Menu strony Strona główna Śladów
   
Ślady > Archiwum > 1999 > Biuletyn listopad / grudzie??

Ślady, numer specjalny / 1999 (Biuletyn listopad / grudzie??)

??wiadectwo

Ty?? jeden tylko prawdziwy, o ideale, przedmiocie mej my??li

??wiadectwo wyg??oszone 12 grudnia 1998 r. do 8 ty??. student??w z CL podczas rekolekcji w Rimini

Enzo Piccinini


Jestem chirurgiem na Uniwersytecie w Bolonii.

Za ka??dym razem gdy mnie prosz? o to, bym m??wi?? o moim w??asnym do??wiadczeniu, pierwszym uczuciem jakie si? pojawia jest ch?? ucieczki, poniewa?? ?? nie wiem co wy o tym my??licie ?? trudno jest m??wi? publicznie o czym??, co si? najbardziej kocha,, bez oszukiwania. A rzecz?, kt??r? najbardziej kocham w sensie absolutnym, jest moje ??ycie.

Odczuwam wi?c pewnego rodzaju l?k, wstydliwo???, poniewa?? ruch dla mnie by??, to znaczy sta?? si? i jest, (dos??ownie) moim zbawieniem. Nie wiem, gdzie by??bym teraz, gdyby nie ruch. A zw??aszcza gdy my??l? o tym, co by??o kilka lat temu: by??oby czym?? absurdalnym nawet o tym pomy??le?, a gdyby kto?? powiedzia?? mi, ??e b?d? tutaj, by m??wi? wam o tym, o czym mam m??wi?, odpowiedzia??bym mu, ??e jest wariatem, poniewa?? by??o to co??, co wst?powa??o we mnie powoli i co przemieni??o mnie w nieoczekiwany spos??b.

Ale najpierw jeszcze jedna rzecz: w??a??nie z powodu tego, co powiedzia??em, jest dla mnie bardzo jasne, ze wszystko, czym jestem, zosta??o mi dane. Dlatego jest we mnie wdzi?czno???, przed kt??r? nie mog? uciec: kiedy przyjaciele prosz? mnie o jak??? ofiar? dla ruchu, ch?tnie to czyni?.

Kiedy rozpoczyna??em swoj? karier? uniwersyteck? (swoj? prac?, poniewa?? wtedy nie by??o to jeszcze jasne) by??em po uko??czeniu wydzia??u medycyny i mia??em szuka? punktu odniesienia, mistrza, aby rozwija? si? zawodowo. By??em zainteresowany chirurgi?, ale w??wczas nie by??o ludzi z ruchu lub bliskich przyjaci????, z kt??rymi m??g??bym porozmawia? na ten temat, wi?c zrobi??em najnormalniejsz? rzecz: porozmawia??em ze wszystkimi chirurgami na uniwersytecie i wybra??em tego, kt??ry najbardziej mi odpowiada??. Wybra??em cz??owieka, kt??ry w moim odczuciu by?? tym, co m??wi??, a takie co?? mnie interesowa??o: w nim naprawd? uderzy??a mnie ta jego nieskazitelna po ludzku, postawa. I poszed??em za nim, tak jak to robi ch??opak w tym wieku (my??l? o was); by??em bardzo przywi?zany do niego, patrzy??em na jego ruchy, na to, co robi??, na sali operacyjnej uwa??a??em na najdrobniejsze szczeg????y, na jego ruchy itd.; pami?tam, ??e mia?? pewien tik, i ja te?? go przej???em.

W??wczas nasza wsp??lnota nie by??a du??a, by??a ma??a, a ja wci??? go zaprasza??em na nasze spotkania, s?dzi??em, ??e nigdy nie przyjdzie, ale i tak go zaprasza??em... Ucieszy??bym si?, gdyby przyszed??. I tak pewnego dnia zobaczy??em go na spotkaniu. Mo??ecie sobie wyobrazi? jaki by?? m??j l?k i dr??enie: to by?? szacunek i uwielbienie z mojej strony, tak jak przed mistrzem, kt??rego si? ceni bezwarunkowo. Zobaczy??em go przed sob? i mo??ecie sobie wyobrazi? tych 30-40 m??odych i tego ??ysego cz??owieka, kt??ry wy??ania si? z twarz? podobn? do Szwajcara.

To by??a jego cecha, kt??rej nigdy nie straci??. Czy ogl?dali??cie kiedy?? szwajcarski dziennik? Z tym samym wyrazem twarzy m??wi?, ??e jest ??wi?to lub ??e wszystko si? zawali??o. On by?? w??a??nie taki. Ja by??em ca??y skoncentrowany, m??wi??em w doskona??ym j?zyku w??oskim, wyszukiwa??em s??owa, unika??em przekle??stw i ca??y czas patrzy??em na niego. Ja ca??y rozpalony, a on: ??Szwajcar?; ci?gn? dalej, a on: ??Szwajcar?. Gdy spotkanie sko??czy??o si? on wsta?? i wyszed??, ca??y czas z tym samym wyrazem twarzy. Ja szybko poda??em og??oszenia i zatrzyma??em go przy drzwiach. W nastroju, kt??ry mo??ecie sobie ??atwo wyobrazi?, pytam go: ??Panie profesorze, jak posz??o??. On patrzy na mnie (??Szwajcar?) i m??wi: ??Piccinini, to s? sprawy dla m??odych: s? pi?kne, s? prawdziwe, ale s? dla m??odych! S? dobre dla was, dla ciebie, poniewa?? ty nie wiesz, czym jest ??ycie. Moje ??ycie by??o bardzo ci???kie, pe??ne trud??w, nie raz musia??em i??? na kompromisy, prze??y??em tez niejedn? tragedi?. Takimi rzeczami zajmuj? si? m??odzi, to m??odzie??czy zapa??!? Ludzie! Upad?? we mnie mit, straci??em te?? tik. Mia??em wtedy jasno??? co do tego, ??e je??eli rozpoznajemy co?? jako prawdziwe, to dlatego ??e to co?? nam odpowiada i tak pozostanie na zawsze, poniewa?? czynnik rozpoznaj?cy prawd? jest czym??, co mamy w sobie, i dzia??a jak detektor, jest w??a??nie tym pragnieniem ?? o kt??rym nam dzisiaj r??wnie?? powiedziano ?? prawdy, pi?kna, sprawiedliwo??ci, kochania i bycia kochanym, pragnieniem, kt??re nazywamy sercem. Ono jest w strukturze naszej osoby i nie mo??e by? stawiane poza nawias tylko dlatego, ??e sytuacja jest trudna, ??e sprawy nie uk??adaj? si? dobrze lub dlatego, ??e jest si? starym. Ono jest w naszej strukturze i jest tym, co nas okre??la i pozwala nam rozpozna? to, co jest prawdziwe i co pozostaje na zawsze. Nie wchodzi w gr? problem wieku lub okoliczno??ci.

Od tej chwili zrozumia??em, ??e problem jest tylko jeden: ??e jedno??? mojej osoby (poniewa?? o ni? chodzi??o r??wnie?? w stosunku do jego uwag) jest okre??lona przez ten czynnik, kt??ry mia??em w sobie i kt??ry mi towarzyszy??, tak jak kiedy?? mi towarzyszy?? gdy zaczyna??em gra? w pi??k? no??n?, gdy studiowa??em, a?? do chwili obecnej. By??o to co??, co mnie okre??la: pragnienie szcz???cia, kt??rego nic nie b?dzie mog??o zatrze? i kt??re zawsze w jaki?? spos??b si? pojawi, cho?by jako gorycz. W??wczas to w??a??nie poj???em; zrozumia??em tak??e, ??e jedno??? osoby zaczyna si? od faktu, ??e kto?? wk??ada serce w to, co robi, i ??wierzcie mi ?? jest to tak samo dla kogo?? jak ja, kt??ry ma do czynienia z dramatycznymi sytuacjami (o kt??rych powiem wam p????niej), jak i dla kogo??, kto siedzi przy komputerze; dla dziewczyny, kt??ra chodzi na zakupy, i dla kobiety, kt??ra myje klatk? schodow?: jest to to samo. Wk??ada? serce w to, co si? robi oznacza wk??ada? w to samych siebie. Wk??ada? serce oznacza rozgrywa? (rzuci? w gr?) to pragnienie szcz???cia, kt??re jest nie do pokonania, poniewa?? tkwi w strukturze naszej osoby.

W nied??ugim czasie moje ??ycie skomplikowa??o si? i ja te??, tak jak on, do??wiadczy??em sytuacji przez niego opisanych. Musia??em zmieni? miasto i okoliczno??ci: zacz???em prac? na wi?kszym Oddziale Chirurgii, gdzie uwa??ano mnie za intruza, a wi?c ewidentnie obowi?zywa??a zasada mors tua vita mea (tobie ??mier? mnie ??ycie). Ka??dy m??j b???d by?? wielka rado??ci? dla innych. Codziennie by??em poddawany niesamowitej kontroli i ogromnemu napi?ciu. Ponadto moja rodzina powi?kszy??a si?: w mi?dzy czasie urodzi??o si? czworo dzieci.. To by??a trudna sytuacja, poniewa?? nie mi???em pieni?dzy i moi rodzice dalej wspierali nas finansowo. By??o to troch? upokarzaj?ce. Koniec ko??c??w powiedzia??em i m o tym i od tego czasu dawali mi np. ser lub ubrania, ??eby nie dawa? mi wprost pieni?dzy. A ponadto by??em zaanga??owany w ruchu. Zosta??em nagle odpowiedzialny za najwi?ksz? wsp??lnot? studenck? we W??oszech ?? w Bolonii, a wi?c by??o du??o spraw z tym zwi?zanych. W??wczas zrozumia??em na nowo, ??e jedno??? osoby nie mo??e by? poszukiwana r??wnowag? pomi?dzy obowi?zkami, kwestiami i sprawami do za??atwienia: nie mog??o by? tak, tym bardziej, ??e znalezienie takiej r??wnowagi by??o niemo??liwe. Czas, dyspozycyjno???, praca, rodzina ?? nie mog??o by? tak, poniewa?? w??o??enie serca w to, co si? robi nie mo??e oznacza?, ??e ??wilk jest syty i owca ca??a?. Nie mog??o by? tak: by??a to ca??o???, ca??o??? nawet w tych okoliczno??ciach, kt??re nie by??y zgodne z moimi planami lub kt??rych nie mog??em sam pouk??ada?.

W ten spos??b zrozumia??em, ??e mo??na w??o??y? serce w to, co si? robi, je??eli stoi si? wobec czego?? wi?kszego od siebie. Musi by? co?? wi?kszego ni?? ja: to, co w szkole wsp??lnoty nazywamy przeznaczeniem. To co?? mog??o mi pom??c w ka??dej sytuacji w??o??y? serce ?? to co?? wi?kszego ni?? ja, co?? wi?kszego ni?? moje zdolno??ci. Ka??dy krok mojego ??ycia (przebywanie w rodzinie, przebywanie na spotkaniu ze studentami, chodzenie do szpitala codziennie rano) jest drog? do przeznaczenia ?? zawsze ?? ka??dy krok jest odpowiedzi? na przeznaczenie, jest zaanga??owaniem w przeznaczenie.

Ale to nie wystarczy: nawet w tej formie to nie wytrzymuje pr??by ??ycia. Zrozumia??em to p????niej, poniewa?? w mi?dzyczasie moje zaanga??owanie w pracy na uczelni wzros??o, moje zdolno??ci zawodowe rozwin???y si? i zacz???em stawa? si? punktem odniesienia dla innych koleg??w, na razie niewyra??nym, ale jednak punktem odniesienia. W konsekwencji operowa??em wi?c trudne lub szczeg??lne przypadki i zacz???em do??wiadcza? na w??asnej sk??rze, ??e operacje mog? udawa? si? lub nie ?? nie zawsze ko??czy??y si? sukcesem.

***

Pami?tam, ??e tak si? sta??o z ojcem kogo?? z nas. Operowa??em go, nast?pi??y komplikacje, jeszcze raz go operowa??em, nadal komplikacje, zn??w go operowa??em ?? to trwa??o prawie rok, a w ko??cu zmar??. Ta sprawa nigdy nie da??a mi spokoju, nigdy. Pewnego dnia by??em na spotkaniu odpowiedzialnych w Mediolanie. W??wczas by??o nas jeszcze ma??o z ksi?dzem Giussanim. On mnie spotka?? na korytarzu. Po wyj??ciu ze spotkania Giussani podchodzi do mnie i m??wi: ??Co s??ycha??? ??Nie najgorzej? ?? odpowiadam. On si? zatrzymuje: ??jak to nie najgorzej, co si? sta??o?? ??G??upoty ?? odpowiadam ?? po tym co sobie powiedzieli??my na spotkaniu to s? g??upoty?. On nagle stan???, by?? potwornie zm?czony, nagle stan??? (i to na ??rodku korytarza, w przechodz?cym t??umie) i powiedzia??: ??Przepraszam ci?, Enzo, przy wszystkich g??upotach, kt??re sobie opowiadamy, kiedy jest co??, co jest naprawd? wa??ne, nie m??wimy o tym wsp??lnie?? Ja poczu??em si? przygwo??d??ony i odpowiedzia??em: ??Przepraszam, nie chcia??em, ale zdarzy??o mi si? to i czuj? si? troch? winien, nie mog? spa? po nocach. To znaczy ??pi? godzin?, potem zaczynam o tym rozmy??la?. I tak??e moja ??ona si? niepokoi, bo po godzinie snu budz? si?, i tak si? to powtarza?. On popatrzy?? na mnie i da?? mi najbardziej niemo??liw? do pomy??lenia odpowied??, tak?, kt??rej nigdy bym sobie nie wyobrazi??: ??Enzo, w??a??nie ty?, zacz??? z rozczarowan? min?: ??W??a??nie ty zachowujesz si? tak, jakby Chrystusa nie by??o?! Tak jakby wszystko zale??a??o do pracy twoich r?k: s?dzisz, ze dalej tak poci?gniesz? Przestaniesz robi? to, co robisz i b?dziesz post?powa?? tak jak wszyscy: poszukasz sobie tego, co ci? najmniej rani, tego co ci ??pouk??ada? ??ycie. Nie b?dziesz ju?? ryzykowa???. I doda??: ??W ka??dym razie chc? o tym z tob? jeszcze porozmawia?. Czy mo??esz przyjecha? jak tylko b?dziesz wolny??. Oczywi??cie! Dwa dni p????niej by??em znowu w Mediolanie, spotkali??my si? na obiedzie i wtedy mnie poprosi??: ??No to opowiadaj jeszcze raz?. Opowiedzia??am wi?c, ale doda??em: ??S??uchaj Giussani, nie chc? zabiera? ci czasu, bo juz zrozumia??em. U mnie w szpitalu jest ma??a kaplica i teraz przed p??j??ciem na sal? operacyjn? modl? si? tam i wszystko si? uk??ada. Teraz jestem spokojniejszy?. Zareagowa?? ostro: ??Enzo, gdzie tam modli? si? i modli?! Problem nie polega na modlitwie, ale na tym, ??e nie potrafisz ofiarowa?. Tw??j problem polega na tym, ??e nie umiesz ofiarowa?. Ofiarowanie oznacza, ??e rzeczywisto??? nie jest czym??, co masz w r?ku, nie jest twoja, i ??e wszystko co cz??owiek robi jakby zawiera??o pro??b?, aby Pan, kt??ry jest Panem tej rzeczywisto??ci objawi?? si?, poniewa?? w ten spos??b si? ??yje. A ty ?? ju?? ci to m??wi??em, ale jeszcze raz to powtarzam ?? przestaniesz robi? to, co robisz i b?dziesz ba?? si? ryzykowa??. I faktycznie to by??o prawdziwe, uderzaj?co prawdziwe: ju?? od dw??ch miesi?cy powtarza??em swoim najstarszym asystentom: ??Ch??opcy, przesta??my wykonywa? tak trudne operacje, nie potrzebujemy problem??w, ja musz? zrobi? karier?, im mniej problem??w tym lepiej?. Potem, kontynuuj?c dyskusj? Giussani doda??: ??Czy ty wiesz co to znaczy ofiarowa?, uzna?, ??e rzeczywisto??? nie jest twoja, ??e ty jej nie stworzy??e??, ??e nie jeste?? panem rzeczy? Znaczy to, ??e stajesz przed rzeczywisto??ci? w ub??stwie i to jest najbardziej autentyczny i prawdziwy spos??b stani?cia przed ni?: jeste?? realist? w bardziej powa??ny spos??b, bierzesz pod uwag? wszystko, zauwa??asz swoje ograniczenia, je??eli czego?? nie wiesz ?? b?dziesz pyta?? i pyta?? i nie b?dziesz musia?? broni? swojego image i swojej pozycji.

Powiedzia??em ju??, ??e w??o??enie serca w to, co si? robi jest mo??liwe dla ??czego???, je??li istnieje ??co??? wi?kszego od ciebie, ale to ??co??? wi?kszego ni?? ty musi by? obecne. Obecne, to znaczy ??co???, do czego mo??esz si? zwr??ci?: ??oto tutaj...?, to znaczy ??co???, co rozpoznajesz, przed czym odpowiadasz za to, co robisz. A odpowiadanie przed czym?? lub przed kim?? za to, co si? robi jest sposobem, poprzez kt??ry rzeczywisto??? staje si? dramatycznie obecna. W przeciwnym wypadku pozostaje tylko to, co my??lisz, co czujesz, co wychodzi, co nie wychodzi ?? a i zatrzesz sprawy, kt??re id? ??le, zatrzesz to, czego nie czujesz, ale przecie?? istnieje te?? to, czego nie czujesz, istnieje r??wnie?? to, co idzie ??le.

Ale na tym nie koniec: ta prawda sta??a si? ostatecznie jeszcze bardziej jasna. Na tym nie koniec, poniewa?? wkr??tce wydarzy?? si? epizod, kt??ry ostatecznie wyja??ni?? mi ca??? spraw?. Jedna z naszych przyjaci????ek, do kt??rej by??em bardzo przywi?zany (to jest zdarzenie, o kt??rym trudno mi zapomnie?), by??a operowana gdzie indziej i nast?pi??y komplikacje. W niedziel? rano Giussani zadzwoni?? do mnie i powiedzia??: ??Czy czujesz si? na si??ach, ??eby si? ni? zaj???? W szpitalu, gdzie zosta??a zoperowana byli r??wnie?? lekarze, kt??rzy opiniowali moj? prac?. To by?? niema??y problem poniewa?? wtedy w??a??nie uczestniczy??em w konkursie.

Ale nie powiedzia??em tego Giussaniemu, odpowiedzia??em tylko: ??je??eli jest to konieczne, zrobi? to?. OK. Pojecha??em do niego, a on, m??wi?c wprost, zapyta?? mnie: ??Czy czujesz si? na si??ach, ??eby j? wzi?? do ciebie do Bolonii?? Odpowiedzia??em: ??No nie??le?, tak??e dlatego, ??e od tych wszystkich, dobrze mi znanych chirurg??w juz s??ysza??em: ??pos??uchaj, nie ruszaj jej, nie r??b tego, poniewa?? my ju?? j? zoperowali??my i wiemy, ??e ju?? wi?cej nie da si? zrobi?. Nie r??b tego, bo ona ci umrze, jasne? Ci?gnij t? spraw? dalej, opiekuj si? ni? (prawie si? cieszyli, ??e mog? mi j? odda?), ale nie ruszaj jej, bo ci umrze, jasne? Ci?gnij dalej p??ki si? da terapi? medyczn? i miej nadziej?, ??e to si? samo rozwi???e?. Przywioz??em ja do siebie i dok??adnie tak uczyni??em, staraj?c si? dociec wszelkimi sposobami, czy jest jakakolwiek mo??liwo??? wyleczenia bez operacji, o kt??rej mi jasno powiedziano ??e jest niemo??liwa. A poniewa?? oni nie byli najgorszymi chirurgami, uwa??a??em, ??e to, co m??wi? jest prawdopodobne. Powa??nie zaanga??owa??em si?, ??eby zrozumie?, na ile mog? zwleka?, ale wszelkie dane m??wi??y mi, ??e nie mo??na czeka?. W pewnym momencie by??o jasne, ??e musz? j? operowa?. Musia??em to zrobi?, poniewa?? wszelkie dane nie pozwala??y mi na ??adne oczekiwanie. W momencie, gdy postanowi??em, ??e na drugi dzie?? j? zoperuj?, zadzwoni??em do Giussaniego, poniewa?? ?? a to chcia??em wam przekaza? ?? nie wystarczy powiedzie?, ??e potrzebne jest co?? wi?kszego, co jest obecne. Nie da si? w??o??y? serca w to, co si? robi, nie wytrzymuje si?, poniewa?? po jakim?? czasie, okazuje si?, ??e rzeczywisto??? jest brutalna, serce poddaje si? i zaczyna si? narzekanie lub samoobrona: trzeba nie by? samym. Nie mo??na pozosta? samym. Zadzwoni??em wi?c do Giussaniego, na szcz???cie go zasta??em i powiedzia??em mu: ??Przepraszam, ??e dzwoni? do Ciebie, tak p????no. Nie prosz? Ci? o to, aby?? rozwi?za?? problemy techniczne ani o to, aby?? mi powiedzia?? co mam zrobi?, poniewa?? dane medyczne prowadz? mnie do tej decyzji. Ale gdybym nie zasta?? Ciebie musia??bym poszuka? kogo?? innego, poniewa?? nie wiem czy to jest s??uszne czy nie, ale potrzebuj? por??wnania, pomocy, otuchy, poniewa?? boj? si?, nie jestem spokojny?. On odpowiedzia??: ??Nie mylisz si?, jest to bardzo s??uszne. Poniewa?? ca??a pewno??? naukowa nie mo??e ci da? pewno??ci, aby spr??bowa?, tak jak nie mo??e da? ci pewno??ci w ??yciu. Potrzeba pami?ci o ??ywej relacji, w przeciwnym wypadku nie udaje si? przej??? ponad to, co mo??esz zmierzy? i co mo??esz zrobi??. I doda??: ??Pos??uchaj, dane m??wi? tak: wobec Boga, trzeba dzia??a?. Wobec ludzi, tego nie wiem, nie obchodzi mnie to: wobec Boga ?? trzeba dzia??a?!? To rzecz niezwyk??a! Niezwyk??a, poniewa?? jest to pewno??? oparta na tym, ??e danymi s? okoliczno??ci, rozumiecie? Nie tylko te cztery rentgeny, ale okoliczno??ci, na kt??re trzeba odpowiada?, przez kt??re masz na siebie patrze?, poniewa?? one s? obliczem, poprzez kt??re B??g przedstawia si? w twoim ??yciu. No wi?c zoperowa??em j?. Operacja by??a niesamowita (pami?tam jeszcze ile godzin trwa??a). Poczeka??em kilka dni, ??eby upewni? si?, jak posz??o. W trzecim-czwartym dniu zrozumia??em, ??e posz??o dobrze i zadzwoni??em do Giussaniego: ??Giussani, niespodziewanie idzie dobrze?. Cisza. Potem odpowiada: ??Przepraszam, ale ty mia??e?? w?tpliwo??ci??. ??Czy ja mia??em w?tpliwo??ci? By??em pe??en w?tpliwo??ci, mia??em ich pot?d: to by??o straszne, straci??em kilka kilogram??w?. A on na to: ??Przecie?? powiedzia??em ci...?. Faktycznie, by??o to przepi?kne, kiedy wcze??niej powiedzia??: ??Pos??uchaj, my pomodlimy si? do Boga i ??w. Pampuri, a ty dzia??aj?. Na koniec powiedzia?? mi: ??Dzi?kuj?, poniewa?? by??e?? narz?dziem cudu?. Oto, popatrzcie, jest s??uszna postawa w ??yciu, poniewa?? nie mog??em wpa??? w pych? z powodu tego, czego dokona??em. ??Narz?dzie cudu? oznacza, ??e ja nic nie zrobi??em. Je??eli taka jest nasza postawa, czego jeszcze mamy si? ba?? Co jeszcze mo??e nas zatrzyma??

Ostatnia (bardzo kr??tka) uwaga o mojej pracy. W??a??nie dwa miesi?ce temu u mnie w pracy sta??o si? co?? powa??nego i powiedzia??em Giussaniem: ??Ja ju?? nie wiem ?? czasami mam okropne w?tpliwo??ci ?? czy to, co robi? i to, co ryzykuj? jest tylko owocem mojego temperamentu czy jest powa??nym pos??usze??stwem wobec rzeczywisto??ci. Czy jest jaki?? spos??b, ??eby to zrozumie?? Czasami wydaje mi si?, ??e tak ryzykuj? tylko dlatego, ??e mam taki temperament. Czy jest jaki?? spos??b, aby zrozumie?, czy jest to tylko m??j temperament czy te?? pos??usze??stwo wobec rzeczywisto??ci??. ??Tak, to jest ta ofiara ?? o kt??rej m??wi??em ci ?? wobec czego?? obecnego, poniewa?? kiedy jest si? przed czym?? obecnym, to jest si? jak dziecko, kt??re robi co?? nie tak, przychodzi ojciec, a ono rozumie sw??j b???d. Obecno??? wprowadza dramatyczno???. Kto?? lub co??, wobec kogo odpowiada si? za to co si? robi, wprowadza w ??ycie taka dramatyczno???, dzi?ki kt??rej wszystkie rzeczy s? bardziej autentycznie obecne. Je??eli idziesz do pracy w ten spos??b, mo??esz by? bardzo zm?czony, twoja ??wiadomo??? mo??e by? ca??kiem ??odwr??cona?, ale podnosisz g??ow? i odpowiadasz poprawnie. A poza tym dlaczego boisz si? swojego temperamentu? (S??uchajcie to by??o dla mnie wyzwalaj?ce!) Je??eli B??g stworzy?? ciebie takiego, ty s??u??ysz tym, czym jeste??. Dlaczego mia??by?? si? ba? swojego temperamentu?? I to by??o naprawd? wyzwalaj?ce dla mnie, poniewa?? zawsze my??l?, jaki jestem: instynktowny i gwa??towny.

Tak wygl?da moja droga zawodowa, a kolejn? niezapomnian? spraw? w moim ??yciu jest to, co zrozumia??em o tym, co znaczy kocha?. Jechali??my razem samochodem (odwozi??em ksi?dza Giussaniego z Ceseny do Bolonii), rozmawiali??my (cz?sto s??u??y??em mu jako kierowca), a on zapyta??: ??Co s??ycha? w twojej rodzinie?? By?? to okres, gdy od d??u??szego czasu w k????ko s??ucha??em uwag o sobie: ??Jakie on ??ycie prowadzi, co z rodzin?, co z ??on?, co z dzie?mi, c???? za ??ycie??. Nigdy na to nie zwa??a??em, poniewa?? s? to sprawy, kt??re mnie wzgl?dnie interesuj?: ja wiem co ja odczuwam jako prawdziwe i przed czym nie mog? ucieka?. Ale po jakim?? czasie te g??osy wkradaj? si? w ??wiadomo??? i ja sam zacz???em sobie zadawa? pytanie; ??Co za ??ycie prowadz??? Powiedzia??em wi?c: ??Giussani, mam w?tpliwo??ci, s??ucham tych g??os??w ?? one wesz??y we mnie i w ko??cu sam zadaj? sobie pytanie: c???? za ??ycie prowadz?? Czy ja ich kocham czy nie??. On na to: ??S??uchaj, czy ty kochasz swoj? rodzin??? Odpowiadam: ??Tak?. ??Czy kochasz swoje dzieci??. Odpowiadam: ??Tak?. ??Daj mi przyk??ad!? Nie wiem czy kto?? z was potrafi??by poda? przyk??ad na ten temat. Nie wiedzia??em co powiedzie?, wi?c odpowiedzia??em: ??S??uchaj cz?sto wracam do domu p????no w nocy z powodu pracy lub z powodu Ruchu, a ??ona (wtedy mieszkali??my w ma??ym domu, teraz mamy wi?kszy, ale pusty, poniewa?? wszystkie dzieci s? poza domem) zostawia lekko uchylone drzwi do pokoj??w, ??eby m??c s??ysze?, czy dzieci nie p??acz?, czy si? nie budz?. Kiedy wchodz?, mog? w???czy? ??wiat??o tylko w przedpokoju, bo je??li w???czam inne ??wiat??a dzieci si? budz? ?? moja ??ona pod tym wzgl?dem... W???czam ??wiat??o w przedpokoju, wchodz? cichutko, rozbieram si? na korytarzu, ??eby nie by??o ha??asu, ale przez uchylone drzwi przebija si? ??wiate??ko znad ??????ek, gdzie ??pi? moje dzieci. Trudno to opisa?, ale bierze mnie poczucie niesko??czonej czu??o??ci, kiedy widz? te ??k???bki? ??????ku. Wi?c wchodz? ukradkiem, bior? do r?k jedno, a one czasami budz? si?: ??Tato!? ??Cicho! Bo mama...? Troch? je ??ciskam, ca??uj?...?. Ko??cz?c, m??wi? Giussaniemu: ??Zatem wydaje mi si?, ??e ich kocham?. A Giussani na to: ??Nie w ten spos??b si? kocha. Popatrz, aby kocha? prawdziwie, w??a??nie wtedy, kiedy ta czu??o??? jest silna, prawdziwa i porywaj?ca, powiniene?? uczyni? krok do ty??u, popatrze? na nie i powiedzie? sobie: ??CO z nich b?dzie?? Kocha? oznacza zrozumie?, ??e oni maja przeznaczenie, ??e nie s? twoi, s? twoi i nie s? twoi, i ??e w??a??nie patrz?c na dramatyczno???, kt??r? przeznaczenie narzuca relacjom, sprawom, przysz??o??ci i tera??niejszo??ci -  b?dziesz je szanowa??, b?dziesz je kocha??, b?dziesz got??w zrobi? wszystko dla nich, nie b?dziesz si? czu?? szanta??owany tym, czy s? wzgl?dem ciebie pos??uszne czy nie?.

By??o to co?? nowego, ale zrozumia??em, ??e to jest zawsze prawd?. Pomy??lcie o mi??o??ci pomi?dzy m???czyzn? i kobiet?: je??eli nie ma tego os?du, jest tak jak pomi?dzy psami ?? dok??adnie tak sama, jaka jest r????nica? Jest to niesamowite, poniewa?? ta sprawa zawsze mnie o??wieca??a. Pami?tam spotkanie w Chieti, kiedy Giussani pierwszy raz wprowadzi?? zdecydowanie i publicznie spraw? ??ty?. Tego ??Ty?, dzi?ki kt??remu drugi cz??owiek jest ??ty?; ta Tajemnica, kt??ra daje mu byt (konsystencj?) jest owym ??Ty?, jest czym??, z czym ty patrzysz i st?d nagle rodzi si? z tego szacunek ?? blisko??? i szacunek wcze??niej nieznane, kt??re nigdy nie by??y tak intensywne.

Dodam jeszcze jeden szczeg????. Wszystkie moje dzieci uros??y i wyjecha??y. Jedna z c??rek pojecha??a do Chin, kt??re ?? mi?dzy nami m??wi?c ?? s? najbrzydszym miejscem na ??wiecie (przepraszam Chi??czyk??w tu obecnych, ale oni tez przecie?? o tym wiedz?!). W ka??dym razie to jest prawda! Pojecha? do Chin to tak jak wr??ci? nagle o dwa tysi?ce lat wstecz. Dlatego nie rozumiem, sk?d ta wielka mi??o??? do Wschodu u moich koleg??w. Syn, kt??ry moim zdaniem powinien by?? zosta? lekarzem, studiuje nauki o komunikacji w Lugano: w??a??nie w??r??d Szwajcar??w, o kt??rych powy??ej by??a mowa. W domu nie ma wi?c nikogo. Czasami udaje si? nam spotka? razem, ale to rzadko. Pewnego dnia byli??my razem na obiedzie i zada??em im pytanie, o kt??rym my??la??am od d??u??szego czasu: ??Przepraszam, ale dlaczego wy jeste??cie w Ruchu? Ja nigdy nie m??wi??em wam o Ruchu: dlaczego jeste??cie w Ruchu? To dziwne, ale nigdy wam o Ruchu nie m??wi??em?. To prawda, nigdy w domu o tym nie rozmawiali??my, o Ruchu; tak sobie ??yli??my, z ??on? i ze wszystkimi sprawami, wedle tego, co zaczyna??o mnie porywa?. Po jakiej?? chwili najstarsza c??rka odpowiedzia??a: ??Wiesz dlaczego my jeste??my w Ruchu? Po pierwsze, poniewa?? zawsze uderza??a nas ca??o??ciowo??? twojego zaanga??owania w Ruchu (dziwne: to by??a w??a??nie przyczyna, dla kt??rej by??em mniej obecny w domu, a to w??a??nie najbardziej ich uderza??o. Dopiero wtedy zrozumia??em ?? przyjaciele ?? ??e nie ma co pr??bowa? tak post?powa? aby ??wilk by?? syty i owca ca??a? ?? smak ??ycia, pi?kno ??ycia s? proporcjonalne do zaanga??owania w idea??! C???? chcecie jeszcze kalkulowa?? I to maj?c dwadzie??cia lat? Po drugie, kiedy zaprasza??e?? do domu twoich przyjaci???? i my was obserwowali??my, zawsze uderza??a nas wasza przyja???? ?? przyja????, jakiej pragn?li??my r??wnie?? dla nas?.

Przyjaciele, to jest w??a??nie najwa??niejszy punkt, poniewa?? autorytetem naszego ??ycia jest przyja????, a jest to przyja????, kt??ra uderza, poniewa?? by??aby niemo??liwa bez tego, co sobie m??wimy i co dzisiaj sobie powiedzieli??my, jest to rodzaj przyja??ni, kt??ra prze??wieca w sposobie relacji, oddania, ca??o??ciowo??ci, intensywno??ci, wzajemnej s??u??by. Ale gdzie to znajdziecie? Gdzie jest to mo??liwe? Chrystus jest obecny w przyja??ni, w kt??rej jedyn? racj? jest On sam. A to przekonuje wszystkich: w??a??nie to mnie przekona??o. Podsumowuj?c, rozumiem, ??e tutaj wszystko si? rozgrywa, na tym poziomie wszystko si? rozgrywa.

A wi?c ko??cz?. Dwie rzeczy s? wa??ne w moim ??yciu. Pierwsza jest nast?puj?ca: w??a??nie ze wzgl?du na to, co wam powiedzia??em, nie traci smaku ??ycia ten, kt??ry pope??nia b???dy, ale ten, kt??ry nie ma poczucia niesko??czono??ci, przeznaczenia, idea??u, obecno??ci Tajemnicy. Dlatego wi?c problemem w ??yciu nie jest pope??nia? b???dy lub ich nie pope??nia?. Nie traci smaku ??ycia ten, kto pope??nia b???dy, ale ten, kt??remu brak wi?zi z Przeznaczeniem, kt??re czyni wszystkie rzeczy, z Tajemnic? obecn?. St?d wszystko jest hipotez? pozytywn?. Czas, kt??ry jest dla wszystkich synonimem dekadencji (upadku, rozk??adu), pracuje dla nas pozytywnie. Patrz? na swoje ??ycie: ??Ale mi si? wydarzy??o!? I zawsze m??wi? sobie: je??eli dotychczas tak si? wydarzy??o, wyobra??my sobie co si? wydarzy w przysz??o??ci! Ale rzeczy zobaczymy. To interesuj?ce, nie? To dopiero przygoda.

I dok??adnie tu jest sedno sprawy, poniewa?? z drugiej strony, gdybym mia?? zobrazowa? swoje ??ycie tak jak si? ono rozwin???o (istnieje prawo fizyki, kt??re stwierdza, ??e horyzont zmienia si?, gdy zmienia si? punkt obserwacji) u??y??bym takiej metafory: moje ??ycie jest jak balon, im dalej id?, im bardziej si? wznosz?, im bardziej si? anga??uj?, im g???biej ??yje tym ??yciem, tym bardziej odkrywam aspekty cz??owiecze??stwa, kt??re wcze??niej by??y dla mnie niemo??liwe do prze??ycia: zdolno??? do wierno??ci, do przyja??ni, do lojalno??ci, do ci?g??ego zaczynania na nowo, do niez??omno??ci, o kt??rych wcze??niej nawet bym nie pomy??la??. Tak wi?c, ostatecznie, jest wdzi?czno???. Jak zacz???em tak chc? sko??czy?: to wdzi?czno???, cechuje moje ??ycie, dlatego nie boj? si?, aby odda? je ca??e.

 


Polska strona Ruchu CL   |   Kontakt z redakcją