Ślady, numer 1 / 2010 (styczeĹ / luty) Strona Pierwsza
Twoje dzieĹo jest dobrem dla wszystkich Notatki z wystÄ
pienia ksiÄdza JuliĂĄna CarrĂłna na generalnym zebraniu Compagnia delle Opere [Towarzystwa DzieĹ â przyp. tĹum.]. Assago, 22 listopada 2009 ks. JuliĂĄn CarrĂłn
1. ByÄ moĹźe nigdy tak jak w tych czasach kryzysu nie zdajemy sobie sprawy, jak prawdziwe jest motto, ktĂłre wybraliĹcie na temat waszego dorocznego spotkania: âTwoje dzieĹo jest dobrem dla wszystkichâ. Najlepiej mogÄ
to zrozumieÄ ci, ktĂłrych kryzys najbardziej dotknÄ
Ĺ, ich rodziny, ich dzieci.
Ale prĂłbowaÄ utrzymaÄ dzieĹo jest w dzisiejszych czasach rzeczÄ
naprawdÄ trudnÄ
. Sami dobrze to wiecie, szamoczÄ
c siÄ miÄdzy budowaniem dalej tego dobra a opuszczeniem rÄ
k i zamkniÄciem interesu. Pokusa indywidualizmu jest ciÄ
gle w natarciu. PuĹapka âratuj-siÄ-kto-moĹźeâ jest wiÄksza niĹź kiedykolwiek.
Dla wielu z was byĹoby to wygodne. OszczÄdzilibyĹcie sobie sporo trosk. A jednak nie zamknÄliĹcie siÄ w sobie, nie zapomnieliĹcie o innych. I tak pokonaliĹcie indywidualizm, o ktĂłrym mĂłwiĹ Bernhard Scholz. Jednak pokusa wciÄ
Ĺź trwa i by mĂłc wytrwaÄ, potrzebne sÄ
dobre powody, ktĂłre by nam na to pozwoliĹy. I taki jest cel mojego wystÄ
pienia. Paradoksalnie, kryzys moĹźe siÄ staÄ okazjÄ
do wzmocnienia fundamentĂłw pod dzieĹem, ktĂłre budujecie, do uzyskania wiÄkszej ĹwiadomoĹci leĹźÄ
cych u jego podstaw powodĂłw.
2. Indywidualizm jest pokusÄ
rozwiÄ
zywania problemĂłw starÄ
jak sam czĹowiek, dotyczy relacji miÄdzy dobrem wĹasnym a dobrem innych, napiÄcia miÄdzy âjaâ a wspĂłlnotÄ
. Fakt, Ĺźe nie Ĺźyjemy samotnie, ale zawsze funkcjonujemy wewnÄ
trz wspĂłlnoty, zmusza nas do ciÄ
gĹego decydowania o sposobie, w jaki stajemy wobec tego paradoksu.
JesteĹmy powoĹani do Ĺźycia tym wyzwaniem w kontekĹcie kulturalnym, w ktĂłrym odpowiedĹş na takie napiÄcie wydaje siÄ oczywista: indywidualizm. KrĂłtko mĂłwiÄ
c: skuteczniej osiÄ
gam wĹasne dobro, jeĹli nie biorÄ pod uwagÄ innych. WiÄcej: indywidualista widzi w innym zagroĹźenie dla osiÄ
gniÄcia celu wĹasnego szczÄĹcia. Zachowanie to moĹźna streĹciÄ hasĹem definiujÄ
cym charakterystycznÄ
dla tej mentalnoĹci postawÄ: homo homini lupus [âczĹowiek czĹowiekowi wilkiemâ â przyp. tĹum.].
Ale mĂłwiÄ
c tak, wspĂłĹczesnoĹÄ pokazuje, Ĺźe jest niezdolna do udzielenia wyczerpujÄ
cej odpowiedzi, takiej, ktĂłra braĹaby pod uwagÄ wszystkie obecne czynniki. W istocie indywidualistyczna koncepcja rozwiÄ
zuje problem wymazujÄ
c jeden z biegunĂłw napiÄcia. A rozwiÄ
zanie, ktĂłre eliminuje jeden z obecnych czynnikĂłw, nie jest rzeczywistym rozwiÄ
zaniem.
Jak bardzo bĹÄdne jest takie ujÄcie, pokazuje doskonale widoczny fakt coraz silniej odczuwanej koniecznoĹci wprowadzenia reguĹ. Im bardziej postrzega siÄ innego jako potencjalnego wroga, tym bardziej wychodzi na jaw koniecznoĹÄ zewnÄtrznej interwencji, ktĂłra zarzÄ
dzaĹaby konfliktami. Oto paradoks wspĂłĹczesnoĹci: im bardziej sprzyja ona indywidualizmowi, tym bardziej zmuszona jest mnoĹźyÄ reguĹy, by mieÄ pod kontrolÄ
âwilkaâ, ktĂłrym kaĹźdy z nas moĹźe siÄ okazaÄ. Spektakularny upadek takiego podejĹcia jest dziĹ widoczny dla wszystkich, choÄ prĂłbuje siÄ go ukrywaÄ. Nigdy nie bÄdzie doĹÄ reguĹ, by wytresowaÄ wilki.
Oto przeraĹźajÄ
cy wynik sytuacji, w ktĂłrej caĹy nacisk kĹadzie siÄ na etykÄ zamiast na wychowanie, czyli odpowiedniÄ
relacjÄ âjaâ z innymi.
Jednak to nie nieudolnoĹÄ reguĹ tworzy problem. PrawdziwÄ
kwestiÄ
jest to, Ĺźe indywidualizm zasadza siÄ na ogromnym bĹÄdzie: przekonaniu, Ĺźe szczÄĹcie jest rĂłwnoznaczne z gromadzeniem. Tutaj wspĂłĹczesna mentalnoĹÄ pokazuje znowu brak zrozumienia dla autentycznej natury czĹowieka, tej strukturalnej dysproporcji, o ktĂłrej pamiÄtaĹ Leopardi. Dlatego indywidualizm bardziej jeszcze niĹź bĹÄdny, jest bezuĹźyteczny dla rozwiÄ
zania ludzkiego dramatu.
Przy tym naleĹźaĹoby dodaÄ jeszcze kolejne oszustwo, rozgĹaszane przez panujÄ
cÄ
wĹadzÄ: Ĺźe moĹźna byÄ szczÄĹliwym bez wzglÄdu na innych.
3. By adekwatnie odpowiedzieÄ na nasz problem, punktem wyjĹcia jest doĹwiadczenie podstawowe, ktĂłre kaĹźdy z nas uczciwie moĹźe w sobie wytropiÄ: âKaĹźdy czĹowiek dobrej woli wobec bĂłlu i potrzeby od razu zaczyna dziaĹaÄ, okazuje siÄ zdolny do hojnoĹciâ (L. Giussani, LâAvvenimento cristiano [ChrzeĹcijaĹskie wydarzenie], Mediolan 2003, s. 81).
Ale to naturalne uczucie hojnoĹci nie moĹźe przetrwaÄ bez dobrych powodĂłw: âSolidarnoĹÄ jest instynktownÄ
cechÄ
ludzkiej natury (mniej lub bardziej); jednakĹźe nie moĹźe tworzyÄ historii, tworzyÄ dzieĹ dopĂłki pozostaje emocjÄ
albo reaktywnÄ
odpowiedziÄ
na emocjÄ; emocja nie budujeâ (TamĹźe, ss. 82-83).
Jak podtrzymaÄ doĹwiadczenie podstawowe wobec potrzeby? To jest pytanie, ktĂłre wiele lat temu zadawaĹ sobie ksiÄ
dz Giussani na spotkaniu podobnym do dzisiejszego: âJak to moĹźliwe, by czĹowiek zachowaĹ to ÂŤserceÂť wobec kosmosu, a tym bardziej wobec spoĹeczeĹstwa? W jaki sposĂłb moĹźe czĹowiek utrzymaÄ siÄ w pozytywnoĹci i ostatecznym optymizmie (poniewaĹź bez optymizmu nie da siÄ dziaĹaÄ)? OdpowiedĹş brzmi: nie sam, ale angaĹźujÄ
c siÄ razem z innymi. UstanawiajÄ
c przyjaĹşĹ, ktĂłra dziaĹa (wspĂłlne Ĺźycie, towarzystwo, ruch): czyli obfitsze zgromadzenie siĹ, oparte na wzajemnym uznaniu. Takie towarzystwo jest tym stabilniejsze, im trwalszy i stabilniejszy jest powĂłd, dla ktĂłrego powstaje. PrzyjaźŠrodzÄ
ca siÄ ze wspĂłlnoty interesĂłw ekonomicznych trwa tak dĹugo, jak dĹugo ocenia siÄ jÄ
jako uĹźytecznÄ
. Natomiast towarzystwo, ruch, ktĂłry powstaje z przeczucia, Ĺźe cel przedsiÄbiorstwa wykracza poza granice samego przedsiÄbiorstwa, i Ĺźe samo jest prĂłbÄ
odpowiedzi na coĹ o wiele wiÄkszego â krĂłtko mĂłwiÄ
c, ruch rodzÄ
cy siÄ z dostrzegania serca, ktĂłre wspĂłĹdzielimy i ktĂłre definiuje nas jako ludzi, ustanawia ÂŤprzynaleĹźnoĹÄÂťâ (TamĹźe, ss. 88-89).
To doĹwiadczenie podstawowe pokazuje, Ĺźe inny jest pojmowany jako pewne dobro, czego dowodzi fakt odruchu solidarnoĹci, tak silnego, Ĺźe powstaje lud, ktĂłry moĹźe odpowiadaÄ na potrzebÄ. Dlatego odczuwamy potrzebÄ bycia razem, by podtrzymywaÄ nasz poczÄ
tkowy zapaĹ. Taka postawa, lepiej niĹź liczne puste hasĹa, czÄsto pozwalaĹa przetrwaÄ.
PrzynaleĹźnoĹÄ przychodzÄ
ca z pomocÄ
doĹwiadczeniu podstawowemu jest teĹź metodÄ
, ktĂłra koryguje nieuniknione i ciÄ
gĹe redukowanie tegoĹź doĹwiadczenia w Ĺźyciu i dziaĹaniu. Nie jesteĹmy naiwni albo utopijnie optymistyczni w stylu Rousseau. Dobrze znamy nasze ograniczenia, grzech osobisty i spoĹeczny, i dlatego â jak mĂłwi ksiÄ
dz Giussani w przemĂłwieniu z Assago z 1987 roku (Lâio, il potere, le opere [Ja, wĹadza, dzieĹa], Genua 2000, ss. 165-170) â przynaleĹźnoĹÄ do ruchĂłw nieustannie wydobywa z tego upadku, wychowujÄ
c wciÄ
Ĺź do piÄkna, prawdy, sprawiedliwoĹci. Zamiast paĹstwa policyjnego, wychowanie w przynaleĹźnoĹci.
Ale w czasie kryzysu nawet takie ciÄ
Ĺźenie ku ideaĹowi i przyjaĹşĹ, ktĂłra dziaĹa, nie mogÄ
oprzeÄ siÄ pokusie indywidualizmu, jeĹli nie znajdujÄ
dla siebie dobrych powodĂłw. Musimy, rzeczywiĹcie, dobrze zdawaÄ sobie sprawÄ z dwuznacznoĹci, w ktĂłrÄ
zbyt czÄsto popadamy: zastÄpujemy przyjaĹşĹ, ktĂłra narodziĹa siÄ, by wspieraÄ drogÄ podejmowanÄ
przez âjaâ, projektem hegemonicznego sukcesu, ktĂłry przychodzi przez wĹadzÄ politycznÄ
i spoĹecznÄ
. A coĹ takiego nie jest w stanie przetrwaÄ wobec Ĺźyciowych zawirowaĹ.
Dlatego teĹź obecna sytuacja staje siÄ sprzyjajÄ
cÄ
okazjÄ
do tego, by dojrzeÄ w ĹwiadomoĹci tego, dlaczego jesteĹmy razem. By naĹwietliÄ powĂłd, ktĂłry moĹźe oprzeÄ siÄ kaĹźdemu tsunami.
4. Bez dobrego powodu nie da siÄ przetrwaÄ, a w konsekwencji â budowaÄ z perspektywÄ
trwaĹoĹci. Tylko coĹ solidniejszego niĹź wszystko, co moĹźe siÄ wydarzyÄ, ma szansÄ staÄ siÄ odpowiednim fundamentem do budowy. Co to takiego?
By odpowiedzieÄ na to pytanie, pozwĂłlcie mi na osobiste zwierzenie. Co roku muszÄ rozmawiaÄ z tymi, ktĂłrzy po latach nowicjatu proszÄ
o ostateczne przyjÄcie do Memores Domini. Przy takiej okazji trzeba mi zadaÄ sobie pytanie: wĹrĂłd wielu szczegĂłĹĂłw, ktĂłre tworzÄ
Ĺźycie, na co mam patrzeÄ, by pomĂłc im zrozumieÄ, czy jest, czy nie jest rozumne wykonaÄ tak decydujÄ
cy krok w ich Ĺźyciu? PoniewaĹź nie wiem, jak Tajemnica poprowadzi ich do przeznaczenia, przez jakie okolicznoĹci kaĹźe im przechodziÄ, jedynÄ
gwarancjÄ
, jaka pozwoli im stanÄ
Ä wobec kaĹźdej ewentualnoĹci, jest doĹwiadczenie czegoĹ, czego â czy zrozumiejÄ
mniej czy wiÄcej â nie bÄdÄ
juĹź mogli zapomnieÄ. DoĹwiadczenie, ktĂłre mogĹoby podtrzymaÄ Ĺźycie w caĹoĹci. I przychodzi mi do gĹowy jedno zdanie ze ĹwiÄtego Tomasza, znane wam wszystkim, ktĂłre zawiera w sobie klucz do tego problemu: âĹťycie czĹowieka opiera siÄ na afekcie, ktĂłry pierwotnie je podtrzymuje, i w ktĂłrym znajduje swoje najwiÄksze zaspokojenieâ (Suma teologiczna, II-II, 179, 1). Tylko afekt, w ktĂłrym moĹźesz znaleĹşÄ najwiÄksze zaspokojenie moĹźe podtrzymaÄ caĹe Ĺźycie.
Czy taki afekt moĹźe istnieÄ? Istnieje afekt, ktĂłry opowiada tak doskonale na nasze oczekiwanie, Ĺźe moĹźe staÄ siÄ fundamentem zdolnym do oparcia siÄ w kaĹźdej bitwie? Czy, w innych sĹowach, wĹaĹciwszych przy dzisiejszej okazji: czy jest afekt bardziej satysfakcjonujÄ
cy niĹź jakikolwiek indywidualizm?
PoniewaĹź czĹowiek jest wymogiem peĹni, tylko coĹ peĹnego moĹźe odpowiedzieÄ na ten wymĂłg. Tylko jeden czĹowiek w historii twierdziĹ, Ĺźe moĹźe to zrobiÄ: Jezus z Nazaretu, Tajemnica, ktĂłra staĹa siÄ ciaĹem. Tylko ten, kto miaĹ ĹaskÄ otrzymania takiego daru, moĹźe zrozumieÄ, czym jest to zaspokojenie, ktĂłre pozwala podtrzymaÄ caĹe Ĺźycie. I okazuje siÄ, Ĺźe tylko wtedy moĹźna nie ulec indywidualizmowi, jeĹli otrzymaĹo siÄ dobro tak niepodobne do czegokolwiek innego.
Oto chrzeĹcijaĹski realizm: âJeĹli BĂłg, rzeczywiĹcie, nie staĹby siÄ czĹowiekiem, nikt nie mĂłgĹby sprawiÄ, Ĺźe jego Ĺźyciem kieruje ta darmowoĹÄ, nikt z nas nie ĹmiaĹby wedĹug tej darmowoĹci patrzeÄ na swoje Ĺźycieâ (L. Giussani, Lâio, il potere, le opere, dz. cyt., s. 132).
Teraz stajÄ
siÄ zrozumiaĹe poczÄ
tkowe sĹowa ostatniej encykliki papieĹźa: âMiĹoĹÄ w prawdzie, ktĂłrej Jezus Chrystus staĹ siÄ Ĺwiadkiem przez swoje Ĺźycie ziemskie, a zwĹaszcza przez swojÄ
ĹmierÄ i zmartwychwstanie, stanowi zasadniczÄ
siĹÄ napÄdowÄ
prawdziwego rozwoju kaĹźdego czĹowieka i caĹej ludzkoĹciâ (Benedykt XVI, Caritas in veritate, 1).
Dlaczego? PoniewaĹź âwszystko wywodzi siÄ z miĹoĹci BoĹźej, dziÄki niej wszystko przyjmuje ksztaĹt, do niej wszystko zmierza. MiĹoĹÄ jest najwiÄkszym darem, jaki BĂłg przekazaĹ ludziom, jest Jego obietnicÄ
i naszÄ
nadziejÄ
â (TamĹźe, 2).
WĹaĹnie ta nieskoĹczona miĹoĹÄ Boga wobec nas, bardziej zaspokajajÄ
ca niĹź jakakolwiek indywidualistyczna hipoteza, moĹźe nas ze swej strony uczyniÄ osobami kochajÄ
cymi: âLudzie, bÄdÄ
c adresatami miĹoĹci BoĹźej, stali siÄ podmiotami miĹoĹci i sÄ
powoĹani, by staÄ siÄ narzÄdziami Ĺaski, by szerzyÄ miĹoĹÄ BoĹźÄ
i tworzyÄ wiÄzi miĹoĹciâ (TamĹźe, 5).
Z olbrzymiej obfitoĹci miĹoĹci, z peĹni miĹoĹci, ktĂłrej byliĹmy przedmiotem, moĹźe wypĹynÄ
Ä darmowoĹÄ. Nie z braku, ale z olbrzymiej obfitoĹci!
âTo pierwotna prawda miĹoĹci BoĹźej, darowana nam Ĺaska, otwiera nasze Ĺźycie na dar i umoĹźliwia nadziejÄ na ÂŤrozwĂłj caĹego czĹowieka i wszystkich ludziÂť, na przejĹcie ÂŤz mniej ludzkich warunkĂłw Ĺźycia do warunkĂłw bardziej godnych czĹowieka, zrealizowane po pokonaniu trudnoĹci, ktĂłre nieodĹÄ
cznie spotykamy na drodzeâ (TamĹźe, 8).
Bez tego nie jesteĹmy w stanie budowaÄ na dĹuĹźszÄ
metÄ. KsiÄ
dz Giussani dwadzieĹcia piÄÄ lat temu mĂłwiĹ grupce studentĂłw, Ĺźe ânie moĹźemy byÄ wciÄ
Ĺź tak aktywni i wytwarzaÄ dalej tego wszystkiego, co wytwarzaliĹmy w tych surowych latach, bez jednoĹci (komunii); ale jednoĹÄ bez Chrystusa nie moĹźe przetrwaÄ, powodem jednoĹci jest Chrystus, wiÄĹş z Chrystusem. Ta wiÄĹş rodzi warunek, dziÄki ktĂłremu mogÄ wytrwaÄ w towarzystwie nie czujÄ
c siÄ osamotnionym, wyalienowanym â miĹoĹÄ do siebie, miĹoĹÄ do innych jako odblask miĹoĹci do samego siebie. MĂłwiÄ wiÄc, Ĺźe nie da siÄ wytrwaÄ w miĹoĹci do siebie samych, jeĹli Chrystus nie jest obecnoĹciÄ
takÄ
, jak obecnoĹÄ matki dla dziecka (...), jeĹli nie jest obecnoĹciÄ
, jeĹli nie zwyciÄĹźyĹ Ĺmierci, czyli jeĹli nie zmartwychwstaĹ, wiÄc jeĹli nie panuje nad historiÄ
â z tego powodu czas go nie powstrzymuje, nie ograniczajÄ
go czas i przestrzeĹ â jeĹli nie trzyma historii w garĹci, jeĹli nie jest mĂłj tak samo, jak byĹ Jana dwa tysiÄ
ce lat temu, jeĹli Ty, Chryste, nie jesteĹ dla mnie rzeczywistÄ
obecnoĹciÄ
, na nowo stajÄ siÄ nicoĹciÄ
. Dlatego uznanie Twojej obecnoĹci, ciÄ
gĹe uznawanie Twojej obecnoĹci â oto przemiana, jakiej we mnie potrzeba. NawrĂłcenie jest czymĹ podobnym do czĹowieka, ktĂłry idzie, tak jakbym szedĹ z wieloma Ĺlicznymi myĹlami wydedukowanymi z Jego istnienia i w pewnym momencie odwrĂłciĹbym siÄ (nawrĂłcenie) i zobaczyĹbym Go koĹo siebie. To coĹ caĹkiem innego, droga zmienia siÄ caĹkowicie. SprawiedliwoĹÄ jest wiarÄ
, a wiara jest uznaniem tej ObecnoĹci. Chrystus zmartwychwstaĹ, to znaczy, Ĺźe jest rĂłwnoczesny w czasie, jest rĂłwnoczesny w historii. Oto gĹÄboka przemiana, ktĂłrÄ
wprowadza nowy podmiot, nowe stworzenie: wiara w Chrystusa ukrzyĹźowanego i zmartwychwstaĹego, gdzie âukrzyĹźowanieâ jest warunkiem zmartwychwstania. Dlatego nie bÄdÄ mĂłgĹ siÄ gorszyÄ, jeĹli warunkiem do przeĹźywania radoĹci, ktĂłrÄ
mi obiecaĹ, jest krzyĹź, wrÄcz przeciwnie, to jest fascynujÄ
ca demonstracja tego, Ĺźe nawet bĂłl i krzyĹź, i ĹmierÄ, stajÄ
siÄ radoĹciÄ
. Jak mĂłwi ĹwiÄty PaweĹ, ÂŤPeĹen jestem pociechy, opĹywam w radoĹÄ w kaĹźdym uciskuÂť: nie da siÄ tego po ludzku pojÄ
Ä, to jest inny byt, inny Ĺwiat, ktĂłry jest obecny i ktĂłry musimy, w naszym ubĂłstwie, uznaÄ, coraz mocniej uznawaÄ, tak, by stawaĹo siÄ to coraz bardziej nawykowe, znajome, by nasza obecnoĹÄ na Ĺwiecie byĹa coraz bardziej odkupiajÄ
ca, czyli by czyniĹa wciÄ
Ĺź bardziej ludzkimi nas samych i innychâ (L. Giussani, Qui e ora (1984-1985) [Tu i teraz (1984-1985)], Mediolan 2009, ss. 76-78).
Innymi sĹowy, âby mĂłc kochaÄ siebie samych, by mĂłc duĹźo dziaĹaÄ, trzeba byÄ razem; by mĂłc byÄ razem, potrzeba uznaÄ miĹoĹÄ do siebie, ktĂłra pozwala kochaÄ teĹź innych, a zatem ktĂłra moĹźe wprowadziÄ wielkÄ
przemianÄ, ktĂłrÄ
jest miĹoĹÄ do ludzi i siebie samych, widzianych w wiÄzi z nieskoĹczonoĹciÄ
; ale to nie jest moĹźliwe, jeĹli nie z powodu pewnej ObecnoĹci, nie jest moĹźliwe, jeĹli Chrystus (...) nie zmartwychwstaĹ, czyli jeĹli nie jest nam wspĂłĹczesny. A zatem, uznanie tej wspĂłĹczesnoĹci, tej obecnoĹci przy moim geĹcie, tego towarzystwa w drodze, jest pierwszym podstawowym gestem wolnoĹci, ktĂłry pozwala na wszystkie kolejne, ktĂłry pobudza wszystkie kolejneâ (TamĹźe, ss. 82-83).
Takie doĹwiadczenie moĹźe ostatecznie pokonaÄ indywidualizm: âmyâ staje siÄ czÄĹciÄ
definicji âjaâ.
Dlatego teĹź moĹźemy naĹladowaÄ Boga. Nie dlatego, Ĺźe jesteĹmy porzÄ
dni, ale dlatego, Ĺźe jesteĹmy przez Niego wybrani: âW naszych zamiarach i projektach realistycznie zakĹadamy wszystko, co konieczne, by je zrealizowaÄ. Ale poza tym musimy zrealizowaÄ, albo sprĂłbowaÄ zrealizowaÄ, naĹladujÄ
c Pana, uczucie, nieobecne w kalkulacjach uporzÄ
dkowania naszych spraw, ale ktĂłre rodzi siÄ bezpoĹrednio i zwraca siÄ do czĹowieka, towarzysza, w przyjaĹşni, bezinteresownie. To nazywa siÄ miĹoĹciÄ
. Bezinteresowna pomoc bliĹşniemu, czĹowiekowi, w rozwiÄ
zaniu i odpowiedzi na jego potrzebÄ, jakakolwiek by ona nie byĹa: od potrzeby chleba do potrzeby ducha. RozwiÄ
zywanie albo prĂłba rozwiÄ
zania problemu, z powodu ktĂłrego czĹowiek pĹacze i cierpi. Ludzie otaczajÄ
cy nas w dzisiejszym Ĺwiecie pamiÄÄ o tej miĹoĹci uznajÄ
za szaleĹstwo. MĂłwiÄ
: âTak, to idealizmâ, co jest w ich sĹowniku rĂłwnoznaczne z: âTo szaleĹstwo. StraciĹeĹ gĹowÄ. Popatrz raczej na to, co masz do roboty! Daj spokĂłj z tym nadmiarem, ktĂłry moĹźe popsuÄ wyniki twojej pracy!â. JeĹli tu jesteĹcie, to dlatego, Ĺźe w waszym zaangaĹźowaniu w pracÄ, w waszym zaangaĹźowaniu w organizacjÄ, w znanej wam rzeczywistoĹci i w waszym towarzystwie znaleĹşliĹcie jakiĹ powĂłd do dziaĹania, poza tym, co powinniĹcie zrobiÄ i zrealizowaÄ, w darmowoĹci, ktĂłra nie moĹźe byÄ przeliczona, nie pozostawia miejsca kalkulacjom. Tylko BĂłg jest poza jakÄ
kolwiek moĹźliwoĹciÄ
kalkulacji. Dlatego wasza praca jest i musi dÄ
ĹźyÄ do bycia naĹladowaniem Boga, albo, lepiej, naĹladowaniem Chrystusaâ (L. Giussani, LâAvvenimento cristiano, dz. cyt., s. 120).
Ale nie jesteĹmy w stanie naĹladowaÄ Boga o wĹasnych siĹach. MoĹźliwoĹÄ naĹladowania Boga istnieje, bo On sam daje nam tÄ miĹoĹÄ, ktĂłrÄ
moĹźemy Go naĹladowaÄ. Dlatego âmiĹoĹÄ jest czynnikiem, ktĂłry podwaĹźa i przenika wszystkie inne czynniki, miĹoĹÄ jest wiÄksza od wszystkiego. Ona stwarza lud, ktĂłry moĹźe powstaÄ tylko z czegoĹ danego za darmo. Precyzyjne kalkulacje nie mogÄ
wznieĹÄ niczego wyĹźszego niĹź ludzka siĹa wyrazu, rzeczywistoĹci ludu. (...) PomiÄdzy nami narodziĹ siÄ lud z powodu darmowoĹci, naĹladujÄ
c, prĂłbujÄ
c naĹladowaÄ niezmiernÄ
obfitoĹÄ i ĹaskÄ, z ktĂłrymi Chrystus przyszedĹ i z nami pozostaĹ. OstatecznÄ
opĹacalnoĹciÄ
Ĺźycia jest w istocie darmowoĹÄ, ktĂłra przenika w szczeliny naszych kalkulacjiâ (TamĹźe, s. 121).
Przenikanie darmowoĹci w szczeliny naszych kalkulacji powinno zawsze widnieÄ przed nami jako ideaĹ, jako pewne napiÄcie. PoniewaĹź â jako Ĺźe wszyscy jesteĹmy grzesznikami â nie jesteĹmy chronieni przed upadkiem naszej bezinteresownoĹci i popadniÄciem w czyste kalkulacje, przy przekonaniu, Ĺźe ocala nas po prostu przynaleĹźnoĹÄ do naszej przyjaĹşni. Nieustannie czyha ryzyko obwarowywania siÄ w maĹym korporacyjnym Ĺwiatku naszego dzieĹa, byÄ moĹźe nawet z planem zdobycia politycznej hegemonii. DarmowoĹÄ jako ostateczna korzyĹÄ oznacza wyĹcig w poszukiwaniu dobra, ktĂłre wyraĹźa siÄ w poszanowaniu prawa, ale ktĂłre z darmowoĹci czyni przywiÄ
zanie, budowanie dla dobra wspĂłlnego, poprawianie bez przemilczeĹ wobec ciÄ
gĹego upadania.
A zatem rozjaĹnia siÄ jeszcze raz nasz autentyczny cel: nie urastanie w rozmiary i wĹadzÄ, ale wasze dzieĹa jako przykĹady odmiennoĹci, ktĂłrÄ
ludzie widzÄ
i ktĂłra ich uderza, poniewaĹź Ĺwiadczy ona o KimĹ innym. Oto odpowiedĹş na ciÄ
gĹe psucie siÄ naszego Ĺźycia publicznego. Oto moralnoĹÄ, ktĂłrej potrzebuje nasza Ojczyzna. |