Menu strony Strona główna Śladów
   
Ślady > Archiwum > 2015 > maj / czerwiec

Ślady, numer 3 / 2015 (maj / czerwiec)

??ycie CL

Stokro? jest zawsze czym?? wi?cej

Od pyta?? zadawanych w dzieci??stwie po intuicj? zwi?zana z projekcj? nagrania "Uzna? Chrystusa". A?? po dzisiejsze "wezwanie". Wyst?pienie DAVIDE PROSPERIEGO, wiceprzewodnicz?cego Bractwa CL, podczas Triduum GS.

Davide Prosperi


Uczestniczy??em w waszej, w naszej, Drodze krzy??owej po 25 latach, kt??re up??yn???y od czasu, gdy by??em w GS, i uderzy??o mnie ?? podobnie jak wi?kszo??? z was, tak s?dz?, a mam nadziej?, ??e wszystkich ?? pi?kno gestu. I w??a??nie dlatego natychmiast przysz??o mi na my??l wa??ne pytanie: czym jest to pi?kno wobec sprzeczno??ci ??wiata? (??) Chrystus jest dzisiaj wci??? krzy??owany, we mnie i na ??wiecie. My??la??em o m?czennikach ?? trzeba o tym powiedzie? ?? w Kenii, tych chrze??cijanach, kt??rzy kilka dni temu zostali zamordowani w imi? wiary. A w??wczas co znaczy to pi?kno, jak mo??e to pi?kno nie??? ze sob? ca??? t? sprzeczno??? z??a i niezrozumienia? Musz? powiedzie?, ??e bardzo pom??g?? nam gest. Ten, kto prze??y?? go g???boko, m??g?? uto??sami? si? z tym, co si? wydarza??o. Uto??sami? si? znaczy czu? to, co czu?? ten, kto tam by??, pocz?wszy od Jezusa. W pewnym momencie zada??em sobie pytanie: dlaczego Jezus, kt??ry mia?? w??adz? nad ca??? rzeczywisto??ci?, cz??owiek, kt??ry potrafi?? przywr??ci? wzrok niewidomemu, postawi? na nogi kalek?, wskrzesi? nie??yj?cego od czterech dni, zgodzi?? si? umrze??

Nie ma nic bardziej niezrozumia??ego dla nas, przyzwyczajonych do my??lenia w pewien okre??lony spos??b. Dla nas, znajduj?cych najwi?ksz? przyjemno??? w mo??liwo??ci urzeczywistniania naszego planu dotycz?cego naszego przeznaczenia, w upajaniu si? realizacj? tego, czego si? spodziewamy, nie ma miejsca na umieranie, a jednak Syn Bo??y zaakceptowa?? w??a??nie to. By?? pos??uszny, to znaczy ??y?? w jedyny spos??b, w jaki my tak??e mo??emy ??y?, by spe??ni? nasze przeznaczenie, tak jak On spe??ni?? swoje. Gdyby zrobi?? co?? innego od tego, czym my mo??emy ??y? dzisiaj, w jaki spos??b m??g??bym si? z tym uto??samia?? Przyj??? to, co dla nas jest niemoc?, a poniewa?? w ??wiecie, kt??rego jeste??my dzie?mi, w naszym sposobie my??lenia, niemoc jest synonimem niep??odno??ci, to znaczy niezdolno??ci do rodzenia dobra, jest to poczucie bezradno??ci wobec spraw. Wczoraj jednak prze??yli??my co?? przeciwnego ??- zobaczyli??my, ??e niemoc mo??e sta? si? pocz?tkiem, zrodzeniem nowej p??odno??ci. (??) Przystaj?c przy stacjach Drogi krzy??owej, s??uchali??my Stabat Mater, kt??re opisuje, co uczyni??a wobec wisz?cego na krzy??u Syna Maryja, a s??uchali??my go, poniewa?? je??li chcemy zrozumie?, spr??bowa? zrozumie?, co wydarzy??o si? tego dnia, musimy patrze? na t? Kobiet?, na Jego Matk?, jedyn?, kt??ra rozumia??a. Maryja sta??a, ??sta??a Matka bole??ciwa?, to znaczy uczestniczy??a, towarzyszy??a swojemu Synowi. Co innego mog??a zrobi?? Dlaczego Maryja nie wesz??a na krzy?? i Go z niego nie zdj???a, dlaczego nie zacz???a krzycze? na rzymskich oprawc??w? Poniewa?? jako jedyna rozumia??a, ??e w ten spos??b spe??nia??o si? przeznaczenie Jej Syna, a poprzez Niego przeznaczenie ??wiata.

Chc? nauczy? si? tak patrze?. Chc? nauczy? si? widzie? rzeczy tak, jak widzia??a je Ona, dostrzega? to, na co tak trudno jest patrze?, poniewa?? dla nas rzeczywisto??? jest tylko tym, co powierzchowne. Dlatego jeste??my tak bardzo atakowani przez zw?tpienie, jak powiedzieli??my. Poniewa?? ja ?? chc? opowiedzie? wam pierwszy epizod z mojego dzieci??stwa ?? by??em, nie wiem, czy pe??en w?tpliwo??ci, ale bezsprzecznie pe??en niepewno??ci, gdy?? straci??em tat? w wieku sze??ciu lat; a bez taty odczuwa si? brak obecno??ci, kt??ra wprowadza ci? w rzeczywisto???. (??) Musz? wam opowiedzie? o tym, co wydarzy??o si? przed ??mierci? mojego taty.

M??j dziadek mia?? jeszcze jednego syna, kt??ry zmar?? w dzieci??stwie na ostre zapalenie opon m??zgowych; jego ??ona nie mog??a mie? ju?? wi?cej dzieci, a widz?c swojego m???a tak bardzo przygn?bionego z tego powodu, z??o??y??a ??lub, ??e jest gotowa odda? swoje ??ycie, byle mie? jeszcze jedno dziecko. Po kilku latach ponownie zasz??a w ci????, ale lekarze powiedzieli jej od razu, ??e powinna natychmiast j? usun??, poniewa?? dziecko i tak si? nie urodzi, a poza tym ona ryzykowa??a utrat? ??ycia. Ona jednak powiedzia??a, ??e jest gotowa odda? swoje ??ycie, poniewa?? jest pewna, ??e ta ci???a jest jej dana od Boga. W ten spos??b donosi??a j?. I urodzi?? si? m??j ojciec, ale babcia zmar??a podczas porodu. M??j ojciec zgin??? w wieku 33 lat w wypadku. Pami?tam, ??e kiedy byli??my mali, ja i m??j brat chodzili??my do dziadka w czasie ??wi?t i w wieku o??miu, dziesi?ciu lat ?? na tyle, na ile mo??e zrozumie? dziecko ?? patrzyli??my na niego i zadawali??my sobie pytanie: co takiego sprawia, ??e cz??owiek, kt??remu wszystko zosta??o odebrane, ma jeszcze pewno???, ??e ??ycie to nie iluzja? Taki nam w??a??nie sta?? przed oczami: cz??owiek do??wiadczony, wypr??bowany przez ??ycie, ale nie pokonany, cz??owiek wiary.

 

To pytanie, kt??re pod pewnym wzgl?dem odczuwa??em jako tak bardzo sprzeczne z niepewno??ciami, kt??re prze??ywa??em, nigdy nie da??o mi spokoju: czy mo??na ??y? w ten spos??b wobec wszystkiego, tak ??eby nie by??a to iluzja, ??eby nie by??o to k??amstwo? Pomijaj?c to wszystko, co wydarzy??o si? w mi?dzyczasie, chcia??bym wam powiedzie? o tym, co by??o dla mnie prawdziw? odpowiedzi? na ca??y ten dramat, kt??ry prze??ywa??em przez wiele lat, i kt??ry wci??? jeszcze prze??ywam, poniewa?? ??ycie, je??li nie jest w?tpliwo??ci?, jest problemem. Jak m??wi Szko??a Wsp??lnoty: alternatyw? w?tpliwo??ci nie jest pewno???; alternatyw? w?tpliwo??ci jest problem. Znaczy to, ??e ??ycie stawia problemy, poniewa?? nie wszystko jest ju?? rozwi?zane, i to popycha nas do dzia??ania. Wielko??? cz??owieka rozpoznajesz po tym, ??e si? nie poddaje, a nie po tym, ??e natychmiast potrafi na wszystko udzieli? odpowiedzi. Odno??nie do tego, przeskakuj?c kilka lat do przodu, dochodz? do mojego wielkiego spotkania, kt??re mia??o miejsce w 1994 roku podczas rekolekcji, w czasach, gdy chodzi??em na studia. Ich tytu?? brzmia?? ?? i doskonale pasowa?? w??a??nie do mnie ?? ??Uzna? Chrystusa?. To mnie interesowa??o: jak mo??na uzna?, ??e tym, czego oczekuje moje serce, jest w??a??nie On? Ksi?dz Giussani ?? po raz pierwszy zobaczy??em go z tak bliska ?? zacz??? m??wi?, cytuj?c Kafk?: ??Jest punkt doj??cia, ale nie ma ??adnej drogi?, jest meta, ale nie ma drogi, by j? osi?gn??. Oto w??a??nie by?? m??j problem. Rozumia??em, czu??em, ??e chc? ??y? dla czego?? wielkiego, pragn???em, by moje ??ycie si? nie zmarnowa??o, by nie by??o tylko zdefiniowane przez czas, kt??ry up??ywa i poma??u ci? po??era, ale by zosta??o prze??yte dla idea??u. Ale gdzie jest ten idea??? To dla mnie by?? problem.

By odpowiedzie? na to pytanie, trzeba zacz?? do??wiadcza? tego, ??e ten idea?? ma co?? wsp??lnego z twoim ??yciem, z tym, czym ??yjesz, z tym, co czujesz, z problemami, kt??re masz. (??) Idea?? musi mie? co?? wsp??lnego z tym wszystkim, w przeciwnym razie co to za idea??? By??by nieosi?galny, to znaczy ??nie ma drogi?.

By odpowiedzie? na to pytanie, ksi?dz Giussani zacz??? opowiada? o Janie i Andrzeju, kt??rzy jako pierwsi spotkali Jezusa. Na my??l o tym dot?d przechodz? mnie ciarki po plecach, poniewa?? kiedy m??wi??, ja prze??ywa??em ten epizod, jak gdybym tam by??. By??o wida?, ??e on jakby tam by??, obok tych dw??ch, i powoli budzi??o si? we mnie pytanie: ale jak on to robi? Ale jak mo??e tak m??wi?? Opowiada?? nawet o tym, co powiedzia?? Andrzej, kiedy po powrocie do domu spotka?? swoj? ??on?, kt??ra widzia??a, ??e si? zmieni??. Mo??ecie to zobaczy? na nagraniu, kt??re ukaza??o si? wraz z ??Corriere della Sera? z okazji 10. rocznicy ??mierci ksi?dza Giussaniego. Jak m??g?? m??wi? co?? takiego? Poniewa?? najwidoczniej, by??o to dla niego obecne wydarzenie, prze??ywa?? teraz to, co wydarzy??o si? w??wczas. Pami?tam, ??e kiedy s??ucha??em go, gdy m??wi??, powoli ros??o we mnie pragnienie, by m??c prze??ywa? ?? bym mo??e ja tak??e, tak niepewny, tak niezdolny m??g?? prze??ywa? ?? to, co prze??ywa?? on.

 

By pokaza?, jak ta rzecz jest jeszcze ??ywa, ??e to do??wiadczenie jest do??wiadczeniem tera??niejszym, w pewnym momencie przeczyta?? list, kt??ry od tamtej pory zawsze nosz? w neseserze, mimo ??e jest sprzed 20 lat. Po??r??d waszych pyta?? by??o tak??e to: jak nie zagubi? wszystkiego nast?pnego dnia? No c????, moi drodzy, trzeba pami?ta? ?? nie mo??na wyrzuca? wa??nych rzeczy, poniewa?? je??li si? o nich zapomni, mo??na powr??ci?, by zn??w zobaczy? to, co nas zafascynowa??o, i w ten spos??b zauwa??a si?, ??e to, co nas zafascynowa??o, jest wci??? obecne. Je??li mnie zdoby??o, jest ze mn? zawsze. Ksi?dz Giussani przeczyta?? wi?c wraz z innymi ??wiadectwami list ch??opaka chorego na AIDS, kt??ry zmar?? dwa dni po napisaniu tego listu. (??) Ten ch??opak napisa??, ??e po kilku latach spotka?? swojego by??ego koleg? z liceum ?? kt??ry jest teraz w Memores Domini ?? i wys??a?? list do ksi?dza Giussaniego, kt??rego nigdy nie spotka?? osobi??cie.

??Drogi ksi???e Giussani, pisz? do Ksi?dza, nazywaj?c go ?drogim?, cho? Ksi?dza nie znam, nigdy Ksi?dza nie widzia??em ani nie s??ysza??em m??wi?cego. Chocia??, prawd? m??wi?c, mog? powiedzie?, ??e znam Ksi?dza ?? o ile dobrze zrozumia??em Zmys?? religijny i to, co mi m??wi Ziba [jego przyjaciel] ?? znam Ksi?dza przez wiar?, a teraz dodaj? od siebie: dzi?ki wierze. Pisz? do Ksi?dza wy???cznie po to, by powiedzie?: dzi?kuj?. Dzi?kuj? za to, ??e Ksi?dz nada?? sens temu mojemu ja??owemu ??yciu. Jestem koleg? Ziby ze szkolnej ??awy z czas??w szko??y ??redniej, z kt??rym zawsze si? przyja??ni??em, mimo ??e nie podziela??em jego stanowiska. Uderza??o mnie zawsze jego cz??owiecze??stwo i jego bezinteresowna dyspozycyjno???. W tym moim pe??nym udr?ki ??yciu, s?dz?, ??e docieram ju?? do kresu, wieziony tym poci?giem, kt??ry nazywa si? AIDS, a kt??ry nikomu nie daje wytchnienia. Obecnie m??wienie o tych sprawach nie budzi ju?? we mnie l?ku. Ziba powtarza?? mi zawsze, ??e w ??yciu trzeba mie? prawdziwy cel i i??? za nim. Wielokrotnie ugania??em si? za r????nymi celami, lecz nigdy za tym prawdziwym. Teraz zobaczy??em ten prawdziwy cel, widz? go, spotka??em, zaczynam go poznawa?, nazywa? po imieniu: nazywa si? Chrystus. Nie wiem zupe??nie, co to znaczy i jak ja mog? o tym wszystkim m??wi?. Lecz kiedy widz? twarz mojego przyjaciela lub kiedy czytam Zmys?? religijny,z kt??rym si? nie rozstaj?, i kiedy my??l? o Ksi?dzu lub o sprawach z Ksi?dzem zwi?zanych, o kt??rych opowiada mi Ziba, wszystko staje si? dla mnie ja??niejsze, wszystko: nawet m??j b??l, moje cierpienie. W moim ??yciu ?? obecnie ju?? sp??aszczonym i bezp??odnym, podobnym do g??adkiego kamienia, po kt??rym wszystko sp??ywa jak woda ?? pojawi?? si? jaki?? poryw sensu i znaczenia, kt??ry odrzuca precz z??e my??li i cierpienia. Co wi?cej, obejmuje je i czyni prawdziwymi, sprawia, ??e moje zepsute i cuchn?ce cia??o staje si? znakiem Jego Obecno??ci. Dzi?kuj?, ksi???e Giussani, ??e przekaza?? mi Ksi?dz wiar?, albo ?? jak to Ksi?dz nazywa ?? Wydarzenie. Teraz czuj? si? wolny i spokojny. Swego czasu, gdy Ziba odmawia?? w mojej obecno??ci modlitw? Anio?? Pa??ski, z??orzeczy??em mu w twarz, nienawidzi??em go i m??wi??em, ??e jest tch??rzem, poniewa?? jedyn? rzecz?, kt??r? potrafi?? robi?, by??o odmawianie wobec mnie tych g??upich modlitw. Teraz, gdy z trudem mog? m??wi?, usi??uj? wraz z nim odmawia? Anio?? Pa??ski i pojmuj?, ??e tch??rzem by??em ja, poniewa?? nie widzia??em prawdy, kt??ra sta??a przede mn? na wyci?gni?cie r?ki. Dzi?kuj?, ksi???e Giussani. Jest to jedyna rzecz, kt??r? cz??owiek taki jak ja mo??e Ksi?dzu powiedzie?. Dzi?kuj?, poniewa?? po??r??d ??ez mog? powiedzie?, ??e umieranie w ten spos??b ma teraz sens. Nie dlatego, ??eby by??o pi?kniejsze, gdy?? nadal bardzo boj? si? ??mierci, ale dlatego, ??e teraz wiem, i?? jest kto??, kto mnie kocha, i ??e ja te?? by? mo??e mog? si? zbawi? oraz ??e mog? modli? si?, aby r??wnie?? moi wsp????towarzysze niedoli mogli spotka? i zobaczy? to, co ja spotka??em i zobaczy??em. W ten spos??b czuj? si? potrzebny. Prosz? pomy??le?: u??ywaj?c jedynie g??osu, dzi?ki temu jedynemu narz?dziu, kt??rego mog? jeszcze dobrze u??ywa?, czuj? si? potrzebny, mog? by? u??yteczny. Ja, kt??ry zmarnowa??em moje ??ycie, mog? czyni? dobro, odmawiaj?c jedynie Anio?? Pa??ski. Jest to niesamowite i nawet gdyby to mia??o by? tylko z??udzenie, ta rzecz jest nazbyt ludzka i rozumna ?? jak pisze Ksi?dz w Zmy??le religijnym ?? aby nie mia??a by? prawdziwa. Ziba powiesi?? mi nad ??????kiem zdanie ??w. Tomasza: ???ycie cz??owieka wyra??a si? w mi??osnym przylgni?ciu, kt??re w istotny spos??b je podtrzymuje i w kt??rym znajduje swoj? najwi?ksz? satysfakcj??. S?dz?, i?? moj? najwi?ksz? satysfakcj? jest to, ??e pozna??em Ksi?dza, pisz?c do Ksi?dza ten list. Ale jeszcze wi?ksz? satysfakcj? jest to, ??e dzi?ki Bo??emu mi??osierdziu, je??li B??g zechce, poznam Ksi?dza tam, gdzie wszystko b?dzie nowe, dobre i prawdziwe. Nowe, dobre i prawdziwe jak przyja????, kt??r? wni??s?? Ksi?dz w ??ycie wielu os??b i o kt??rej mog? powiedzie?: ?Ja r??wnie?? w niej uczestniczy??em? [tak??e do mnie odnosi si? to ??Ja r??wnie?? w niej uczestniczy??em!?]; tak??e ja w tym moim spapranym ??yciu zobaczy??em i mia??em udzia?? w tym nowym, dobrym i prawdziwym wydarzeniu. Niech Ksi?dz modli si? za mnie. Ja r??wnie?? w czasie, kt??ry mi pozostaje, b?d? si? nadal stara?? czu? potrzebnym, modl?c si? za Ksi?dza i za Ruch. ??ciskam Ksi?dza. Andrea?.

Prawdziwe spotkanie (nie wtedy, gdy m??wimy, ??eby powiedzie?: ??Tak, spotka??em si????) jest zawsze ?? zawsze! ?? definitywnym uznaniem obecno??ci w ??yciu. Definitywnym: mo??esz odej???, mo??esz pr??bowa? wyrzuci? je z siebie, ale masz je zawsze. To jest prawdziwe spotkanie: definiuje ??ycie, kt??re wtedy jest dane, nabiera nowego znaczenia, by wci??? coraz lepiej poznawa? to, co si? spotka??o, by pog???bi? t? afektywn?, jak mawia?? zawsze ksi?dz Giussani, znajomo???; spos??b, w jaki wzrasta to poznanie, jest przylgni?ciem, nie jest rozumowaniem, nie wysilamy si?, t??umacz?c sobie sprawy przy pomocy dyskursu, jakby??my musieli zrozumie? wszystko, zanim zaczniemy dzia??a?; jest przylgni?ciem, jest pod???aniem za. Tak jak przydarzy??o si? to temu ch??opakowi choremu na AIDS. Spotkanie przychodzi do ciebie tam, gdzie jeste??, a ty musisz zdecydowa?, czy p??j??? w ??yciu za tym, co prawdziwego spotka??e??.

 

W tym momencie zrozumia??em ?? zrozumia??em to natychmiast ?? ??e by pozna? tego Chrystusa, o kt??rym mo??na by??o tak m??wi?, o kt??rym m??wi?? tak ksi?dz Giussani i o kt??rym m??wi?? tak ten ch??opak, b?d?cy w takim stanie, w jakim by?? ?? musia??em stara? si? przylgn??, pod???a? za, pozna? tego, kto dawa?? mi o tym ??wiadectwo. A wi?c rozumia??em, ??e musia??em pozna? tego cz??owieka. I tak o to zabiega??em, a?? wreszcie uda??o mi si? spotka? go osobi??cie. W ten spos??b rozpocz???a si? przyja????, kt??ra si? rozros??a, poniewa?? mia??em swoich przyjaci???? i wszystkimi zaw??adn???a ta nowa rzecz, dlatego wszystko w naszym czasie, w naszym dniu, wszystko by??o zdeterminowane przez do??wiadczenie, kt??re rodzi??o si? codziennie, kt??re odnawia??o si? codziennie, pod???aj?c za tym, co wydarza??o si? w tym cz??owieku, patrz?c na to, co wydarza??o si? w nas, w ka??dym z nas. (??)

Od tamtego dnia to towarzystwo zacz???o by? najwi?kszym towarzystwem w moim ??yciu, to znaczy przyjaci????mi, z kt??rymi biegnie si? razem ze wzgl?du na to, co zaw??adn???o naszym ??yciem i co ka??dego dnia, dzie?? po dniu, prosi nas, prowokuje nas, domaga si? od nas, by by??o lepiej poznane. A w tym odpowiadaniu odkrywa si?, czym jest ??stokro? wi?cej?. (??) ??Stokro? wi?cej? jest w??a??nie do??wiadczaniem tego, ??e nieprawd? jest, ??e trzeba si? zadowoli?, jest do??wiadczaniem tego, ??e pragnienie mo??e rosn?? wci??? coraz bardziej, ??e im cz???ciej doznaje si? satysfakcji w ??yciu, tym bardziej pragnienie si? nie wyczerpuje, ale ro??nie. Kiedy osi?gamy stokro? wi?cej? Nie osi?ga si? stokro? wi?cej, stokro? wi?cej nie jest samo w sobie celem. Istotnie, stokro? wi?cej nie oznacza sto, ale stokro? wi?cej, to znaczy jest czynnikiem mno??enia, jest zawsze czym?? wi?cej. (??)

Dlatego ??ycie, kt??re spotkali??my, jest obietnic?. Nie postrzegamy go jako ju?? spe??nionego, nie postrzegamy jako ju?? zrealizowanego w??a??nie dlatego, ??e jest obietnic? spe??niaj?c? si? w czasie. W tym tkwi smak ??ycia ?? jest obietnic?, kt??r? musz? dopiero odkry?, w przeciwnym razie wszystko by??oby ju?? zako??czone. (??) To prawda, ??e wiele rzeczy mo??na zrozumie? natychmiast, lecz cz?sto tak nie jest; w??wczas staj? si? dla nas sprzeczno??ci? i wydaje nam si?, ??e tracimy ten smak ??ycia. Ziarno zasiewane w naszym ??yciu podlega procesowi rozwoju, kt??rego mo??emy nie dostrzega? od razu. Bo gdy ziarno zostaje w??o??one do ziemi, jest czas, w kt??rym ro??nie, ale go nie wida?, widzisz je dopiero, kiedy zaczyna wydawa? owoce. Lecz istot? ziarna jest tkwienie w ziemi i to, by nie zosta??o wyrwane. To, co nas blokuje, to niezrozumienie trudu. Nie chodzi o to, ??e nie rozumiesz, ??e jeste?? o co?? proszony, rozumiesz to, nie przyjmujesz jednak trudu, kt??ry to ze sob? niesie. By przyj?? trud, trzeba mie? racje i trzeba pozosta? przywi?zanym do prawdziwych racji. (??) Osobiste proszenie o racje jest naszym pierwszym towarzystwem i nie chodzi o to, ??e koniecznie musi ci je da? kto?? inny. Istotnie, jest tak, poniewa?? zazwyczaj nie pytamy si?, dlaczego robimy co?? w taki spos??b, ??e czujemy si? osamotnieni w prze??ywaniu tego. Wyzwanie ??stokro? wi?cej? polega na tym, ??e to, czego oczekujemy, jest czym?? wi?cej od tego, co robimy, jest czym?? wi?cej ni?? wyobra??enie, kt??re mamy. A w??wczas odbiera si? jako zawr??t g??owy fakt, ??e w rzeczywisto??ci znajduje si? Obecno??? sk??adaj?ca mi t? obietnic?, a jej znak znajduj? w moim pragnieniu, kt??re nie mo??e zosta? st??umione.

Rok temu odkry??em, ??e jestem powa??nie chory. (??) Teraz czuj? si? dobrze, musz? chodzi? tylko na wizyty kontrolne. Ale w czasie, gdy nie by??o jeszcze wiadomo, co mi jest ani co mnie czeka, zacz???em bardzo dramatycznie zadawa? pytanie, o co jestem poproszony, skoro mia??em i mam wiele odpowiedzialno??ci w ??yciu: jestem m???em, mam czw??rk? ma??ych dzieci ?? jedno jest ju?? w waszym wieku ?? do utrzymania i wychowania; mam prac?, w kt??rej wiele si? ode mnie wymaga, kieruj? 15-osobow? grup? badawcz?; nast?pnie mam odpowiedzialno??ci w Ruchu, kt??rych jest wi?cej, odk?d ksi?dz Carr??n poprosi?? mnie o pomoc w prowadzeniu Ruchu.

 

Wobec tego wszystkiego zadawa??em sobie pytanie: o co tak naprawd? jestem proszony? Zauwa??y??em, ??e na pocz?tku to, co mi si? przydarzy??o, chorob?, traktowa??em jak przeszkod?, poniewa?? my??la??em, ??e moim prawdziwym zadaniem by??y wszystkie inne rzeczy, kt??re robi??em w ??yciu, i ??e nie potrzeba by??o tego nieprzewidzianego wydarzenia. Odkry??em, o co naprawd? jestem proszony dzi?ki temu, ??e nie od razu by??o wiadomo, co mi jest. Poniewa?? my wiele razy m??wimy o nadziei w ??yciu, kiedy sprawy s? ju?? rozwi?zane. Ale co znaczy, ??e jest nadzieja w ??yciu, kiedy sprawy nie s? jasne, kiedy tkwimy jeszcze wewn?trz problem??w, kiedy znajdujemy si? po??r??d trudno??ci? W przeciwnym razie m??wimy o ??stokro? wi?cej?, m??wi?c o abstrakcyjnych sprawach, my??l?c, ??e sprawy uk??adaj? si? pomy??lnie tylko wtedy, gdy ??yciowe problemy s? rozwi?zane. Ale czy mo??na do??wiadczy? stokro? wi?cej, ??y? nadziej?, kiedy prze??ywa si? trudno??ci? To by??o pytanie, kt??re sobie zadawa??em.

W tych chwilach zrozumia??em, ??e wreszcie musia??em zacz?? dostrzega? to, co zawsze tak trudno zobaczy?, i zacz???em to dostrzega? dzi?ki ca??ej historii mojego ??ycia, tych lat, dzi?ki pewno??ci, kt??ra dzie?? po dniu wzrasta??a we mnie po??r??d tej przyja??ni, przyja??ni Ko??cio??a. Zrozumia??em, ??e to, o co zosta??em poproszony, jest ??powo??aniem?, to znaczy ??e powo??anie nie jest form?, kt??r? ty musisz nada? swojemu ??yciu, by po??wi?ci? je Bogu albo samemu sobie, powo??anie jest odpowiedzi? na osobist? relacj?, o kt??r? kto?? prosi twoje ??ycie, t? preferencj?, kt??ra jest ci dana, poniewa?? ta okoliczno??? by??a dana mnie, tylko mnie, w??a??nie mnie, bym uzna?? Jego w moim ??yciu. Nie mog??em dalej prze??ywa? wszystkiego, nie traktuj?c do ko??ca powa??nie tego faktu, kt??ry mi si? przydarza??.

W ten spos??b zacz???em rozumie?, ??e ??stokro? wi?cej? to nie sto razy to, czego pragniemy, to co?? innego, to inna miara. Nie zosta??o nam obiecane, ??e urzeczywistni si? to, co mamy w g??owie, ale o wiele wi?cej, sto razy wi?cej. A w??wczas zaczyna si? rozumie?, dlaczego potrzebne jest po??wi?cenie, co to jest po??wi?cenie. Zosta??o nam obiecane spe??nienie pragnienia naszego serca, je??li nie przestaniemy trwa? przy tej obecno??ci, kt??ra wkroczy??a do naszego ??ycia, poniewa?? ??stokro? wi?cej? zaczyna si? w tym, o co ju?? jeste?? proszony, nie ??eby?? musia?? wyobra??a? sobie nie wiadomo co. I rzeczywi??cie, w tym okresie cz???ciej przypomina??o mi si? i towarzyszy??o to, co m??wi?? ksi?dz Giussani: nieuniknione okoliczno??ci ?? to znaczy te, w kt??rych nie mo??esz wybra?, co zrobi?: mo??esz udawa?, ??e nic si? nie dzieje, ale przeznaczenie jest wyznaczone ?? s? najprostsze, nawet je??li nie s? po???dane, nie s? okoliczno??ciami uk??adaj?cymi si? po mojej my??li. Oczywi??cie wola??bym czu? si? dobrze, by m??c zaanga??owa? wszystkie si??y w wielkie zadania, wa??ne, kt??re mam w ??yciu, ale w pewnym momencie Kto?? Inny wybra?? dla mnie co?? innego: ??Jeste?? o to proszony teraz, poniewa?? to Ja pragn? twojego ??ycia, to nie ty nim kierujesz?. I przychodzi??o mi na my??l, ??e nawet Jezus postanowi?? przyj?? t? relacj? jako definicj? spe??nienia swojego zadania, tego, ze wzgl?du na co zosta?? pos??any ?? relacj? z Ojcem. (??)

 

Minionego lata sporo rozmy??la??em o epizodzie z Ogrodu Oliwnego, kt??ry przywo??ali??my tak??e wczoraj. Jeszcze raz czytam to, co przeczytali??my w Ewangelii ??w. Mateusza. Kiedy Jezus modli si? sam, w pewnym momencie m??wi: ???Duch wprawdzie ochoczy, ale cia??o s??abe?. Powt??rnie odszed?? i tak si? modli??: ?Ojcze m??j, je??li nie mo??e omin?? Mnie ten kielich, i musz? go wypi?, niech si? stanie wola Twoja!? [zwr???cie uwag? na dalszy ci?g opowie??ci]. Potem przyszed?? i zn??w zasta?? ich ??pi?cych, bo oczy ich by??y senne. Zostawiwszy ich, odszed?? znowu i modli?? si? po raz trzeci, powtarzaj?c te same s??owa. Potem wr??ci?? do uczni??w i rzek?? do nich: ???picie jeszcze i odpoczywacie??? (Mt 26, 41??45). Jest spokojny. W miesi?cach choroby odczuwa??em udr?k? Jezusa, kt??ry przychodzi do swoich uczni??w, znajduje ich ??pi?cych i m??wi: ??Ale dlaczego? W??a??nie wy, kt??rzy jeste??cie moimi przyjaci????mi!?. Czu?? si? samotny. Wielk? tragedi? ??ycia jest samotno???, kt??ra jest brakiem odczuwania znaczenia dokonuj?cego si? gestu, tego, co si? prze??ywa, relacji, kt??r? ma si? ze wszystkim, z niesko??czono??ci?, to znaczy my??lenie, ??e to, co si? robi, jest niepotrzebne. Jezus potrzebuje swoich przyjaci????, On, kt??ry nigdy ich nie potrzebowa?? ?? to inni potrzebowali Jego, Jezus nigdy nie potrzebowa??, ??eby inni co?? Mu wyja??nili, ??eby Mu co?? powiedzieli, ??eby Mu co?? pokazali, ??eby rozwi?zali Mu problemy ?? potrzebowa?? nie by? sam, ale ??oczy ich by??y senne?.    

To mnie dotkn???o, poniewa?? pisz?c tak, Ewangelista podkre??la jedn? rzecz, o kt??rej nigdy wcze??niej nie pomy??la??em, ??e zdarzy mi si? prze??y? t? okoliczno???: za??ni?cie by??o niemal poza ich wol?, poniewa?? ich oczy by??y senne, jak gdyby sam Ojciec przyzwoli?? na to, by Jezus nie znalaz?? ostatniej drogi ucieczki i odkry??, ??e jedynym prawdziwym zwyci?stwem nad samotno??ci? by??o ugruntowanie relacji z Ojcem, zawierzenie si? Ojcu, kt??rego obecno??? w tym momencie odczuwa?? jako bardzo odleg???. Zauwa??y??em, ??e prze??ywa??em to samo do??wiadczenie. Wtedy zacz???em stawia? czo??a temu wszystkiemu, co mnie czeka??o, a wi?c tak??e pr??bom, kt??re musia??em przej???. Dlatego rozumiem, ??e nieuniknion? okoliczno??ci? jest najprostsza okoliczno???, poniewa?? w??wczas widzimy jasno, o co jeste??my proszeni. Jeste??my proszeni o bycie pos??usznymi, ale co to znaczy by? pos??usznym? W??a??ciwy nam jest moralistyczny spos??b odczuwania spraw i nie wiemy, czym jest pos??usze??stwo.

Pos??usze??stwo jest przede wszystkim dyspozycyjno??ci?, jest dyspozycyjno??ci? wobec Tajemnicy, kt??ra chce mnie teraz: chce, bym trwa?? przy tym, co jest mi dane, aby potwierdzi?? si? sens ??ycia. ??ycie ma sens i ja musz? go odkry?. A jedynym sposobem odkrycia jest coraz g???bsze wchodzenie w to, co jest mi dane. Dlatego dani mi s? przyjaciele, towarzysze drogi. Tajemnica nie pozostawi??a nas samymi. Wy jeste??cie tutaj, my jeste??my tutaj razem, poniewa?? to wci??? wydarza si? dzisiaj.

 

By prosi? o to, by to znaczenie ukazywa??o si? wci??? coraz bardziej, nawet je??li w pewnym momencie nie widzisz go wyra??nie (??), pozostajesz przywi?zany, jeste?? przywi?zany do ??r??d??a ??ycia, kt??re zobaczy??e??. Kt??re zobaczy??e??, ??e zmienia ci? w tym momencie, kt??re odczu??e?? tak mocno jako wyzwanie rzucone twojemu ??yciu. A w??wczas rozumiesz, ??e ??stokro? wi?cej? to odmienny smak, to nie dodatkowe rzeczy, kt??re robisz albo masz, ale to odmienny smak prze??ywania zwyczajnych rzeczy, kt??re w przeciwnym razie by??yby tylko ci???arem; rozumiesz, ??e robisz co??, co wi???e si? z przeznaczeniem ??wiata, a przede wszystkim z twoim przeznaczeniem, z tym, do czego zosta??e?? wybrany. Ale mo??esz robi? te same rzeczy, nie b?d?c przywi?zanym, przestaj?c pragn?? wielkich rzeczy. To jest rozgrywka, kochani: nigdy nie przestawa? pragn?? wielkich rzeczy! ??ycie nabiera smaku w dyspozycyjno??ci.

 

ZDJ?CIA

  1. Davide Prosperi

Polska strona Ruchu CL   |   Kontakt z redakcją