu. ByĹ to czas Ĺaski i odzyskiwania dzieciÄcej, prostej wiary na drodze mojego ziemskiego pielgrzymowania do nieba. DziÄkujÄ rĂłwnieĹź mojej przyjaciĂłĹce Teresie, ktĂłra zachÄciĹa mnie do udziaĹu w tej pielgrzymce; ksiÄĹźom ze Zdzieszowic â Ĺukaszowi i Krzysztofowi, ktĂłrzy dbali o duchowy wymiar i zasadniczy cel naszej pielgrzymki, oraz mojej przyjaciĂłĹce Irenie, a takĹźe wielu innym uczestnikom i wspĂłĹorganizatorom za zaangaĹźowanie i wspĂłlnie spÄdzony czas.
Marysia, Opole
Pewnego wieczoru na kolacji
ON WIE O MNIE WSZYSTKO
Drogi ksiÄĹźe CarrĂłnie, kaĹźdej soboty wszyscy z CLU wraz z przyjaciĂłĹmi z GS wychodzimy, by zjeĹÄ wspĂłlnie kolacjÄ i opowiedzieÄ sobie o caĹym tygodniu. W sobotÄ moja czternastoletnia siostra Chiara, u ktĂłrej rok temu wykryto raka mĂłzgu, na zakoĹczenie wieczoru powiedziaĹa: âJestem pewna, Ĺźe tam (w Raju) czeka na nas coĹ wiÄkszego i piÄkniejszego; trudno mi to nazwaÄ, wiem jednak, Ĺźe jest to Jezus. On wie o mnie wszystko, wie, kiedy siÄ urodziĹam i kiedy muszÄ umrzeÄ, poniewaĹź wszystko jest zapisane, a ja Mu ufamâ. To stwierdzenie wprawiĹo mnie w caĹkowite osĹupienie, jak bowiem inaczej wytĹumaczyÄ to, Ĺźe czternastoletnia, przewlekle chora, dziewczynka moĹźe mieÄ w sobie radoĹÄ oraz takÄ
ĹwiadomoĹÄ i osÄ
d tego, co jej siÄ przydarza, jak nie tym, Ĺźe dziaĹa w niej Tajemnica. I tylko dziÄki tej prostocie serca, i temu caĹkowitemu zawierzeniu, czĹowiek moĹźe rozpoznaÄ dziaĹanie Tajemnicy i pozwoliÄ, by Ona mnie czyniĹa. Teraz rozumiem ĹaskÄ, ktĂłra zostaĹa mi dana, mimo Ĺźe jest ona trudna, ale to tak jakbym miaĹa w domu Jezusa. WczeĹniej, gdy byĹam zmÄczona i nie dawaĹam juĹź rady, chciaĹam odejĹÄ, teraz chcÄ byÄ z mojÄ
siostrÄ
, towarzyszyÄ jej tak, jak potrafiÄ. Nie dlatego, Ĺźe jestem pielÄgniarkÄ
, a wiÄc mogÄ siÄ niÄ
opiekowaÄ, ale poniewaĹź rozumiem, Ĺźe przebywanie z niÄ
pomaga mi patrzeÄ w tym samym kierunku i iĹÄ tÄ
samÄ
drogÄ
, ktĂłrÄ
ona idzie; za jej poĹrednictwem mogÄ rozpoznaÄ to, o co teraz prosi mnie Chrystus. Chrystus tymczasem chce od nas wszystkiego, i jak zawsze nam to powtarzasz, nie odpuszcza nam: mojÄ
siostrÄ prosi o jej Ĺźycie, mnie natomiast â bym bardziej serio traktowaĹa moje.
Federica, Domodossola (Verbania)
ĹťADNA OCZYWISTOĹÄ NIE JEST PEWNIKIEM
Drogi ksiÄĹźe CarrĂłnie, miesiÄ
c temu, gdy byĹam w piÄ
tym miesiÄ
cu ciÄ
Ĺźy, straciliĹmy z mÄĹźem dziecko; gdyby siÄ urodziĹo, mielibyĹmy ich czworo. WiadomoĹci o tym, Ĺźe spodziewam siÄ dziecka, nie przyjÄĹam tak, jakbym chciaĹa. OdczuwaĹam przede wszystkim fizyczny trud i martwiĹam siÄ o wszystkie materialne kwestie. UwaĹźaĹam, Ĺźe nie byĹ to odpowiedni moment; czuĹam siÄ wtedy tak maĹo kochana przez mojego mÄĹźa; w obĹÄdzie caĹej sytuacji oskarĹźaĹam go, Ĺźe wcale siÄ mnÄ
nie przejmuje. BÄdÄ
c jednak osobÄ
, ktĂłra mimo wszystko akceptuje narzucajÄ
cÄ
siÄ w faktach rzeczywistoĹÄ, staram siÄ âorganizowaÄâ i âzarzÄ
dzaÄâ caĹÄ
obecnÄ
i przyszĹÄ
sytuacjÄ
, planujÄ
c kaĹźdy najmniejszy szczegóŠpo to, by rachunki siÄ zgadzaĹy. ByĹo tak aĹź do ubiegĹego miesiÄ
ca, kiedy powiedziano nam, Ĺźe dziecko jest martwe. âJak to moĹźliwe?! â pomyĹlaĹam. â WĹaĹnie teraz, gdy stanÄliĹmy na gĹowie, stawiajÄ
c czoĹa wszystkim przeciwnoĹciom, by uzasadniÄ przyjĹcie na Ĺwiat czwartego dziecka. WĹaĹnie teraz, gdy zorganizowaliĹmy siÄ i byliĹmy gotowi na przyjÄcie tego piÄkna?! Panie, czego chcesz ode mnie? â zastanawiaĹam siÄ i modliĹam. â Co to wszystko znaczy?â. Zdezorientowana, wciÄ
Ĺź nie mogÄ
c uwierzyÄ w to, co siÄ staĹo, poszĹam z mÄĹźem do szpitala. Trzeba byĹo wywoĹaÄ porĂłd. W nocy urodziĹam maĹego Matteo. AnioĹ, w postaci poĹoĹźnej, w ciszy tamtej nocy, mĂłwiĹ do mnie spokojnie, owijajÄ
c to maleĹkie ciaĹo, tak aby moĹźna je byĹo pochowaÄ na cmentarzu. MÄ
Ĺź czekaĹ za drzwiami i kiedy wywieziono mnie z sali na ostatnie badania, pogĹaskaĹ mnie po dĹoni z czuĹoĹciÄ
Tajemnicy, ktĂłra miaĹa jego oblicze. âJaka jestem gĹupia â pomyĹlaĹam zapĹakana. â BĂłg nie chciaĹ, Ĺźebym organizowaĹa, planowaĹa, chciaĹ tylko mojego âtakâ, nawet bez zakoĹczenia, nawet przez miesiÄ
c, dzieĹ, chwilÄ! I o to samo prosi mnie, gdy opiekujÄ siÄ dzieÄmi, sprzÄ
tam dom, sĹucham dziadkĂłw, idÄ do pracyâ. Gdy czekaĹam na ostatnie badania, bardzo cierpiaĹam, ale teĹź przepeĹniaĹa mnie radoĹÄ, bo przecieĹź byĹam matkÄ
! Co wiÄcej, byĹam niÄ
jeszcze bardziej. WydaĹam na Ĺwiat troje dzieci i nigdy wczeĹniej tego nie rozumiaĹam. Po wypisaniu ze szpitala, pomimo bĂłlu, odczuwaĹam naglÄ
cÄ
potrzebÄ, by powiedzieÄ moim najbliĹźszym przyjacioĹom: âNie bĂłjcie siÄâ. Dzwonili do mnie, Ĺźeby mnie pocieszyÄ, tymczasem to ja pocieszaĹam ich. Przyjaciele, koledzy, krewni pytali o przyczynÄ tego, co siÄ staĹo; zaniepokojeni o mojÄ
kondycjÄ fizycznÄ
i psychicznÄ
, koĹczyli z lÄkiem: âTak lepiejâ. Mnie juĹź to jednak nie wystarcza, poniewaĹź zrozumiaĹam, Ĺźe nie o to chodzi. Wspomnieniu tamtej nocy nie towarzyszy rozpacz, ale tajemnicza czuĹoĹÄ, poniewaĹź tamto wydarzenie jest przekaĹşnikiem czegoĹ Innego. Wtedy zaczynam dodawaÄ odwagi tym, ktĂłrzy mnie otaczajÄ
, by ânie bali siÄâ w obliczu Tajemnicy, ktĂłra dziaĹa. PatrzÄ
oni wtedy na mnie zaciekawieni, ale teĹź poruszeni, gdy ze szczegĂłlnÄ
i bardziej ludzkÄ
uwagÄ
zajmujÄ siÄ codziennymi sprawami. DoĹwiadczyĹam, Ĺźe Ĺźycie z âpewnoĹciÄ
â, o ktĂłrej mĂłwi siÄ na Szkole wspĂłlnoty, nie oznacza, Ĺźe nie ma siÄ planĂłw albo Ĺźe nie trzeba przejmowaÄ siÄ okolicznoĹciami, ale Ĺźe trzeba nimi ĹźyÄ z radoĹciÄ
i w wolnoĹci, poniewaĹź mamy ĹwiadomoĹÄ, Ĺźe rzeczywistoĹÄ jest przekaĹşnikiem i znakiem KogoĹ innego. Wystarczy byÄ bardziej obecnym, lepiej wychowanym do tej ObecnoĹci. I oczywistoĹÄ ta nie jest pewnikiem.
Cinzia i Giuseppe
FERIE W KRZESZOWIE
KrzeszĂłw to maĹe miasteczko, moĹźna powiedzieÄ: wioska. OprĂłcz piÄknej barokowej bazyliki nie ma tu nic ciekawego. Ulice sÄ
prawie zawsze puste, jakby nikt tam nie mieszkaĹ. MogĹoby siÄ wydawaÄ, Ĺźe dopiero GS â mĹodzieĹźowa grupa Ruchu Komunia i Wyzwolenie, ktĂłra pojechaĹa tam spÄdziÄ ferie, wniosĹa w tÄ mieĹcinÄ trochÄ Ĺźycia i energii...
Ja o tym miejscu sĹyszaĹam wiele razy, gĹĂłwnie z opowiadaĹ rodzicĂłw, ktĂłrzy 20 lat temu jeĹşdzili do Krzeszowa, do siĂłstr elĹźbietanek na wakacje Ruchu. ByĹo w tym coĹ radosnego i piÄknego, Ĺźe po tylu latach Ruch spotyka siÄ znĂłw w tym samym miejscu. Ale co moĹźe byÄ atrakcyjnego w zaĹnieĹźonej wiosce prawie na koĹcu Ĺwiata? Tego mieliĹmy siÄ dowiedzieÄ juĹź wkrĂłtce.
Dla mnie piÄkny byĹ juĹź sam temat ferii. RozmawialiĹmy bowiem o osÄ
dzie i olbrzymiej roli, jakÄ
peĹni w naszym codziennym Ĺźyciu. Dopiero na samym koĹcu wyjazdu zdaĹam sobie sprawÄ, Ĺźe to wĹaĹnie osÄ
d byĹ tym, czego mi bardzo brakowaĹo w moim doĹwiadczeniu. Nie zdawaĹam sobie sprawy, jak waĹźne jest porĂłwnywanie tego, co mi siÄ wydarza, z pragnieniami mojego serca. Podczas SzkoĹy wspĂłlnoty wiele osĂłb opowiadaĹo o tym, czym dla nich jest osÄ
d. OkazaĹo siÄ, Ĺźe w naszym Ĺrodowisku nie ma, niestety, nawyku, by osÄ
dzaÄ wydarzenia. Nasi znajomi, rĂłwieĹnicy, czÄsto po prostu âpĹynÄ
z prÄ
demâ, nie zastanawiajÄ
c siÄ, co dane zdarzenie dla nich znaczy. Dobrze by byĹo, gdybyĹmy po powrocie z ferii takÄ
postawÄ proponowali naszym kolegom.
Z osÄ
dem naturalnie ĹÄ
czy siÄ doĹwiadczenie. DuĹźo rozmawialiĹmy o czymĹ, co nazwane zostaĹo âredukcjÄ
doĹwiadczeniaâ. Bo czÄsto nam siÄ wydaje, Ĺźe coĹ jest fajne, odpowiednie dla nas â ale nie zastanawiamy siÄ, czy sĹuĹźy to chwale BoĹźej i naszemu wzrostowi. Gdy juĹź usuniemy, zredukujemy wszystko, co, jak siÄ okazuje, jest tylko sentymentem lub pozostaje oparte wyĹÄ
cznie na emocjach, zostanie to, co jest naprawdÄ wartoĹciowe i waĹźne dla naszego Ĺźycia. Potem bÄdziemy mogli z caĹÄ
ĹwiadomoĹciÄ
powiedzieÄ, Ĺźe âznaleĹşliĹmy perĹÄâ. I to widaÄ! Jak mĂłwiĹo kilka osĂłb po zakoĹczeniu ferii, teraz sÄ
szczÄĹliwsi. Ale nie jest to takie szczÄĹcie, wyraĹźone zwykĹym uĹmiechem i zdaniem âbyĹo fajnieâ. MyĹlÄ, Ĺźe zmianÄ najlepiej mogÄ
zaobserwowaÄ nasi znajomi, z ktĂłrymi spotkamy siÄ po powrocie do domu. Od razu zauwaĹźajÄ
, Ĺźe jesteĹmy z jakiegoĹ powodu bardziej zadowoleni, radoĹni. Ale nie tak zwyczajnie, jak jest siÄ wesoĹym po obejrzeniu zabawnego filmu. To szczÄĹcie wypĹywa z âczegoĹ wiÄcejâ, z âczegoĹ innegoâ. Dlaczego jesteĹ taka szczÄĹliwa? â dopytujÄ
.
Kolejnym waĹźnym tematem szkoĹy wspĂłlnoty byĹ Ĺwiadek. Kto jest dla nas Ĺwiadkiem? Jak poznaliĹmy, Ĺźe wĹaĹnie ta osoba nim jest? Dla niektĂłrych spotkanie ze Ĺwiadkiem byĹo, jak mĂłwili, âwstrzÄ
semâ, dla innych doĹwiadczenie to byĹo zaĹ spokojne. Ja nauczyĹam siÄ, Ĺźe waĹźne jest, by pamiÄtaÄ, Ĺźe Ĺwiadek ma nam pokazywaÄ Chrystusa, pokazywaÄ nam nasze Przeznaczenie. Tak jakby otwieraĹ nam okno na Boga. Wiele osĂłb mĂłwiĹo, Ĺźe Ĺwiadkami sÄ
dla nich rodzice, ludzie bardzo bliscy, z ktĂłrymi Ĺźyjemy na co dzieĹ. MyĹlÄ, Ĺźe jest to wielka Ĺaska, gdy moĹźemy nazwaÄ swoich rodzicĂłw, rodzeĹstwo, rodzicĂłw chrzestnych; naszymi Ĺwiadkami. ZdaĹam sobie sprawÄ, Ĺźe to jest nam dane od Boga i muszÄ kaĹźdego dnia doceniaÄ ich obecnoĹÄ i to, w jaki sposĂłb pomagajÄ
mi byÄ lepszym czĹowiekiem.
Podczas ferii naprawdÄ doĹwiadczaĹam tego, jak piÄknie moĹźna przeĹźywaÄ swoje Ĺźycie. DziÄki Ĺwiadectwu przyjaciĂłĹ, z ktĂłrymi spÄdzaĹam ten czas. OczywiĹcie nie byĹo tak, Ĺźe caĹy ten czas chodziĹam wniebowziÄta i uduchowiona. Wystarczy wspomnieÄ przygotowywanie ĹpiewĂłw, za ktĂłre byĹam odpowiedzialna. Nie zawsze wychodziĹo tak, jakbym chciaĹa, nie zawsze miaĹam ochotÄ po raz kolejny myĹleÄ o tym, co zaĹpiewamy na ofiarowanie albo dlaczego akurat tÄ
piosenkÄ
rozpoczniemy SzkoĹÄ wspĂłlnoty. Ale jestem wdziÄczna, bo to doĹwiadczenie w pewien sposĂłb mnie ubogaciĹo, a przede wszystkim nauczyĹo pokory.
Wszystkie chwile spÄdzone razem â i szalony kulig, i wieczorne wspĂłlne zabawy, i niekoĹczÄ
ca siÄ gra w mafiÄ â caĹy czas wskazywaĹy mi na obecnoĹÄ Boga. Cudowna zima za oknem i wycieczka w gĂłry do Samotni zdawaĹy siÄ krzyczeÄ: âPatrz, jaki Pan jest dobry!â, jak wiele piÄkna nam daje...
A zatem naprawdÄ ten KrzeszĂłw byĹ atrakcyjny! I jestem pewna, Ĺźe wiele osĂłb, ktĂłre byĹy na feriach, zgodzÄ
siÄ ze mnÄ
. A po przyjeĹşdzie do domu znajomi mogli zachodziÄ w gĹowÄ, jakim cudem mogliĹmy wrĂłciÄ szczÄĹliwi z ferii spÄdzonych w jakiejĹ zapomnianej mieĹcinie.
Dla mnie czas spÄdzony w Krzeszowie byĹ niemalĹźe zbawienny. Przez ostatnie kilka miesiÄcy prawie zapomniaĹam o osÄ
dzie, o wartoĹci Ĺwiadka i o redukcji doĹwiadczenia. W nawale zajÄÄ zwiÄ
zanych z rozpoczÄciem studiĂłw i Ĺźyciem w innym mieĹcie, zepchnÄĹam to wszystko na boczny tor, trwajÄ
c w przekonaniu, Ĺźe âmam na gĹowie waĹźniejsze sprawyâ. PiÄÄ dni w domu rekolekcyjnym siĂłstr elĹźbietanek, czas spÄdzony z przyjaciĂłĹmi wystarczyĹy, by mnÄ
âpotrzÄ
snÄ
Äâ i naprowadziÄ z powrotem na dobry kierunek. Znowu mogĹam gĹÄboko odetchnÄ
Ä i znaleĹşÄ radoĹÄ w takich zadaniach, jak przygotowywanie ĹpiewĂłw i praca nad tekstem. A przede wszystkim, KrzeszĂłw otworzyĹ mi oczy na ĹźywÄ
obecnoĹÄ Chrystusa w kaĹźdej minucie naszego Ĺźycia. To prawda, podczas wyjazdu byĹo Ĺatwiej to wszystko przeĹźywaÄ. ByliĹmy otoczeni przyjaciĂłĹmi oraz prawdziwymi Ĺwiadkami, z ktĂłrymi ĹÄ
czy nas wspĂłlna droga do Przeznaczenia. Co chyba jednak waĹźniejsze, ferie w Krzeszowie pomogĹy mi w osÄ
dzie tego, czego doĹwiadczam kaĹźdego dnia.
KrzeszĂłw to maĹe miasteczko, moĹźna powiedzieÄ: wioska. Jednak obok piÄknej barokowej bazyliki jest w nim coĹ, co sprawiĹo, Ĺźe bÄdÄ chciaĹa tam wracaÄ. I nie jest to ĹwiadomoĹÄ, Ĺźe jeĹşdzili tam moi rodzice, Ĺźe siostry zakonne znajÄ
niektĂłrych niemalĹźe od dziecka, a przez dom rekolekcyjny przewinÄĹy siÄ dwa pokolenia mĹodzieĹźy z Ruchu. Nie, to nie o to chodzi. Chodzi o ĹźywÄ
obecnoĹÄ Chrystusa, ktĂłra sprawia, Ĺźe po przeĹźyciu tam piÄciu dni jestem prawdziwie szczÄĹliwym czĹowiekiem.
Karolina, Ĺwidnica
Ferie GS w Krzeszowie, 1-5 lutego 2010 r.
Ferie zimowe. Jeden z tych momentĂłw w ktĂłrych moĹźemy naĹadowaÄ baterie i po raz kolejny doĹwiadczyÄ pewnoĹci drogi, ktĂłrÄ
idziemy. W tym roku zastanawialiĹmy siÄ nad pojÄciem âosÄ
dâ. ZwrĂłcenie uwagi na koniecznoĹÄ zastanawiania siÄ na tym, co bardziej przybliĹźy mnie do szczÄĹcia, pomaga mi teraz w codziennym Ĺźyciu. Przede wszystkim zauwaĹźyĹam, Ĺźe zmieniĹy siÄ moje relacje z innymi ludĹşmi. DziÄki osÄ
dowi zaczÄĹam zastanawiaÄ siÄ nie tylko nad tym, dlaczego coĹ robiÄ, ale rĂłwnieĹź dlaczego inni myĹlÄ
tak, a nie inaczej. ZaczÄĹam bardziej ich rozumieÄ. I zaczÄĹam rozmawiaÄ z nimi na powaĹźne tematy. PrzestaĹam siÄ tego baÄ. Bo jestem pewna swojej drogi. Bo jestem pewna metody, jakÄ
daje mi Ruch. DziÄkujÄ wszystkim uczestnikom tych ferii, bo ich postawa byĹa dla mnie Ĺwiadectwem, Ĺźe postÄpowanie wedĹug tej metody daje szczÄĹcie. DziÄki nim jestem szczÄĹliwa.
Marcelina, Szarocin
Trzeba czasem oderwaÄ siÄ od codziennoĹci, popatrzeÄ na niÄ
z innej strony. A jest to moĹźliwe wĹaĹnie w czasie spotkaĹ oraz ferii dla mĹodzieĹźy Ruchu Komunia i Wyzwolenie. Towarzystwo to nie tylko daje Ĺwiadectwo, ale takĹźe pokazuje drogÄ. Tutaj czujÄ siÄ szczÄĹliwy.
PaweĹ, Ĺwidnica
Z ferii w Krzeszowie wrĂłciĹam bardzo szczÄĹliwa. CieszÄ siÄ, Ĺźe moja radoĹÄ zostaĹa teĹź zauwaĹźona przez innych. Moi znajomi, ktĂłrzy ogĂłlnie uwaĹźajÄ
mnie za osobÄ pogodnÄ
i wesoĹÄ
, spostrzegli, Ĺźe radoĹÄ, ktĂłrÄ
przywiozĹam z Krzeszowa, jest odmienna od wczeĹniejszej, Ĺźe jestem bardziej radosna niĹź zwykle, moĹźe wĹaĹnie w inny sposĂłb.
Przed wyjazdem zaczÄĹam siÄ trochÄ gubiÄ w codziennoĹci. ZĚyĹam w ciÄ
gĹym poĹpiechu, byĹam niezorganizowana i uczyĹam siÄ do późnej nocy, a to sprawiaĹo, Ĺźe nie rozwaĹźaĹam wielu spraw tak, jak powinnam.
Wyjazd na ferie mĹodzieĹźowe byĹ mi naprawdÄ potrzebny. Po powrocie zauwaĹźyĹam wiele zmian, moĹźna tak powiedzieÄ â w mojej ĹwiadomoĹci. Bardzo siÄ ucieszyĹam, Ĺźe konsekwencje tego doĹwiadczenia byĹo widaÄ nie tylko przez te kilka dni, kiedy wraĹźenia pozostawaĹy jeszcze ĹwieĹźe, ale Ĺźe trwajÄ
one do dziĹ. DoĹwiadczenie to zmieniĹo moje codzienne Ĺźycie. PotrafiÄ dziÄki niemu patrzeÄ z innej perspektywy miÄdzy innymi na relacjÄ z mojÄ
przyjaciĂłĹkÄ
.
MyĹlÄ, iĹź przyczyniĹy siÄ do tego czÄste rozmowy o osÄ
dzie na SzkoĹach wspĂłlnoty podczas ferii. MoĹźe nadal nie wiem tak do koĹca, co znaczy osÄ
dzaÄ i jak naleĹźy to robiÄ â nie jest to bowiem takie Ĺatwe... SprĂłbowaĹam jednak osÄ
dziÄ na przykĹad caĹÄ
sytuacjÄ zwiÄ
zanÄ
z mojÄ
przyjaciĂłĹkÄ
. PrĂłbowaĹam zrozumieÄ powody jej dziaĹaĹ. PotrafiĹam dostrzec teĹź wĹasne bĹÄdy. DziÄki temu udaĹo mi siÄ z niÄ
powaĹźnie porozmawiaÄ i w koĹcu siÄ pogodziĹyĹmy.
Mam nadziejÄ, Ĺźe bÄdÄ miaĹa jak najczÄĹciej okazjÄ spotykaÄ siÄ z osobami z Ruchu, uczestniczyÄ w róşnych spotkaniach, poniewaĹź nie chcÄ, Ĺźeby to piÄkno zatarĹo siÄ gdzieĹ w mojej codziennoĹci i wracaĹo tylko raz na rok, podczas wakacji.
Natalia, Ĺwidnica
Po powrocie z ferii postanowiĹam ĹwiadczyÄ w Ĺrodowisku szkolnym oraz w domu
o piÄknie, ktĂłrego doĹwiadczyĹam w Krzeszowie. Nie tyle opowiadaÄ, co swojÄ
postawÄ
pokazaÄ innym, Ĺźe Ruch jest miejscem, ktĂłre pomaga wzrastaÄ mojej osobie; miejscem, w ktĂłrym czujÄ siÄ szczÄĹliwa. I Ĺźe wobec tego inni teĹź mogÄ
.
Ania