Ślady
>
Archiwum
>
2007
>
listopad / grudzieĹ
|
||
Ślady, numer 6 / 2007 (listopad / grudzieĹ) Strona pierwsza U ĹşrĂłdeĹ darmowoĹci Notatki z wystÄ pienia Juliana CarrĂłna podczas Zgromadzenia ogĂłlnego Towarzystwa DzieĹ (CDO). Mediolan, 18 listopada 2007 r. JuilĂ n Carròn DziÄkujÄ wam za zaproszenie do udziaĹu w tym dorocznym spotkaniu CDO (Comagnia delle Opere â przyp. tĹum.). CieszÄ siÄ, ze jestem tu razem z wami, gdyĹź jako chrzeĹcijanin nie mogÄ nie patrzeÄ z sympatiÄ na wasze dziaĹania. W aktualnym kontekĹcie historycznym nie uchylacie siÄ od ryzyka wolnoĹci, starajÄ c siÄ rozszerzaÄ stowarzyszenie ludzi, ktĂłrzy pragnÄ przyczyniÄ siÄ do pomnaĹźania dobrobytu i tworzenia miejsc pracy oraz odpowiedzieÄ na inne zauwaĹźane potrzeby poprzez dzieĹa charytatywne i kulturalne.
1. Kontekst historyczny Ĺťyjemy w pewnej panoramie spoĹecznej, ktĂłra staje siÄ coraz bardziej szara, przywodzÄ c na myĹl âwielkÄ homologacjÄâ przepowiadanÄ przez Pasoliniego. Najbardziej dotyka to mĹodzieĹźy, ktĂłra jest jakby symbolem przezywanych trudnoĹci oraz najwyraĹşniejszym pytaniem o naszÄ odpowiedzialnoĹÄ dorosĹych. âW 1968 roku mĹodzi byli ucieleĹnieniem nadziei, przyszĹoĹci, wolnoĹci i utopii. WspĂłĹczesna mĹodzieĹź jawi mi siÄ czÄsto jako awangarda lÄku i niepokoju w obliczu przyszĹoĹci. Moim zdaniem jest ona ofiarÄ pewnego rodzaju ÂŤsyndromu Piotrusia PanaÂťâ. NapisaĹ filozof francuski Luc Ferry. Dalej zauwaĹźa on: âSÄ dzieÄmi, nastolatkami, zrzekajÄ cymi siÄ dorastania (...). LÄk i niepokĂłj sÄ zwiÄ zane z pewnego rodzaju brakiem odpowiedzialnoĹci i robieniem z siebie ofiary. Wszystkiego oczekujÄ od paĹstwa i polityki (...). WchodzÄ c w dorosĹe Ĺźycie bojÄ siÄ pozostaÄ bez wsparcia ze strony paĹstwaâ[1]. PowtĂłrzyĹ to w ostatnich tygodniach Umberto Galimberti, ktĂłry w swojej ksiÄ Ĺźce napisaĹ: âMĹodzi, nawet jeĹli nie zawsze zdajÄ sobie z tego sprawÄ, czujÄ siÄ Ĺşle. ma to zwiÄ zek nie tylko z normalnymi kryzysami, jakie dotykajÄ wiek mĹodzieĹczy, ale rĂłwnieĹź z faktem, Ĺźe miÄdzy nich wdziera siÄ pewien budzÄ cy niepokĂłj goĹÄ, nihilizm, ktĂłry przenika ich uczucia, miesza myĹli, usuwa perspektywy i horyzonty, osĹabia duszÄ, wysusza ich zamiĹowania, pozbawiajÄ c je Ĺźyciaâ[2]. Jak twierdziĹ kilka lat temu pisarz Pietro Citati, mĹodzi: âwolÄ pozostaÄ pasywni (...), ĹźyjÄ jakimĹ tajemniczym snemâ[3]. Dawanie przykĹadu jest tysiÄ ckroÄ waĹźniejsze od wypowiadanych sĹĂłw. Niedawno sĹyszaĹem, Ĺźe w pewnej rodzinie w trakcie obiadu rozmawiano o sytuacji na rynku pracy i trudnoĹciach, jakie wiele osĂłb ma ze znalezieniem zatrudnienia. Wobec komentarza ojca na temat, jak niekorzystne i upokarzajÄ ca dla dorosĹego czĹowieka jest zaleĹźnoĹÄ od zasiĹku dla bezrobotnych, jego syn, student pierwszego roku uniwersytetu, siedzÄ c na sofie odpowiedziaĹ: âJa chÄtnie wziÄ Ĺbym zasiĹek dla bezrobotnychâ.
2. Towarzystwo DzieĹ: narzucenie pewnego faktu Towarzystwo DzieĹ (CDO) trzeba rozwaĹźaÄ w takim wĹaĹnie kontekĹcie antropologicznym i kulturowym, ujawniajÄ cym osĹabienie typowego dla czĹowieka protagonizmu. PatrzÄ c z tej perspektywy, pierwszÄ zdumiewajÄ cÄ rzeczÄ jest sam fakt, Ĺźe taka rzeczywistoĹÄ w ogĂłle istnieje, gdyĹź sÄ to osoby, ktĂłre nie daĹy siÄ pokonaÄ owemu tajemniczemu uĹpieniu, ktĂłre majÄ energiÄ i odwagÄ bycia razem, aby siÄ wspieraÄ, osoby podejmujÄ ce ekonomiczne i spoĹeczne prĂłby odpowiadania na potrzeby wĹasne i tych, z ktĂłrymi ĹźyjÄ . W myĹl hasĹa, okreĹlajÄ cego waszÄ historiÄ, moĹźna wskazaÄ dwie charakterystyczne cechy fenomenu Towarzystwa DzieĹ, a mianowicie dÄ Ĺźenie do ideaĹu i konkretnÄ przyjaĹşĹ. W tym zakresie okazaliĹcie siÄ pionierami: ponad dwadzieĹcia lat temu podjÄliĹcie pewnÄ potrzebÄ, co obecnie wszyscy uznajÄ za konieczne dla odnowy spoĹecznej. âZ wielkÄ siĹÄ objawia siÄ zarĂłwno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych â napisaĹ ostatnio Aldo Schiavone â pewne nowe i nieprzewidziane pragnienei wiÄzi spoĹecznych, potrzeba pewnego ludzkiego Ĺwiata, jeĹźeli mogÄ siÄ tak wyraziÄ, w ktĂłrym relacje byĹby gÄstsze i bardziej zaciĹniÄte (...). jest to w gruncie rzeczy poszukiwanie (...) jakiejĹ nowej formy spoĹecznego wspierania wzrostu kaĹźdej jednostki (...), formy, ktĂłra umoĹźliwiĹaby technice wejĹcie w relacjÄ z Ĺźyciem (...), tworzÄ c bezpoĹrednio niezaleĹźnoĹÄ (...) od rynku, jednakĹźe unikajÄ c zarazem osĹabienia tego ostatniegoâ. âWe wĹaĹciwy sposĂłb i natychmiast uchwyciĹ to KoĹciĂłĹ, gotowy, aby znaleĹşÄ siÄ w tym, bardzo bliskim mu horyzoncieâ[4]. Towarzystwo DzieĹ jest swoistÄ dokumentacjÄ faktu, Ĺźe nie jesteĹmy skazani na bezradne przyglÄ danie siÄ, jak wszystko â pragnienia, nadzieje, prĂłby dziaĹania i budowania czegoĹ â rozpada siÄ w naszych dĹoniach. Jego istnienie ukazuje, Ĺźe moĹźliwoĹÄ zaczynania na nowo jest realna, takĹźe w sytuacji zniszczenia czĹowieczeĹstwa, w jakiej przychodzi nam ĹźyÄ. Jest bowiem coĹ, co trwa nawet w najbardziej niesprzyjajÄ cych okolicznoĹciach. Aby jednak dogĹÄbnie zrozumieÄ wasze poczynania, trzeba powrĂłciÄ do ich poczÄ tku.
3. PrzyjrzeÄ siÄ poczÄ tkowi Jak zrodziĹa siÄ wasza inicjatywa w dziedzinie przedsiÄbiorczoĹci i jako stowarzyszenie? Ks. Giussani wyraĹşnie ĹÄ czyĹ jej poczÄ tek z wystÄ pieniem na Zgromadzeniu Krajowym Towarzystwa DzieĹ w 1989 roku: âTowarzystwo DzieĹ (...) nie rodzi jako projekt socjalny czy wyobraĹźenie o jakimĹ budowaniu, ale jako cud przemiany. Przemiana, ktĂłra zdumiewa przede wszystkim nas samych, jako tych, ktĂłrzy na niÄ patrzÄ â[5]. RzeczywiĹcie dla wielu z was â z pewnoĹciÄ dla tych, ktĂłrzy je powoĹali â przedsiÄwziÄcie i stowarzyszenie (CDO) byĹy owocem przemiany dokonanej w was przez wydarzenie chrzeĹcijaĹskie. chrzeĹcijaĹstwo przeĹźywane jako doĹwiadczenie objawiĹo w was moc twĂłrczÄ , budzÄ c wasze âjaâ. OddziaĹujÄ ca na was ludzka atrakcyjnoĹÄ byĹa tak silna, Ĺźe poruszyĹa waszÄ osobÄ do kreatywnoĹci i wyzwoliĹa bogactwo inicjatyw, bÄdÄ cych Ĺwiadectwem o Chrystusie i historycznej wartoĹci KoĹcioĹa., jak to podkreĹlaĹ ks. Giussani przy podobnej jak dzisiejsza okazji[6]. Innymi sĹowy, spotkanie chrzeĹcijaĹskie budzi w nas zmysĹ religijny, czyli Ăłw zespóŠwymogĂłw prawdy, piÄkna, sprawiedliwoĹci, dobra, szczÄĹcia, ktĂłry stanowi oryginalnÄ strukturÄ kaĹźdego czĹowieka i ono stoi u poczÄ tku waszych poczynaĹ. DziÄki powstaniu CDO i dzieĹom podjÄtym w celu odpowiadania na potrzeby i konieczne sprawy Ĺźyciowe, spotkaliĹcie wiele osĂłb. WĹrĂłd nich sÄ i takie, ktĂłre nie bÄdÄ c chrzeĹcijanami, odczuwaĹy te same pilne potrzeby, spotykajÄ c was odkryĹy, Ĺźe wasze poczynania sÄ odpowiednie rĂłwnieĹź dla nich. âJest czymĹ niemoĹźliwym, aby wyjĹcie od zmysĹu religijnego nie popychaĹo ludzi do ĹÄ cznia siÄ miÄdzy sobÄ â[7], poniewaĹź wĹaĹnie ta egzystencjalna koniecznoĹÄ âprzewodzi osobistym i spoĹecznym sposobom wyraĹźania siÄ czĹowiekaâ[8]. Wpatrywanie siÄ w ten poczÄ tek jest czymĹ podstawowym, poniewaĹź bez ĹwiadomoĹci poczÄ tku pozostajemy jak dzieci. PoczÄ tek âkrzyczyâ, Ĺźe nikt z nas nie czyni siÄ sam i kaĹźdy potrzebuje nieustannie byÄ rodzonym, aby mĂłc mĂłwiÄ âjaâ, aby mieÄ odwagÄ powoĹaÄ do istnienia jakieĹ dzieĹo bÄ dĹş kontynuowaÄ jego dziaĹalnoĹÄ, pokonujÄ c wszelkie pojawiajÄ ce siÄ na drodze przeszkody. Tak jak sami nie dajemy sobie Ĺźycia biologicznego, tak teĹź nie dajemy sobie Ĺźycia, z ktĂłrego wypĹywajÄ zdolnoĹci, energia i pragnienie tworzenia. Wystarczy rozejrzeÄ siÄ dookoĹa, by zobaczyÄ ilu zmÄczonych ludzi porzuca wszelkie prĂłby w obliczu aktualnej sytuacji, lub nie prĂłbuje nawet smaku zainicjowania czegokolwiek. Dlatego tak waĹźne jest wpatrywanie siÄ w poczÄ tek, poniewaĹź to wĹaĹnie w nim, wraz z faktem ktĂłry go tworzy, ukazuje siÄ nam metoda pozwalajÄ ca kontynuowaÄ dzieĹo bez poczucia wyczerpania siÄ.
4. Metoda: wiernoĹÄ poczÄ tkowi NajwiÄkszym niebezpieczeĹstwem, dla czĹowieka, ktĂłry angaĹźuje siÄ w jakieĹ dzieĹo jest zmiana metody przez oderwanie siÄ od poczÄ tku. Aby tego uniknÄ Ä trzeba byÄ naprawdÄ Ĺwiadomym naszej pierwotnej zaleĹźnoĹci, gdyĹź w przeciwnym razie dojdziemy do traktowania poczÄ tku jako pewnej, normalnej oczywistoĹci. Nie bÄdziemy mu zaprzeczaÄ, ale pozostanie jako pewien oczywisty podkĹad i prÄdzej czy później uznamy siebie za jednych twĂłrcĂłw naszego dorobku. W ten sposĂłb ulegamy iluzji OĹwiecenia, ktĂłre redukujÄ c chrzeĹcijaĹstwo do etyki wysunÄĹo roszczenie osiÄ gania owocĂłw takich, jakie przynosiĹo chrzeĹcijaĹstwo. ZaczÄĹo rodziÄ podmioty i dzieĹa w oderwaniu od Chrystusa, ktĂłry stanowiĹ jego prawdziwe ĹşrĂłdĹo. Konsekwencje tego sÄ niszczÄ ce zarĂłwno dla podmiotu, jak i dla chrzeĹcijaĹstwa. Gdy chodzi o podmiot, proces ten ujawnia siÄ w absolutnym braku zainteresowania, prowadzÄ cym do owego uĹpienia, z ktĂłrego nic nie moĹźe siÄ narodziÄ, gdyĹź brakuje miejsca, gdzie mogĹoby wydarzyÄ siÄ odrodzenie âjaâ. Gdy chodzi o chrzeĹcijaĹstwo to zatraca ono swojÄ autentycznÄ naturÄ wydarzenia historycznego, zdolnego do wskrzeszenia âjaâ, i zostaje sprowadzone do jakiejĹ przesĹanki etycznej czy abstrakcyjnego dyskursu kulturowego niemajÄ cego nic wspĂłlnego z Ĺźyciowymi zainteresowaniami. Sprawa ta dotyczy takĹźe nas, co zauwaĹźamy dziÄki sĹowom, ktĂłre dokĹadnie 30 lat temu powiedziaĹ ks. Giussani do grupy nauczycieli, a ktĂłre do dziĹ pozostajÄ aktualne: âDla wielu z nas prawda, Ĺźe zbawieniem jest Jezus Chrystus oraz Ĺźe wyzwolenie Ĺźycia i czĹowieka, tu na ziemi i w wiecznoĹci, jest nieustannie zwiÄ zane ze spotkaniem z Nim, staĹa siÄ pewnym wezwaniem ÂŤduchowymÂť. Konkretem jest tymczasem coĹ innego: (...), organizacja, jednostki pracy, a zatem i zgromadzenia, ale nie jako wyraz Ĺźyciowego wymogu, a raczej jako umartwienie Ĺźycia, opĹata za przynaleĹźnoĹÄâ[9]. To, co powinno sĹuĹźyÄ ciÄ gĹemu spotkaniu z Nim, dziÄki naszej potrzebie bycia nieustannie rodzonymi, staje siÄ przywoĹaniem duchowym. Lecz abstrakcyjne przywoĹanie duchowe nie jest w stanie pobudziÄ podmiotu. Co wiÄcej, skoro istnieje przesĹanka duchowa, to bardzo Ĺatwo moĹźe dojĹÄ do dwuznacznego rozumienia, Ĺźe owa przesĹanka wraz z dobrymi intencjami postÄpowania w okreĹlony sposĂłb, moĹźe zastÄ piÄ chrzeĹcijaĹstwo jako przeĹźywane doĹwiadczenie. Lecz dobra teoria na temat miĹoĹci, wraz z dobrÄ intencjÄ zakochania siÄ nigdy do zakochania nie doprowadziĹa. RóşnicÄ widaÄ w dziaĹaniu, w tym jak postÄpuje ktoĹ, komu zdarzyĹo siÄ zakochaÄ. JeĹli chcecie poznaÄ, jaki rodzaj doĹwiadczenia przeĹźywacie, patrzcie, jak poruszacie siÄ w rzeczywistoĹci, obserwujcie siebie w dziaĹaniu. CaĹa nasza dobra wola nie uchroni nas przed uleganiem, przy wielu okazjach, powszechnej mentalnoĹci w sposobie faktycznego postÄpowania, osÄ dzania i dziaĹania jak wszyscy inni, w oparciu o kalkulacjÄ lub korzyĹÄ. âOczywistym wymogiem propozycji wiary â powiedziaĹ kard. Ruini â jest to, aby pokazaÄ, Ĺźe wiara jako taka nie jest tylko jakimĹ prostym i ostatecznie iluzorycznym pragnieniem ducha ludzkiego, ani takĹźe czystym doĹwiadczeniem wewnÄtrznym, lecz wĹaĹnie, Ĺźe w kaĹźdym ze swoich istotnych punktĂłw jest precyzyjnie i niezwykle mocno zwiÄ zana z rzeczywistoĹciÄ â[10]. Konsekwencje tej zmiany metody, bÄ dĹş uznania jej za coĹ naturalnie oczywistego widzimy bardzo wyraĹşnie: nie wywiera juĹź Ĺźadnego znaczÄ cego wpĹywu na âjaâ. Uznanie przez wszystkich istniejÄ cej obecnie pilnej potrzeby wychowywania jest niczym innym, jak wyrazistym znakiem historycznej klÄski oĹwieceniowego roszczenia, by przynosiÄ owoce chrzeĹcijaĹstwa bez Chrystusa. Co moĹźe nam pomĂłc, abyĹmy nie zmieniali metody? TakĹźe w tym punkcie KoĹcióŠokazuje realizm, pomagajÄ c nam w zdaniu sobie sprawy ze wszystkich wystÄpujÄ cych czynnikĂłw: 1) Po pierwsze, uznanie, Ĺźe czĹowiek jest zawsze potrzebujÄ cy, gdyĹź nieustannie osĹabia siÄ jego otwartoĹÄ i jego pierwotny impet. To wĹaĹnie ĹwiadomoĹÄ wĹasnej potrzeby przynagla go do poszukiwania owego poczÄ tku, bez ktĂłrego czĹowiek sĹabnie. Dlatego teĹź, pamiÄtajÄ c, ze jesteĹmy grzesznikami, czyli potrzebujÄ cymi, KoĹcióŠoferuje nam pomoc znacznie bardziej zdecydowanÄ niĹź myĹlimy. Fakt, Ĺźe najbardziej znaczÄ cy gest, jakim jest msza, rozpoczyna siÄ od uznania bycia grzesznikami, nie jest tylko jakimĹ âpoboĹźnymâ poczÄ tkiem; jest czymĹ najbardziej realnym, poniewaĹź tak czyniÄ c, ustawia nas w pozycji odpowiedniej do rozpoczynania czegokolwiek. 2) Po drugie, natura chrzeĹcijaĹstwa jako wydarzenia, ktĂłrego istotÄ jest zdumienie wzbudzone przez piÄkno Chrystusa. Przylgniecie do Niego â piÄkno uĹatwia nasze przylgniÄcie âuniemoĹźliwia osĹabienie âjaâ, przed ktĂłrym nie byĹby w stanie uchroniÄ nas Ĺźaden sukces, wĹaĹnie dlatego, Ĺźe nie potrafi zaspokoiÄ wymogu peĹni naszego âjaâ. I tylko jeĹli jesteĹmy w peĹni pobudzani przez atrakcyjnoĹÄ Prawdy moĹźemy rzeczywiĹcie zachowaÄ nadziejÄ. Faktycznie, towarzystwo takie jak wasze ma na co dzieĹ do czynienia z wĹadzÄ i pieniÄdzmi. CzyĹź nie jest realistycznym myĹlenie, Ĺźe kto ma do nich dostÄp moĹźe zostaÄ zamieszany w pewien sposĂłb uĹźywania ich, ktĂłry nie buduje juĹź ani jego ani innych? Albo mĂłwiÄ c innymi sĹowami, czy jest moĹźliwe stworzenie stowarzyszenia przedsiÄbiorstw i dzieĹ, ktĂłre byĹoby nowe, inne? WedĹug mnie tak, na pewnych warunkach. MiaĹem wÄ tpliwoĹÄ czy jest odpowiednim i stosownym mĂłwienie to w waszej siedzibie, gdzie gromadzÄ siÄ osoby pochodzÄ ce z róşnych Ĺrodowisk. UspokoiĹem siÄ, kiedy ktoĹ z was powiedziaĹ mi, Ĺźe Korporacja Farbiarzy â czyli ludzi takich jak wy, tak samo zaangaĹźowanych w pracÄ, majÄ cych to samo pragnienie sukcesu â prosiĹa o wykonanie w katedrze w Piacenza napisu ze sĹowami: âJeĹźeli chcemy nadaÄ nowe znaczenie rzeczywistoĹci, jeĹźeli chcemy nowego Ĺźycia, musimy powrĂłciÄ do dziewictwaâ. A ks. Giussani komentuje: âDziewictwo jest poszukiwaniem przeznaczenia we wszystkim, co siÄ robi, dziÄki czemu kaĹźda okolicznoĹÄ jest utkana ze swego znaczenia, a zatem speĹniona w sposĂłb bardziej prawdziwy, bardziej lojalny i uĹźyteczny. W ten sposĂłb Ĺźycie ludzkie staje siÄ prawdziwsze, bardziej lojalne i uĹźyteczne. Staje siÄ lepsze. Ĺťycie ludzkie rodzÄ ce siÄ jako pasja dla Chrystusa (...) konkretyzuje siÄ jako peĹna pasji wola, aby Ĺźycie czĹowieka byĹo prawdziwsze, bardziej lojalne i poĹźyteczniejszeâ[11]. Jedynie taka pasja dla Chrystusa, jedynie âbezpoĹrednie spojrzenie na CoĹ wiÄkszegoâ[12] umoĹźliwia dziewictwo, pozwalajÄ c nam przyjÄ Ä wĹaĹciwÄ postawÄ wobec wĹadzy i pieniÄdzy, tak aby nie byÄ przez nie zdeterminowanym, lecz aby poddaÄ siÄ fascynacji piÄknem, o ktĂłrej mĂłwiĹ Jacapone z Todi: âChrystus pociÄ ga mnie caĹego, aĹź tak jest piÄknyâ[13]. To On sprawia, Ĺźe moĹźliwa jest darmowoĹÄ, ktĂłrÄ umieĹciliĹcie w tytule waszego spotkania. âGdyby BĂłg (...) nie staĹ siÄ czĹowiekiem â przypomina nam ks. Giussani â nikt z nas nie byĹby w stanie oprzeÄ swojego Ĺźycia na darmowoĹciâ[14].
5. Wyzwanie tego rodzaju towarzystwa Nie ma wÄ tpliwoĹci, Ĺźe zgoda na podjÄcie prĂłby takiej jak wasza niesie ze sobÄ ryzyko. CaĹa nowoĹÄ, jakÄ Chrystus jest w stanie zrodziÄ, zostaje powierzona waszej wolnoĹci i odpowiedzialnoĹci. CzÄĹciÄ wydarzenia, ktĂłre was zrodziĹo jest zdolnoĹÄ podejmowania ryzyka, wchodzenia w rzeczywistoĹÄ z takim ideaĹem (ja rĂłwnieĹź podejmujÄ ryzyko zwiÄ zane z dzieĹem jakim jest Ruch). Dobrze wiemy, Ĺźe ten ideaĹ nie moĹźe byÄ w peĹni przeĹźyty w historii, co jednak nie osĹabia dÄ Ĺźenia ku niemu. Takie dÄ Ĺźenie znakomicie opisuje Eliot uĹźywajÄ c okreĹleĹ, ktĂłre jakĹźe wspĂłĹgrajÄ z nami: âBestialscy, jak zawsze przedtem, zmysĹowi, samolubni, jak zawsze przedtem / egoistyczni, niedowidzÄ cy, jak zawsze przedtem, / Jednak zawsze zmagajÄ cy siÄ, zawsze znĂłw wysĹawiajÄ cy, zawsze / podejmujÄ cy marsz na drodze rozĹwietlonej ĹwiatĹem. / CzÄsto chromajÄ cy, opieszali, spóźnieni, wracajÄ cy, jednak stÄ pajÄ cy tÄ drogÄ â[15]. Bestialscy jak wszyscy, jednak zawsze zmagajÄ cy siÄ, jednak stÄ pajÄ cy tÄ drogÄ . Dlatego nie wystraszcie siÄ waszych ewentualnych bĹÄdĂłw, nieuchronnych w kaĹźdym ludzkim dziele. Ale teĹź nie usprawiedliwiajcie ich. MoĹźemy je uznaÄ, poniewaĹź nie jesteĹmy przez nie definiowani. W przeciwnym razie, tak jak wszyscy, bylibyĹmy zmuszeni zarozumiale im zaprzeczaÄ, aby potwierdziÄ siebie. WewnÄ trz spotkanego doĹwiadczenia otrzymaliĹmy zasadÄ pozwalajÄ cÄ nam korygowaÄ siebie i wciÄ Ĺź zaczynaÄ na nowo. Zawsze zmagajÄ cy siÄ; a pierwsze zmaganie rozgrywa siÄ w nas, zmaganie siÄ o potwierdzenie dobra wiÄkszego niĹź nasza miara i nasze projekty.
6. GĹÄbokie uzasadnienie mojej sympatii Postrzegam wasze dÄ Ĺźenie jako zgodne z moim sposobem rozumienia wydarzenia chrzeĹcijaĹskiego, jako wydarzenia nowego stworzenia, o czym mĂłwi Ĺw. PaweĹ. Chodzi o pojawienie siÄ nowego podmioty na scenie Ĺwiata, nowego protagonisty w spoĹeczeĹstwie. Zdanie sobie z tego sprawy wydaje mi siÄ sprawÄ bardzo pilnÄ , poniewaĹź tylko chrzeĹcijaĹstwo przyjÄte jako wydarzenie moĹźe odpowiadaÄ na aktualne sytuacje, w ktĂłrych jak widzimy sĹabnie podmiot a narasta uĹpienie. Tymczasem bez podmiotu bÄdÄ cego w stanie powiedzieÄ âjaâ nie jest moĹźliwa nowoĹÄ i rozwĂłj jakiegokolwiek kraju. Czy rozumiecie dlaczego od lat mĂłwimy o âpilnej potrzebie wychowawczejâ? Oto dlaczego wasza prĂłba jest decydujÄ ca takĹźe dla zrozumienia natury chrzeĹcijaĹstwa. Kogo moĹźe zainteresowaÄ chrzeĹcijaĹstwo niezdolne do zrodzenia podmiotu, bÄdÄ cego w stanie wejĹÄ w rzeczywistoĹÄ? ByĹoby to jakimĹ niepotrzebnym komplikowaniem Ĺźycia, i tak juĹź peĹnego problemĂłw! Oto dlaczego tym, co moĹźe zainteresowaÄ Ĺźycie kaĹźdego, kto was spotyka, czymkolwiek siÄ zajmuje, jest chrzeĹcijaĹstwo jako odpowiedĹş na problem Ĺźycia, poniewaĹź to jest ĹşrĂłdĹo i metoda waszej oryginalnoĹci., w taki sposĂłb moĹźna uchroniÄ siÄ przed ryzykiem wskazanym przez kard. Ruini: âDotyczy ono koncepcji naszej wiary, ktĂłra chce byÄ ÂŤczystaÂť, lecz w ten sposĂłb ryzykuje swoje odcieleĹnienie, poniewaĹź nie interesujÄ jej, czy teĹź nie podejmuje uwarunkowaĹ spoĹeczno-kulturowych i instytucjonalnych, wymaganych dla utrzymania i umocnienia tejĹźe wiary w ludzie czy teĹź wspierania jej umiejÄtnoĹci w peĹnieniu funkcji przewodniczki w historii. (...) Trzeba nam przezwyciÄĹźaÄ formy spirytualizmu, ktĂłre mogÄ skrywaÄ pewien rodzaj naszego wyobcowania z nas samych. Czynniki spoĹeczno-kulturowe nie sÄ z pewnoĹciÄ decydujÄ cÄ siĹÄ napÄdowÄ chrzeĹcijaĹstwa, sytuujÄ cego siÄ w tajemnicy naszej wiÄzi z Bogiem zbawiajÄ cym, lecz stanowiÄ wszakĹźe wciÄ Ĺź nierozerwalny element w konkretnym splocie historii, jak to nieustannie pokazywaĹy wydarzenia minionych dwĂłch tysiÄ cleciâ[16]. DzieĹa, ktĂłrym poĹwiÄciliĹcie Ĺźycie, jawiÄ siÄ jako âironiczne prĂłbyâ â uĹźywajÄ c za ks. Giussanim tego okreĹlenia â wyraĹźenia nowoĹci, jaka wkroczyĹa w wielu z was dziÄki sakramentowi Chrztu Ĺw.: nowe stworzenie, nowy sposĂłb wypowiadania âjaâ, niemajÄ cy nic wspĂłlnego z wyobcowaniem wobec samego siebie! Nowy podmiot zdolny do podejmowania ryzyka jest wĹaĹnie owocem wychowania chrzeĹcijaĹskiego. Macie wielkÄ odwagÄ do podejmowania ryzyka w tych czasach! CzymĹ prostszym byĹby brak zainteresowania sobÄ samym i innymi. Wy jednak podejmujecie to ryzyko. I dlatego jestem wam wdziÄczny za Ĺwiadectwo, poniewaĹź gesty waszej kreatywnoĹci sÄ wkĹadem na rzecz dobra i dobrobytu spoĹeczeĹstwa. Bycie protagonistami wewnÄ trz rzeczywistoĹci spoĹecznej chroni przed spĹyceniem wewnÄtrznym âjaâ, jakie pojawia siÄ, kiedy czĹowiek wszystkiego oczekuje od paĹstwa. Wobec tego nowego protagonizmu paĹstwo zajmuje wĹaĹciwe dla siebie miejsce i jest w stanie wypeĹniaÄ swoje podstawowe zadanie, a mianowicie umoĹźliwiaÄ wolnoĹÄ wyrazu i stowarzyszania siÄ, zapewniaÄ przestrzeĹ, w ktĂłrej czĹowiek bÄdzie mĂłgĹ kroczyÄ wĹasnÄ drogÄ , podejmujÄ c problemy i szukajÄ c odpowiedzi, ktĂłre przyczyniĹyby siÄ do bardziej ludzkiego i godnego Ĺźycia. O tym czy takie inicjatywy osĂłb wspieraÄ czy teĹź nie kaĹźde paĹstwo zdecyduje zgodnie z tym, jak postrzega swoich obywateli: jako protagonistĂłw czy jako poddanych. Encyklika Benedykta XVI, w tym sensie, staje siÄ âwielkÄ kartÄ â wszelkich wĹaĹciwych relacji miÄdzy spoĹeczeĹstwem a paĹstwem: âNie paĹstwo, ktĂłre ustala i panuje nad wszystkim, jest tym, ktĂłrego potrzebujemy, ale paĹstwo, za ktĂłre dostrzeĹźe i wesprze, w duchu pomocniczoĹci, inicjatywy podejmowane przez róşnorakie siĹy spoĹeczne, ĹÄ czÄ ce w sobie spontanicznoĹÄ i bliskoĹÄ z ludĹşmi potrzebujÄ cymi pomocyâ (Encyklika Deus caritas est, II, 28)[17]. To opĹaca siÄ zarĂłwno paĹstwu, jak i spoĹeczeĹstwu. I tu, jak mi siÄ wydaje tkwi interesujÄ cy powĂłd do udziaĹu w tego rodzaju towarzystwie, takĹźe dla laika.
[1] L. Ferry, âTenemos miedo de todo, del tabaco, del sexo, del alcohol, de la mundilizaciĂłn...â, w ABC, 1 kwietnia 2006 r., s. 27. [2] U. Galimberti âLa generazione del Nullaâ [Pokolenie nicoĹci], w La Repubblica, 5 paĹşdziernika 2007 r., s. 27. [3] P. Citati, âGli eterni adolescentiâ [Wieczne nastolatki], w La Repubblica, 2 sierpnia 1999, s. 1. [4] A. Schiavone, âLa destra non sa piĂš spiegare il mondoâ [Prawica nie potrafi juĹź wyjaĹniaÄ Ĺwiata], w La Repubblica, 16 paĹşdziernika 2007, s. 26. [5] L. Giussani, L`io ilpotere,le opere {Ja, wĹadza, dzieĹa], Marietti, Genua 2000, s. 159. [6] Por. tamĹźe, s. 99. [7] TamĹźe, s. 168. [8] TamĹźe, s. 165. [9] L. Giussani, âViterbo 1977â, w: Il rischio educativo [Ryzyko wychowawcze], Sei, Turyn 1995 r., s. 61. [10] C. Ruini, Chiesa del nostro tempo III [KoĹcióŠnaszych czasĂłw III], Piemme, Casale Monferrato 2007 r., s. 135. [11] L. Giussani, âPresentazioneâ [Wprowadzenie], w E. Manfredini, La conoscenza di GesĂš [Poznanie Jezusa], Marietti, Genua_Mediolan 2004 r., s. 24. [12] L. Giussani, PerchĂŠ la Chiesa [Dlaczego KoĹciĂłĹ], Rizzoli, Mediolan 2003 r., 203. [13] Jacapone da Todi, Lauda XC [Modlitwa XC], w Le Laude [Modlitwy], Libreria Editrice Fiorentina, Florencja 1989 r., s. 313. [14] L. Giussani, L`io, il potere, le opere [Ja, wĹadza, dzieĹa], jw., s.132. [15] T.S. Eliot, Cori da âLa Roccaâ [ChĂłry z âOpokiâ], Bur, Mediolan 1994 r., s. 99. [16] C. Ruini, Chiesa del nostro tempo III [KoĹcióŠnaszych czasĂłw III], jw., s. 56-57. [17] Benedykt XVI, Deus caritas est, II, 28. |