Ślady, numer 2 / 2010 (marzec / kwiecieĹ) Strona Pierwsza
âCaritas: dar z siebie, wzruszonyâ WystÄ
pienie z okazji prezentacji angielskojÄzycznej edycji trzeciej czÄĹci*) ksiÄ
Ĺźki ksiÄdza Giussaniego Czy moĹźna tak ĹźyÄ? (L. Giussani, Is It Possilbe to Live This Way?, vol. 3: Charity, Mc Gill-Quennâs University Press, Montreal 2009) â Dublin, 7 stycznia 2010 r.; Nowy Jork, 17 stycznia 2010 r.; Montreal, 18 stycznia 2010 ks. JuliĂĄn CarrĂłn
MiĹoĹÄ zamyka angielskojÄzycznÄ
edycjÄ trzyczÄĹciowej ksiÄ
Ĺźki Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, w ktĂłrej ksiÄ
dz Giussani podejmuje temat trzech cnĂłt teologicznych: wiary, nadziei i miĹoĹci. Po raz kolejny proponuje nam rozmowÄ o naturze chrzeĹcijaĹskiego doĹwiadczenia, ktĂłre wyĹania siÄ z wnÄtrza dynamiki codziennego Ĺźycia. Dla niego wiara, nadzieja i miĹoĹÄ nie sÄ
sĹowami, ktĂłre przyklejajÄ
siÄ od zewnÄ
trz do ludzkiego Ĺźycia, ale sÄ
faktem, ktĂłry wchodzi w strukturÄ âjaâ, w jego samoĹwiadomoĹÄ, z âroszczeniemâ udzielenia odpowiedzi na problem Ĺźycia. A o to przede wszystkim toczy siÄ dzisiaj gra: chodzi o to, by warto byĹo przeĹźywaÄ Ĺźycie. W ksiÄ
Ĺźce tej ksiÄ
dz Giussani kieruje nas ku nowemu odkrywaniu wartoĹci sĹĂłw, ktĂłre tĹumaczÄ
Ĺźycie, a ktĂłrych pierwotne znaczenie ludzie dawno zagubili; odeszli od ich znaczenia tak daleko, Ĺźe traktujÄ
je jako abstrakcyjne lub jako niepotrzebny ciÄĹźar.
Dlatego w naszych czasach takie sĹowa jak âmiĹoĹÄâ i âcaritas â miĹoĹÄ miĹosiernaâ nie cieszÄ
siÄ dobrÄ
sĹawÄ
. Albo lepiej: popularne sÄ
niektĂłre zredukowane wyobraĹźenia o nich, ktĂłre przewaĹźnie zgadzajÄ
siÄ z âinteresamiâ sprawujÄ
cych wĹadzÄ: chodzi o sentymentalizm â czyli miĹoĹÄ i czynienie dobra, poniewaĹź ma siÄ na to ochotÄ â oraz moralizm â miĹoĹÄ i czynienie dobra z poczucia obowiÄ
zku. Za tym sĹowem moĹźe siÄ nawet kryÄ pragnienie pokazania siÄ, zrobienia dobrego wraĹźenia, ktĂłre rodzi pytanie, czy miĹoĹÄ ma na celu prawdziwe dobro osoby, ktĂłrej okazujemy gest miĹoĹci, czy teĹź jest Ĺşle zamaskowanym egoizmem.
Sam Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice ostrzegaĹ przed ryzykiem pomylenia sĹĂłw âmiĹoĹÄâ i âcaritasâ: âTermin ÂŤmiĹoĹÄÂť staĹ siÄ dziĹ jednym ze sĹĂłw najczÄĹciej uĹźywanych i takĹźe naduĹźywanychâ (Deus caritas est, 2).
Trudno pokonaÄ tÄ trudnoĹÄ, jeĹli sami nie jesteĹmy gotowi do tego, by wychodziÄ od doĹwiadczenia, ktĂłre przeĹźyliĹmy przynajmniej raz w Ĺźyciu: doĹwiadczenia bycia obiektem bezinteresownego dziaĹania. Ĺatwo jest spotkaÄ osoby, ktĂłre wÄ
tpiÄ
w istnienie dobra, redukujÄ
c je do takich czynnikĂłw, jak korzyĹÄ, wygoda, zwyczaj albo jeszcze coĹ innego. Kiedy jednak doĹwiadczamy, Ĺźe ktoĹ nas kocha bezinteresownie, Ĺźadna z tych interpretacji nie wytrzymuje wobec tego doĹwiadczenia. JeĹli dzieje siÄ tak wobec gestu okazanego bezinteresownie przez innÄ
ludzkÄ
istotÄ, takÄ
samÄ
jak my, cóş dopiero stanie siÄ, gdy z takim gestem miĹosiernej miĹoĹci zwraca siÄ do nas BĂłg? Dlatego papieĹź zapewnia, Ĺźe âmiĹoĹÄ Boga wobec nas jest sprawÄ
zasadniczÄ
dla Ĺźycia i niesie ze sobÄ
decydujÄ
ce pytania o to, kim jest BĂłg i kim my jesteĹmyâ (tamĹźe).
Zacznijmy od drugiego z tych dwĂłch pytaĹ (kim my jesteĹmy?) po to, by sprĂłbowaÄ zrozumieÄ, jak bardzo zasadniczÄ
sprawÄ
jest dla nas miĹoĹÄ Boga. Nie moĹźemy zrozumieÄ, czym jest miĹoĹÄ, jeĹli nie zdamy sobie sprawy z naszej potrzebujÄ
cej natury. Wychodzi ona na jaw w relacji z kaĹźda rzeczÄ
: nic nam nie wystarcza.
1. âCzego brakiem jest ten brak?â
WĹoski poeta Mario Luzi niezwykle trafnie opisuje istotÄ naszej natury: âCzego brakiem jest ten brak, / o serce, / ktĂłry niespodziewanie ciÄ wypeĹnia? / czego? / Gdy pÄka tama, / zalewa ciÄ i zatapia / wezbrana twa nÄdza... / Dochodzi, / moĹźe, / spoza ciebie / woĹanie, / Ĺźe teraz nie sĹuchasz, poniewaĹź konasz. / Jest jednak, jego siĹy i Ĺpiewu strzeĹźe / wieczna muzyka... powrĂłci. / BÄ
dĹş spokojnyâ (âDi che è mancanza...â [Czego brakiem jest...], w: Sotto specie umana [Pod ludzkÄ
postaciÄ
], Mediolan 1999, s. 190).
Natura tego braku staje siÄ oczywista, kiedy staramy siÄ go wypeĹniÄ. PrzyjemnoĹci czÄsto stanowiÄ
pierwszÄ
pokusÄ zapeĹnienia pustki. Czeka nas jednak niespodzianka, ktĂłrÄ
bezbĹÄdnie opisaĹ Cesare Pavese: âTo, czego czĹowiek szuka w przyjemnoĹciach, jest czymĹ nieskoĹczonym, i nikt zgoĹa nie rezygnuje z nadziei osiÄ
gniÄcia tegoâ (C. Pavese, RzemiosĹo Ĺźycia (Dziennik 1935â1950), przeĹoĹźyĹ i wstÄpem opatrzyĹ A. DukanoviÄ, Warszawa 1972, s. 271).
Zazwyczaj jednak jesteĹmy przekonani, Ĺźe odpowiedĹş na miarÄ ogromu naszego pragnienia znajdziemy w miĹoĹci. O tym, dlaczego naszÄ
nadziejÄ pokĹadamy w miĹoĹci, przypomniaĹ nam Ojciec ĹwiÄty: âMiĹoĹÄ miÄdzy mÄĹźczyznÄ
i kobietÄ
, w ktĂłrej ciaĹo i dusza uczestniczÄ
w sposĂłb nierozerwalny i w ktĂłrej przed istotÄ
ludzkÄ
otwiera siÄ obietnica szczÄĹcia, pozornie nie do odparcia, wyĹania siÄ jako wzĂłr miĹoĹci [...], w porĂłwnaniu z ktĂłrym, na pierwszy rzut oka, kaĹźdy inny rodzaj miĹoĹci bledniejeâ (Deus caritas est, 2). Dlatego nic nie pozwoli nam lepiej zrozumieÄ tajemnicy tego, Ĺźe jesteĹmy ludĹşmi, niĹź relacja miÄdzy mÄĹźczyznÄ
i kobietÄ
.
Chodzi dokĹadnie o doĹwiadczenie, ktĂłre w niezapomniany sposĂłb opisuje w swoim wierszu Giacomo Leopardi: âBoskim promieniem jawi siÄ mojej myĹli, / twoje piÄkno, kobietoâ (Aspasia, w. 33â34). PiÄkno kobiety poeta pojmuje jako Boski promieĹ, jako obecnoĹÄ boskoĹci.
PiÄkno kobiety jest znakiem, ktĂłry odsyĹa ponad, do rzeczy wiÄkszej, boskiej, niezmierzonej wobec jej ograniczonej natury; tak jak mĂłwi o tym Romeo w dramacie Williama Shakespeareâa: âPokaĹź mi paniÄ
najpiÄkniejszÄ
z piÄknych: / Dla mnie jej piÄknoĹÄ bÄdzie memorandum, / W ktĂłrym wyczytam, Ĺźe jest przecieĹź pani / Jeszcze piÄkniejszaâ (W. Shakespeare, Romeo i Julia I, 1, tĹum. S. BaraĹczak, KrakĂłw 2000, s. 24).
To jest wielkoĹÄ czĹowieka, ta âniemoĹźnoĹÄ czerpania zadowolenia z Ĺźadnej z rzeczy ziemskich czy teĹź, by tak to ujÄ
Ä, z caĹej ziemi, ĹwiadomoĹÄ bezmiernej rozlegĹoĹci przestworzy, wieloĹÄ i wspaniaĹy ogrom ĹwiatĂłw, stwierdzenie, Ĺźe wszystko jest mizerne i nikĹe w porĂłwnaniu z pojemnoĹciÄ
wĹasnego ducha, ukazywanie sobie w wyobraĹşni nieskoĹczonej liczby ĹwiatĂłw i nieskoĹczonego wszechĹwiata, a zarazem poczucie, Ĺźe nasz duch i nasze pragnienie sÄ
rozleglejsze niĹź tak uczyniony wszechĹwiat, ustawiczne oskarĹźanie rzeczy o ich niedostatecznoĹÄ i nicoĹÄ, a zarazem doznanie braku i pustki, a tym samym nudy, wydaje mi siÄ najwyĹźszÄ
oznakÄ
wielkoĹci i szlachetnoĹci, jakÄ
odznacza siÄ natura ludzkaâ (G. Leopardi, MyĹli, LXVIII, tĹum. S. Kasprzysiak, KrakĂłw 1997, s. 70â71).
DoĹwiadczajÄ
c tego, Ĺźe nic, co odbierane przez zmysĹy nie odpowiada nieskoĹczonoĹci naszego pragnienia, ktĂłrego nie moĹźemy siÄ pozbyÄ; niechybnie wczeĹniej czy później bÄdziemy prĂłbowali odpowiedzieÄ na tÄ pustkÄ posiadaniem, co moĹźe byÄ tylko peĹne przemocy i roszczenia. Nasz los byĹby wiÄc taki: skoĹczylibyĹmy w sceptycyzmie, zrozpaczeni, Ĺźe jest coĹ, co moĹźe byÄ rĂłwnie wielkie, jak nasze pragnienie.
Jednak niemal z najgĹÄbszego wnÄtrza czĹowieka wyĹania siÄ upragniona hipoteza: âTo, co nieprzewidziane, / jest jedynÄ
nadziejÄ
. MĂłwiÄ
mi jednak, / Ĺźe mĂłwienie sobie tego jest gĹupotÄ
â (E. Montale, Prima del viaggio [Przed podróşÄ
], w. 25â28).
2. âChrystus pociÄ
ga mnie caĹego, aĹź tak jest piÄknyâ
JesteĹmy raczej przyzwyczajeni do mĂłwienia o miĹoĹci Boga ze wzglÄdu na tradycjÄ. Dlatego z trudem przychodzi nam utoĹźsamiÄ siÄ z nowoĹciÄ
, ktĂłrÄ
wprowadziĹo chrzeĹcijaĹstwo do staroĹźytnego Ĺwiata, charakteryzujÄ
cego siÄ czymĹ, co dzisiaj moglibyĹmy nazwaÄ âwielokulturowoĹciÄ
â: w panteonie byĹo miejsce dla wszystkich religii, nie brakowaĹo wieloĹci kultĂłw.
Tym wiÄkszÄ
sensacjÄ
wydaje siÄ sposĂłb, w jaki chrzeĹcijaĹstwo, z przynoszonÄ
przez siebie nowoĹciÄ
, zostaĹo natychmiast przyjÄte, co moĹźna wywnioskowaÄ z jego nadzwyczajnego i niepowstrzymanego rozprzestrzeniania siÄ. Co takiego nowego, tak bardzo pociÄ
gajÄ
cego, przynosi? W staroĹźytnych religiach bogowie nie wykazywali wiÄkszego zainteresowania czĹowiekiem (na przykĹad w religiach mezopotamskich bogowie stworzyli sobie ludzi po to, by uwolniÄ siÄ spod jarzma pracy, cóş tu wiÄc mĂłwiÄ o przejmowaniu siÄ kimĹ!). W Ĺźadnej staroĹźytnej religii bĂłstwa nie mogĹy kochaÄ, poniewaĹź jedynÄ
znanÄ
miĹoĹciÄ
byĹa miĹoĹÄ jako poĹźÄ
danie (eros). A przecieĹź zaakceptowanie faktu, Ĺźe bĂłstwa mogÄ
poĹźÄ
daÄ, oznaczaĹo uznanie, Ĺźe jest w nich jakiĹ brak, co nie odpowiadaĹo ich doskonaĹej boskiej naturze.
W taki kontekst wdziera siÄ chrzeĹcijaĹstwo, odkrywajÄ
c naturÄ Boga, wprowadzajÄ
c nowe znaczenie sĹowa âmiĹoĹÄâ: miĹoĹÄ jako caritas.
Pierwszym znakiem tej miĹoĹci jest obdarowanie bytu. Ludzkie serce â gdy jest proste i wierne â jest w stanie to rozpoznaÄ: âStÄ
d teĹź absolutnie pierwszym odczuciem czĹowieka jest to, iĹź stoi wobec rzeczywistoĹci, ktĂłra nie jest jego dzieĹem, ktĂłra istnieje niezaleĹźnie od niego, a od ktĂłrej on zaleĹźy. W kategoriach empirycznych jest to najbardziej podstawowa percepcja czegoĹ, co jest dane. [...] imiesĹĂłw przymiotnikowy bierny ÂŤdanyÂť zakĹada istnienie czegoĹ, co ÂŤdajeÂť. SĹowem, ktĂłre wyraz ÂŤdanyÂť przekĹada na pojÄcie w peĹni ludzkie, a wiÄc tÄ pierwszÄ
treĹÄ zderzenia z rzeczywistoĹciÄ
, jest sĹowo darâ (L. Giussani, ZmysĹ religijny, tĹum. K. Borowczyk, PoznaĹ 2000, s. 162â163). Jako Ĺźe jest oczywiste, Ĺźe wewnÄ
trz tej danej, darowanej rzeczywistoĹci znajdujÄ siÄ rĂłwnieĹź ja jako osoba, rozum uĹźywany zgodnie ze swojÄ
prawdziwÄ
naturÄ
, domagajÄ
cÄ
siÄ peĹnego znaczenia, moĹźe tylko dojĹÄ do wniosku: âW tym momencie, jeĹli jestem uwaĹźny, tzn. jeĹli jestem dojrzaĹy, nie mogÄ zaprzeczyÄ, Ĺźe najwiÄkszÄ
i najgĹÄbszÄ
oczywistoĹciÄ
, jakÄ
postrzegam, jest to, iĹź ja nie czyniÄ sam siebie, nie tworzÄ samego siebie. Nie dajÄ sobie istnienia, nie dajÄ sobie rzeczywistoĹci, ktĂłrÄ
jestem, jestem czymĹ ÂŤdanymÂť. Odkrycie siebie samego, jako zaleĹźnego od czegoĹ innego, jest niezwykle doniosĹÄ
chwilÄ
. Im gĹÄbiej wchodzÄ w samego siebie, jeĹli docieram do sedna sprawy, wĂłwczas pytam, skÄ
d wypĹywa moje istnienie? Nie ze mnie: z kogoĹ innego. To jest wĹaĹnie percepcja mnie samego jako strumienia wytryskujÄ
cego z jakiegoĹ ĹşrĂłdĹa. Istnieje coĹ innego, co jest wiÄksze ode mnie, a przez co ja jestem stworzony. Gdyby Ăłw strumieĹ wytryskujÄ
cy ze ĹşrĂłdĹa byĹ zdolny myĹleÄ, dostrzegĹby poĹrĂłd swego Ĺźywotnego wytrysku jakiĹ poczÄ
tek, ktĂłrego nie zna, ktĂłry jest czymĹ innym od niego. Chodzi tu o intuicjÄ owej tajemniczej obecnoĹci, w ktĂłrÄ
na przestrzeni historii wyposaĹźony byĹ przenikliwy duch ludzki, z ktĂłrej czerpaĹa swÄ
istotnÄ
treĹÄ kaĹźda jego chwila, jego wĹasne ÂŤjaÂť. Ja jestem ÂŤtobÄ
-ktĂłry-mnie-czyniszÂť. Z tym tylko, Ĺźe owo ÂŤtyÂť jest absolutnie bez twarzy; uĹźywam sĹowa ÂŤtyÂť, poniewaĹź w moim ludzkim doĹwiadczeniu jest ono najbardziej odpowiednie na oznaczenie owej nieznanej obecnoĹci, ktĂłra jest bez porĂłwnania wiÄksza niĹź moje ludzkie doĹwiadczenie. JakiegoĹź bowiem innego sĹowa mĂłgĹbym uĹźyÄ w to miejsce? Kiedy przyglÄ
dam siÄ sobie i stwierdzam, iĹź ja nie czyniÄ siebie sam, wĂłwczas do tego CzegoĹ, co mnie czyni, do ĹşrĂłdĹa, z ktĂłrego wypĹywam, nie mogÄ siÄ zwrĂłciÄ inaczej, jak tylko uĹźywajÄ
c sĹowa ÂŤtyÂť, ze Ĺwiadomym i peĹnym miĹoĹci drĹźeniem, jakie dochodzi do gĹosu w tym sowie. ÂŤTy, ktĂłry mnie czyniszÂť jest zatem tym kimĹ, kogo tradycja religijna nazywa Bogiem, jest kimĹ wiÄkszym ode mnie, tym, co jest bardziej mnÄ
niĹź ja sam sobÄ
, jest tym, dziÄki ktĂłremu ja jestem. StÄ
d teĹź Biblia mĂłwi o Bogu tam pater nemo [czyĹź nie On twym ojcem?]â (tamĹźe, s. 168â169).
To proste rozpoznanie wystarczyĹoby czĹowiekowi, by nie czuĹ siÄ sam poĹrĂłd rzeczywistoĹci. MĂłgĹby ĹźyÄ ze ĹwiadomoĹciÄ
bycia synem Boga, ktĂłry tak bardzo jest Ojcem. Tyle razy jednak, niepomny na tÄ podstawowÄ
oczywistoĹÄ, czĹowiek Ĺźyje jak sierota.
To trwajÄ
ce od wiekĂłw zapomnienie czĹowieka nie zmienia jednak natury Boga. WrÄcz przeciwnie, to jego oddalenie jest dla Boga okazjÄ
do odkrycia Swojej prawdziwej natury. Tak jak matka wobec uporu dziecka musi odnaleĹşÄ w sobie caĹy swĂłj macierzyĹski instynkt, tak â w biegu ludzkiej historii â BĂłg podejmuje dziaĹanie, ktĂłre odnawia i czyni prawdziwÄ
darmowoĹÄ, konstytuujÄ
cÄ
Jego naturÄ: w Chrystusie daje samego Siebie.
KsiÄ
dz Giussani pisze: âNatura Boga ukazuje siÄ czĹowiekowi jako dar absolutny: BĂłg daje Siebie, daje samego siebie czĹowiekowi. A kim jest BĂłg? Jest ĹşrĂłdĹem bytu. BĂłg daje czĹowiekowi byt: daje czĹowiekowi istnienie; daje wiÄcej od istnienia, wzrastanie; pozwala czĹowiekowi byÄ caĹkowicie sobÄ
, wzrastaÄ aĹź do osiÄ
gniÄcia swej peĹni, to znaczy daje czĹowiekowi dar bycia szczÄĹliwym (szczÄĹliwym, czyli caĹkowicie speĹnionym i doskonaĹym; jak zawsze powtarzaĹem w Ĺacinie i w grece doskonaĹy i usatysfakcjonowany to to samo sĹowo: perfectus â doskonaĹy albo speĹniony, usatysfakcjonowanym jest czĹowiek speĹniony). DaĹ mi siebie, dajÄ
c mi Swoje istnienie: ÂŤUczyĹmy czĹowieka na nasz obraz i podobieĹstwoÂť. A potem, kiedy czĹowiek najmniej siÄ tego spodziewaĹ, nie mĂłgĹ nawet o tym ĹniÄ, nie oczekiwaĹ tego, nie myĹlaĹ o Tym, od ktĂłrego otrzymaĹ istnienie, wĂłwczas On ponownie wszedĹ w Ĺźycie czĹowieka, aby je odkupiÄ, ponownie daĹ Siebie, umierajÄ
c za czĹowieka. Daje siÄ caĹy, w caĹkowitym darze z Siebie, aĹź do stwierdzenia: ÂŤNikt nie ma wiÄkszej miĹoĹci od tej, gdy ktoĹ Ĺźycie swoje oddaje za przyjacióŠswoichÂť. Dar caĹkowityâ (L. Giussani, Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, tĹum. A. Idebska, KrakĂłw 2009, s. 328).
KsiÄ
dz Giussani nie ogranicza siÄ jednak do wielkiego, obiektywnego aspektu daru z samego siebie, ale dodaje, Ĺźe ten dar z samego siebie jest âwzruszonyâ: âDrugi czynnik â pierwszy byĹ tym zasadniczym â jest jak przymiotnik obok rzeczownika. Przymiotnik, czyli coĹ, co okreĹla przymiot rzeczownika, a wiÄc jest drugorzÄdne wzglÄdem tego pierwszego. A jednak jest bardziej poruszajÄ
cy i my â zaĹoĹźÄ siÄ â nigdy nie myĹleliĹmy ani nie pomyĹlelibyĹmy o tym, gdyby BĂłg nie postawiĹ nas razem. Dlaczego BĂłg daje mi Siebie samego? Dlaczego daje mi siÄ, stwarzajÄ
c mnie, dajÄ
c mi istnienie, czyli samego Siebie (daje mi Siebie samego, czyli istnienie)? Dlaczego, co wiÄcej, staje siÄ czĹowiekiem i ofiarowuje mi siÄ, aby uczyniÄ mnie ponownie czystym [...] i umiera za mnie (co absolutnie nie byĹo konieczne: wystarczyĹo jedno skinienie Jego palca, a Ojciec na pewno zadziaĹaĹby)? Dlaczego umiera za mnie? SkÄ
d ten dar z Siebie do granic tego, co pojmowalne, a wĹaĹciwie przekraczajÄ
cy granice tego, co pojmowalne? Musicie w tym miejscu znaleĹşÄ i nauczyÄ siÄ na pamiÄÄ zdania proroka Jeremiasza z trzydziestego pierwszego rozdziaĹu od wersetu trzeciego. BĂłg mĂłwi za poĹrednictwem gĹosu proroka sĹowa, ktĂłre ostatecznie realizujÄ
siÄ w Chrystusie (pomyĹlcie o ludziach, ktĂłrzy byli z tym czĹowiekiem, tym mĹodym czĹowiekiem, ktĂłry wprowadzaĹ te rzeczy w czyn): ÂŤUkochaĹem ciÄ odwiecznÄ
miĹoĹciÄ
[to znaczy uczyniĹem ciÄ uczestnikiem mojej natury], dlatego teĹź zachowaĹem dla ciebie ĹaskawoĹÄÂť. Co to znaczy ÂŤzachowaĹem dla ciebie ĹaskawoĹÄÂť? O co tutaj chodzi? Chodzi o uczucie! O wartoĹÄ, ktĂłra jest uczuciem, ale jest teĹź wartoĹciÄ
. Jest to wartoĹÄ w sensie takim, Ĺźe ma uzasadnienie. JeĹli uczucie nie ma Ĺźadnego uzasadnienia, to nie ma ono wartoĹci, poniewaĹź brak w nim poĹowy mojego ja, to ja sprowadzone do poziomu pÄpka: pozostaje reszta, ta poniĹźejâ (tamĹźe, s. 330â331).
O miĹoĹci miĹosiernej jako o âdarze z siebie, wzruszonymâ, jest w stanie mĂłwiÄ tylko ten, kto sam siÄ wzrusza z powodu wzruszenia Jezusa: âCaritas â miĹoĹÄ Boga do czĹowieka jest wzruszeniem, darem z siebie, ktĂłry caĹy drĹźy, wstrzÄ
sa, porusza siÄ, realizuje jako uczucie w rzeczywistoĹci pewnego wzruszenia: wzrusza siÄ. BĂłg, ktĂłry siÄ wzrusza! ÂŤKimĹźe jest czĹowiek, Ĺźe o nim pamiÄtasz?Âť, mĂłwi psalmâ (tamĹźe, s. 332â333).
KsiÄ
dz Giussani bardzo dobrze zdaje sobie sprawÄ z podstÄpnej moĹźliwoĹci zredukowania rĂłwnieĹź tego aspektu, dokĹadnie w taki sposĂłb â jak juĹź widzieliĹmy â przed ktĂłrym przestrzega Ojciec ĹwiÄty na poczÄ
tku encykliki; ksiÄ
dz Giussani mĂłwi wiÄc: âTrzeba jednak uwaĹźaÄ na jeden szczegĂłĹ: to wzruszenie i to uczucie pociÄ
gajÄ
za sobÄ
pewien osÄ
d i mocniejsze bicie serca. To osÄ
d, a wiÄc ma znaczenie racjonalne. Nie dlatego, Ĺźe moĹźe on byÄ sprowadzony i zredukowany do horyzontu moĹźliwego do objÄcia naszym rozumem, ale racjonalny dlatego, Ĺźe nadaje sens i racjÄ. I z tego powodu przyprawia o mocniejsze bicie serca. Nie jest caritas miĹoĹciÄ
, uczuciem ani wzruszeniem, jeĹli nie ma w sobie tego osÄ
du. Jaki jest Ăłw sens? ÂŤUkochaĹem ciÄ odwiecznÄ
miĹoĹciÄ
, dlatego teĹź zachowaĹem dla ciebie ĹaskawoĹÄÂť. Bicie serca bierze siÄ z tej ĹaskawoĹci dla naszej nicoĹci, ale sens jest w tym, abyĹ ty uczestniczyĹ w istnieniuâ (tamĹźe, s. 336).
CaĹy Nowy Testament potwierdza tÄ absolutnÄ
uprzednioĹÄ BoĹźej miĹoĹci. NajjaĹniej pisze o tym w swoich listach ĹwiÄty Jan: âW tym przejawia siÄ miĹoĹÄ, Ĺźe nie my umiĹowaliĹmy Boga, ale Ĺźe On sam nas umiĹowaĹ i posĹaĹ Syna swojego jako ofiarÄ przebĹagalnÄ
za nasze grzechy. UmiĹowani, jeĹli BĂłg tak nas umiĹowaĹ, to i my winniĹmy siÄ wzajemnie miĹowaÄâ (1 J 4, 10â11). I dalej: âMy miĹujemy [Boga], poniewaĹź BĂłg sam pierwszy nas umiĹowaĹâ (1 J 4, 19).
Jest to nowoĹÄ, o ktĂłrej Ojciec ĹwiÄty przypomniaĹ nam w swojej pierwszej encyklice: âPrawdziwÄ
nowoĹciÄ
Nowego Testamentu nie sÄ
nowe idee, lecz sama postaÄ Chrystusa, ktĂłry ucieleĹnia pojÄcia â niesĹychany, niebywaĹy realizmâ (Deus caritas est, 12).
Tylko ta wzruszona miĹoĹÄ Boga, ktĂłra staĹa siÄ oczywista w Chrystusie, jako jedyna jest w stanie odpowiadaÄ potrzebujÄ
cej naturze czĹowieka, jego brakowi. Dlatego czĹowiek czuje, Ĺźe BĂłg tak bardzo go pociÄ
ga, co uwydatniajÄ
sĹowa Jacopone da Todi: âChrystus pociÄ
ga mnie caĹego, aĹź tak jest piÄknyâ. PiÄkno staĹo siÄ ciaĹem, a chrzeĹcijaĹstwo jest wĹaĹnie zdumieniem z powodu zafascynowania atrakcyjnoĹciÄ
Chrystusa, ktĂłra uderzyĹa dwĂłch pierwszych uczniĂłw, Jana i Andrzeja, ktĂłrzy od dnia, gdy Go spotkali, zaczÄli do Niego przynaleĹźeÄ. Teraz wiemy, dlaczego za Nim poszli, poniewaĹź âcaritas (miĹoĹÄ miĹosierna) [...] kryje w sobie najgĹÄbszÄ
treĹÄ. Odkrywa bliskoĹÄ, odkrywa serce owej ObecnoĹci, ktĂłrÄ
wiara rozpoznajeâ (L. Giussani, Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, s. 322), a ktĂłra dzisiaj uderza tych, ktĂłrzy do Niego przynaleĹźÄ
. Nie byĹoby chrzeĹcijaĹstwa, gdyby nie byĹo tego zdumienia, ktĂłremu nie moĹźe przeszkodziÄ Ĺźaden ludzki grzech. Dlatego âpierwszym obiektem caritas czĹowieka jest Jezus Chrystus. Pierwszym przedmiotem miĹoĹci i wzruszenia czĹowieka jest ÂŤBĂłg, ktĂłry dla nas staĹ siÄ ciaĹemÂťâ (tamĹźe, s. 340). Ta bezgraniczna miĹoĹÄ Boga, ktĂłra objawiĹa siÄ w Chrystusie, roznieca caĹÄ
miĹoĹÄ w czĹowieku, ktĂłry tÄ miĹoĹÄ Boga przyjmuje. âChoÄ nadal prowadzÄ Ĺźycie w ciele, jednak obecne Ĺźycie moje jest Ĺźyciem wiary w Syna BoĹźego, ktĂłry umiĹowaĹ mnie i samego siebie wydaĹ za mnieâ (Gal 2, 20). To rozpoznanie definiuje caĹÄ
chrzeĹcijaĹskÄ
osobowoĹÄ. ChrzeĹcijanie to ci, ktĂłrzy dajÄ
Ĺwiadectwo o tym, Ĺźe âmyĹmy poznali i uwierzyli miĹoĹci, jakÄ
BĂłg ma ku namâ (1 J 4, 16).
âTa miĹoĹÄ do Chrystusa, to nieustanne zdumienie z powodu darowania siebie, wzruszonego, ktĂłrego Tajemnica dokonuje w naszej historii, zradza w czasie podmiot zdolny zainteresowaÄ siÄ przeznaczeniem kaĹźdego czĹowieka, nie ideologicznie, nie mechanicznie, ale w sposĂłb wspĂłĹczujÄ
cy, w bliskoĹci, jako dar z siebie, wzruszony, ktĂłry Ĺwiadczy o pierwotnej uprzednioĹci Tajemnicyâ (P. Martinelli). âJeĹli BĂłg rzeczywiĹcie nie staĹby siÄ czĹowiekiem, nikt nie mĂłgĹby ukierunkowaÄ swojego Ĺźycia zgodnie z tÄ
darmowoĹciÄ
, nikt z nas nie oĹmieliĹby siÄ patrzeÄ na wĹasne Ĺźycie wedĹug tej darmowoĹciâ (L. Giussani, Lâio, il potere, le opere [Ja, wĹadza, dzieĹa], Genua 2000, s. 132).
W ten sposĂłb zrozumiaĹym staje siÄ poczÄ
tek ostatniej encykliki papieĹźa: âMiĹoĹÄ w prawdzie, ktĂłrej Jezus Chrystus daĹ Ĺwiadectwo swoim Ĺźyciem ziemskim, a zwĹaszcza swojÄ
ĹmierciÄ
i zmartwychwstaniem, stanowi zasadniczÄ
siĹÄ napÄdowÄ
prawdziwego rozwoju kaĹźdego czĹowieka i caĹej ludzkoĹciâ (Caritas in veritate, 1). Dlaczego? PoniewaĹź âwszystko wywodzi siÄ z miĹoĹci BoĹźej, dziÄki niej wszystko przyjmuje ksztaĹt, do niej wszystko zmierza. MiĹoĹÄ jest najwiÄkszym darem, jaki BĂłg przekazaĹ ludziom, jest Jego obietnicÄ
i naszÄ
nadziejÄ
â (tamĹźe, 2).
Ta bezgraniczna miĹoĹÄ Boga do nas, zaspakajajÄ
ca bardziej aniĹźeli wszelka hipoteza indywidualizmu lub samodeterminacji, czyni nas z kolei podmiotami miĹoĹci: âMiĹowani przez Boga, ludzie stajÄ
siÄ podmiotami miĹoĹci i sami majÄ
byÄ narzÄdziami Ĺaski, by szerzyÄ miĹoĹÄ BoĹźÄ
i rozbudowywaÄ ÂŤsieÄ miĹoĹciÂťâ (tamĹźe, 5).
Z obfitoĹci miĹoĹci, z peĹni miĹoĹci, ktĂłrej staliĹmy siÄ obiektami, moĹźe wytrysnÄ
Ä darmowoĹÄ. Nie z braku, ale z obfitoĹci! âDlatego, Ĺźe jest Chrystus, nie ma czĹowieka, ktĂłry nie interesowaĹby mnie. JakĹźe waĹźne jest przeczytanie niektĂłrych zapiskĂłw Matki Teresy i pozostaĹych siĂłstr! ZwĹaszcza jednego z nich, do ktĂłrego czÄsto wracaĹem kilka lat temu i ktĂłry opowiada o tym, jak jedna z siĂłstr Matki Teresy znalazĹa w kloace pod goĹym niebem umierajÄ
cego czĹowieka, przyniosĹa go do domu, umyĹa, doprowadziĹa do porzÄ
dku i ten czĹowiek mĂłwiĹ: ÂŤZĚyĹem jak nieszczÄĹnik, a teraz umieram jak krĂłlÂť. Jedynie chrzeĹcijanin moĹźe coĹ takiego uczyniÄ. KochaÄ Chrystusa i w Nim kochaÄ braci, wedĹug Jego sposobu; ofiarowanie siebie (dar z siebie) i wzruszenie dla drugich, dla drugiego. Jednym sĹowem, jest to takie ja, ktĂłre potwierdza ty, to ja, ktĂłre speĹnia siÄ w potwierdzeniu ty, ja, ktĂłre umiera za tyâ (L. Giussani, Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, s. 340â341).
Kto jednak moĹźe byÄ zdolny do takiej miĹoĹci?
Tak oto ksiÄ
dz Giussani w niebywale nowy sposĂłb moĹźe stawiÄ czoĹa dwĂłm najbardziej niezrozumiaĹym kwestiom chrzeĹcijaĹskiego doĹwiadczenia: ofierze i dziewictwu.
3. Kiedy ofiara i dziewictwo staĹy siÄ interesujÄ
ce?
âNie ma ideaĹu, dla ktĂłrego moglibyĹmy siÄ poĹwiÄciÄ, poniewaĹź znamy zakĹamanie tych wszystkich ideaĹĂłw, my, ktĂłrzy nie wiemy, co to prawdaâ. To okrutnie realistyczne stwierdzenie francuskiego myĹliciela AndrĂŠ Malraux (La tentation de lâOccident [Pokusa Zachodu], ParyĹź 1926, s. 216) dobrze oddaje ludzkÄ
reakcjÄ na ofiarÄ. Ofiara jawi siÄ czĹowiekowi jako sprzeczna z jego naturÄ
, ktĂłra zostaĹa stworzona do szczÄĹcia. AĹźeby ofiara staĹa siÄ wartoĹciÄ
, trzeba odkryÄ coĹ, dla czego warto jÄ
podjÄ
Ä.
Kiedy ofiara zaczÄĹa stawaÄ siÄ interesujÄ
ca? Ofiara zaczÄĹa stawaÄ siÄ interesujÄ
ca, kiedy czĹowiek, zdumiony bezinteresownoĹciÄ
Boga w stosunku do nas, wyczuĹ, Ĺźe nie ma niczego bardziej inteligentnego niĹź rozpoznanie Boga. Tylko to doĹwiadczenie umiĹowania przez Boga moĹźe staÄ odpowiednim powodem, aĹźeby daÄ Mu wszystko. Ofiara rodzi siÄ z ponaglenia z powodu miĹoĹci Chrystusa. âAlbowiem miĹoĹÄ Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, Ĺźe skoro Jeden umarĹ za wszystkich, to wszyscy pomarli. A wĹaĹnie za wszystkich umarĹ [Chrystus] po to, aby ci, co ĹźyjÄ
, juĹź nie Ĺźyli dla siebie, lecz dla Tego, ktĂłry za nich umarĹ i zmartwychwstaĹâ (2 Kor 5, 14â15).
âNajprawdziwszÄ
ofiarÄ
jest rozpoznanie obecnoĹci. Co to znaczy rozpoznanie obecnoĹci? Ja, zamiast potwierdziÄ siebie, potwierdza ciebie. To jest najwiÄksze poĹwiÄcenie: ÂŤNikt tak nie kocha przyjacióŠjak ten, ktĂłry oddaje Ĺźycie za przyjacielaÂť; jest to tym samym, co oddanie Ĺźycia. Potwierdzenie ciebie, aby potwierdziÄ siebie, aby pozwoliÄ ĹźyÄ dla â ja, potwierdzenie ciebie jako cel dziaĹania ja, potwierdzenie ciebie jest miĹoĹciÄ
do ciebie. [...] Uznanie drugiego pociÄ
ga za sobÄ
zapomnienie o sobie samym, co jest przeciwieĹstwem bycia przywiÄ
zanym do samego siebie. Zatem czĹowiek poĹwiÄca siÄ dla drugiego. Najbardziej prawdziwÄ
ofiarÄ
jest rozpoznanie obecnoĹci, to znaczy najbardziej prawdziwÄ
ofiarÄ
jest miĹoĹÄâ (L. Giussani, Czy moĹźna tak ĹźyÄ?, s. 397â398).
To rozpoznanie Chrystusa, zafascynowanie Jego piÄknem, ponaglenie przepeĹnione wzruszeniem, ktĂłrego doĹwiadcza ten, kto Go spotyka, moĹźe wypeĹniÄ caĹÄ
ludzkÄ
zdolnoĹÄ miĹowania, caĹy brak, o ktĂłrym mĂłwi Luzi. To doĹwiadczenie tej peĹni umoĹźliwia bezinteresownÄ
relacjÄ z osobami i rzeczami. Ta nowa relacja nazywa siÄ dziewictwem, ktĂłre ksiÄ
dz Giussani definiuje jako âposiadanie z wewnÄtrznym dystansemâ. âAby myĹleÄ o twoim Ĺźyciu (twoim, ktĂłrego twarz znam), aby miĹowaÄ twoje przeznaczenie, aby miĹowaÄ twoje szczÄĹcie, aby miĹowaÄ twoje zadowolenie [...]. Aby kochaÄ naprawdÄ drugÄ
osobÄ, potrzeba dystansu. Bardziej adoruje swojÄ
kobietÄ mÄĹźczyzna, ktĂłry patrzy na niÄ
z odlegĹoĹci metra, zdumiony tym istnieniem, ktĂłre ma przed sobÄ
, prawie na kolanach. Nawet jeĹli stoi, to jest jakby na kolanach przed niÄ
. A kiedy jÄ
posiÄ
dzie?â (tamĹźe, s. 423â424).
Jako przykĹad tego nowego posiadania ksiÄ
dz Giussani przywoĹuje postaÄ ĹwiÄtej Magdaleny: âBardziej posiadĹ MagdalenÄ, kobietÄ z ulicy, Chrystus, ktĂłry patrzyĹ na niÄ
przez sekundÄ, kiedy przechodziĹa przed Nim, czy teĹź wszyscy mÄĹźczyĹşni, ktĂłrzy jÄ
posiedli? Kiedy kilka dni później myĹa Mu ona nogi, pĹaczÄ
c, odpowiadaĹa na to pytanieâ (tamĹźe, s. 424).
W taki sposĂłb miĹuje Chrystus. âGdy czĹowiek znajdowaĹ siÄ na dwadzieĹcia metrĂłw od Niego, czuĹ siÄ przenikniÄty tÄ
ObecnoĹciÄ
i wracaĹ do domu z tÄ
postaciÄ
w sobie. Wiele dni potrzeba byĹo, by siÄ od niej uwolniÄ. CzĹowiek trudziĹ siÄ, by siÄ od Niego uwolniÄ! W ten sposĂłb Chrystus wchodziĹ w relacje z osobami, realizujÄ
c miĹoĹÄ, ktĂłra byĹa uĹźyteczna, ktĂłra byĹa towarzyszkÄ
wÄdrĂłwki, ktĂłra czyniĹa wÄdrĂłwkÄ lĹźejszÄ
. ByĹa to miĹoĹÄ bÄdÄ
ca przedsmakiem wiecznej czuĹoĹciâ (tamĹźe, s. 425). Któş nie chciaĹby, by ktoĹ popatrzyĹ na niego takim wzrokiem? By uobecniÄ dzisiaj w Ĺwiecie to spojrzenie, BĂłg wybiera niektĂłrych âpo to, by krzyczeli wobec wszystkich, w kaĹźdym momencie [...] Ĺźe Chrystus jest kimĹ jedynym, ze wzglÄdu na ktĂłrego warto ĹźyÄâ (L. Giussani, Czas i ĹwiÄ
tynia. BĂłg i czĹowiek, tĹum. ks. J. Waloszek, CzÄstochowa 1997, s. 32).
ZakoĹczenie
âUkochaĹem CiÄ wiecznÄ
miĹoĹciÄ
i ulitowaĹem siÄ nad twojÄ
nicoĹciÄ
â (por. Jr 31, 3): to orÄdzie, ktĂłre dociera do nas jako obecne w dziejach narodu Ĺźydowskiego, jest czymĹ najbardziej wzruszajÄ
cym; Tajemnica, ktĂłra czyni wszystkie rzeczy, ulitowaĹa siÄ nad mojÄ
nicoĹciÄ
. RozpoznaĹa to rĂłwnieĹź Maryja: âPan wejrzaĹ na uniĹźenie SĹuĹźebnicy swojejâ. PierwszÄ
rzeczÄ
, jakÄ
naleĹźy wziÄ
Ä pod uwagÄ, jest litoĹÄ Boga nad nami â nie ma ona Ĺźadnego zwiÄ
zku z tym, jacy jesteĹmy, czy dajemy radÄ, czy nie: umiĹowanie przez Boga jest caĹkowicie darmowe, do tego stopnia, Ĺźe bierze On nas takimi, jacy jesteĹmy â i dlatego powodem, ktĂłry znajduje siÄ na samym poczÄ
tku kaĹźdej naszej inicjatywy, podejmowanej wobec innych, wskazujÄ
cym takĹźe na metodÄ tej inicjatywy, jest darmowoĹÄ.
JeĹli nie zaczniemy od tego, podejmujÄ
c jakÄ
kolwiek prĂłbÄ kochania lub pomagania innym, zmÄczymy siÄ kaĹźdym gestem, ktĂłry nazywamy gestem miĹoĹci miĹosiernej, prÄdzej czy później wypalimy siÄ, a z czasem staniemy siÄ gĹusi na potrzebÄ naszÄ
i naszych braci w czĹowieczeĹstwie. StÄ
d istnieje w nas pokusa zamkniÄcia siÄ w indywidualizmie, w caĹkowitym zobojÄtnieniu na wszystko i wszystkich, to znaczy w samotnoĹci. Jednak trwanie w zdumieniu z powodu faktu, Ĺźe Chrystus ulitowaĹ siÄ nad naszÄ
nicoĹciÄ
, uniĹźajÄ
c siÄ tak bardzo, Ĺźe staĹ siÄ jednym z nas, przezwyciÄĹźa kaĹźde zagubienie oraz wszelkÄ
niemoc i sprawia, Ĺźe osiÄ
gamy tÄ peĹniÄ, ktĂłra pozwala nam zaakceptowaÄ kaĹźdÄ
ofiarÄ, nawet oddanie Ĺźycia za drugiego, aĹźeby mĂłgĹ on ĹźyÄ, a wiÄc czegoĹ, czego po ludzku w ogĂłle nie sposĂłb pojÄ
Ä; uczyniÄ to, co uczyniĹ Jezus dla kaĹźdego z nas i co zrobiĹaby kaĹźda chrzeĹcijaĹska matka dla swojego dziecka. *)
KsiÄ
Ĺźka Czy moĹźna tak ĹźyÄ? w krajach anglojÄzycznych zostaĹa wydana w trzech osobnych woluminach. |